Fantastyczna gra – Hollow Knight

Dziś omówię drugą rzecz, która oprócz NaNoWriMo zajmowała przez ostatnie listopadowe dni mój umysł. Jest nią wydany w zeszłym roku przez Team Cherry Hollow Knight. To gra niezależna z gatunku metroidvanii (odmiana platformówki, w której zamiast poziomów jest jeden duży, stopniowo otwierający się przed graczem świat). Produkcja od czasów jej wydania przykuwała mój wzrok poprzez swój styl graficzny, ale kiedy dwa tygodnie temu zasiadałem do niej, nie spodziewałem się, że tak bardzo wsiąknę w ten świat. Acha, jeśli ktoś ma fobie na owady, to na pewno nie jest rzecz dla niego.

Tajemnice owadziego królestwa

20181109154029_1

Produkt Team Cherry nie zapoznaje ze swoją fabułą w łatwy do przyswojenia sposób. Gdy zaczyna się przygoda nie wiadomo nawet kim jest kierowany przez gracza bohater i dokąd w zasadzie zmierza. To drugie wyjaśnia się dość szybko, a to pierwsze znacznie później. W każdym razie wcielamy się w postać owadziego, niemego rycerza , który trafia do opustoszałego miasteczka Dirtmouth. W owym osiedlu odkryto wejście do rozległego systemu jaskiń i tuneli, pozostałości po upadłym, niegdyś wspaniałym Królestwie Hollownest, co przyciąga wielu podróżnych. Rycerz również wskakuje do studni i rusza na eksplorację kompleksu, który wcale nie jest taki martwy, jak mogłoby się wydawać. Nie dość, że zadomowiły się tam różne potwory to jeszcze jakaś dziwna siła wskrzesza skorupy martwych owadów i doprowadza do szaleństwa żyjące. Ilość czyhających na dole niebezpieczeństw jest w zasadzie zatrważająca.

20181109154736_1

Sposób prezentacji fabuły silnie przypominał mi serię Souls. Z dialogów z nielicznymi NPC, z porozrzucanych naściennych napisów, czy z wyglądu lokacji, ba nawet z opisów zbieranych przedmiotów powoli dowiadujemy się czym było Hallownest, jak funkcjonowało, jak upadło i jaką w zasadzie rolę w tym wszystkim ma do spełnienia nasz rycerz. Historia jest mroczna, postrzępiona, pełna ponurych wątków, czy niedopowiedzeń i  dominuje w niej klimat beznadziei. Utrzymuje się to do samego końca. Praktycznie wszystkie możliwe zakończenia są bardzo enigmatyczne, a ich wpływu na świat można się tylko domyślać.

20181122100000_1

Główny bohater ma uroczy wygląd, ale jest z typu tych postaci-białych kart, które nie mają własnego charakteru, co w tym wypadku jest akurat nieźle uzasadnione fabularnie, ale nie będę spoilerował. Oprócz niego spotykamy grupę innych NPCów, często równie ponurych jak samo Hollownest. Szaleńcy, poszukiwacze przygód, niedobitki wciąż trzeźwo myślących mieszkańców królestwa, czy bardziej optymistyczne owady jak entuzjastyczny twórca map. Jest też nawet osobnik komediowy, zadufany w sobie, bezsilny bufon, którego można zostawić na śmierć (możliwe jest uśmiercenie też kilku innych NPCów swoimi działaniami). Dzięki temu, że liczba postaci niezależnych nie jest zbyt wielka, każdy jest wyjątkowo, obdarzony charakterystycznym wyglądem, a projekty niektórych z nich są naprawdę zacne, ale o tym poniżej.

Piękno owadziego królestwa

Przy okazji Ori and the Blind Forest pisałem, że graficznie tamta gra jest dziełem sztuki. O Hollow Knight po prostu muszę powiedzieć to samo. Ta gra to jest dzieło sztuki! Jakość dwuwymiarowej oprawy graficznej jest po prostu niesamowita. Ilość szczegółów i drobiazgów aż wylewa się z lokacji i teł. Każdy fragment świata gry wygląda nieco inaczej, każda kraina ma odmienny klimat. Hollownest to naprawdę fantazyjne miejsce, możliwe że nawet unikatowe wśród dzieł fantastyki przez to, że zamieszkuję je owady, a otoczenie często jest zbudowane z resztek pancerzyków i muszli. Położone na ponurej pomierzch Dirtmouth, wymarła stolica Hollownest zwana Miastem Łez, ponieważ ze sklepienia kapie woda niby deszcz, pełne roślinności ogrody, tunele zdominowane przez grzyby, czy wreszcie wyjątkowo mroczne głębiny pod królestwem. Oczy nie nudzą się patrzeniem na ten świat. Generalnie wszystko jest skąpane w raczej chłodnych barwach, szarościach, niebieskości, brązach, czy ewentualnie zieleni. Sprzyja to klimatowi beznadziei, choć jednocześnie dla mieszkańców Hollownest ciemność oznacza bezpieczeństwo. A jak już pojawia się coś jaskrawo żółtego, pomarańczowego, czy świecącego to gra nam daje do zrozumienia, że w tym świecie jest to złe i niebezpieczne.

20181113114754_1

Postaci również są narysowane, a nie wygenerowane w grafice trójwymiarowej. Wyglądają zgoła odmiennie od tej niezwykle artystycznej i klimatycznej oprawy, ponieważ są dość kreskówkowe. O dziwo, muszę przyznać, że zaskakująco dobrze wpasowują się w ten świat, potęgując wrażenie obcowania z innym światem, gdzie żyją sobie inteligentne owady. Możliwe, że to zasługa niezwykle kreatywnych projektów. W kwestii różnorodności wrogów to panuje tutaj niezwykły jak na niezależną produkcję urodzaj. Łącznie rodzajów przeciwników jest tu ponad 150 i każdy jest inny. Są pełzające lub latające, nieinteligentne owady, grzyby i inne stworzenia, są wskrzeszeni mieszkańcy królestwa snujący się po ruinach w zakresie od zwykłych, przez różnego rodzaju strażników, po arystokratów, nawet z duchami zdarza się walczyć. Jest też grupa unikalnych przeciwników, zwanych bossami, którzy zazwyczaj są dużo więksi od rycerza i bardzo potężni. Pierwszy boss to zakuta w wielką zbroję larwa, ale są też przeciwnicy bardziej podobni wielkością do rycerza. Jednym z moich najbardziej ulubionych bossów jest przypominający typową wizję Draculi owad Grimm.

20181113202721_1

Wspaniałej oprawie graficznej towarzyszy równie wspaniałą muzyka. Głównie to spokojne, nieco smutne, instrumentalne tony pasujące do przemierzanych lokacji. Niemniej muzyka potrafi przyspieszyć przy starciach z większymi przeciwnikami, dodając im epickości.

Przemierzanie owadziego królestwa

Jak pisałem we wstępie, Hollow Knight to platformówka w typie metroidvanii. Przemierzamy świat gry, walczymy z przeciwnikami i przeszkodami, zbieramy przedmioty ulepszające postać oraz umiejętności otwierające kolejne lokacje przed nami, a co jakiś czas staje nam na drodze potężny boss. Różni się to jednak tym od takiego Ori and the Blind Forest, że także w kwestiach grania przemyca motywy z Soulsów. Tak więc duszek Ori przede wszystkim musiał przejmować się głównie poruszaniem wśród przeszkód, a wrogowie nie byli zbyt liczni, czy różnorodni. Tutaj owadzi rycerz nie dość, że musi uważać na platformy to jeszcze często walczyć ze sporą zgrają zróżnicowanych przeciwników. Każda lokacja ma praktycznie swój własny zestaw różnorodnych wrogów o specyficznych tylko dla nich zdolnościach. Do zabijania przeciwników zachęca nie tylko wypadająca z nich waluta (muszelki zwane Geo), ale także fakt, że zadawanie obrażeń wręcz ładuje pasek „duszy”, który zużywa się na leczenie oraz czary ofensywne. No i są ci bossowie, którzy naprawdę potrafią dać w kość, póki nie nauczymy się ich wzorów ataków, jak ich unikać oraz kiedy najlepiej zadawać obrażenia. Walki te są jednak dobrze zaprojektowane i nawet jak bossowie są niesamowicie groźni, to gra pozostaje sprawiedliwa. Wszystkich ataków da się uniknąć, jeśli odpowiednio dobrze gramy, a zwykłe zdobywanie wprawy pozwala pokonać każdego bossa.

20181122095710_1

W grze nie ma za bardzo automatycznych checkpointów, czy leczenia. Trzeba wyprawić się do rozrzuconych po mapie ławek i przy ostatniej, na której się odpoczywało, powraca się po zgonie. A żeby było bardziej mroczniej i niebezpiecznie, po śmierci bohater zostawia swój cień, który posiada wszystkie zebrane wcześniej Geo. Jakże byłem zdziwiony, gdy wróciłem w miejsce zgony z myślą, że cień trzeba po prostu zebrać, a ten mnie zaatakował! Jeśli ponownie umrzemy przed odzyskaniem cienia, całe nasze ciężko zarobione pieniądze przepadają z kretesem. Na szczęście jest opcja przywołania cienia w zamian za przedmiot do bezpiecznego miejsca, gdzie łatwo go pokonać i odzyskać Geo. W powracaniu do wcześniej odwiedzonych miejsc pomaga szybka podróż w postaci przystanków pomiędzy którymi kursuje wielki chrząszcz z siedzeniami na grzbiecie.

20181119100159_1

Oprócz tego, że bohater poznaje podczas gry nowe czary i sposoby poruszania się, znajdujemy też przedmioty przedłużające pasek życia, czy duszy, albo pozwalające ulepszyć broń. Jest też pewien szczątkowy element gier RPG. Wśród znajdowanych lub kupowanych przedmiotów są tak zwane charm (na swoje potrzeby zwę je amuletami). Amulety można zakładać zwiększając statystyki postaci, albo dodające nowe właściwości do posiadanych zdolności. Są amulety wydłużające zasięg broni białej, pozwalające szybciej się leczyć, dodające duszę gdy sam rycerz zostaje zraniony, a nawet takie tworzące pomocników. Na amulety jest ograniczona liczba gniazd, więc na różne okazje trzeba wybierać inny zestaw, co daje możliwość planowania starć, czy też dostosowania postaci do swojego stylu gry.

20181122095913_1

Acha, jeszcze nie wspominałem, że gra jest bardzo trudna, co również jest punktem wspólnym z serią Souls. Łatwo umrzeć, łatwo stracić pieniądze i łatwo o wielokrotne powtarzanie jednej walki z bossem. Na szczęście przedarcie się przez grę do podstawowego zakończenia nie jest aż tak trudne, by zniechęcić, a jest tym łatwiej im bardziej usprawnimy rycerza. Ukończenie gry w 100% to już jest trochę zachodu, bo dla większych szans po prostu trzeba ulepszyć postać. Potem są jeszcze darmowe DLC, które dodają dodatkowe 12% do przejścia. Tu gra często poziomem trudności wycierała mną podłogę i odzierała z chęci do zobaczenia ostatniego zakończenia, które obejrzałem ostatecznie na youtube. Lubię grać, ale nie jestem hardcorem, który by miał chęci przedzierać się przez tzw. boss rush z wszystkim, absolutnie WSZYSTKIMI, bossami z całej gry!

Zachwytom nie było końca

Za rzeczy takie jak Hollow Knight uwielbiam sektor gier indie. Różne elementy składowe łączy w naprawdę unikatowe doświadczenie. Przepiękne grafika i muzyka, wciągająca, acz wymagająca rozrywka i enigmatyczna, skłaniająca do myślenia fabuła w ciekawym, mrocznym świecie. Bez wątpienia jedna z najlepszych produkcji w jakie w tym roku grałem. Jeśli potrafisz przełknąć ewentualną frustrację związaną z dużą śmiertelnością postaci, polecam bardzo mocno.

Ocena końcowa może być tylko jedna: 10/10

Reklamy

8 uwag do wpisu “Fantastyczna gra – Hollow Knight

  1. Grafika tej gry jest prześliczna. Bardzo przypomina mi stylem z gier Love you to bits i Bring to home. Co do samej gry, szkoda że nie jest typowo logiczna jak te dwie wymienione. Ale recenzja i zdjęcia zachęciły mnie to wypróbowania. 🙂
    Pozdrawiam.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s