Fantastyczna animacja – Castlevania Netflixa

Po pierwsze, to będzie taki rocznicowy wpis. Równo rok temu przeniosłem się na wordpressa i otworzyłem Galliuszowe Repozytorium Fantastyki. Dziękuję wszystkim, którzy w międzyczasie odwiedzili mojego bloga i zostawili po sobie ślad 🙂

A teraz już na temat:

Jeśli ktoś śledzi temat, ten wie, że nad adaptacjami gier wideo do formy filmów czy seriali ciąży straszne fatum. Zwykle są to filmy strasznie badziewne, jak niesławne Super Mario Bros. czy twory Uwe Bolla, a w najlepszym wypadku poprawne, jak Prince of Persia, czy Warcraft. Netflixowi udało się jednak stworzyć animowany serial, który jest oparty o znaną markę gier i nie jest badziewiem, który jest naprawdę warty obejrzenia . No i w tym roku dostał drugi sezon, więc postanowiłem o nim napisać.

Z czym to się je?

Castlevania to seria gier firmy Konami zapoczątkowana w 1986 na konsoli Nintendo, Famicomie (NES) i od tego momentu swego debiutu dorobiła się naprawdę licznych odsłon na rozmaite sprzęty. Osią fabularną w starszych częściach jest odwieczna walka rodu łowców potworów, Belmontów z władcą ciemności Drakulą. Wówczas były to platformówki nastawione na akcję, gdzie trzeba walczyć z wieloma wrogami.

Serial Netflixa oparty jest o fabułę trzeciej części serii, Castlevania III: Dracula’s Curse z 1989, której akcja dzieje się w 1476 na Wołoszczyźnie. Wezwany przez Kościół Trevor Belmont rusza pokonać siły ciemności Drakuli z pomocą czarodziejki Syphy, pirata Granta i pół wampira Alucarda. Jak przystało na grę z lat 80-tych większość fabuły to tekstowy opis pojawiający się na początku rozgrywki. Innymi słowy Netflix miał spore pole do popisu.

Tragedia Draculi

Tak jak w grze, akcja dzieje się w II poł. XV w. na Wołoszczyźnie. Pewnego dnia do zamku Draculi przybywa poszukująca wiedzy medycznej kobieta, w której władca wampirów się zakochuje i rodzi im się dziecko. Kobieta pod nieobecność męża zostaje jednak schwytana przez inkwizycję, oskarżona o czary i spalona na stosie. Rozwścieczony Dracula zapowiada eksterminację całej ludzkości i zdaje się, że nikt nie powstrzyma jego siejących terror potworów. Ród Belmontów, który od pokoleń zajmował się walką z monstrami został kilka lat wcześniej wyklęci przez Kościół i przepędzony przez lud. Zrządzeniem losu na Wołoszczyznę wraca jednak Trevor Belmont, ostatni przedstawiciel rodu oraz zapijaczony cynik. Wypadki sprawiają, że musi wziąć na barki rodowe obowiązki i wraz z czarodziejką Syphą i synem Draculi, Alucardem powstrzymać plany władców wampirów.

To jest generalnie zarys fabuły pierwszego sezonu, które prezentuje kto z kim i dlaczego. Drugi sezon wszystko pogłębia. Pogłębia postaci głównych bohaterów, którzy nie są jednowymiarowymi figurami. Mają swoje wady i zalety, a tarcie ich charakterów prowadzi do kłótni. Co zaskakująco mocno pogłębieni są także ci źli. Drakula nie jest po prostu zły, widzimy dlaczego robi co robi, że jest zmęczonym wiecznością nieśmiertelnym. No i nie działa sam. Ma swoich generałów i nekromantów, którzy pracują nad planem eksterminacji ludzkości oraz czynią swoje własne intrygi. Czasami wręcz odnosiłem wrażenie, że drugi sezon aż nazbyt skupia się na wydarzeniach z zamku wampira niż na losach Belmonta i spółki.

Niemniej podoba mi się jak twórcy przerobili prostą fabułę stareńkiej gry w interesujący scenariusz. Rozwija się to w wielowątkową historię, która choć dodaje wiele od siebie, szanuje materiał źródłowy. Nie skorzystano tylko z tej jednej gry, ale dodano także pasujące rzeczy z innych np. ludzcy nekromanci pomagający Drakuli, Hektor i Isaac. Serial bez wątpienia śledzi się bardzo dobrze, nie wpada w dziury fabularne i każdy odcinek zachęca do obejrzenia kolejnego. Jedyne czego mi może brakowało to to, że zwykli ludzie są po prostu tłem. Są gdzieś tam z tyłu, giną atakowani przez potwory, ale poza jednym przypadkiem w pierwszym sezonie nie widać żeby sami próbowali stawiać opór.

Anime, ale z zachodu

Strona graficzna netfliksowej Castlevanii jest mocno wzorowana na japońskiej animacji. Na pierwszy rzut oka wszystko wygląda jak w anime. Tła, sposób rysowania postaci, płynność animacji. Wszystko to wygląda naprawdę zacnie, w dodatku wzorowano się na oryginalnych artworkach artysty związanego z grową serią. Serial posiada klimat mrocznego, gotyckiego fantasy z gier. Zatem otoczenie nie przypomina ani trochę prawdziwej, XV-wiecznej Wołoszczyzny. Fikuśne lokacje, czy stroje ważniejszych postaci na szczęście nie przeszkadzają, bo to nie jest w końcu serial historyczny. Dzięki temu możemy podziwiać naprawdę surrealistycznie wyglądający zamek Drakuli. Darowano sobie za to znaną z wielu anime przesadzoną ekspresję. Pojawia się humor, ale głównie słowny, wynikający z zachowań oraz tarcia charakterów różnych postaci. Relacja Trevora i Alucarda jest po prostu świetna. Świetnie wyglądają różne starcia. Są naprawdę dynamiczne oraz widowiskowe. W ostatnim odcinku drugiego sezonu to już jest istna destrukcja. Ponadto serial jest mocno brutalny. Krew leje się na lewo i prawo, latają odcięte fragmenty ciała, a trupy padają gęsto. Do tego mamy trochę zacnej muzyki, ale takiej co to nie wbija się w mózg.

W końcu dobra ekranizacja gry

Kiedy siadałem do pierwszego sezonu, miałem obawy co wyjdzie z tej adaptacji przy typowym dla Netflixka bardzo swobodnym podejściu do materiału źródłowego. Tutaj naprawdę pozytywnie się zaskoczyłem. Castlevania to naprawdę dobry serial, który dobrze balansuje między wiernością motywom z gier, a dodawaniem autorskich rzeczy. Np. nie przeszkadza to, że jeden z nekromantów Drakuli jest czarnoskóry, a nie biały jak w grze, bo w rzeczywistości serialu zostaje to odpowiednio wyjaśnione. Poza tym świetnie wygląda, brzmi i nawet polska wersja językowa jest bardzo dobra. Głosy głównych postaci dobrano świetnie, a i tłumaczenie nie jest sztywne. Polskie przekleństwa zaskakująco dobrze pasują do mrocznej rzeczywistości przedstawionej. Osobiście polecam zerknąć i cóż… czekam na trzeci sezon.

Ocena końcowa: 8/10

Reklamy

17 uwag do wpisu “Fantastyczna animacja – Castlevania Netflixa

  1. Castlevania jest świetna – całkiem szczerze, to jedna z najlepszych rzeczy, które obejrzałam w tym roku, więc będę chwalić po wieki. I no to jest w sumie ciekawe, że jak wreszcie wychodzi udana adaptacja gry, to jako niszowa animacja na platformie streamingowej, po dziesięciu latach starań twórców, żeby ktoś to zrealizował… Ale mega potencjał, nie mogę się doczekać trzeciego sezonu. /K

    Polubione przez 1 osoba

    1. Galliusz

      Jeśli lubisz animację, widowiskową akcję, nadprzyrodzone intrygi i walkę dobra ze złem to powinnaś być zadowolona. Znajomość gier do szczęścia nie jest potrzebna 🙂

      Polubienie

  2. Prawdę mówiąc nigdy nie byłem większym fanem gier ani też nie byłem zapaleńcem. Ostatni raz grami cokolwiek miałem do czynienia w liceum. Nie mniej jednak fajnie napisany artykuł, który dał mi pogląd na nowe trendy w tej tematyce 🙂

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s