Fantastyczne filmy 13 – Wysłannik jutra

Dzisiaj piszę kilka słów o pewnym post apokaliptycznym filmie Kevina Costnera, który nie został szczególnie ciepło przyjęty w momencie premiery i skończył jako totalna finansowa klapa obsypana Złotymi malinami. Kiedyś oglądałem kawałek tego obrazu, nie znając jego złej sławy i zainteresował mnie na tyle, by chcieć Wysłannika obejrzeć przy okazji w całości. Okazja niedawno się trafiła i dzięki temu ten wpis.

Stworzony w 1997 Wysłannik jutra to film post-apo wyreżyserowany przez samego Costnera, oparty o powieść Listonosz Davida Brina. Oryginału nie czytałem i nic o nim nie wiem. W zasadzie dowiedziałem się o jego istnieniu przy okazji szukania informacji o filmie. W każdym razie mamy tutaj wizję niedalekiej przeszłości. W wyniku niesprecyzowanej bliżej wojny doszło do trzyletniej zimy, a później do wybuchu zarazy które sprawiły, że Stany Zjednoczone zmieniły się w odludne pustkowie. Nie jest to jednak w całości radioaktywna pustynia przemierzana przez dzikusów (jak w Mad Maxie) czy z jednym miastem ocalałych (jak w jakimś Dreddzie), bowiem roślinność i czysta woda wciąż sobie są, ale państwowość zupełnie upadła, a ludzie żyją w izolacji. Nie ma więc klimatu beznadziei i rozkładu, tylko jest hmy, weselej. Dawne USA przemierza bezimienny wędrowiec (grany przez Costnera). W pewnym momencie trafia on do osady ocalałych ludzi i okazuje się, że wszedł na teren kontrolowany żelazną ręką przez samozwańczego generała Bethlehema (w tej roli Will Patton) i jego armię Kolonistów, ekipę wyznającą niby ideologię faszystowską. Wędrowiec zostaje siłą wcielony w ich szeregi, ale udaje mu się zbiec. Szukając schronienia trafia na opuszczony samochód oraz zwłoki w mundurze listonosza z torbą pełną listów. Wędrowiec wpada na pomysł zmyślenia historyjki o odrodzeniu się USA i poczty, co by ponaciągać mieszkańców odizolowanych osad na darmowe żarcie. Farsa się przez zwykłe szczęście udaje, a wędrowiec zostaje ochrzczony mianem Listonosza. Nieoczekiwanie kłamstwo zaczyna żyć własnym życiem, co nie podoba się Bethlehemowi, który miał własne plany na nowy naród, przez co Listonosz będzie musiał porzucić życie samotnego, szczwanego wilka i zostać tym, za kogo się podawał.

Film jest długi, za długi. Trwa aż trzy godziny i spokojnie można by skrócić go przynajmniej o półgodziny, by zmniejszyć ilość dłużyzn, bo jest ich pełno. Costner sporo czasu poświęcał na pokazanie poszczególnych grup ludzi i jak one mniej więcej działają w obrębie wykreowanej rzeczywistości, ale niestety i tak nie wyczerpuje tematu, a za to pojawia się sporo scen bezcelowych, gdzie ludzie się bawią, albo siedzą, albo robią coś, co nic nie wnosi do fabuły. Jest też sporo różnych głupotek, np. nie jest powiedziane skąd ludzie wciąż mają prąd, a co chwila trafia się na działające oświetlenie elektryczne. Wprawdzie pojawia się jakaś tama, ale nikt nie mówi słowa o tym, czy elektrownia wciąż działa. Czasami solidnie wiało nudą, czasami miałem myśli, że sam bym lepsze sceny i ekspozycje napisał, ale generalnie trzymał Wysłannik moje zainteresowanie swoim dość specyficznym klimatem.

Jeśli idzie o postaci także jest nudnawo, a w przypadku obsady nie kojarzę nikogo poza Costnerem. Sam Listonosz niby jest enigmatyczny, cwany i musi wziąć się w garść, by zamiast uciekać, zacząć być odpowiedzialnym, ale problem to raczej flegmatyczna gra Costnera. Powiedziałbym, że brakuje życia w tej postaci. Lepiej wypadają od niego Abby (grana przez Olivię Williams), ostra kobieta, która lubi postawić na swoim oraz czarnoskóry Ford Lincoln Mercury (grany przez Larenza Tate), młodzian, który nazwał się na cześć napisu ze stacji benzynowej i tak zafascynował wizją świata stworzoną przez kłamstwa Listonosza, że postanowił je urzeczywistnić. W filmie pojawia się jeszcze mnóstwo innych postaci, ale raczej nie są warci zapamiętania. W przypadku czarnych charakterów to Bethlehem jak na faszystowskiego lidera jest cholernie mało charyzmatyczny. Taki zwykły gostek. Już jeden z jego podwładnych lepiej pod tym względem wypada. Sami Koloniści to również nudna banda brutalnych gnębicieli, którzy jedyne co robią to ściągają haracz, biorą siłą poborowych dla swojej armii i znoszą kosztowności swojemu szefowi.

Pod względem wizualnym film wygląda osobliwie. Przede wszystkim wygląda jakby większość scen kręcono w plenerze, nie w studiu. Widzimy więc prawdziwe lasy, góry, czy rzeki, a Koloniści ewidentnie mają siedzibę w jakiejś kopalni odkrywkowej. Prawdopodobnie był to wybór artystyczny, film miał wg. internetu jakieś 80 mln dolarów budżetu, a wygląda miejscami na rzecz budżetową. Ludzie nie są dziwnie odzianymi brudasami, a noszą zwykłe ubrania, tylko ucharakteryzowane tak, by wyglądały na zużyte. Nie widzimy tu ruin żadnych wielkich metropolii, a zbudowane z drewna chaty i nieco podniszczone zabudowania typowe dla małych miasteczek USA. Z drugiej strony doceniam to, że tworzy to zupełnie inny klimat post-apo niż zwykle się doświadcza. Żadnego gadania o radioaktywności, mutantach, czy o tym jak środowisko jest po kataklizmie nieprzyjazne. Czasami wręcz miałem wrażenie obcowania z westernem, ale osadzonym w teraźniejszości, a nie na przełomie XIX i XX w., ba, głównym środkiem transportu są tutaj konie, a kamery często pokazują nam ładne widoczki tej części Stanów Zjednoczonych, bodajże Oregonu. Naprawdę, wystarczyłoby parę zmian w scenariuszu, by Koloniści stali się złymi bandytami, a Listonosz rewolwerowcem w stylu postaci granych przez Clinta Eastwooda. Dobrze wypada muzyka, która jednak również przywodzi na myśl raczej westerny i pędzenie na koniu przez Dziki Zachód niż post apokalipsę.

Wysłannik przyszłości stworzony i zagrany przez Costnera nie jest filmem szczególnie dobrym. Ze wszystkich filmów wyreżyserowanych przez aktora ten jest moim zdaniem najsłabszy. Tańczący z wilkami jest świetny, Wodny świat był bardziej kreatywny, a Bezprawie… tego filmu niestety nie pamiętam. Niemniej Wysłannik przyszłości to dość dobry obraz, by czerpać z niego rozrywkę. Osobiście myślę, że z perspektywy czasu krytyka potraktowała przygody Listonosza nazbyt surowo. Moim zdaniem warto obejrzeć choć raz, by zobaczyć filmową post-apokalipsą inną niż zwykle, taką z pogranicza westernu i mniej beznadziejną.

Reklamy

12 uwag do wpisu “Fantastyczne filmy 13 – Wysłannik jutra

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s