Villeneuve – Maelström

Źródło plakatu: filmweb

Ostatnio w Internecie nie da się nie usłyszeć o powstającej, nowej ekranizacji Diuny Franka Herberta, której reżyserem ma być Kanadyjczyk, Denis Villeneuve. Villeneuve snuje ambitne plany, a kolejni ogłaszani członkowie obsady przekładają się na bardzo imponujący obraz. W moim odczuciu wyjdzie albo arcydzieło, albo totalna klapa. Jednakże, mój znajomy jest bardziej optymistycznie nastawiony i twierdzi, że ze wszystkich reżyserów to właśnie Villeneuve może podołać temu trudnemu zadaniu przełożenia prozy Herberta na język filmu. Poradził mi żebym dla spokojności zapoznał się z dotychczasowym dorobkiem reżysera. Zdecydowałem się to zrobić, zaczynając od jednego z jego najwcześniejszych filmów, dramatu Maelström z roku 2000. Film kręcony jeszcze w Kanadzie z kanadyjskimi aktorami i po francusku na podstawie jego własnego scenariusza. W zasadzie jest to druga pełnometrażowa produkcja Villeneuve’a, ale wcześniejszej, 32 sierpnia na Ziemi nie mogłem nigdzie znaleźć.

Rozgrywający się w Montrealu Maelström, którego narratorem z jakiegoś powodu jest gadająca ryba spoczywająca na zakrwawionym, rzeźnickim stole ustawionym w bardzo paskudnym miejscu, opowiada o Bibiane. Jest to 25-letnia kobieta znajdująca się w życiowym dołku. Właśnie poddała się aborcji, brat wygryzł ją z rodzinnego interesu butików z odzieżą i jeszcze wracając samochodem po próbie zapicia problemów alkoholem potrąca na śmierć człowieka (pracownika przetwórni ryb). Nic dziwnego, że jest na granicy załamania nerwowego i nie działa racjonalnie, ale jak stwierdza rybi narrator: „Jeśli to przetrwa, otrzyma drugą szansę na życie”.

W każdym razie nie polubiłem Bibiane, która wydała mi się raczej nieprzyjemną i niezbyt zastanawiającą się nad swoimi działaniami osobą i nie bardzo jej współczułem. Sama historia nie jest jakaś zła i kończy się w sumie happy endem. Bohaterka spotyka mężczyznę, zakochują się w sobie i dzięki temu oboje wychodzą na prostą po swych tragediach. Aktorzy są moim zdaniem w porządku. Tylko że poza ciekawszymi momentami miałem problem się wkręcić w tą historię i sporo tu niedomówień oraz dziwności. Chociażby ta rybia symbolika, która często wraca, albo sceny z morskimi falami rozdzielającymi poszczególne fragmenty filmu. Oglądałem w życiu lepsze dramaty. Niemniej moim zdaniem zacna jest realizacja. Sporo tu ciekawych, rzadko stosowanych ujęć pozwalających lepiej przyjrzeć się psychologicznym zmaganiom bohaterów, albo po prostu pogłębiających wrażenie dziwności. Szczególnie podobało mi się ukazywanie niektórych scen z dwóch perspektyw, najpierw Bibiane, a potem kogoś innego.

Maelström to specyficzny film. Być może większemu ode mnie miłośnikowi dramatów bardziej by się spodobał. Osobiście bardziej interesowałem się reżyserskimi zdolnościami Villeneuve’a i póki co ciekawi mnie jak rozwijały się w kolejnych produkcjach.

Ocena końcowa: 6/10

Reklamy

8 uwag do wpisu “Villeneuve – Maelström

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s