Nowa Fantastyka 08/18

Przy okazji mojego pierwszego wpisu o tym magazynie wspominałem, że być może będę pisał o kolejnych numerach. Kilka dni temu kupiłem sierpniowy numer Nowej Fantastyki z mocnym postanowieniem, że tym razem przeczytam go zanim do kiosków trafi następny i cóż, udało się.

W kwestii publicystyki możemy poczytać notatkę o Harlanie Ellisonie, z której można dowiedzieć się czegoś o zmarłym pisarzu. Jest artykuł tłumaczący czemu szary człowiek nie powinien się jarać odkrytymi śladami substancji organicznych na Marsie. Sporo miejsca poświęcono z okazji 25-lecia Vertigo, marki DC Comics, pod którą wydają komiksy dla dojrzalszych odbiorców i opisano pokrótce najciekawsze pozycje. Akurat mnie niezbyt komiks interesuje, ale może kiedyś się czymś zainteresuję. Witold Vargas pisze z kolei o erotycznej stronie legend, co jest dość zabawną ciekawostką. Spory tekst mówi o wirtualnej rzeczywistości, takie gdybanie czym to jest teraz i jak to się może rozwinąć z przykładami wizji kilku fantastów. Przypomniana zostaje twórczość Raya Bradburiego, klasyka sci-fi. Choć z klasykami sci-fi za pan brat nie jestem, to nawet ja słyszałem o powieści 451o Fahrenheita. Mowa jest także o Stefanie Grabińskim. Z NF dowiedziałem się o jego istnieniu, a pisarz ten ponoć stworzył naprawdę świetną, polską literaturę grozy. Jest jeszcze artykuł o tym, że totalna inwigilacja znana ze sci-fi powoli staje się faktem, a w kolejnym jest napisane, że naukowcy dalej roztrząsają kwestię świadomości i niejaki Kastrup wpadł na pomysł, że kosmos jest jedną wielką świadomością, a my zaledwie odpryskamy tej absolutnej świadomości. W innym tekście dzieci zostają porównane do kosmitów, którzy od przybycia na świat zatracają swoją obcość, aż stają się „Ziemianami”. Dla mnie zbyt przewrotne porównanie. W ostatnim tekście roztrząsana jest kwestia zemsty na przykładzie horroru „Dyniogłowy”. Z recenzowanych książek niestety nic mnie szczególnie mocno nie zainteresowało.

A teraz pora na opowiadania:

Horda – Sekcja polska zaczyna się od pokaźnego opowiadania Jacka Komudy, który jest obecnie całkiem znanym pisarzem za sprawą łączenia historii z fantastyką. Nie inaczej jest w tym wypadku, bowiem zamieszczone w NF opowiadanie należy do jego alternatywnej wersji historii Europy. W opowiadaniu Królestwo Wielkiej Lendii szykuje się do starcia z dzikimi Hungurami, tytułową Hordą, nadciągającą, jakżeby inaczej, ze wschodu („ze wschodu pochodzi całe zło” – wspomina jedna z postaci). Lendia ma charakter mocno swojsko słowiański oraz średniowieczny z rycerzami itp. Hungurzy to z kolei tacy ostro przejaskrawieni Mongołowie, a więc niezwykle brutalni koczownicy depczący z pogardą wszystko na swej drodze. Większość opowiadania to opis bitwy między obiema nacjami oraz towarzyszące temu zdarzenia. Bohaterów jest kilku, m. In. król Lendii. Dialogi oraz narracja pisane są mocno stylizowanym językiem, co ma swój klimat, ale czasami mnie drażniło, zmuszając do czytania niektórych zdań kilka razy, by je w pełni zrozumieć. Jednakże do jakości tekstu zarzutów mieć nie można. Opisy są szczegółowe, bitwa wiarygodnie chaotyczna, a sceny brutalne opowiedziane z całym krwawym okrucieństwem. Dodatkowo pojawia się trochę rzeczy nadprzyrodzonych. Świetne opowiadanie.

Grabieżnik – Krótkie opowiadanie Piotra Zawady, w którym czytelnik śledzi losy obcej istoty żyjącej w obcym świecie z jej obcej perspektywy. Oczywiście jest to ciekawa rzecz, zmuszająca wyobraźnię ostro do działania, bowiem tytułowy Grabieżnik, jako mieszkaniec tego miejsca, nie musi sam sobie tłumaczyć swojego wyglądu, albo na co takiego poluje. Z drugiej strony przeszkadzało mi to. W opowiadaniu pojawia się wiele fantazyjnych nazw stworzeń, które cóż, dla mnie były tylko nazwami, niekoniecznie pozwalającymi zobaczyć tą istotę okiem wyobraźni. Ba, po przeczytaniu całego opowiadania nie byłem w stanie stwierdzić jak w ogóle Grabieżnik powinien właściwie wyglądać, ale wyobraziłem go sobie jako swego rodzaju drapieżnego stawonoga. Niemniej czytało się całkiem zacnie.

Dwoje przy huśtawce – Krótkie opowiadanie science-fiction Krzysztofa Adamskiego. Niejaki Malcolm, uporczywie nawiedzany przez wspomnienie dziewczynki huśtającej się na parkowej huśtawce, odważane wkoło i wkoło niczym film budzi w jakiejś klinice. Obecna przy tym doktor Stevens przekonuje go, że jest ofiarą wypadku, z której on tylko przeżył, ale zapadł w śpiączkę i musieli przeszczepić jego mózg do robotycznego ciała, z którym musi się teraz oswoić, co prowadzi do czegoś nieoczekiwanego. Pada tu klasyczne dla sci-fi pytanie o to „co to znaczy być lub nie być człowiekiem?” Moim zdaniem nic szczególnego.

Żywy i zdrowy w samotnej podróży – Pierwsze opowiadanie sekcji zagranicznej to dzieło science-fiction zmarłego niedawno Harlana Ellisona. W osobnym wpisie pisałem już o innym opowiadaniu tego autora. Tutaj czytamy o podróży statku kosmicznego, zmierzającego ponoć aż po kres czasu i przestrzeni. Jednym z wielu pasażerów jest niejaki Ćma. Ćma chodzi po pokładzie i rozmawia z różnymi ludźmi, z których żaden nie zostaje nazwany, nie zwraca uwagi na pozostałych, ani nie wiadomo dokąd zmierza i po co, ale każdy zdaje się znać mężczyznę. Zwierza się im z różnych swoich przeżyć, niezbyt chlubnych. Zastanawiałem się, czy to mogło być życie jednego człowieka, bo poszczególne wspomnienia są dość skrajne. Poruszana jest kwestia wiary, miłości, czy przetrwania. Wszystko we mgle tajemnicy. Nie lubię takich enigmatycznych opowiadań. Nie mam ust, a muszę krzyczeć było konkretniejsze i dlatego mi się bardziej podobało.

Elfy z Antarktyki – Opowiadanie Paula McAuleya to takie science-fiction przedstawiające niedaleką przyszłość, w której globalne ocieplenie się pogłębiło, światowe lodowce znacznie stopniały i sporo terenów znalazło się pod wodą, zmuszając ludzkość do ogólno światowego działania na rzecz ratowania świata. Głównym bohaterem jest Mike Torres, pilot helikoptera, który z powodu kontraktu przybył na w większości pozbawioną już lądolodu Antarktydę. Z chęci ratowania reszty lodu powstała tam cała infrastruktura i sieć miast, a przy okazji sprowadzono rośliny oraz zwierzęta. Pojawiły się także kamienie zwane elifimi opisane runami, które stały się miejscową zagadką, osnutą wiankiem miejskich legend, która zafascynowała Mike’a. Opowiadanie to w zasadzie jego opowieść o swojej przeszłości oraz teraźniejszym życiu na Antarktydzie i poszukiwaniu elfich kamieni, które to zajęcie stało się odmieniającą go „pielgrzymką”. Podobało mi się, że opowiadanie nie rysuje losu Ziemi i ludzkości w totalnie czarnych barwach, jak to często bywa. Ludzie dostosowali się i starają ratować to co zostało z użyciem najnowszej techniki. Autor przy okazji zaznacza, że nie możliwe jest cofnięcie czasu. Koniec starego oznacza początek czegoś nowego, nawet jeśli odtworzy się warunki i wszystko wróci na dawne tory. Nie pochwala też zupełnego odrzucenia cywilizacji oraz powrót do epoki kamienia łupanego. Opowiadanie podobało mi się ze względu na obyczajowość, choć trochę też mnie znużyło.

Z Themis każdy pisze listy do domu – Opowiadanie sci-fi Genevieve Valentine, które ma naprawdę ciekawą strukturę. Zaczyna się jakby wspomnieniami pierwszych osadników na obcej planecie, a chwilę później okazuje się, że to bujda, że planeta Themis to tylko wirtualna rzeczywistość tworzona na potrzeby nowej gry, do której wprowadzono jako testerów trójkę więźniów bez ich wiedzy. Historię poznajemy za równo z perspektywy jednej z badanych, Marie Roland, jak i dwójki pracowników korporacji tworzącej wirtualną Themis, Woodsa i Benjaminy. Segmenty ze zwykłą narracją i dialogami są porozrzucane pomiędzy rozmaitymi listami, raportami, czy nagłówkami gazet pisanymi przez zupełnie odmienne postaci. Sporo jest tu mowy o etyce w stosunku do rozwoju technologii. Czy można było wbrew ich woli użyć tych ludzi jako królików doświadczalnych, chociaż byli skazani na wieloletnie więzienie, a potem zostawić ich samym sobą ze skutkami ubocznymi? Korporacja to ci, których to nie obchodzi, a Benjaminę etyczność przedsięwzięcia zjada od środka. I było mi autentycznie szkoda Marie, chociaż jak mówi Woods, żaden z testerów nie był aniołkiem.

Opowiadania w tym numerze naprawdę mi się podobały, nawet jeśli zrozumienie Żywego i zdrowego w samotnej podróży jest dla mnie ulotne. Zestaw moim zdaniem lepszy niż w numerze opisywanym przeze mnie poprzednio. Dla mnie 7/10.

Reklamy

10 uwag do wpisu “Nowa Fantastyka 08/18

    1. Galliusz

      Też niesamowicie mi się podoba ta grafika 😀 Ja w sumie jestem dość świeży z magazynem (nie licząc bardzo starych numerów po rodzicielu), więc jeszcze go poznaję.

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s