Fantastyczne filmy 11 – Na skraju jutra

Tym razem sci-fi z Tomem Cruisem w roli głównej. I cóż, ten wpis miał już się z miesiąc temu, ale niestety zapomniałem to zrobić. Na szczęście leżał sobie jako prawie gotowy tekst, w sam raz, by wrzucić w porę, gdy nie mam czasu na nowości.

W Na skraju jutra Ziemia po raz enty jest atakowana przez rasę obcych, tutaj zwanych mimikami. To takie dziwne, nieustannie drgające mackowate roboty poruszające się w nieprzewidywalny sposób. Najeźdźcy szybko podbijają Europę, której ostatnim bastionem staje się Wielka Brytania i zagrażają reszcie świata. Zjednoczone siły ludzi w jednej z bitew z sukcesem przeciwstawiają wrogowi żołnierzy w zaawansowanych egzoszkieletach i widzą w tym szansę na wygraną, więc powstaje plan kontrataku na okupowane tereny. W tym bajzlu grany przez Cruise’a Cage pełni rolę reportera wojennego odpowiedzialnego za propagandę i nie bardzo ma ochotę trafić na front, ale za próbę kombinowania zostaje siłą wysłany do bazy, po czym bierze udział w tragicznej w skutkach inwazji na zajętą przez obcych Francję. Totalnie zielony w kwestii wojowania Cage ginie… i budzi się w dokładnie w tych samych okolicznościach w tej samej bazie dzień wcześniej. Przeżywa ponownie ten sam dzień po to by znowu zginąć. I tak w kółko. Film wykorzystuje bowiem motyw bohatera uwięzionego w pętli czasu. Cage musi więc ogarnąć siebie i wykorzystać swoją sytuację do odmienienia losu bitwy, z każdą śmiercią stawiając kroczek dalej na drodze do wygranej.

Fabuła jest poprowadzona w całkiem wciągający sposób. Podobały mi się montaże, gdy bohater próbował coś osiągnąć metodą prób i błędów, ale nie przesadzono z ich ilością i pomiędzy nimi są momenty normalnej narracji rozwijające fabułę. Świetne są relacje Cage’a z innymi postaciami, które on co raz lepiej poznaje, a one za każdym razem uważają go za obcego. Tchórz staje się bohaterem i ponadto przywiązuje się do Rity, weteranki, która zdaje się jako jedyna wiedzieć przez co przechodzi główny bohatera i stara się mu pomóc wykorzystać sytuację. Uniknięto pogmatwania i oszczędnie bawiono się motywem manipulacji czasem, więc nie odczuwałem wciskania mi steku paradoksalnych bzdur, jakie nawarstwiają się w takim np. Terminatorze. Choć zaskoczył mnie happy end na koniec.

Nadzwyczajnie skonstruowanych postaci tu nie ma. Jest grany przez Cruise Cage, który z tchórzliwego cwaniaczka staje się bohaterem. Tom bez wątpienia pasuje na przystojnego cwaniaczka i nieźle odgrywał co raz większe zmęczenie pętlą czasu swojej postaci. Jest Rita grana Emily Blunt, twarda kobieta, która mu pomaga. Przez większość filmu zdaje się być niezwykle chłodną i sztywną osobą, ale z czasem okazuje się, że ma ludzkie odruchy. Jest też charakterystyczny sierżant grany przez Billa Paxtona, który jest całkiem zabawną postacią. Jako że to film o wojnie to w tle widzimy tłumy statystów oraz mniej istotnych postaci. Bez wątpienia jednak film świetnie wypada pod względem aktorskim. Ja widziałem podczas seansu żywe postaci, a nie grających je aktorów. Cruise świetnie wypadł, odgrywając co raz większe zmęczenie swoją sytuacją Cage’a.

Jak przystało na hollywoodzką produkcję w filmie sporo się dzieje. Spora część akcji dzieje się podczas inwazji na francuskie wybrzeże, które przez pętlę czasu podziwiamy w różnych momentach oraz ujęciach. Całkiem ciekawa sprawa. Śmigają pociski, wybuchy, padają gęsto trupy. Później bohaterowie wyrywają się z plaży i widzimy trochę podbitej Europy, co już akurat takie ciekawe nie jest, bo wygląda jakby ludzie po prostu wyparowali, a opuszczone samochody i domy spokojnie sobie stoją. To nie jest odległa przyszłość, więc generalnie świat wygląda jak ten nasz dzisiejszy, wyjąwszy żołnierzy w egzoszkieletach. Tylko że ci żołnierze szczerze mówiąc to na ogół ruszają się w tym sprzęcie całkiem pokracznie i jak muchy w smole. Obcy to dziwaczne, mechaniczne, mackowate stwory pomyślunkiem przypominające rój owadów. Niezbyt ich projekty mi się podobały. Muzyka no jest, ale nie wysuwa się ponad wizualia i fabułę, a ja mam trochę kiepskie do tego ucho, więc nic o muzyce nie napiszę.

Reasumując. Dobry film, z fajną fabułą opartą o zabawy z czasem, ale nie jest to zabawa przekombinowana jak to bywa w niektórych filmach (Znowu patrzę na ciebie Terminatorze). Jest widowiskowy, i są dobrzy aktorzy, którzy dobrze grają (co nie jest regułą). Podobał mi się, choć szczerze mówiąc nie lubię motywu manipulowania czasem.

Reklamy

11 uwag do wpisu “Fantastyczne filmy 11 – Na skraju jutra

  1. Manga (właściwie to rainobe), na podstawie której powstał ten film, ma typowo japońskie podejście – przesadnie młody superhero (który też jak postać Cruise’a przechodzi transformację from zero to hero), milcząca bohaterka. Film jest leciutki, akurat, żeby sobie popatrzeć jak Cruise umiera 😀

    Polubione przez 1 osoba

    1. Galliusz

      Jedna znajoma także mnie uświadomiła, że scenariusz Na skraju jutra nie jest rzeczą oryginalną. Co do umierania, jak ktoś nie przepada za Cruisem, to ma dodatkowy ubaw 😀

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s