Fantastyczne filmy 9 – Iron Man, czyli start MCU

Witam ponownie w kolejnym Rzucie okiem, w którym przeczytacie moje zdanie o filmie otwierającym MCU, czyli Kinowe Uniwersum Marvela. W zasadzie myślałem, czy nie zrobić superbohaterom osobnej serii wpisów, ale przemyślawszy sprawę stwierdziłem, że nah, lepiej nie. Widzicie superhero to nie jest szczególnie interesująca mnie gałąź fantastyki. Komiksów Marvela, czy innego DC w zasadzie nie czytam, seriale animowane o X-menach, czy Spidermanie to pieśń dzieciństwa, a na ekranizacje przygód tych postaci nie czekam z utęsknieniem. Niemniej nie neguję znaczenia jakie superbohaterowie mają dla kultury popularnej. Superbohaterskie filmy może nie są szczytem innowacji, czy intelektualizmu, ale to zwykle niezła rozrywka. No, koniec wstępu, teraz do rzeczy.

Iron Man z 2008 roku opowiada o miliarderze Tonym Starku, właścicielu Stark Industries, firmy produkującej zaawansowaną broń założonej przez jego ojca. Tony to geniusz, bywa ekscentryczny, ale to też megaloman i playboy, który lubi dać czadu. Jego specyficzny styl bycia sprawia, że da się tą postać lubić. Inne ważne postaci to rudowłosa asystentka Starka, Virginia „Pepper” Potts, która jest czymś w rodzaju atrakcyjnej i niegłupiej niańki, jest też przyjaciel, podpułkownik James Rhodes, czyli nudny wojskowy oraz menadżer firmy Obadiah Stane, który sprawia wrażenie solidnego biznesmana, ale (spoiler) okazuje się potem tym złym. Film zaczyna się od prezentacji nowego rodzaju uzbrojenia w Afganistanie, po czym konwój przewożący Starka zostaje zaatakowany przez organizację terrorystyczną, a on sam porwany. Widowiskowy wstęp to taki obecnie standard MCU, choć w tym wypadku nie ma jeszcze przesadnie kolorowych fajerwerków na start. W niewoli z pomocą współwięźnia Stark konstruuje zbroję, dzięki której ucieka, ale traci kolegę. Ten wątek to akurat dość fajne wyjaśnienie motywacji bohatera, który po powrocie do domu dochodzi do wniosku, że musi wziąć sprawy w swoje ręce i zaczyna konstruować nową wersję zbroi, wierząc, iż dzięki niej może coś zmienić. Powoli też odkrywa, że tak naprawdę wroga ma na własnym podwórku.

No nie ma co, fabuła Iron Mana nie jest super skomplikowana ani przesadnie fascynująca. Łatwo poznać kto będzie łotrem i jak poszczególne wątki się potoczą. Niemniej leci to na tyle sprawnie, że można czerpać sporo rozrywki, a rozwój oraz relacje postaci na ekranie zadowalają. Film w sumie nie jest też wyładowany akcją. Rozróby nie ma tak wiele, a obowiązkowy finalny pojedynek jest raczej krótki oraz mało niszczycielski. Dużo jest za to czasu poświęcone na rozwój postaci Starka oraz proces konstruowania przez niego zbroi, zarówno prowizorki w afgańskiej jaskini, jak i tej właściwej. Ogólnie to taka niezła historyjka zarysowująca genezę superbohaterskiego wcielenia głównej postaci.

Świetna jest obsada, bo generalnie nawet jeśli postaci nie są ciekawe, to są dobrze zagrane. Robert Downey Jr to tu kradnie show, bo idealnie odegrał rolę geniusza-bogacza z megalomanią. Gwyneth Paltrow jest urocza jako Pepper, ale nic poza tym. Terrence Howard gra Rhodesa i jako wojskowy jest ok, ale sama postać za wiele w filmie nie robi. Jeff Bridges grający Obadiah Stane’a, głównego łotra z początku fajnie się prezentują z tą swoją pokaźną posturą, łysą glacą i brodziskiem, kiedy zgrywa jeszcze biznesmana z krwi kości. Gdy jednak ujawnia się, że jest zły to staje się cholernie nudny, bo okazuje się bogatym kolesiem chcącym jeszcze więcej bogactwa i władzy, który podczas finałowej walki rzuca aroganckim tonem beznadziejnymi obelgami w stronę Starka. Pojawiają się też postaci spajające uniwersum jak grany przez Clarka Gregga agent Coulson, którego chyba po prostu się lubi i na momencik Nick Furry grany przez Samuel Jacksona, chyba jednego z najfajniejszych czarnoskórych aktorów. Jest też obowiązkowy, kilkusekundowy występ Stana Lee, twórcy wielu z marvelowskich postaci.

Wizualnie film się trochę postarzał, choć dotyczy to przede wszystkim komputerowych efektów specjalnych. Wystarczy spojrzeć na obecne filmy MCU, by zobaczyć jak bardzo CGI zmieniło się przez ostatnią dekadę. Miejscami bardzo wyraźnie widać komputerową sztuczność, zwłaszcza w scenach akcji, ale na szczęście w tym filmie nie upchano przesadnie wiele rozróby. Reszta, czyli stroje i scenografie dalej są świetne. Muzyka za to moim zdaniem miejscami jest czasem dobra, a miejscami wypada raczej średnio.

Iron Man rozpoczął MCU i ustanowił pewien standard. Filmy te zawsze na tyle zacnie prezentują się wizualnie, muzycznie oraz aktorsko, że zarabiają mniejsze lub większe krocie. Żaden nie jest, wiecie, zły totalnie. Samego Iron Mana uważam za film jak najbardziej dobry, ale nic poza tym. Lubię rolę Roberta Downey Jr, a reszta obsady, wizualia i historia przykuwają uwagę, ale nie tak bym oglądał z wypiekami na twarzy. Z moją oceną nie ma związku to, że widziałem film trzeci, albo i czwarty raz. Za pierwszym podejście miałem podobne odczucia.

Reklamy

3 uwagi do wpisu “Fantastyczne filmy 9 – Iron Man, czyli start MCU

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s