Disneyowski maraton 23 – 101 Dalmatyńczyków

Po bardzo, bardzo długiej przerwie w tej materii postanowiłem wreszcie trochę wrócić do mojego przerwanego maratonu klasycznej animacji od studia Disneya. Chociaż uprzednio obejrzałem już 22 filmy, to wciąż jeszcze daleko do końca. Więc jadę z tym dalej, tym razem dużo kropek:

Źródło plakatu: Filmweb

Bazujące na książce dla dzieci o tym samym tytule 101 Dalmatyńczyków trafiło do kin w 1961 roku i tak jak wydany kilka lat wcześniej Zakochany Kundel skupia się na psich bohaterach, choć tym razem z większym udziałem postaci ludzkich. Osobiście Dalmatyńczyki znam od dawna, podobnie jak aktorską wersję i jej sequel, ale nigdy nie byłem przesadnym miłośnikiem tej animacji.

Fabuła

Muzyk Roger i jego dalmatyńczyk Pongo to para żyjących w Londynie kawalerów. Pies jednak ma dość ich samotności, więc pewnego dnia postanawia to zmienić i znaleźć swojemu panu odpowiednią panią z odpowiednią suczką, a okazja wnet się trafia. Dzięki determinacji psa Roger poznaje Anitę, a Pongo Czikę. Ludzie się żenią, dalmatyńczyki zostają parą i wkrótce rodzi im się 15 szczeniąt, którymi interesuje się znajoma Anity, bogata i nieprzyjemna Cruella De Mon, marząca o futrze z nakrapianych psów. Gdy małżeństwo odmawia sprzedania szczeniaków, Cruella wynajmuje dwóch bandziorów, Nochala i Baryłę, by porwali dla niej dalmatyńczyki. Pongo i Czika nie poddają się rozpaczy i próbują odzyskać swoje młode.

Myślę, że nawet jak na standardy animacji Disneya fabuła Dalmatyńczyków jest bardzo prosta. Nie znaczy to że jest zła. Odpowiednio przygotowane proste danie również dobrze smakuje, ale nie nazwę tego filmu moją ulubioną animacją Disneya. Od początku wiadomo kto tu jest zły, cały proces ratowania w zasadzie nie napotyka większych trudności, nie ma zbyt wiele dramaturgii, czy scen emocjonalnych, a postaci nieszczególnie rozwijają się po drodze. Z drugiej strony jest się z czego pośmiać, historia się nie dłuży, można popatrzeć na urocze pieski i rozchmurzyć się lekkością opowieści.

Postaci

Nie żeby bajki Disneya słynęły ze skomplikowanych, rozbudowanych postaci, ale w Dalmatyńczykach nawet obsada jest mocno prostolinijna. Roger i Anita to dobrzy ludzie, kochający swoje zwierzęta nad wszystko i to w zasadzie tyle co mogę o nich powiedzieć. Pongo to pies, który ma łeb na karku i zawsze stara się działać, a Czika to troskliwa mama. O nich również więcej nie umiem powiedzieć. Niektóre z ich piętnastki szczeniaków mają swoje imiona oraz wyróżniające cechy wyglądu, ale raczej traktuje się je razem z resztą 99 psiaków jako jednego niezwykle uroczego bohatera zbiorowego.

Jeśli idzie o postacie poboczne wymienić można dobrą gosposię małżeństwa, która troszczy się o swoich pracodawców jak i ich psiaki. Jest też pies Pułkownik, któremu towarzyszą kot Sierżant Czmych i koń Kapitan, z których kot musi najwięcej robić, aby pomóc uwolnić szczeniaki. Oni pojawiają się na dłużej, ale jest też sporo innych psów oraz zwierząt widocznych na chwilę.

Gdy reszta postaci jest taka niewyróżniająca się, prym wiodą czarne charaktery, a Cruella De Mon jest jednym z fajniejszych łotrów Disneya. To bogata i próżna kobieta, chcąca spełnić swoją zachciankę. Nie pragnie podbijać świata czy coś w tym stylu. Stara się uchodzić za elegancką, ale pod swoją powierzchownością skrywa się gniewna, okrutna osobowość, co podkreśla scena w momencie kolimacyjnym gdy z Cruelli prawie dosłownie wychodzi „demon”. Z kolei Nochal i Baryła to zabawne niedojdy, wysoki chudzielec uważający siebie za mądrego oraz niezbyt rozgarnięty, krępy grubas. Chociaż to obdarci niechluje, ścigający psy, są tak niezdarni, że nie sposób się ich bać, a raczej to oni boją się swojej szefowej.

Wygląd

Cóż, nie jest to najładniejszy, klasycznie animowany film Disneya. Generalnie zastosowano tu bardziej „szkicowany” styl rysowania teł i postaci, którego wielkim fanem nie jestem. Tła nie są tu tak szczegółowe jak w wielu innych animacjach i Londyn generalnie niezbyt mi się podobał, ale lubię wiejskie, zimowe scenerie, które dominują przez drugą połowę filmu. Oczywiście jako że wszystko rozgrywa się w normalnym świecie, jedynym fantastycznym elementem są mówiące, inteligentne zwierzęta.

Postaci tutaj są przeważnie smukłe, a ich projekty raczej proste z dużą ilością prostych linii. U ludzi rzucają się w oczy karykaturalne cechy wyglądu, jak wielkie nosy bandziorów, czy „trupia” aparycja Cruelli. Zwierzaki są miłe dla oka, aż by się chciało wygłaskać, te 101 psiaków. W sumie to dość imponujące widzieć tyle postaci na raz w klasycznie animowanym filmie przed erą grafiki komputerowej. Sama jakość animacji nie jest jednak najwyżej próby. Wszystko jest dość płynne i jest dużo scen dynamicznych, ale nie trudno zobaczyć pewne uproszczenia.

Muzyka

Nie mogę się czepiać ścieżki dźwiękowej jako takiej, pasuje . Piosenki w sumie też, choć właściwie jest tylko jedna. W pewnym momencie Roger wpada na pomysł, więc zaczyna śpiewać o Cruelli. Nie jest to szczególnie szybki utwór, ale muzycznie i słownie wpada w ucho tak, że potem mózg lubi powtarzać sobie w odpowiednim takcie „Cruella De Mon, Cruella De Mon”. Na koniec filmu jeszcze śpiewają o rodzinie, ale tak króciutko, że to chyba nawet nie jest jedna pełna zwrotka.

Dubbing

Znowu mamy dwie wersje, starszą i nowszą. Ja oglądałem tą nowszą. Jest to dobra polonizacja, choć niedoskonała. Głosy aktorów pasują do ich postaci, przekazują emocje i w ogóle, ale nikt się nie wyróżnia. Słyszymy tutaj takich aktorów jak Jarosław Boberek, Ewa Szykulska, Karina Szafrańska, Marcin Kudełka, czy Ryszard Nawrocki.

Morał i słowo na koniec

Film uczy przede wszystkim troski wobec rodziny, a przynajmniej ja tak uważam. W końcu małżeństwo uważa swoje pieski za rodzinę, dlatego nie sprzedają szczeniaków, a Pongo i Czika jako dobrzy rodzice ruszają maleństwom na pomoc.

Jak już wspominałem 101 Dalmatyńczyków to nie jest moja ulubiona, klasyczna animacja Disneya. Raczej daleko im do czołówki. Bynajmniej nie uważam, że to zła animacja. Jest okej, może poprawić humor i dać odpocząć dzięki swojej prostocie. Myślę, że nawet młodsze dzieci powinny nadążyć za fabułą, choć nie należy zapominać, że czarne charaktery dosłownie wspominają o tym, że będą chcieli zabić szczeniaki.

Dalmatyńczyki dostały sequel, więc naturalnie zajmę się nim w następnej kolejności i mam nadzieję, że nie potrwa to kolejne 9 miesięcy. Do zobaczenia 😉

Reklamy

10 uwag do wpisu “Disneyowski maraton 23 – 101 Dalmatyńczyków

  1. Anna Stola

    Dla mnie ta bajka była trochę zbyt makabryczna. Wiadomo, psiaki były słodkie, ale zamiary złych postacie trochę mnie zniechęciły do obejrzenia tego filmu z dziećmi. Uwielbiam bajki Disneya, ale ta nie należy do moich ulubionych.

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s