Inktober 2019 – 9. Huśtanie i machanie

9. Huśtanie i machanie

Wioska wydawała się całkiem wymarła, kiedy Hounzo wstępował pomiędzy opuszczone domostwa. Khunraiowi wszystkie wyostrzone, kocie zmysły mówiły, że nastąpiło to całkiem niedawno. W powietrzu wciąż wisiała woń ludzkich i przynajmniej kilku elfich mieszkańców osady, a także coś jeżącego żółtą sierść na jego grzbiecie. Wyuczona ostrożność nakazywała nie lekceważyć takich wskazań i dla bezpieczeństwa humanoidalny lew oparł prawicę na ostrzu zakrzywionego mieczyska wiszącego w pochwie przy pasie. Inni pewnie woleliby obejść to miejsce, ale nie on. Mógłby powiedzieć, że tchórzostwo nie przystoi dumnemu wojownikowi khunrai, jednak tak po prawdzie to się tego dnia spieszył, a tędy wiodła najkrótsza droga. Nie zamierzał jednak sobie pozwolić na lekkomyślność. Potężna postura i otoczone dziką, brunatną grzywą oblicze mogą odstraszać mniej pewnych siebie napastników, ale Hounzo nie miał złudzeń, że nawet na niego czyha wiele zagrożeń.

Niepokój towarzyszył każdemu krokowi w głąb osady. Wioska nie tylko wyglądała na wymarłą, ale można było odnieść wrażenie, że jej mieszkańcy wręcz wyparowali w próżnię, bowiem nie dało się dostrzec żadnych śladów walki, ciał, czy nawet krwi. Mimo to Hounzo miał wrażenie, że z pustych domów obserwują go niewidzialne, czujne oczy. Panowała też kompletna, drażniąca cisza, czyniąca każdy najmniejszy odgłos zwiastunem śmiertelnego zagrożenia. Gdy w okolicy coś zgrzytnęło, uszy khunraia aż drgnęły z bólu, a on podskoczył z zaskoczenia. Instynktownie wyszarpał miecz, wykonując jednocześnie szerokie cięcie za siebie. Ostrze napotkało wyłącznie powietrze, ale regularnie zgrzytanie nie ustało. Jego źródło było gdzieś dalej. Zaintrygowany Hounzo, z bronią gotową do użycia, ruszył w tamtą stronę.

Był to urokliwy zakątek. Jakby park w środku osady. Wśród soczyście zielonej trawy rosły tu wielkie drzewa, kwitnące pięknie krzewy, a w samym środku znajdował się staw z pomostem. Tuż przy brzegu wznosiła się wyjątkowo okazała wierzba. Z jednej z jej potężnych gałęzi na pordzewiałych, zgrzytających łańcuchach zwisała… najzwyklejsza huśtawka. Huśtające się dziewczę zamarło na widok onieśmielającej postury lwa. Lew zamarł na widok żywej istoty w tym wymarłym miejscu. Przez chwilę mierzyli się spojrzeniami, aż wreszcie poznali, iż nawzajem nie mają się czego obawiać ze swojej strony.

– Nie przyszedłeś mnie zjeść? – zapytała z nadzieją jasnowłosa dziewczyna.

Powiew wiatru ujawnił jej szpiczaste uszy, choć już sama twarz różniła się rysami od typowo ludzkiej.

– Nie – odparł krótko Hounzo, chowając broń. – Co tu robisz samemu, elfiątko?

– Elfiątko… nie spodziewałam się takiego słowa z ust zwierzoczłeka – zachichotała. – Tak się składa, że zostałam tu tylko ja.

Khunrai podszedł nad sam staw, ale w idealnie płaskiej tafli wody nie zobaczył swojego oblicza.

– Magia tu zadziałała – stwierdził.

Elfka się strapiła.

– Owszem, magia – potwierdziła ze smutkiem. – Nie wiem co się dokładnie stało, lwie. Podobno do naszej wioski trafił jakiś podły czarnoksiężnik nie mający zahamować. Mama też trochę potrafiła czarować. Ona… zrobiła coś, że byłam bezpieczna na tej huśtawce. Potem chyba poszła przepędzić maga i ona… – głos dziewczyny załamał się, a oczy zeszkliły od łez.

Wtem poczuła, że jest łagodnie bujana. Obejrzała się. Khunrai o aparycji barbarzyńcy z kamiennym wyrazem pyska popychał huśtawkę z delikatnością, której ciężko byłoby się spodziewać po kimś takim.

– Od jak dawna tu siedzisz sama? – zapytał.

– Nie wiem, lwie. Bałam się gdziekolwiek iść. Myślałam, że zostałam sama jedna na świecie i jeśli wstanę z tej huśtawki to też sama zniknę – przyznała, ocierając twarz.

– Skoro ja tu przyszedłem, ty możesz odejść – wywnioskował Hounzo. – Zaprowadzę cię do kolejnej osady.

– Jesteś bardzo miły… – zaczęła eflka.

Nagle jednak głos jej zamarł. Do parku weszła piątka ludzi pod przewodem kogoś w szlachetniejszym ubiorze. Wyglądali zwyczajnie. Intencji jednak nie mogli mieć czystych, biorąc pod uwagę nienawistne spojrzenie oraz kije i noże w rękach. Hounzo zmarszczył brwi, przeczuwając kłopoty.

– Mamy cię wreszcie, ty pomiocie wiedźmi przeklęty! – wołał szlachetka z oszalałym wyrazem twarzy. – Tak cię wyhuśtamy, że zatrzymasz się dopiero w jakimś czarcim dole! To przez twoją zdradziecką matkę on przyszedł i wymiótł wszystkich z Beldy! Ich śmierć zostanie pomszczona!

– Ale panie Jirzi, co to jest to za nią? – jeden z jego towarzyszy wskazał z trwogą na ponad dwumetrowego, humanoidalnego kota.

– Pewnie cholerstwo przywołane przez czary tamtej elfiej dziwki! Zabić oboje! – zawołał bojowo ów Jirzi, wyciągając miecz.

Nadchodzili szeregiem. Nierozumiejąca ich nienawiść elka w swym strachu wtuliła się we włochatą pierś khunraia. Hounzo nie lubi się wtrącać w niedotyczącego go sprawy, ale czasem i serce wojownika czuje litość. Złapał za jeden z potężnych konarów wierzby i oderwał go z taką łatwością, jakby zrywał listek. Towarzysze szlachcica zawahali się na ten widok.

– Odejdźcie, albo przekonacie się jaki mam wymach! – warknął lew, stając między nimi, a huśtawką.

– No co jest? Boicie się jakiejś kreatury? – wrzasnął przywódca tamtych, ale jego ludzie stali jak słupy soli. – Sam to zatem zrobię!

Szlachetka odważnie zaszarżował, ale jego bohaterstwo skończyło się kiedy tylko Hounzo machnął konarem. Mężczyzna pokonał drogę powrotną lotem, powalając własnych towarzyszy. Po tym pokazie grupka zniknęła tak szybko jak się pojawiła.

– Teraz musisz stąd odejść. Oni tu wrócą, a ja nie mogę dłużej zostać – oznajmił wojownik, odrzucając prowizoryczną broń.

Dziewczyna z nabożną miną zeszła z huśtawki i promieniała radością, gdy przekonała się, że nie znika.

– Dziękuję za pomoc, wielki lwie – oznajmiła, raz jeszcze obejmując nieco zawstydzonego wojownika. – Dalej sobie poradzę. Mama mówiła mi co robić, gdyby coś jej się stało.

*

Hounzo opuszczał wymarłą wioskę z poczuciem spełnienia dobrego uczynku.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s