Fantastyczne gry 14 – Machinarium

Zaległa recenzja z września. Kiedy grałem w The Tiny Bang Story, przypomniałem sobie, że jestem w posiadaniu innej gry niezależnej sprzed kilku lat, cechującej się nietuzinkową oprawą graficzną. Dziś wpis o niej właśnie:

Machinarium to dzieło naszych sąsiadów Czechów z firmy Amanita Design, wydane pierwotnie w 2009 roku. Gra jest przygodówką typu point&click (czy wskaż i kliknij, jak kto woli).

Świat robotów

W Machinarium dosłownie mamy do czynienia z machinami bowiem zostajemy przeniesieni do świata, w którym żyją samodzielnie inteligentne roboty, które zamieszkują wielkie miasto pośrodku ponurego pustkowia. Jako gracz, bez żadnych wyjaśnień, trafiamy tam w momencie, w którym latający pojazd leci na leżące poza miastem złomowisko, gdzie wraz ze śmieciami trafia mały, sympatyczny robot. Jego poczynaniami właśnie sterujemy. Naszym pierwszym zadaniem jest powrót do osiedla robotów. Tam się okazuje, że w ze złomowaniu bohatera maczała palce banda złych robotów, które szaleją po mieście  szkodząc wszystkim napotkanym. Jeszcze porwali dziewczynę bohatera, no i na dodatek chcą wysadzić w powietrze najwyższy budynek miasta. Nasz nieorganiczny protagonista postanawia im przeszkodzić, a przy okazji ich ukarać oraz uratować swoją towarzyszkę.

Oto zarys fabularny. W przeciwieństwie do wspomnianej we wstępie gry, tutaj mamy do czynienia z rozwijającą się historią. Podczas wędrówki przez miasto poznajemy kolejne postacie, widzimy zdarzenia oraz pojawiają się nowe informacje. Dążąc do realizacji naszego zadania, poznajemy też kawałek po kawałku przeszłe wydarzenia, które doprowadziły do tego wszystkiego. Przy czym, w grze nie pada ani jedno słowo, ani nie uświadczymy żadnego napisu, nie licząc interfejsu gry. Wszystko pokazane jest w sposób graficzny. Przy rozmowach, albo myślach pojawia się za to dymek, w którym odgrywana jest prosta, czarno-biała kreskówka graficznie przedstawiająca co ktoś od nas chce, albo co mu się przydarzyło. Ewentualnie natykamy się na piktogramy. Oznacza to ni mniej ni więcej, że nie dowiadujemy się o świecie gry więcej niż jesteśmy w stanie sami wyczytać z otoczenia i tych animacji, a nic co widzimy nie ma swojej nazwy. Ot ciekawy zabieg artystyczny.

Wskaż i kliknij

Gra się w to, jak w każdy inny point&click. Przemierzamy więc statyczne plansze w poszukiwaniu przedmiotów, które można zabrać, a potem wykorzystać gdzieś. Ewentualnie coś wcześniej łączy się z czymś innym, by potem użyć na elementach, których nie można podnieść. Odmianą od klasyki jest tylko możliwość podwyższania lub składania bohatera. Czasem na naszej drodze staje także łamigłówka, albo minigra. Np. raz ustawiamy zegar tak, by zadzwonił dzwon i robo-babcia weszła do świątyni, albo gramy w kółko i krzyżyk. Nie jest to jednak poziom trudności klasycznych przygodówek, gdzie zbieraliśmy tony rupieci. Tutaj rzadko chodzimy z większą ilością niż trzy przedmioty na raz, a po ich użyciu zazwyczaj są usuwane z ekwipunku. Jeszcze w każdej chwili możemy skorzystać z księgi podpowiedzi, która mówi nam krok po kroku jak przejść dalej, choć jej użycie wymaga ukończenia minigry. Nic ciężkiego, ale działa całkiem skutecznie jako zachęta do samodzielnego szukania rozwiązania. Poziom trudności rośnie z czasem. Na początku działamy na pojedynczych planszach, a potem mamy kilka między którymi musimy się przemieszczać, by usunąć kolejną przeszkodę. Generalnie można się jednak zaciąć. Z racji stylistyki, grafika nie zawsze jest czytelna.

Szarobury urok

Tak jak przy The Tiny Bang Story, tak i przy Machinarium zachwycałem się grafiką. Ręcznie namalowane tła ponownie w moim odczuciu zasługuję na nazywanie je dziełami sztuki. Nie jest to jednak sympatyczny surrealizm. Oczywiście mamy do czynienia z miejscem dziwnym. To świat robotów, gdzie nawet myszy, psy i koty są mechanizmami, a jedyne żywe rzeczy to okazjonalnie pojawiające się rośliny. Świat ten jednak jest dosłownie szarobury, przygnębiający, w stanie częściowego rozkładu. Miasto to chaotyczna plątanina uliczek i platform łączących dziwne z kształtu, metaliczne budynki. Ich robotyczni mieszkańcy z wyglądu przypominają wyobrażenie robotów sprzed dekad. Są więc kanciaści, humanoidalni i mają lampki w miejscach oczu. Projekty postaci idealnie pasują do teł. Zaskoczyło mnie też jak wiele jest tutaj animacji. Każdej czynności bohatera towarzyszy odpowiedni zestaw ruchów i często gęsto są to ruchy unikalne. Muzyka jest, owszem, ale dla mnie brzmiała bardziej jak dźwięki otoczenia, komponujące się z tłem danej lokacji.

Słówko na koniec

Dobra gra, świetnie wyglądająca, z sympatyczną opowiastką. Pewnie bardziej by mi się podobała, gdybym był lepszy w przygodówki a tak:

Ocena końcowa: 7/10.

Reklamy

2 uwagi do wpisu “Fantastyczne gry 14 – Machinarium

  1. Kojarzę Machinarium jednakże bardzo bardzo mi się marzyło tiny tiny bang story 😀 Uwielbiam point&click. Chociażby Syberia czy Deponia to moje ulubione. Miałam w latach 90 też inne ale cóż trudno jest mi je sobie przypomnieć. Fajna też była inna taka o współczesnym detektywach ale kompletnie nazwy zapomniałam. Szukałam też jak tu Cię mieć na uwadze i będę od teraz na fb śledzić wpisy.

    Polubione przez 1 osoba

    1. Galliusz

      W moim przypadku point&clicki nie są ulubionym gatunkiem, ale lubię je za spokój i odmienność w stosunku do gier stawiających bardziej na zręczność. Jedna z fajniejszych gier w jakie grałem była przygodówką. Co do przygodówki o detektywach, cóż, było co najmniej kilka takich, więc z nazwą nie pomogę 🙂

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s