Fantastyczne książki 16 – Kroniki Jakuba Wędrowycza

Słówko wstępu: Firma Edipresse Polska wydaje taką kolekcję książek z gatunku fantastyki: Mistrzowie Polskiej Fantastyki. Z tymi mistrzami oczywiście można polemizować, ale ja uznałem to za dobrą okazję, by za stosunkowo nie duże pieniądze zapoznać się z grupą rodzimych, popularnych pisarzy, o których słyszałem więcej dobrego niż złego. Śmiesznie wyszło, że uzbierałem już połowę i dopiero w tym miesiącu przeczytałem pierwszą z tych książek, choć nie pierwszą w kolejności wydania.

Wędrowycz - Okładka

Kroniki Jakuba Wędrowycza, pióra Andrzeja Pilipuka, pierwotnie wydane w 2001 roku przez Fabrykę Słów to bez wątpienia dość znana książka, którą chciałem poznać już od dawna, ale dopiero dzięki tej kolekcji wydawniczej to uczyniłem. Grafika na okładce pochodzi z oryginalnego wydania i przedstawia nam rzeczonego Wędrowycza, który wygląda jak niesamowicie przejaskrawiony obraz stereotypowego, starego mieszkańca polskiej wsi. Sama wiejska sceneria dobrze przedstawia to co mnie czekało w tekście, czyli wielkie ilości absurdu. Kolekcjonerskie wydanie każdej książki posiada twardą okładkę oraz dodało od siebie numer oraz fragment grafiki na grzbiecie. Dzięki temu razem książki tworzą na półce zacnie wyglądającą grafikę:

Wędrowycz - grzbiet

Pijana fabuła

Trudno w kilku słowach powiedzieć co też się w książce dzieje, bo po pierwsze to zbiór niekoniecznie łączących się za sobą opowiadań, a nie powieść z ciągłą fabułą, a po drugie dzieją się wielkie dziwy. W każdym razie Jakub Wędrowycz z wsi Wojsławice to przeszło 80-letni bidny rolnik, pijus, bimbrownik, kłusownik i jakby tego było mało, egzorcysta-amator. Kolejne opowiadania przedstawiają różne jego absurdalne przygody. A to ktoś go próbuje zamordować, a to znajduje ruską bombę atomową i próbuje pociąć ją na części, by sprzedać na złom, a to poszedł do sanatorium na wczasy, gdzie z nudów poluje na buszującego w miejscowym jeziorze utopca, a to miał nalot policji poszukującej bimbru, a to z kumplami od kielicha postanowili założyć w zrujnowanym, nawiedzionym pałacu hotel. W jednym opowiadaniu to w ogóle pojawiają się pogańscy potomkowie neandertalczyków tylko udający chrześcijan. To co się dzieje w kolejnych opowiadaniach to często czysty absurd. Niczego nie można się tutaj spodziewać, Wędrowycz ciągle czymś zaskakuje. Ogólnie mam wrażenie, że Pilipiuk podczas wymyślania tego wszystkiego był równie pijany co jego bohater. Osobiste odczucia mam takie, że ogólnie czytało się nieźle, uśmiechnęło się nie raz  z przygód Jakuba, ale czasem to ilość absurdów przekraczała mój poziom tolerancji na dziwność. Wtedy czytanie stawało się trochę męczące i żenujące.

Nie takie pijane pisarstwo

Spotkałem się z opinią, że pisanina Pilipiuka to dzieła grafomana mającego w nosie zasady językowe. Ciekawiło mnie jak jest w istocie. Teraz mogę powiedzieć, że faktycznie, wiele zdań być może nie trzyma się ściśle zasad polskiego języka literackiego, ani nie przeszkadza przesadnie. W sumie pasuje nawet do konwencji całej książki, gdzie większość postaci to niedouczeni pijacy z zapadłej wioski. Co do tej grafomanii, to wypowiem się jak poczytam więcej książek tego płodnego autora.

W opowiadaniach powtarzają się pewne motywy, jak pijaństwo, linka hamulcowa do polowania na zwierzaki, kumple od kielicha, czy rodzina głównego bohatera. Generalnie jednak nie są one usystematyzowane i połączone fabularnie. Klimat co rusz się zmienia. Wędrowycz też ma różny charakter w poszczególnych utworach. Raz jest niezwykle poważny niczym prawdziwy łowca potworów, raz wojuje na czuja z nadprzyrodzonym nawet nie kumając z czym dokładnie ma do czynienia, innym razem to zapijaczony człek ledwie ogarniający co się dookoła dzieje. Książka jest pełna odniesień do polskiej rzeczywistości obecnej, prlowskiej, a nawet z zaborów poprzez przedmioty, miejscowości, czy postaci (Jednym z kumpli Wędrowycza jest Semen, który był rzekomo carskim żołnierzem lata temu). Pojawia się piwo perła, ruska mafia, a nawet nawiązanie do Archiwum X. Nawiązania do ludowych i nie tylko wierzeń też są, w końcu Wędrowycz to egzorcysta. Pojawia się wspomniany utopiec, różne duchy, ale także bardziej groteskowy stwór mogący być parodią mitologii Lovecrafta.

Nie dla wszystkich

Kroniki Jakuba Wędrowycza to krótka książka, pełna swojskich rzeczy i można się pośmiać z przygód tytułowego egzorcysty-amatora, ale ilość absurdów na metr kwadratowy mnie zwyczajnie przytłoczyła. Mam po prostu ograniczoną wytrzymałość na dziwność i tu mi jej nie starczyło. Taki patologiczny bohater jest jednak w sumie całkiem unikalną rzeczą. Jeśli komuś nie straszna absurdalność, może śmiało sięgnąć po książkę i dorzucić punkcik wyżej do oceny.

Ocena końcowa: 6/10

Reklamy

11 uwag do wpisu “Fantastyczne książki 16 – Kroniki Jakuba Wędrowycza

  1. Michał Kucharski

    Swego czasu sporo czytałem książek o ów wiejskim egzorcyście i mam mieszane uczucia.
    Jest sporo ciekawych i śmiesznych opowiadań. Możemy dowiedzieć się z nich sporo ciekawostek z historii, z zachowań społecznych itd, które okraszone humorem specyficznym dają ciekawy efekt. Ale są niestety też opowiadanie słabe (dla mnie!) i głupie po prostu. To jakby się spędziło kilka godzin przy Świecie według Kiepskich. Kilka momentów wywołają uśmiech, ale ogólnie jest to nie do strawienia i wychodzimy ubożsi intelektualnie.

    Polubione przez 1 osoba

    1. Galliusz

      Muszę przyznać, że mam podobne odczucia co do Wędrowycza. Czasem było naprawdę zabawnie, a czasem wręcz żenująco niedorzecznie, a jak pisałem w recenzji mam pewną granicę tolerowania absurdalności. I dzięki za komentarz 🙂

      Polubienie

  2. Spinacz Biurowy

    Rzeczowa recka. Kiedyś już zastanawiałem się nad lekturą „Wędrowicza”… ale ostatecznie się nie zdecydowałem. Twoja opinia jeszcze bardziej utwierdza mnie w przekonaniu o słuszności tamtego wyboru. 😉

    Polubione przez 1 osoba

  3. A ja osobiście uwielbiam 🙂 Dzielę książki na kilka kategorii – dobrze napisane i skonstruowane; niesamowicie wciągające, dzięki budowie uniwersum lub postaciom; i te, które pozwalają mojej głowie odpocząć. Kroniki Wędrowycza to nie jest literatura wysokich lotów, ale dla mnie, to zdecydowanie jest świetna rozrywka. Nie ciągną się, są różnorodne i niedorzeczne. I właśnie dlatego je polubiłam 🙂

    Polubione przez 1 osoba

    1. Galliusz

      Dzięki za komentarz.
      Zdaję sobie sprawę, że spora grupa uwielbia niedorzeczności przygód Wędrowycza. Bez wątpienia to coś co nadaje serii Pilipiuka unikatowości, choć niekoniecznie wpasowuje się to w mój gust 🙂

      Polubione przez 1 osoba

  4. Despite of its glossy plastic casing, that one is cooler than my older external drives
    that uses metallic case to transfer the temperature that can serve as the heatsink.
    If your hard drive is full, one choice is to erase
    many of the content, to regain some usable space. You will see
    a difference in transfer speeds if you copy a lot of data.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s