Disneyowski maraton 20 – Zakochany Kundel

Hej, hej, dawno kolejnej części maratonu nie było, ale to nie znaczy, że odszedłem od pomysłu obejrzenia wszystkich klasycznych animacji od Disneya, tylko cosik nie miałem na nie nastroju ostatnio, ale już oto poniżej nowy wpis z tej serii:

Zakochany Kundel („niezbyt” wierne przełożenie oryginalnego tytułu) z roku 1955 to jeden z tych disneyowskich filmów, które skupiają się na postaciach zwierzęcych, co w sumie ostatni raz miało miejsce aż w 1942, gdy wydano Bambiego. W każdym razie jest to całkiem fajnie podkreślone rzadszym pokazywaniem twarzy ludzi, albo pokazywaniem, że oni robią coś tam sobie w tle, a zwierzęta robią swoje. Głównie widzimy ludzkie nogi, co jakby imitacją punktu widzenia psów, które grają w filmie główne role. Nie wpada też zupełnie w skrajność i czasem jednak pokazywane są twarze ludzi.

Fabuła

Mam wrażenie, że fabularnie Zakochany Kundel to jedna z najprostszych pełnometrażowych animacji Disneya. Jeśli miałbym streścić fabułę w kilku słowach, powiedziałem, że to kilka scen z życia psa. Dosłownie. I tak na początku mężczyzna imieniem Jim wręcza w prezencie swojej żonie szczeniaczka suczki rasy cocker spaniel, którą nazywają Lady. Chwilę podziwiania przesłodkiego pupilka później widzimy już dojrzałą psinkę wykonującą swoją dzienną rutynę w postaci np. przeganiania ptaków z podwórka, spotykania się z psami sąsiadów, czy przynoszenia gazety. A potem pojawia się Tramp, czyli bezdomny kundel, swoisty wagabunda co hycla się nie boi, a Lady straszy tym jakie to będzie miała beznadziejne życie, gdy jej właścicielom urodzi się dziecko. Jako że to Disney, przy następnym przypadkowym spotkaniu parę miesięcy później dochodzi do miłości od pierwszego wejrzenia i choć po drodze jest kilka problemów, dostajemy taki happy end, jakiego można było oczekiwać.

Poważnie w tej historii z pozoru nie ma nic interesującego, zaskakującego, czy przesadnie zabawnego. Za to jest mnóstwo niewinności oraz uroczości. Trafia się kilka scen żywszych lub brutalniejszych, np. Tramp walczący z innymi psami, ale generalnie nie ma tu nic gorszącego dzieci. Nie ma nawet czarnego charakteru, który by coś tam knuł, choć parę niemiłych postaci się zdarza.

Postaci

Główne skrzypce gra postać żeńska, suczka cocker spaniela Lady. Nie wiem, czy można ją uznać za „psi” odpowiednik księżniczki, ale ma z pięknymi dziewczętami Disneya sporo wspólnego. Innymi słowy uroczo wygląda i jest dobrze wychowana, a w jej charakterze to nie ma nic interesującego poza tym, że jest psem. No i jej przeciwieństwem jest szary kundel Tramp. Wagabunda, lekkoduch i miłośnik wolności, o czym zresztą mówi jego imię oznaczające m.in. włóczęgę. Żyje gdzie chce, jada gdzie chce i ogólnie nie jeden w mieście go zna. Chyba najfajniejsza postać, bowiem jego styl bycia oraz mówienia ogląda się całkiem fajnie.

Zestaw postaci drugoplanowych nie jest zbyt szeroki. Są kochający swoją suczkę Jim i jego żona, których można uznać za typowych przedstawicieli wyższej klasy średniej. Są znajomi Lady w postaci teriera Kilta i bloodhounda Wiarusa. I to szóstka to generalnie wszyscy, których widujemy częściej. Reszta ma krótkie role. Z nich ważniejsi są para Włochów z restauracji oraz dość nieprzyjemna, nielubiąca psów ciotka, która opiekuje się dzieckiem właścicieli pod ich nieobecność i przywozi z sobą dwa wredne koty syjamskie.

Wygląd

Powiem tak: Zakochany Kundel jest wyjątkowo mało spektakularny, nawet jak na ten okres Disneya. Nie licząc rozmawiających ze sobą zwierząt, nie ma tu grama element fantastycznych. Nie ma scen tak widowiskowych, czy surrealistycznych, a ilość żywszych zdarzeń jest ograniczona. W sumie nawet kreskówkowy slap-stick jest tutaj mocno ograniczony, a całość działa całkiem realistycznie. Żadnych rozciągających się ciał, czy rozpłaszczania kogoś wielkim młotkiem.

W każdym razie widzimy ładne, wręcz kojące widoczki rodem z początku XX wieku. Eleganckie rezydencje, zabłocone drogi, po których jeżdżą konne powozy, czy zieleń otaczająca nienazwaną mieścinę. Ludzie wyglądają całkiem realistycznie, pomijając parę karykaturalnych cech, jak nochal ciotki. Psy również trudno nazwać kreskówkowymi, ale mają naprawdę urocze projekty i fajnie się patrzy na ich animację. Taka Lady jest tak narysowana, że można poczuć puchatość jej sierści. Generalnie lubię wygląd tej animacji. Epokę, w czasie której dzieje się akcja przedstawia bardzo fajnie jak na film dla dzieci.

Muzyka

Film jest muzycznie miły dla ucha, co nie powinno zaskakiwać u Disneya, co do piosenek za wiele w sumie ich nie ma. Najważniejsza jest prawdopodobnie „Bella Note”. To naprawdę miły dla ucha utwór o, cóż, miłości przygrywający niezapomnianej scenie, w której Lady i Tramp jedzą spaghetti. Jest jeszcze piosenka kotów syjamskich, która brzmi dość charakterystyczna choć śpiew to raczej rytmiczne mówienie oraz piosenka suczki Peg w schronisku o Trampi, która również brzmi miło. Jest też trochę krótszych momentów śpiewnego mówienia, ale nie ma co wspominać o każdej takiej scenie.

Dubbing

Jak to ze starszymi filmami Disneya bywa, Zakochany Kundel ma dwie wersje dubbingu. Pierwsza powstała w 1962 i kiedyś widziałem fragment, ale w zasadzie nigdy nie oglądałem tak całości. Drugi dubbing jest z 1995 roku i poziom jest raczej wysoki. Głosy są dobrze dobrane i w sumie słyszymy całe mnóstwo klasycznych aktorów dubbingowych. Jolanta Wilk jako Lady, Marian Opania jako Kilt, czy Marcin Troński jako Wiarus. Jednak najbardziej podobał mi się głos Trampa, w którego wcielał się Cezary Pazura. Kundel autentycznie brzmi jak taki włóczęga lekkoduch żyjący z dnia na dzień.

Morał i słowo na koniec

Zakochany Kundel ma parę rzeczy do powiedzenia młodym umysłom: Nie oceniaj innych po okładce. Wolność jest fajna, ale każdy w pewnym momencie potrzebuje znaleźć sobie kogoś bliskiego i się ustatkować. Zadośćuczyń własnym błędom, gdy kogoś pokrzywdziły.

Zakochany Kundel jest daleki od nazwania go kreatywnym: Urocze zwierzątka, fabuła bez wielkich zwrotów, miłość od pierwszego wejrzenia, czy proste morały dla młodych widzów. Jednakże… mi się podobał. W dzieciństwie oglądałem Kundla wielokrotnie i bawił mnie widok piesków jedzących spaghetti i w dorosłym życiu jakoś się to nie zmieniło. Dobry film, aby ocukrzyć sobie nieprzyjemny dzień.

Zakochany Kundel to kolejny stary klasyk z robionym lata później sequlem, więc naturalnie to będzie następny przystanek podczas tego maratonu.

Reklamy

8 uwag do wpisu “Disneyowski maraton 20 – Zakochany Kundel

  1. Daisiak

    Fajna recenzja i w sumie to się z nią zgadzam, bo rzeczywiście „Zakochany kundel” nie jest produkcją wyższych lotów. Chociaż bardziej lubię drugą część (pewnie dlatego, że ją rodzice pokazali mi jako pierwszą… wtf rodzice? .-.), jedynkę również nie omieszkałam kilka razy obejrzeć. Jak już Ci wspominałam, zawsze przerażała mnie kocia piosenka. Brzmi jakoś tak… psychodelicznie?
    Z niecierpliwością czekam na ocenę i opinię chapsowych przygód ♥
    Pozdrawiam!

    Polubione przez 1 osoba

    1. Galliusz

      Po pierwsze, wpis o Przygodach Chapsa już jest. Po drugie, na mnie nie oddziaływała jakoś szczególnie piosenka kotów (psychodeliczne to są różowe słonie z Dumbo). Po trzecie dziękuję za taki długi komentarz 😉

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s