Fantastyczne gry 7 – Początek serii Divinity

Belgijski deweloper zwący się Larian Studios od wielu już lat dłubie przy swojej serii RPGów fantasy Divinity, a ich ostatnie osiągnięcia w postaci obu części Divinity: Original Sin zebrały naprawdę pozytywne noty. Ja szczerze mówiąc do tej pory nie miałem przyjemności zapoznać się z żadną ich produkcji bliżej. Skorzystałem więc z okazji i wskoczyłem w wir przygody z pierwszą część serii, grą Divine Divinity z 2002. Wiedziałem, że nie była to produkcja przełomowa dla gatunku RPG, ale dziś jest wspominana raczej dobrze. I trochę zakrztusiłem się tą przygodą.

(Mój program do łapania screenów z gier nie chciał współpracować z Divinity, więc obrazki w tym wpisie pochodzą z internetu)

W grze trafiamy do krainy zwącej się Rivellon, miejsca będącego wręcz do bólu standardowym fantasy, takim wręcz stereotypowo standardowym. Znajdziemy tu dosłownie samą to co pierwsze przychodzi na głowę myśląc fantasy: Księstwo ekspansywnych ludzi, leśne królestwo kochających naturę elfów w zielonych kubrakach, podziemne miasto rubasznych i pijanych krasnoludów, czy tereny wojowniczych oraz dzikich, ale mimo to honorowych orków. Nie wygląda to jednak na brak kreatywności, bowiem wszystko tutaj jest  w humorystyczny sposób przejaskrawione i nie brakuje żarcików ze stereotypowego fantasy. Spotkamy chociażby parę szkieletów zastanawiających się nad tym jak w ogóle mogą funkcjonować bez mięśni, czy elfy narzekające na zapach krasnoludów i krasnoludy narzekające na lalusiowatość elfów. Parę razy się nawet uśmiechnąłem, ale do lekkości pióra takiego np. Pratchetta tekstom w grze daleko. Poza tym Rivellon nie jawił mi się jako ciekawe miejsce. Wewnątrz growe książki i lokacje niby podbudowują trochę lore tego świata, ale było tego za mało, aby mnie zainteresować, abym próbował „wczuć się” w to co w grze robiłem.

W każdym razie Rivellon w momencie rozpoczęcia akcji jest zagrożony. Ludzi najechali orkowie, elfy i krasnale szykują się do wojny między sobą, a grupa czarnoksiężników zwana Czarnym Kręgiem knuje złe rzeczy. Innymi słowy świat wymaga naszego ratunku i wcielamy się… w pewnego gościa, albo kobitkę. W animowanym intrze oprócz zakapturzonych postaci, widzimy jak nasz protagonista wpada w zasadzkę orków, a po rozpoczęciu gry bez żadnych wyjaśnień lądujemy na wyrku w piwnicy bez grosza przy duszy. Gry RPGie nierzadko skąpią tła naszej  postaci, ale tutaj jakoś mocno odczułem fakt, że nasz poszukiwacz przygód wziął się jakby znikąd, nie ma żadnej przeszłości, żadnego zaczepienia w tym świecie, nie licząc skąpego opisu klasy bohatera w ubogim kreatorze postaci. Początek też nie wciąga, bo przez kilka pierwszych godzin w ogóle nie wiemy co my właściwie w tym świecie robimy. Uzdrowiciel ze startowej wioski, który to naszego bohatera uratował po zdarzeniu z intra, ot tak rzuca nam zadanie uzdrowienia przywódcy osady, a my ruszamy do podziemi pod wioską. Dopiero potem, gdy wioskę opuścimy, nagle pojawia się czarodziej i mówi, że nasz bohater jest pomazańcem, więc musi ratować świat. Z drugiej strony od wylezienia z piwnicy, praktycznie możemy iść sobie gdzie chcemy, gra nie prowadzi nas za rączkę. Możemy biegać sobie po świecie gry i robić questy niepoganiani przez nikogo, a nawet atakować przyjaznych NPCów. Tylko że gra nie skaluje poziomu trudności do naszej postaci, więc po staroszkolnemu, gdy zawędrujemy gdzieś ze zbyt małym poziomem, zginiemy marnie.

Ogólnie, fabuła nie sprawia najlepszego wrażenia. Już nie chodzi o to, że jest standardową historyjką o ratowaniu świata. Jest po prostu kiczowata i bez polotu, a bycie humorystyczną niewiele tu pomaga. Rozwój wątków, postaci, dialogi, wszystko jest jakieś takie niesatysfakcjonujące. Kwestie dialogowe prezentowane są w formie okienek w tekście, a my wybieramy odpowiedzi naszego bohatera, ale sposób ich napisania nie bardzo mi się podobał. Czasem, niezależnie co wybierzemy, nasza postać wypadnie na dupka, głąba, albo totalnego sługusa, nie żeby miało to wpływ na stosunek NPCów do naszej postaci. Większe znaczenie mają punkty reputacji, ale to trzeba się postarać, żeby Rivellon znienawidził bohatera. Questy poboczne też nie bawią. Zwykle sprowadzają się do schematu „idź tam, zrób to, wróć po zapłatę”. Rzadko tworzą osobne miniopowiastki. No i angielski dubbing słabuje. Kwestii mówionych nie ma wiele, ale i tak nie miło się ich słuchało. Z drugiej strony grałem, pozwalając sobie nawet na dość długie sesje z grą. Wszystko to sprawka mechaniki. Niestety konstrukcja finalnych sekcji gry mocno mi radość z grania popsuła.

Weźmy sam początek gry, tworzenie postaci. Mamy do wyboru trzy klasy, świętą trójcę wojownika, łotrzyka i maga. Możemy jeszcze wybrać płeć, ale już nie rasę, zawsze będziemy człowiekiem. Klasa jednak determinuje tylko nasz wygląd i początkowe umiejętności, bo różnica w statystykach jest minimalna. Gra daje nam, co akurat fajne, pełną swobodę w rozwoju naszego protagonisty. Sami wybieramy w co inwestować na ekranie statystyk oraz umiejętności i nie ma limitów klasowych. Wojownik może uczyć się czarów, mag łotrowskich sztuczek, a łotrzyk machania toporem. Dalej Divine Divinity wielkimi garściami czerpie od Diablo. Walki w grze jest na pęczki i wzorem diabełka lewym kliknięciem atakujemy, a prawym używamy aktywnej umiejętności. Znajdujemy też całe mnóstwo żelastwa. Ten hack&slashowy system no cóż, wciąga i sprawiał, że jakoś brnąłem przez grę. Różnica jest taka, że świat nie jest losowy oraz jest dużo więcej gadania z NPCami. Ciekawe jest, że możemy podnosić znacznie więcej rzeczy niż w typowym RPG. Z domów możemy kraść nie tylko talerze i kubki, ale także krzesła, czy całe skrzynie, a nawet podnieść przydrożny głaz, choć nigdzie go nie sprzedamy. Czasami przejście dalej wymaga od nas odblokowania przejścia poprzez przesuwanie tarasujących go gratów.

Larian zastosowało w grze grafikę dwuwymiarową z prerenderowanymi postaciami, również przywodzącą na myśl Diablo. Trudno jednak nazwać oprawę wizualną Divine Divinity ładną. Tła oraz modele postaci oraz potworów są może nawet szczegółowe, ale kuleje estetyka oraz kreatywność. Powierzchniowe miejsca wyglądają jeszcze w miarę, ot lasy, pola, średniowieczne zabudowania. Gorzej z lochami, bo te wyglądają wręcz szpetnie. Wiele z podziemi wygląda tak samo i można podzielić je na dwa rodzaje: takie w których dominuje w kolorystyka zgnitego brązu oraz takie pełne szarości. A efekty specjalne też nie zachwycają. Nie powiedziałbym, by zaklęcia prezentowały się imponująco.

Co do problemów, gra ma ich sporo. O niezbyt fascynujących świecie i fabule już mówiłem. Inna sprawa to kontrola nad bohaterem. Wykrywanie ścieżek jest kiepskawe i nasz bohater po kliknięciu na obiekt potrafi przejść do pomieszczenia obok, by stanąć przy przedmiocie, po drugiej stronie ściany. Inna sprawa to moim zdaniem zbyt rozległe lochy. W pierwszych podziemiach w grze spędzi się godziny, a dalej jest tylko gorzej, bo lochy zbytnio nie różnią się od siebie wizualnie. Wszystkie jaskinie są takie same, wszystkie krypty są takie samy, wszystkie kanały są takie same. Interfejs jest raczej niewygodny. Nie możemy przypisać mikstur i umiejętności do klawiszy, co zmusza nas do częstego pauzowania i szukania odpowiedniej rzeczy na liście naszych zdolności, albo posiadanych napojów, a ogarnięcie okna handlu jest jeszcze gorsze.

Po tym czego nasłuchałem się o serii Divinity liczyłem na to, że będę się raczej dobrze bawił z pierwszą odsłoną i skłamię jeśli nie powiem, że przez pewną część gry nawet nieźle tłukło się potworki. Niestety nudna, kiczowata fabuła oraz rosnąca z czasem ilość irytujących elementów sprawiła, że ostatecznie sfrustrowany zacząłem gnać przez grę, byleby ją skończyć. Jeśli ktoś szuka fantasy RPGa i nie zna jeszcze Divine Divinity… to nie mogę mu tej pozycji polecić.

Reklamy

2 uwagi do wpisu “Fantastyczne gry 7 – Początek serii Divinity

    1. Galliusz

      Uważam, że fajniejsze gry (no zwykle) powstawały kiedyś niż dziś to i często wędruję na blogu wstecz. No i ja z kolei RPGów komputerowych ograłem sporo, ale nigdy nie miałem okazji z papierowymi 🙂
      Również pozdrawiam

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s