Fantastyczne gry 12 – The Tiny Bang Story

Dzisiaj będzie raczej króciutko, bo i nie będę opisywał niczego wielkiego, ale myślę, że warto poznać tego cosia:

The Tiny Bang Story to wydana w 2011 roku przez Colibri Games niezależna gra przygodowa typu ukryte obiekty. Z tego co wiem, to jedna z tych produkcji, które swego czasu doprowadziły na growym rynku do bumu sektora produkcji indie, bowiem pokazały, że także małe gry małych twórców o małym budżecie mogą być wielkie duchem.

Fabuła gierki jest prościutka i ma niewielkie znaczenie dla doświadczenia. Ot jest sobie maleńka planetka (niczym w Małym Księciu), która zostaje trafiona przez meteoryt. W wyniku eksplozji glob zostaje rozbity na wiele małych kawałków. Zadaniem gracza staje się zebranie rozrzuconych fragmentów (w postaci puzzli) i poskładanie planety z powrotem w całość. Wiele więcej się nie dowiadujemy, bowiem w grze nie ma żadnych dialogów, ani nawet tekstów pisanych. Choć spotykamy członków rodziny mieszkającej na planetce, ci odzywają się do nas piktogramami.

Granie w The Tiny Bang Story jest równie proste. Gra jest podzielona na kilka etapów, a w każdym mamy kilka statycznych ekranów, pomiędzy którymi przemieszczamy się. By zaliczyć dany etap musimy zebrać poukrywane na nim puzzle oraz wykonać zadania. Zadania polegają na znalezieniu zestawu przedmiotów, np. rur, które po użyciu w odpowiednim miejscu pozwalają nam zmierzyć się z niezbyt ciężką zagadką logiczną np. w jednym miejscu trzeba poprzestawiać tak elementy układanki, by w odpowiednich polach miały tą samą barwę. Kiedy już nic nie mamy do roboty opuszczamy etap, a wtedy z widoku planety możemy poukładać posiadane puzzle. Wtedy przechodzimy do następnego etapu. Najtrudniejsze w tym wszystkim jest spostrzeżenie poukrywanych przedmiotów, ale nikt nas nie pogania.

A teraz najlepsze co ma ta gra do zaoferowania, czyli oprawa graficzna. Powiem wam, że się nawet zachwyciłem. Każdy ekran w grze to ręcznie wykonana grafika i zarazem małe dzieło sztuki. Wszystkie tła są pełne kolorów i najrozmaitszych szczegółów. Często posiadają pewne animowane elementy. Ogólnie tchnie z nich odprężający oraz surrealistyczny klimat. Np. zamiast drzew są takie olbrzymie butelki z zielonego szkła, dziwaczne, krągłe budynki przeczą zasadom fizyki, a zwykłe zdawałoby się przedmioty pełnią zgoła inne funkcje. Nie jest to bynajmniej poziom surrealizmu Salvadora Dali, ale bez wątpienia mała planetka jest niezwykle kreatywnym miejscem. Do tego przygrywa nam śliczna, spokojna muzyka. Tak, można się przy Little Big Bang i odprężyć i zachwycić grafiką i dać ćwiczenie zwojom mózgowym.

Niestety wszystko co dobre, szybko się kończy i nie inaczej jest w tym wypadku. The Tiny Bang Story skończyłem w ok. 2 godziny, choć nieco sobie pomagałem internetem, gdy czegoś za chorobę nie mogłem znaleźć. Niemniej ile się po drodze napatrzyłem na tła to moje. Kto nie jest graczem grać nie musi, ale polecam chociaż popatrzeć sobie w sieci, albo na youtubie jak ta gierka wygląda i brzmi, do czego może zachęcą zamieszczone przeze mnie screenshoty. Moim zdaniem warto.

Reklamy

9 uwag do wpisu “Fantastyczne gry 12 – The Tiny Bang Story

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s