Fantastyczne książki 10 – Husyci i lux perpetua

W natłoku gier, filmów, książek oraz innych, mniej rozrywkowych zajęć trudno poświęcić wszystkiemu równą ilość czasu. Ponad dwa miesiące minęły odkąd skończyłem czytać drugi tom Trylogii Husyckiej Andrzeja Sapkowskiego i dopiero tydzień temu, tuż przed samym Pyrkonem dotarłem do ostatniej strony trzeciej części zatytułowanej Lux Perpetua, który oznacza w zasadzie „światłość wiekuistą”. Jeśli cię interesują moje opisy poprzednich książek z tej trylogii to zapraszam do poczytania o Narrenturm oraz o Bożych Bojownikach.

Na okładce po raz kolejny znalazł się fragment obrazu Petera Breugla Tryumf Śmierci. Tym razem fragment nawet bardzo pasuje do treści powieści, gdzie napotkamy wiele opisów rzezi dokonywanych przez husytów podczas ich najazdów na kraje ościenne. Kolorystyka reszty okładki jest tym razem brązowa, choć projekt pozostał bez zmian. Już mówiłem w poprzednich wpisach, że nie przesadnie podobają mi się okładki Trylogii Husyckiej.

Fabularnie to dalsza część losów Reinmara z Bielawy zwanego Reynevanem. Po wydarzeniach z poprzedniej części zostaje on ekskomunikowany przez biskupa Konrada z Wrocławia, a ponadto wciąż dybie na niego czarnoksiężnik Pomurnik. W dodatku, by zmusić go do współpracy, inkwizycja uwięziła w nieznanym miejscu ukochaną Reinmara. On jednak, wciąż wierząc w sprawę husycką stara się jak może, by nie zdradzić i jednocześnie odnaleźć swoją damę w czym ponownie pomaga mu duet Szarleja i Samsona. Poszukiwania dziewczyny zajmują większość powieści, a w tle przejawia się garnitur prawdziwych oraz zmyślonych postaci, jak również historyczne wydarzenia Wojen Husyckich. Szczerze mówiąc, fabule nie raz udało się mnie zaskoczyć, choć nie brakuje tu schematu, że Reynevan gdzieś jedzie, ładuje się w kłopoty i w ostatniej chwili jakaś przyjazna dusza ratuje go z tarapatów. Niemniej ogólny tok rozwoju historii był dla mnie nie do przewidzenia oraz prowadził do nieoczywistego finału. Pojawia się też niestety zjawisko „fałszywych finałów” przed tym prawdziwym co zawsze jest trochę irytujące. Niemniej była to wciągająca lektura i było mi aż szkoda, gdy zamknąwszy książkę doszło do mnie, że to już ostatni rozdział tej historii, chociaż nie wszystkie wątki zostały w pełni wyjaśnione.

Znowu do znanych już mi postaci fikcyjnych i prawdziwych dochodziła cała gromadka nowych osób. Najważniejsi są prawdopodobnie żydówka Rixa, która z tajemniczych pobudek pomaga Reinmarowi oraz Łukasz Bożyczko, członek inkwizycji szantażujący mężczyznę losem jego ukochanej. Dużą rolę ponownie odgrywa hetman taborytów, Prokop Goły oraz pojawia się wiele innych ważnych postaci w zrywie husyckim oraz w ówczesnym świecie jak możny ród Fuggerów. Jest także kolejna porcja imion oraz nazwisk rodowych rozmaitych rycerzy, czy innych wielmożów. Odnosiłem też wrażenie, że w tym tomie jest mniej różnorodnych wątków fantastycznych niż w drugim, ale poszczególnym motywom poświęca się więcej miejsca. Wciąż pojawiają się zaklęcia i alchemia, szczególnie rozbudowany jest wątek perferro, wyszukanej trucizny, która działa dopiero gdy otruty zrani się żelazem oraz fantastyczne istoty, jak neufra, przybrana matka Pomurnika, która doradza czarnoksiężnikowi. Ponownie fantastyka Sapkowskiego i jego charakterystyczny język świetnie współgrają z wiarygodnie przedstawionymi realiami historycznymi. Ładnie też moim zdaniem na przestrzeni trylogii widać jak szlachetne pobudki powstania husyckiego, w które z początku wierzył Reinmar obracają się w niwecz, a rewolucja kulturowo-religijna zmienia w łaknącą krwi, niszczycielską bestię pustoszącą kolejne przygraniczne tereny, która ginie ostatecznie, gdy taboryci i Sierotki przegrywają w bitwie pod Lipanami, o której powieść wspomina.

I tak oto przeczytałem Trylogię Husycką Sapkowskiego. Powieści te okazały się godne zachwalających opinii jakie o nich słyszałem. Świetnie mi się to wszystko czytało za sprawą charakterystycznego pióra Sapkowskiego, świetnie oddanych realiów historycznych mieszających się z fantastyką rodem z ówczesnych wierzeń, ciekawej fabuły oraz bohaterów, których polubiłem do tego stopnia, że żal mi było, gdy działa im się krzywda. Bez wątpienia rzadki przypadek, w którym te same książki mogą się spodobać zarówno miłośnikom fantastyki, jak i powieści historycznych. A ja lubię i fantastykę i historię, więc byłem podwójnie zadowolony. Oczywiście nie jest to literatura bez problemów. Bolał mnie np. schemat Reinmar wpada w kłopoty > Ktoś go ratuje > Reinmar znowu wpada w kłopoty. Czasami pojawiały się  też dłużyzny nieco męczące i wybijające z rytmu. No i to bombardowanie imionami nawet najlichszych, najmniej znaczących rycerzyków, którzy pojawiają się na drodze bohaterów w trakcie jednego zdania. Jak to mówią, nic nie jest idealne, ale Trylogię Husycką bez wątpienia warto znać.

Jako że to już koniec, to możecie oczekiwać, że w następnych „Fantastycznych Książkach” pojawi się już coś zupełnie nowego, choć jeszcze nie wiem za co się teraz zabiorę. Za sprawą niedawnych urodzin, Pyrkonu oraz serii wydawniczej „Mistrzowie Polskiej Fantastyki” mam teraz duży wybór.

Reklamy

11 uwag do wpisu “Fantastyczne książki 10 – Husyci i lux perpetua

    1. Galliusz

      Trudno mi się odnieść, bo Wiedźmina czytałem już dawno, ale zgodzę się, że Trylogia Husycka to nie są powieści wspaniałe. Faktycznie akcja czasem się ślamazarzy 🙂

      Polubienie

      1. Galliusz

        Trudno się nie zgodzić, że to przez piękne twarzyczki niewieście Reinmar wpadł w tarapaty, które zaczęły tą lawinę zdarzeń 😀

        Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s