Fantastyczne animacje 2 – Japońskie wielkie roboty w pierwszym Gundamie

Tym razem kolejna po Dragon Ballu wizyta w świecie japońskiej fantastyki i pewnie nie ostatnia, bo co jakiś czas anime sobie obejrzę. A anime występują w różnych różnistych odmianach, więc i moją ochotę na militarny serial sci-fi zaspokoiły. Padło na początek potężnej marki jaką jest dziś Mobile Suit Gundam.

Zacznę od ciekawostki: Pierwszy odcinek, pierwszej serii o Gundamie miał premierę w roku 1979 i stał się ważnym krokiem w rozwoju anime, a szczególnie podgatunku mecha, gdzie główne skrzypce grają wielkie roboty. Wcześniej tego typu seriale były czymś bardziej infantylnym. Najczęściej robot pojawiał się jeden w dodatku wykokszony, bo pochodził z kosmosu, czy coś w ten deseń i generalnie walczył ze złem w postaci potworów, albo innych robotów. Gundam wiele zmienił. W tej serii wielkie roboty zostały zdegradowane do roli masowo wykorzystywanej broni i dowiadujemy się nawet jak ta broń działa. Zamiast wesołego ciachania potworków bez wnikania w rozwój postaci, mamy poważny wątek militarny, okropieństwa wojny oraz rozterki bohaterów.

Fabuła

W roku 2045 (choć jak poczytałem, nie jest to kanonicznie uznana data) ukończono budowę pierwszej pozaziemskiej kolonii. Ludzie mogli opuścić przeludnioną Ziemię i zamieszkać w kosmosie na specjalnych stacjach, wewnątrz których odtwarzano ziemskie środowisko. Uznano to za początek nowej ery nazwanej Universal Century (w skrócie U.C.). W 79 U.C. grupa kolonii, która ogłosiła niepodległość od Ziemskiej Federacji jako Księstwo Zeonu, rozpoczęła niszczycielską wojnę, podczas której użyto najnowocześniej broni, humanoidalnych robotów nazywanych Mobile Suit. Właściwa historia serialu zaczyna się w ósmym miesiącu wojny w ostatniej zbudowanej przed wojną kolonii, Side 7, gdzie Federacja prowadzi tajne badania nad nową bronią. Mieszka tam też główny bohater serialu, Amuro Ray, młodzik, ale niezwykle uzdolniony technicznie. Względny spokój stacji kończy się, gdy przylatuje tam White Base, okręt wojenny Federacji, śledzony przez statek Zeonu pod dowództwem Chara (jednego z głównych antagonistów). Wysłani do kolonii zwiadowcy rozpoczynają atak na transport protypów, nie zważając na cywili, a Amuro znajduje gwiazdę serialu, robota Mobile Suit Gundam i uruchamia go, dzięki czemu może zniszczyć napastników. Jednakże większość dorosłych żołnierzy zginęła, więc to na barkach młodych rekrutów spada obowiązek obsadzenia White Base i przewiezienia cennych prototypów na Ziemię. Rozpoczyna to ich długą, trudną i pełną bitew podróż, która zaważy na losie wojny.

Serial liczy sobie 43 odcinki tworzących jedną, spójną fabułę, co mi się podobało. Śledzimy kolejne etapy podróży White Base: Podróż na Ziemię, walkę z siłami inwazyjnymi na planecie uparcie próbującymi zniszczyć okręt, a wreszcie kontratak na Zeon. Praktycznie w każdym odcinku dochodzi do jakiegoś starcia, a im głębiej w serię, tym bitwy są oczywiście co raz większe. Cóż, wojowanie jest tu równie ważne co rozwój fabuły i szczerze mówiąc, zaczyna to z czasem męczyć schematycznością, bo generalnie Gundam jest tak mocny, że zawsze wygrywa. Na szczęście są jeszcze bohaterowie anime i z pewnością można ich uznać za ludzi. Widzimy jak się posilają, jakie emocje towarzyszą im podczas walki oraz co robią w wolnym od bitew czasie. Odczuwa się, że rosną ich umiejętności, ale zdarzają im się załamki. Główny bohater np. w pewnym momencie próbuje zdezerterować z okrętu. Jeszcze lepsze jest to, że strona przeciwna to ludzie. Poznajemy punkt widzenia nie tylko dowódców Zeonu, ale od czasu do czasu także i ich zwykłych żołnierzy.

Fani głębokiego science-fiction raczej nie będą tu mieli nad czym się pogłowić. To przede wszystkim opowieść o wojnie przyszłości, a w mniejszym stopniu o rozwoju ludzkości, choć i ten wątek zostaje poruszony.

Wspomnę jeszcze tylko, że bawiły mnie imiona różnych bohaterów brzmiące jakby powstały ze zlepków losowych słów, albo unikanie używania prawdziwych nazw geograficznych w odcinkach dziejących się na Ziemi. W pewnym momencie nie mogłem się zorientować czy bohaterowie są w Afryce, gdzieś w Azji, czy na Bliskim Wschodzie. Taka pomniejsza wada moim zdaniem.

Prezentacja

To anime sprzed prawie 40 lat, więc oczywiście nie wygląda zjawiskowo, ale według mnie animacja dawała radę. Wszystko tu zostało narysowane i pokolorowane ręcznie, więc ruch nie jest jakiś super płynny oraz często widać uproszczenia, albo powtarzające się klatki. Podobnie jest z tłami, często są dość pustawe. Bitki wypadają widowiskowo, chociaż moim zdaniem za wiele czasu poświęcono na eksplozje. W zasadzie wszystko co zostaje zniszczone wybucha. Zgaduję, że łatwiej było zrobić wybuch, po którym nic nie zostaje, niż rysować potem stertę wraków. Postaci wyglądają nieźle, całkiem realistycznie jak na anime, chociaż można się trochę złapać za głowę gdy porówna się wygląd niektórych postaci z ich wiekiem.

A co z prezentacją tej Ziemi z przyszłości? To raczej taka standardowa wizja dla militarnego sci-fi. Kosmos, mundury, statki, mnóstwo miejscami fikuśnie wyglądającego sprzętu wojskowego, operowanie dużymi liczbami. Roboty jak to w anime są bardzo humanoidalne, mają nawet paluchy, którymi trzymają przerośnięte uzbrojenie. Zdecydowanie bardziej podobały mi się maszyny Zeonu, bardziej wyglądające jak coś zrobionego na wojnę, niż fikuśny i błyszczący bielą Gundam. Obiekty cywilne, których za wiele nie widać, przypominają to co znamy ze swojej rzeczywistości. To że to przyszłość, nie jest tak bardzo eksponowane. Niemniej podobało mi się, że skala anime nie wykracza poza nasz układ słoneczny. Dzięki temu pojawia się kilka ciekawych rozwiązań fabularnych. W dodatku mocno starano trzymać się realizmu i np. oddano to, że wielkie roboty mogły swobodnie latać w kosmosie, ale na Ziemi mają swoją wagę. Z drugiej strony ciągle atakowany White Base i Gundam ciągle działają mimo nieustannych uszkodzeń, a polowe naprawy zwykle im wystarczały.

Dźwięk

Chyba najgorszej anime wypada pod względem dźwiękowym. Muzyka nie jest jakaś świetna, czasami zdarza się jej nie pasować do sytuacji. Oppening jest radosny i żywy, co kontrastuje raczej z dość ponurą atmosferą serialu. Odgłosy walki nie porywają. Trochę brakuje mocy bziumkaniu laserów i wybuchom.

Słówko na koniec

W sumie uważam pierwszego Gundama za bardzo dobre anime, gdy przymknie się oko na podstarzałą stronę techniczną, o dużym wpływie na gatunek mecha. Fabuła jest płynna, postaci są dobrze napisane, poznajemy ich charaktery oraz widzimy zachodzące w nich przemiany. Poruszane są wątki okropieństw wojny, rozwoju co raz bardziej zabójczego uzbrojenia oraz transhumanizmu. Wprawdzie anime łapie czasem czkawkę w historii, do finału nie wyjaśnia wszystkich wątków do końca, a Gundam jest zbyt silny względem innych maszyn, ale wciąż dobrze wspominam seans. Jeśli ktoś ma ochotę na odrobinę dobrego, militarnego sci-fi, polecam.

Reklamy

4 uwagi do wpisu “Fantastyczne animacje 2 – Japońskie wielkie roboty w pierwszym Gundamie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s