Prawie jak Ghibli – Lupin Trzeci: Zamek Cagliostro

Witam po długiej nieobecności.

Jak widać po pierwszej części tytułu, dzisiejszy wpis będzie dotoczył czegoś związanego z Ghibli, ale jednak tak nie do końca. Wiecie, jest kilka animacji, które w jakiś sposób nawiązują do twórczości Studia Ghibli, czy to wizualnie, czy przez osoby biorące udział w produkcji, ale nie są jego dziełem, więc sobie pomyślałem, że w ramach moich wpisów o animacjach dostaną osobną szufladkę. Bo czemu by nie. To zapraszam:

Film znany pod polskim tytułem jako Lupin Trzeci: Zamek Cagliostro pochodzi z roku 1979 i jest debiutem Hayao Miyazakiego, założyciela Studia Ghibli, jako reżysera pełnometrażowego filmu. Tak, tak, Nausicaa z Doliny Wiatru nie była pierwsza.  Jednocześnie film ten łączy się z serią o Lupinie Trzecim, dżentelmeńskim złodzieju. Ta wykreowana przez mangakę znanego pod pseudonimem Monkey Punch w 1962 r. postać jest wnukiem literackiego Arsene Lupina z dzieł Maurice’a Leblanca i już wcześniej trafiła do serialu anime, przy którym notabene pracował Miyazaki w tym reżyserował kilka odcinków. Ja szczerze mówiąc poza zatknięciem się kilkakrotnie w internecie z wizerunkiem Lupina kompletnie nie miałem do czynienia z serią aż do obejrzenia opisywanego filmu na Netflixie.

PS: Ten wesoło chaotyczny plakat (notabene późniejszy, bo opatrzony logiem Ghibli) absolutnie oddaje wesołego ducha tej animacji.

PPS: Nie ma tu za bardzo fantastyki, ale nie przeszkadza to tej animacji być fantastyczną samej w sobie.

Sprawa fałszywych banknotów

Lupin i jego kumpel, Jigen, dokonują zuchwałego napadu na kasyno w Monte Carlo i kradną grubą forsę. Ich radość ze wzbogacenia nie trwa jednak długo, gdyż dżentelmeński złodziej rozpoznaje, iż banknoty, choć niemal idealne, są w istocie sfałszowane. Lupin postanawia odnaleźć źródło tak wielkiej ilości fałszywej kasy, a trop wiedzie do małego, górskiego kraju w Europie: Księstwa Cagliostro. Księstwem od kilku lat rządzi jako regent hrabia z bocznej linii dynastii panującej i koniecznie chce on ożenić się z Clarrise, córką zmarłej pary książęcej. Dziewczyna z kolei nie pali się do tego, a pierwsze co widzą Lupin i Jigen po wjeździe do Cagliostro, to panna młoda uciekająca przed sługusami hrabiego. Po tym zdarzeniu złodziej tym bardziej jest chętny rozwikłać tajemnice stojące za hrabią oraz ocalić Clarrise.

Pewnie pojawia się teraz pytanie: Czy trzeba znać wcześniejsze występy Lupina Trzeciego, by cieszyć się tym filmem? Moim zdaniem… Z pewnością, trochę lepiej by mi się oglądało, gdybym już wiedział kim są postacie stale obecne w serii. Film nie zajmuje się tłumaczeniem nam dokładnie kim jest Lupin oraz jego kumple, ani jakie są relacje między nimi. Mimo to nie czułem się jakoś szczególnie zagubiony. Widzicie, podczas rozmów pada na tyle informacji, by dało się zrozumieć kto, po co i dlaczego. Tak, da się to spokojnie obejrzeć bez poznania poprzednich przygód Lupina.

Co do samej fabuły jest to przyjemny mix przygody, komedii, akcji i kryminału. Głównym celem fabuły jest rozwiązanie zagadki kryminalnej oraz widowiskowe uratowanie damy w opałach, a po drodze nie brakuje gdybania, grzebania oraz walki z takimi przeciwnościami losu jak pułapki, ludzie hrabiego, czy inspektor Zenigata z Interpolu, który marzy o aresztowaniu Lupina. No intryga nie jest szczególnie zawiła, bo od razu staje się jasne, że hrabia jest tu tym złym, ale i tak miło się patrzy jak bohaterowie dążą do zdemaskowania jego knowań. Jako że Lupin to szczwany i pewny siebie śmieszek nie brakuje też okazji do śmiechu, ot chociażby kiedy wystrychuje na dudka Zenigatę i lokalną żandarmerię za jednym zamachem.

Dżentelmeński złodziej kontra bezwzględny hrabia

Jak już wspomniałem, nie znam się na postaci dżentelmeńskiego złodzieja, ale jeśli w innych swoich przygodach jest taki jak tutaj, to nie dziwię się jego niegasnącej popularności. To jest ten rodzaj postaci, który łatwo radzi sobie z przeciwnościami i zawsze ma milion planów na radzenie sobie z opresją, ale nie jest ideałem, zdarzają mu się drobne potknięcia oraz większe potknięcia. Jest pewny siebie, dużo gada i ma cwaniacki uśmiech na gębie ciągle, ale mimo to da się go lubić. Cóż, mi się główny bohater podobał.

Co do obsady pobocznej to też jest taka spoko, nie było nikogo szczególnie irytującego. Z tych których wspomniałem to Jigen to taki głos powagi i rozsądku, ale Clarrise to za to miła dziewczyna, ale jednak typowy przykład damy w opresji do uratowania. Za wiele sama nie robi. Zenigata to uparty oraz twardy glina, którego jednak łatwo wyprowadzić w pole. Pojawia się jeszcze kilka postaci z serii, ale nie będę przecież każdego opisywał. W sumie to jednak nie ma aż tak wiele istotnych postaci pobocznych, ale nie brakuje postaci tła. Tłumy są spore.

Jeśli idzie o tych złych, to hrabia jest wprawdzie oczywiście zły, ale jego połączenie arystokratycznych manier oraz bezwzględności czyni z niego nienajgorszego szwarccharaktera.  No dobrze się patrzy na to, gdy działa. Jego główny przydupas ma fajny wygląd krzyżujący typowego kamerdynera we fraku oraz wąsikiem z kreskówkowym zabójcą o bladej cerze i chodzącym przygarbionym jakby wiecznie się czaił.

Niedaleko od Ghibli

Film miał wprawdzie premierę 5 lat przed założeniem Ghibli, ale już tutaj mocno widać zaczątki stylu, z którego studio i filmy Miyazakiego są tak dobrze znane. Mamy więc wykorzystanie ciepłych barw, przepiękne tła z mocno wyeksponowaną naturą i bogactwo detali. Jak mamy ruiny to całe są porośnięte roślinnością. Jak pojawia się zamek hrabiego to cały aż pęka w szwach od małych szczególików i wygląda wprost zachwycająco. Hej, pojawia się tu też kolejny częsty element filmów Ghibli, pojazdy (w tym latające) oraz maszyny z pieczołowitym ukazaniem ruchomych elementów. Samochody przypominają te prawdziwe (jak Fiat 500), a gdy jakiś straci maskę, to widać działający silnik. Jak pojawia się wieża zegarowa, to ciężko zliczyć tam te wszystkie obracające się koła zębate, a jakby tego było to biegają po tej maszynerii jeszcze postacie.

Postaci oraz płynność ruchu to kolejne rzeczy, które przywodzą na myśl filmy właściwego Ghibli. Hrabia z kwadratową szczęką i cienkim wąsikiem, czy kobieta imieniem Fujiko z charakterystycznymi rysami twarzy, fryzują oraz okularami bez przeróbek mogliby trafić do dzieł studia i nikt by się nie skapnął, że zostali narysowani kilka lat przed narodzinami Ghibli. Tak sobie myślę, że już przy tym filmie Miyazaki współpracował z ludźmi, z którymi założył potem swoją firmę. Przedstawienie ruchu jest w tym filmie znakomite. Pościgi, walki, czy komedia z typowo japońsko przesadzoną ekspresją postaci są niesamowicie płynne oraz naturalne. Bryluje tu szczególnie postać Lupina, który ma bogaty wachlarz emocji, a jego ruchy wprawdzie często zadają kłam ludzkiej anatomii, ale dobrze się na nie patrzy. Naprawdę ciężko uwierzyć, że to wszystko narysowano ręcznie.

Jeszcze do tego jest wspaniała muzyka, która świetnie podkreśla wszystkie pozostałe zalety filmu. Polecam odsłuchać piosenkę Fire Tresure z filmu, jest przyjemna.

Pora na podsumowanie

I tak sobie piszę w superlatywach o Zamku Cagliostro i pewnie wynika z nich, że to musi być świetny film. Cóż, dla mnie to był świetny film. Może nie doskonały, intryga jest w końcu niezbyt skomplikowana, bohater łatwo pokonuje trudności i można czuć niedosyt informacji bez znajomości serii, ale to mi nie przeszkadzało się nim cieszyć. Jest tu wartka akcja, rozwiązywanie sekretów i radosnej komedii, a to wszystko wśród pięknych teł oraz z doskonale przedstawionym ruchem. Osobiście polecam zobaczyć debiut reżyserski Miyazakiego, szczególnie jak lubisz styl Ghibli. Ten film miało go sporo jeszcze zanim powstało studio.

Moja ocena: 8/10

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s