Fantastyczne animacje 5 – Ostatni jednorożec

Trochę ode mnie: Za sprawą przyjaciółki, która zachęciła mnie do czytania kocich Wojowników i powiedziała mi, że sowi Strażnicy Ga’Hoole zostaną wydani przez nich w Polsce, zacząłem śledzić stronę wydawnictwa Nowa Baśń. Tym samym dowiedziałem się, że zamierzają oni wypuścić powieść Ostatni Jednorożec, na podstawie której powstał film animowany o tym tytule. Słyszałem o nim, ale nigdy go nie oglądałem i pomyślałem, że z okazji wydania książki nadrobię zaległość. Dopiero pisząc te słowa dowiedziałem się, że książka była pierwsza i cóż o niej też napiszę jak ją kupię i przeczytam.

Ostatni jednorożec to wydany w 1982 roku film, wyprodukowany w koprodukcji japońsko-amerykańskiej, na podstawie wspomnianej książki Petera Beagle’a z 1968. Amerykanie odpowiadali za kwestie fabularne i muzyczne, a Japończycy za animację. W Polsce film z tego co wyszukałem nie miał premiery kinowej, ale trafił z polskim dubbingiem bezpośrednio na rynek domowy, a wcześniej był wyświetlany w telewizji z lektorem.

Baśniowa opowieść

W Liliowym Lesie żyje samotna jednorożec (w powieści nazywa się Jednorogini, ale w polskiej wersji filmu ani razu nie słyszałem tego imienia). Pewnego dnia dowiaduje się, że może być ostatnim ze swego rodzaju na świecie, ale dziwaczny, śpiewający motyl mówi jej, że inne jednorożce zostały przegnane przez tajemniczego Czerwonego Byka na kraniec świata. Jednorogini postanawia opuścić swój bezpieczny las i odszukać sobie podobnych. Jednakże to niebezpieczna podróż i zostaje uwięziona przez czarownicę, ale ratuje ją nieudaczny magik Schmendrick, który pragnie zostać prawdziwym czarodziejem. Postanawia pomóc Jednorogini i razem ruszają w kierunku ziemi króla Haggarda, gdzie podobno można spotkać Czerwonego Byka. Po drodze wiele się dzieje, przeżywają rozmaite przygody i spotykają rozmaite indywidua.

Nie wiem jak jest w książce i z miłą chęcią się przekonam, ale sposób przedstawienia fabuły w filmie był dla mnie dość… trudny w odbiorze. Opowieść jest bardzo baśniowa. Jest podróż, są różne przygody i nadprzyrodzone zdarzenia. Jak to w baśni, pewne fantastyczne i niefantastyczne rzeczy się po prostu dzieją, bo magia, bo przeznaczenie, bo zwykły los, itp. Wyjaśnień jak ten świat działa jest niewiele i dla mnie, człowieka który lubi mieć klarownie przedstawione zasady, nieco to utrudniało oglądanie, ale baśni mogę to wybaczyć. Gorszy dla mnie był rozwój historii, który jest strasznie chaotyczny. Jakby to powiedzieć… Większość scen dzieje się nie tak, jakby działa w rzeczywistości, a związek przyczynowo-skutkowy w wielu miejscach zrobił sobie wolne. Postacie są dziwne, ich zachowanie jest dziwne i dialogi (choć w tym wypadku nie wiem, czy nie dołożyła tu czegoś od siebie polska wersja). Czasem to wszystkie staje się zupełnie surrealistyczne. Nie najłatwiej się przez to film ogląda, ale również nie jest to odrzucająca. W zasadzie wciąż uwagą oglądałem i koniec końców byłem jednak zadowolony.

Baśniowa oprawa

Jeśli idzie o wygląd Ostatniego jednorożca widać, że jest to animacja z lat 80-tych i że nie jest to typowa animacja Amerykańska czy Japońska, ale coś innego, leżącego pośrodku. Nie jest to też jakość równa takiemu np. Disneyowi. Jak pisałem na początku, za stronę graficzną odpowiadają głównie Japończycy (Ciekawostka: przeczytałem, że wielu artystów pracujących przy Ostatnim jednorożcu, niedługo później dołączyła do znanego ze wspaniałych filmów Studia Ghibli). Tła przedstawiające scenerie niczym z najbardziej znanych baśni Grimmów, czy Andersena są naprawdę przepiękne. Są tu lasy, góry, odległe wiejskie domy, a nawet ponure zamczysko Haggarda. Nigdy nie ma pokazanego żadnego ludzkiego osiedla i niemal nie widzimy zwykłych ludzi przy zwykłych czynnościach, co w sumie też w baśniach się zdarza. Animacja generalnie jest płynna, nigdy nie miałem odczucia, że brakuje klatek, ale sposób ruchu bywa mocno nierealistyczny, czy czasem umowny, zwłaszcza w scenach dynamiczniejszych. Widać, że nie jest to film animowany, za którym stoją wielkie pieniądze i oddział zdolnych artystów, ale coś skromniejszego.

Co do postaci, Jednorogini jest przepiękna. Naprawdę podoba mi się ten projekt. Jednorożec jest smukły, porusza się z wdziękiem, choć jej charakter jest szczególny. Po prostu czuć, że nie jest ona człowiekiem. Niezbyt urodziwy Schmendrick z kolei tak został narysowany, żeby od razu było wiadomo, że jest magikiem oraz nieudacznikiem, a nie wielkim bohaterem. Niezbyt go polubiłem. Większość ludzi generalnie ma projekt dość karykaturalny, ale nie będę ich wymieniał. Jak na półtora godzinny film przewija się dość sporo postaci, które jakąś rolę odgrywają. Wyjątkiem są Haggard, którego jednocześnie starczy i władczy projekt naprawdę mi się podobał oraz jego syn, przystojny Lir, który już wygląda na baśniowego bohatera. Z kolei Czerwony Byk to odpowiednio złowieszcza bestia.

Naprawdę miła jest dla ucha muzyka, która dopełnia obrazu baśni. Pojawiają się też piosenki. Generalnie nawiązują one do tego co się dzieje i większość była dla mnie średniawa. Ale był wyjątek. Utwór The Last Unicorn po prostu uwielbiam (zapraszam do kliknięcia w link i posłuchania). Jest to smutna i poruszająca piosenka, bowiem mówi o czymś co przemija i jest ostatnie, ale jednocześnie wciąż jest nadzieja i miejsce na radość, bo jest żywe.

Polska wersja

Cóż, jakość naszej wersji… nie jest najwyższa. Film wydawano od razu na rynek domowy, więc pewnie takich pieniędzy na polonizację nie przeznaczono, jak to się robi przy animacjach trafiających do kin. Widać to choćby po tym, że prawie wszystkie piosenki pozostały w wersji oryginalnej, za wyjątkiem nucenia motyla z początku. Poza tym poboczne postaci często mówią głosem tej samej osoby, np. kilka razy słyszymy w różnych rolach Mirosława Wieprzewskiego, ale przynajmniej dobrze brzmi, bo inne poboczne postacie już niekoniecznie. Jednorogini ma głos, który się już parę razy się słyszało, bo należy do Iwony Rulewicz i w sumie jest odpowiednio łagodny do tej postaci. Schmendrick mówił głosem Aleksandra Gawka i może nie jest jakiś zły, ale myślę, że ta postać mogła by być lepiej zagrana. Za to podobał mi się Jacek Kałucki jako Haggard. Myślę, że głos dobrze pasował do osoby króla. Generalnie jednak, poza nieszczególnym dopasowaniem głosem i małą liczbą aktorów, czasem szwankowało też nadanie odpowiednich emocji wypowiedziom. Któż to wie, czy aktorom za mało płacono, by się starali, reżyser dubbingu nie zwracał uwagi, czy może aktorzy nie znali kontekstu czytanego tekstu. Innymi słowy, nie można tego zaliczyć do pereł polskich lokalizacji.

Dziwny, ale generalnie mi się podobał

Dziwnie mi się Ostatniego jednorożca oglądało. Jednocześnie mi się podobała baśniowa historia, jak i drażniła chaotyczna reżyseria scen oraz nierealistyczne dialogi między postaciami. Koniec końców czułem zadowolenie z poznania tej fabuły, ale cóż, niesmak pewien był. Na szczęście film jest naprawdę ładny wizualnie oraz dźwiękowo. Dzieciom też powinien pasować, bo nie jest brutalny (może i mniej brutalny niż typowa literacka baśń), choć kilka scen potencjalnie strasznych dla maluchów się pojawia. Powiem tak, można obejrzeć. Sam pewnie teraz sięgnę po książkę, gdyż właśnie trafia do księgarni.

Ocena końcowa: 6-7/10? Trudno mi ten film jednoznacznie ocenić punktowo.

10 uwag do wpisu “Fantastyczne animacje 5 – Ostatni jednorożec

    1. Galliusz

      Ciężko mi odpowiedzieć na ten komentarz. Chodzi o to, że film nie jest zły. Generalnie mi się podobał, ale jest też bardzo specyficzny. To taka specyficzność, która jednym się podoba, innym niekoniecznie 🙂

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s