Fantastyczna gra – Quantum Break

W tym tygodniu pozostajemy w temacie manipulowania czasem, ale cała otoczka tego motywu będzie diametralnie inne niż przy poprzednim tytule.

Quantum Break to dzieło znanego, fińskiego studia Remedy Entertainment, czyli eksperta od narracyjnych strzelanek (ludziska ci zrobili też Maxa Payne’a, czy Alana Wake’a), a wydane zostało przez Xbox Game Studios w roku 2016. Jak już wspomniałem to strzelanka, ale dodam, że z widokiem trzecioosobowym zza pleców bohatera, filmową progresją fabuły oraz zespawano ją z serialem aktorskim.

Kiedy czas się rozpada

Jack Joyce (grany przez Shawna Ashmore’a) po latach wraca do rodzinnego miasta Riverport i na zaproszenie swojego przyjaciela, Paula Serene (Aiden Gillen) udaje się w porannych godzinach na lokalny uniwersytet. Na miejscu Paul prezentuje mu dzieło zbudowane we współpracy z bratem Jacka, genialnym, ale nieszczególnie społecznym naukowcem Williamem (Dominic Monaghan), którym rzekomo jest najprawdziwszy wehikuł czasu. Niestety, Will, nagle zaczął robić wszystko byleby sponsor w postaci korporacji Monarch Solutions zrezygnował z dalszego finansowania projektu. Serene jest zdania, że maszyna będzie bezpieczna i rewolucyjna, więc prosi Jacka o pomoc w wykonaniu testu z udziałem człowieka, a ochotnikiem jest sam Paul. Oczywiście, jak to w takich sytuacjach bywa, wszystko nagle idzie w diabły. Eksperyment kończy się eksplozją, która rozpoczyna proces rozpadania się struktury czasu i ten wkrótce całkiem się zatrzyma, Jack odkrywa, że nabył moce manipulowania czasem dookoła siebie, jego przyjaciel znika w maszynie, a na teren uniwersytetu wpadają żołnierze korporacji Monarch. Okazuje się, że za firmą stoi Paul Serene, odmieniony przez podróże w czasie, posiadający podobne moce do Jacka i zamierzający bezwzględnie zrealizować swój plan dotyczący kryzysu, nawet posuwając się do zabijania dawnych przyjaciół. Jednakże, Jack znajduje także sojuszników, z których najbardziej wyróżnia się Beth Wilder, zadziwiająco wiele wiedząca o obecnych wydarzeniach.

W serialu śledzimy tą samą opowieść, ale z perspektywy osób związanych z Monarch Solutions. Tutaj na antagonistę wysuwa się Martin Hatch (Lance Reddick), prawa ręka Paula Serene, mający własne plany na kryzys, zaś protagonistą staje się Liam Burke (Patrick Heusinger), człowiek od mokrej roboty w Monarch, który jednak zostaje zmuszony stanąć przeciwko firmie, dla której pracuje i połączyć siły z innymi osobami chcącymi zdemaskować jej prawdziwe plany.

Fabuła nie jest może szczytem geniuszu, ale jest dostatecznie interesująca, by się wciągnąć. Zapewnia niezłą intrygę, motyw zabawy z czasem jako tako trzyma się kupy (a w tym przypadku nawet to ciężko osiągnąć) oraz liczne zwroty akcji, ba nawet napięcie da się tu odczuć. Bohaterowie też wyszli całkiem zacnie i polubiłem ich, tak dobrych, jak i złych. Gra stara się też być trochę nieliniowa mimo liniowości rozgrywki. Otóż pojawia się kilka miejsc „kluczowych”, w których podejmujemy ważne decyzje, co sprowadza się jednak tylko do wyboru między dwiema opcjami co w pewien sposób wpływa na dalszą opowieść grową i serialową, ale nie są to zmiany jakieś diametralne. Nie czułem chęci przechodzenia gry po raz drugi, by sprawdzić alternatywy.

Hej kelner, w mojej grze są żywi aktorzy

Remedy prawie od zarania swojej działalności eksperymentowało z filmową narracją w grach, począwszy od Maxa Payne’a, ale tutaj moim zdaniem stanęli na granicy możliwości łączenia gry z filmem. Dalej byłoby już chyba tylko FMV (interaktywny film), a każdy nieco bardziej ogarnięty w temacie gracz wie jak to z tym było w latach 90-tych. Tak więc główne postaci w grze to nie są wytwory projektantów, a modele opracowano na bazie żywych ludzi. Nie są to może w większości najbardziej znane nazwiska srebrnego lub małego ekranu, ale z pewnością solidni aktorzy dający dobre występy przy okazji Quantum Break i nie tylko oglądamy ich w wersji wygenerowanej komputerowo, bo pomiędzy sekwencjami grywalnymi prezentowane są nam odcinki serialu z tymi samymi aktorami. Nie są to jakieś marne, filmowe scenki nakręcone za przysłowiową „dychę” na greenscreenie w tanim studiu, ale prawdziwe show ze sporym budżetem oraz rzetelnym wykonaniem. Finom udało się wyjątkowo dobrze połączyć oba te medialne światy i dobrze się gra oraz ogląda. Wadą takiego rozwiązania jest fakt, że no to nie jest szczególnie długa gra, bo inaczej budżet musiałby być astronomiczny, mi jednorazowe przejście zajęło ok. 8 godzin, a rozgrywkę przeplatają ok. 20 minutowe odcinki serialu do obejrzenia.

Jako gra to jak wspomniałem TPS, strzelanka z widokiem zza pleców bohatera. Jako Jack przemierzamy dość małe i korytarzowe lokacje, a na naszej drodze stają wrogowie w postaci żołnierzy korporacji (innych przeciwników nie przewidziano). Myszkując po kątach znajdziemy mnóstwo dzienników, maili i innych przedmiotów rozbudowujących tło fabularne (niektóre porcje tekstu są zaiste spore) oraz punkty do rozwijania zdolności postaci. Czasem też musimy poskakać, powspinać się, albo rozwiązać prostą zagadkę środowiskową. Nic co by na dłużej hamowało postępy, ale dające pewne wytchnienie od głównego dania. Strzelanie zrealizowano poprawnie, choć raziło mnie, że strzelać można tylko po naciśnięciu przycisku odpowiedzialnego za przycelowanie i nie można samemu kucać, tylko bohater automatycznie przykleja się do najbliższej osłony. Arsenał nie jest szczególnie interesujący, a Jack może nosić na raz trzy sztuki broni: Jedną jest zawsze pistolet (do wybory zaledwie trzy), drugą jakiś rodzaj broni maszynowej (karabin szturmowy, albo kilka rodzajów pistoletów maszynowych), a trzecią coś cięższego (strzelby, potężny karabin powtarzalny, albo mielący wrogów LKM). Podobało mi się, że strzały są głośne, a trafienia siarczyste, więc jest satysfakcja z ostrzeliwania przeciwników. Wrogów czasem pokonujemy z marszu, idąc „korytarzem”, ale zwykle do starć dochodzi w większych pomieszczeniach z osłonami, plecakami do uzupełnienia amunicji oraz tradycyjnymi, wybuchającymi beczkami do „wybuchania”.  

Do pomocy mamy też wspomniane czasowe moce. Pierwszą jest po prostu podświetlenie wrogów i przedmiotów w okolicy, ale inne są bardziej widowiskowe. Jack może więc stworzyć bąbel zatrzymanego czasu, który unieruchamia wrogów, a wpakowane w to miejsce kule ruszą się po zniknięciu bąbla, uroczo zmiatając przeciwnika. Kolejną umiejętnością jest teleportacja na krótki dystans, która pozwala uciec przed zagrożeniem, albo przeciwnie, skrócić dystans, by z zaskoczenia ostrzelać przeciwników, ale możemy ich też rozwalić rozerwaniem czasu, co jednakowoż jest po prostu wybuchowym atakiem obszarowym. Później zyskujemy jeszcze możliwość szarży, którą możemy zakończyć efektownym ciosem w gębę jakiegoś żołnierza, ale rzadko z tego korzystałem. Wrogowie nie porywają różnorodnością, bo jak wspomniałem to wyłącznie wojacy korporacji, choć mają kilka odmian. Są więc podstawowe typki bez żadnych mocy, albo kolesie w pancerzu będący gąbkami na pociski. Potem pojawiają goście z urządzeniami naśladującymi nasze moce i tacy w białych wdziankach mogą się teleportować, pomarańczowi są odporni na zatrzymanie czasu, a potem są jeszcze pancerni gości potrafiący blokować nasze moce w swoim otoczeniu. Generalnie nie ma tu walk z bossami jako takich. Normalny poziom trudności jest moim zdaniem wystarczający, by się trochę nagimnastykować, ale bez tkwienia ciągle w jednej strzelaninie.    

Blisko filmu

Jeśli idzie o stronę graficzną to Quantum Break wciąż może robić wrażenie jakością grafiki mimo prawie 5 lat od premiery. Tworząc grę połączoną z serialem autorzy chcieli by grafika była jak najbardziej realistyczna, a przedmioty oraz lokacje możliwe do przełożenia na język filmowy. Ludzie przypominają więc ludzi, zaś bohaterowie żywych aktorów i wyposażono ich w wiarygodną motorykę oraz mimikę. Podobnego realizmu trzymano się przy budowie lokacji, żeby sprawiały wrażenie funkcjonalnych miejsc, a nie poziomów w grze wideo co czasem czuć, a czasem nie, gdy nagle wyłazisz na bardziej otwartą przestrzeń z rozrzuconymi to tu, to tam plecakami z amunicją i wybuchającymi beczkami. Niemniej wszelkie budynki oraz wnętrza oddano z bogactwem szczegółów. Na fasadach widać poszczególne cegły i niedoskonałości, a pomieszczenia wypełniają meble, na których poustawiano rozmaite przedmioty, które normalnie by się na nich pewnie znalazły. Co do odwiedzanych lokacji, te raczej wpisują się w ramy tego czego oczekiwać po grze osadzonej we współczesności z odrobiną sci-fi. Połazimy więc po uniwersytecie, po wieżowcach z biurami, dokach, czy opuszczonej pływalni, ale nie brakuje też szarobetonowych baz z różną maszynerią. Jest różnorodność i nigdzie nie siedzimy na tyle długo, by to stało się nużące, ale nie ma też moim zdaniem żadnej miejscówki wyjątkowo zachwycającej. Podobać się mogą efekty, bo np. wszelkim zabawom z czasem towarzyszy efekt „pękania” rzeczywistości, jakby ta była ze szkła, albo zaginania jak papier, albo kontury obiektów ulegają zatarciu w specyficzny sposób. Po prostu od razu widać, że w normalnej okolicy zaczyna się dziać coś nienormalnego.

Serial aktorski dzieli kierunek artystyczny z grą, a więc nie tylko postaci powracają jako żywi aktorzy, ale też przedmioty i miejsca widoczne podczas rozgrywki pojawiają się jako scenografie i rekwizyty, łącząc ze sobą oba elementy doświadczenia. Nic nie wygląda tandetnie, a scenom akcji poświęcono dość środków, by wyglądały rzetelnie, więc nic w tej części  nie zgrzyta, ani nie trąci taniością. W oderwaniu od gry to mógłby być nawet niezły serial akcji.

Dźwięk jak zwykle jest moją piętą achillesową, bo nie zwracam na niego takiej uwagi, jak na inne elementy i mam problemy coś więcej o nim napisać. Na pewno podobały mi się odgłosy strzelanin oraz wszelkie dźwięki towarzyszące czasowym anomaliom oraz scenom akcji. Aktorów dobrze słychać w obu częściach produkcji. Muzyka jest odpowiednia do doświadczenia, ale żaden utwór nie pozostał mi w głowie po ukończeniu przygody.

Dodam jeszcze, że zdarzały mi się śmieszne sytuacji z dziwnym zachowaniem fizyki oraz ciał przeciwników, ale to niewielkie problemy. Gra generalnie działała bez zastrzeżeń.

Podsumowanie

Quantum Break to ciekawe doświadczenie, prawdopodobnie jedno z najbardziej filmowych w świecie gier, a przy tym wysokiej jakości. Oferuje całkiem ciekawą fabułę zgrabnie łączącą grę wideo z serialem aktorskim, a do tego jest ładna wizualnie. Jednocześnie jednak widać, że narracja stała na pierwszym miejscu podczas tworzenia produkcji i strzelanie jest zaledwie poprawną częścią rozgrywki, a opowieść przynajmniej mnie nie wciągnęła na tyle, bym powtórnie przechodził grę. Niemniej to było kilka dobrze spędzonych godzin, więc polecam.

Ocena końcowa: 7/10

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s