Pyrkon 2022 – Dzień Trzeci

Na trzeci dzień Pyrkonu wyruszałem już samotnie, więc to była zupełnie inne organizacja z mojej strony. Wstałem przed ósmą, szybko ogarnąłem się i myk tramwajem na targi, co by zdążyć na interesującą mnie prelekcję o 9:30. Udało się śpiewająco, nawet musiałem poczekać niecałe pół godziny, ale wcześniej, jak szedłem do hali 15 to oprócz zapowiedzi kolejnego dnia upału, widziałem, że jest już niedziela, ostatni dzień konwentu. Ilość ludzi była nieporównywalnie mniejsza niż w sobotę i zdaje się mniejsza niż w piątek, a tak przynajmniej myślę, pisząc te słowa.

Modele!

W każdym razie, na prelekcję dostałem się bez najmniejszego problemy, nawet wolne miejsca zostały po zamknięciu drzwi, a traktowała ona o bitwach lądowych w sci-fi, no bo przecież jakoś planety trzeba zdobywać. Wykład prowadzili Piotr i Michał Cholewa, ojciec i syn, a opowiadali o tym jak to mogłoby wyglądać, jakie wyróżnić rodzaje operacji oraz dawali przykłady dobre oraz te złe, a z tych złych śmiechu było co niemiara. Oczywiście, że pojawili się Żołnierze Kosmosu, ale to firm tak durny, że aż dobry i kultowy, więc można się go było spodziewać, za to zaskoczyła mnie ułańska szarża kawalerii po poszyciu gwiezdnego niszczyciela z ostatnich fimowych Gwiezdnych Wojen. Że ktoś wpadł na taki poroniony pomysł. Panowie mieli materiału na znacznie więcej niż 1,5 godziny, ale w międzyczasie chętnie szli w dygresję ze słuchaczami, więc nic dziwnego, że nie zdążyli się wyrobić, niemniej podobało mi się. Nawet myślałem, czy nie iść na kolejną prelekcję z Michałem Cholewą o pisaniu bitew w popkulturze, tylko że w tym czasie odbywało się także inny wykład, więc musiałem wybierać. Wybrałem ten drugi.

Brody z kosmosu!

Poszedłem na „najlepszy najgorszy film o jakim nie słyszałeś – „Legenda Rokiego-OH””, o którym opowiadał Julian Jeliński, na którego poprzednią prelekcję dzień wcześniej się nie dostałem w pełnym wymiarze. Teraz wszedłem, a ubawiłem do łez. Sam film to dzieło z Hongkong z początku lat 90-tych na podstawie wyjątkowo brutalnej, japońskiej mangi, z dodanym typowo zabawnie kiepskim angielskim dubbingiem. Co tam się dzieje w tym filmie, to głowa mała, to prawdopodobnie jeden z najbardziej krwawych filmów w historii, tylko tak przerysowany, że nie obrzydzało mnie to jak opowiadanie o historii chirurgii. Tytułowi Roki lubi Riki to facet z żelaza, który gołymi pięściami robi ludziom dziury w brzuchach, skopuje czaszki z karków, albo naprawia przecięte ścięgna własnoręcznie je wiążąc, a walce towarzyszą fontanny sztucznej krwi. Przy okazji fabuła jest tak durnowata, że nie można brać tego wszystkiego na poważnie, zwłaszcza przy trafnych komentarzach Juliana. Dobrze się bawiłem.

Trochę historii Pyrkonu!

Po zaliczeniu tych prelekcji było już w pół do trzynastej, więc generalnie zostało mało czasu nim wszystko się pozamyka z powodu końca konwentu. Postanowiłem nie marnować czasu. Zacząłem od porządnego zwiedzenia parteru hali 15 i wystaw, których w sobotę widziałem tylko kawałek. Teraz obszedłem wszystkie, a wystawiono tam, oprócz papierowych pokemonów, najróżniejsze modele robotów, czy statków kosmicznych z rozmaitych marek, stroje, grafiki, a jedna wystawa została poświęcona niekrótkiej historii Pyrkonu. Przy tej pyrkonowej spędziłem najwięcej czasu, czytając ciekawostki z kolejnych edycji. Generalnie spoko żeby sobie pochodzić i odetchnąć chwilę spokojnie, ale czas leciał, więc wyszedłem na patelnię przed halą.

I trochę historii gier wideo!

Pod gorejącym słońcem przedarłem się do łącznika hal 5 i 5a, gdzie spotkałem wpierw jednego znajomego z wczoraj, a potem jeszcze doszła inna znajoma, więc chwilę razem sobie pogadaliśmy oraz wyraziliśmy nadzieję spotkania za rok. Gdy ona poszła, ja z kolegą weszliśmy do hali 5a, w której był kąt gier wideo, mocno zubożony względem poprzednich lat. Stało tam trochę Switchów od Nintendo z kilkoma najnowszymi grami, jakieś miejsce do esportowych gier multiplayerowych oraz trochę sprzętu retro, do którego usiedliśmy. Zagrałem sobie chwilę na konsoli Vectrex oraz na Mega Drive, bo zawsze miło potrzymać fragment działającej historii w rękach, a ja nie planuję zostawać kolekcjonerem retrosprzętu. Nie chciałem jednak zamarudzić tutaj za wiele czasu, bo miałem jeszcze ochotę odwiedzić wystawców. Miałem postanowienie nie kupować już nic drogiego, ale liczyłem na zauważenie jakiś ciekawych gadżetów typu przypinki, czy magnesy, albo na wypicie bubble tea. Gdzie tam, obszedłem wystawców nie widząc nic szczególnie interesującego wśród drobnicy, a do bąblowej herbaty dalej stała potężna kolejka. Tym samym postanowienie oszczędzania samo z siebie się spełniło.

A to śmiesznie wyglądający, pluszowy Sonic

Jako że nie miałem już szans zdążyć na ostatnią prelekcję, która wydała mi się interesująca, poświęciłem czas na rozmowę ze znajomkiem, póki nie musiał zbierać się na pociąg powrotny. Wtedy poszedłem na ostatni posiłek na targach, tym razem podpłomyk, a potem na ostatnie obejście terenu targów. Dopiero wówczas zaszedłem do hali 3a, gdzie urządzono postapo arenę, na której tańczono akurat belgijkę oraz fantastyczne wioski, ale z daleka wyglądało to dość biednie. Mianowicie wioski zajmowały dość skromną powierzchnię wielkiej hali co potęgowało uczucie pustki. Może w sobotę, gdy ludzi było więcej, wyglądało to lepiej, ale wówczas nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że pozostałe po sleeproomach hale dałoby się znacznie lepiej zagospodarować niż to poczyniono w tym roku.

Między wioskami było bardzo dużo pustej przestrzeni

No nic to, dochodziła szesnasta, nie został już mi żaden znajomy do spotkania, a większość atrakcji albo się skończyła, albo właśnie zwijała interes, więc pofatygowałem się do wyjścia oraz domu. W tym roku przez ten brak sleepa oraz zbierających rzeczy ludzi nie czułem aż tak bardzo tego żalu, że Pyrkon się kończy. Po placu chodzili wprawdzie ludzi z walizkami gotowymi do drogi, ale nie przypominali mi aż tak mocno o rychłym powrocie do szarej rzeczywistości.

Koniec Pyrkonu 2022

Cóż rzec na koniec? W zasadzie jak zwykle dobrze się bawiłem, mogłem na trochę oderwać od podobnych do siebie dni, spotkać znajomych z internetu, a że pieniędzy trochę przy okazji wydałem to, cóż, tylko pieniądze. Nie da się powiedzieć, że konwent odbył się bez problemów, bo tych organizatorzy zaliczyli sporo, zaczynając od nieradzenia sobie z kolejkami, czy niezbyt twórcze zagospodarowanie przestrzeni uzyskanej kosztem sleepa, a słyszałem też o wyjątkowym syfie w niektórych toaletach, czy problemach technicznych np. z kinem plenerowym. Choć to już nie wina Pyrkonu, potem odbył się „peronkon”, bo polska kolej zawaliła sprawę i pociągi tak się poopóźniały, że niektórzy czekali do poniedziałkowego poranku, by odjechać, ale mnie to nie dotyczyło. Ja już smacznie spałem, wcześniej ubolewając nad tym, że za rok znowu Pyrkon chcą zrobić w czerwcu, a bilety ponownie podrożały. 199 zł za bilet w pierwszym wczesnym rzucie to już moim zdaniem przesada, choć jestem świadom inflacji, a co będzie potem? Nigdy nie kupuję aż tak wcześnie, bo nie mam pojęcia co się przez kolejne kilka miesięcy zdarzy. Pewnie z bólem portfela zapłacę za kolejną edycję, ale wrażenie bycia eksploatowanym co raz bardziej przez organizatorów niestety pozostanie.

No cóż, miejmy nadzieję, że do zobaczenia za rok.

Tutaj wspominki z piątku/ A tu z soboty

Reklama

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s