Kącik stratega 2 – Rycerze i kupcy

Nie sądziłem, że tak szybko zrobię kolejny wpis z serii Kącik stratega, ale z głupiej instalacji gry z myślą: „A co tam, chwilę się pobawię, nic zobowiązującego” – zrobiło się sporo godzin grania.

Knights & Merchants  to niemiecka strategia czasu rzeczywistego sporo pożyczająca sobie z innej niemieckiej serii strategii: The Settlers. Wyprodukowała ją firma Joymania Entertainment w 1998 roku, a w Polsce wydało Topware Interactive i w naszym kraju gierka zyskała sobie nie lada popularność swego czasu, głównie za sprawą lądowania jako dodatek do różnych czasopism growych.

Fabuła przedstawia się następująco: Oto mamy pewne fikcyjne królestwo, którego nazwy nie poznajemy, mieszczące się na fikcyjnym lądzie, również nienazwanym. Miejsce to odpowiada jednak poziomem rozwoju pełnemu średniowieczu, przy czym nie uświadczymy tu absolutnie żadnej fantastyki, oczywiście poza fikcyjnym miejscem akcji. Królestwem tym sprawnie rządził przez lata mądry i sprawiedliwy król Karolus. Jego syn, Lothair, to młodzian chłonny wiedzy oraz utalentowany w wielu sprawach, choć nie tak dobry jak ojciec. Gdy dorósł, król obsadził go w roli zarządcy jednej z prowincji, by chłopaczyna zawczasu zbierał doświadczenie potrzebne władcy. Prowincja rozkwitła pod rządami Lothaira, ale ten zrobił się przez to tak arogancki, że przestał słuchać poleceń ojca. Gdy król w karze za jawne nieposłuszeństwo postanowił zbrojnie usunąć syna z roli zarządcy, ten się otwarcie zbuntował, a wkrótce potem poparło go wielu możnych, licząc na zdobycie przywilejów. Przy okazji Lothair okazał się nie lada tyranem i ciemiężycielem prostego ludu. Sytuacja rojalistów szybko stała się trudna. My jako gracz wcielamy się w generała wojsk wciąż wiernych królowi i prowadzimy całą kampanię przeciwko buntownikom. Począwszy od desperackiej obrony królewskiego zamku przed szturmem, odwiedzamy kolejne połacie królestwa, by pokonać tam wrogów króla, aż do ostatecznej konfrontacji z księciem w jego twierdzy. Jak to w typowym RTSie, fabuła nie gra zbyt dużej roli i niewiele się dowiadujemy o kranie z gry. Poznajemy historię z opisu w instrukcji do gry, odpraw przed każdą misją oraz z kilku animowanych przerywników.  I to wszystko. Ważniejszy jest gameplay.

Zacznę od napisania, czym Knights & Merchants nie jest. Nie jest grą ekonomiczną, bo choć budujemy całą gospodarkę naszej mieściny, nie ma tu w zasadzie ani krztyny handlu i tworzenia majątku (bym powiedział, że w tytule zamiast kupców powinni być rzemieślnicy). Nie jest też tak zwanym city-builderem, bo choć faktycznie budujemy miasto, służy ono tylko wytworzeniu wojska, a my wcale nie musimy się zajmować potrzebami mieszkańców (wystarczy ich karmić). Nie jest też symulacją średniowiecznej osady, bo trudno nazwać to co obserwujemy na ulicach życiem. Gra jest przede wszystkim RTSem z bardziej znaczącym systemem budowy osady. Rozgrywkę zaczynamy zwykle ze spichlerzem z garstką zasobów i grupką budowniczych oraz pomocników. Z ich pomocą wznosimy pierwsze budowle, a potem stawiamy kolejne „linie produkcyjne”. Musimy sobie zapewnić dopływ surowców do budowy, potem jedzenia, bo nasi poddanie pracują nieustannie, ale czasem muszą coś zjeść, a w końcu metali, bo złota potrzebujemy do werbunku, zaś żelaza dla kowali. Wszystko służy temu byśmy na końcu mogli zwerbować i wykarmić żołnierzy, a dzięki nim rozwalamy przeciwnika robiącego to samo. Droga do tego długa, bo musimy jeszcze po drodze wytworzyć broń naszym oddziałom. Całą naszą osadę spina sieć dróg, którą musimy dobrze sobie rozplanować, bo towary są przenoszone w czasie rzeczywistym. To wspomniani pomocnicy transportują je pomiędzy zakładami, dostarczają budulec na place budów i wreszcie zaopatrują naszych żołnierzy w żywność. Musimy zadbać o to, by chłopaki mieli wszędzie blisko oraz mogli jak się mijać w najbardziej newralgicznych punktach osady, by zachować ciągłość dostaw.

Wojna to bardzo ważna część Knights & Merchants. Mamy wiele rodzajów żołnierzy podzielonych na cztery typy: Walczących bronią jednoręczną, bronią kłującą, bronią miotającą oraz jazdę. Z czasem operujemy całką sporą liczbą wojska, które łączymy w oddziały. Bardzo ważne jest, że żołnierzom walczącym wręcz po rozpoczęciu starcia nie możemy wydawać rozkazów. Tracimy nad nimi kontrolę póki nie zginą lub nie zwyciężą. Wymaga to planowania starć z wyprzedzeniem, bo, co całkiem realistyczne, mamy małe szanse skorygowania błędów po rozpoczęciu bitwy. Wielką rolę odgrywają strzelcy. Jeśli mamy dużo łuczników, możemy wygrywać starcia nawet z garstką wojowników walczących w pierwszym rzędzie, bo strzelcy zasypią ich przeciwników morderczym gradem strzał. System toczenia potyczek nie jest doskonały, ale daje radę. Pozwala też pokombinować, bo oprócz otwartej bitwy, można wjechać wrogowi od tyłu do bazy kawalerią, by wyrżnąć pomocników, a tym samym zniszczyć jego gospodarkę oraz możliwość żywienia armii. Wielka szkoda, że po odkryciu mgły wojny widzimy wszystko co dzieje się na mapie, nawet daleko od naszych ludzi. To zabiera zabawę z robienia zasadzek.

Co do kampanii, gra oferuje 20 misji podzielonych na dwa rodzaje. W garstce misji mamy do dyspozycji wyłącznie kilka oddziałów i zadanie pokonania przeciwników. W większości zaś budujemy miasto, szkolimy wojsko i… niszczymy miasta wrogów. Niestety gra w materii różnorodności słabuje. Zawsze wymaga od nas eksterminacji przeciwnika. Nigdy nie dostajemy bardziej ekonomicznych celów polegających na zbudowaniu określonego miasta, czy wytworzeniu odpowiedniej ilości jakichś dóbr. Szkoda, bo to właśnie warstwą ekonomiczną błyszczy gra.

Graficznie, gra naprawdę dobrze się prezentuje jak na rok 1998. Dwuwymiarowa, ręcznie rysowana, stylizowana grafika wygląda naprawdę bajkowo. Każdy domek zbudowany przez naszych budowniczych jest bardzo szczegółowy, a i jego konstruowaniu towarzyszy animacja budowy. Teren jest różnorodny, oprócz zielonej trawki mamy pustynie, śnieg, czy skaliste góry zagradzające przejście, ale często oferujące w zamian jakiś surowiec do wydobycia. Wszystkie jednostki są kreskówkowo krępe i również wyglądają całkiem dobrze. Widzimy wszystkich naszych poddanych jak chodzą ulicami, czy pracują w swoich warsztatach. Widzimy jak przenoszą każdą sztukę każdego wytworzonego dobra. Możemy prześledzić całą drogę produkcyjną np. drzewo stoi na skraju do miasta, ścina je drwal, pień trafia do tartaku, gdzie jest cięty na deski, deski idą do płatnerza, a ten robi z nich topór, który ostatecznie trafia w rękę naszego topornika. Aż szkoda, że nie ma tu prawie w ogóle symulacji życia. Oczywiście bitwy nie wyglądają już zjawiskowo, ale wciąż dzieje się sporo podczas starć. Gra jest mało brutalna. Nie zobaczymy absolutnie kropelki krwi, a martwi po prostu znikają w krótkiej animacji. Najbardziej postarzały się prerenderowane przerywniki filmowe. Tła są pustawe, modele kanciaste, a animacja sztywna. Przez to filmiki wyglądają jak z wykorzystaniem  kiepskich, drewnianych lalek. W dodatku mają przeplot (czarny pasek co drugą linię obrazu – sztuczka stosowana w grach dla oszczędzania miejsca na nośniku).

Muzyka nie jest dopasowana do tego co dzieje się na ekranie. Po prostu gra odpala po kolei utwory ze ścieżki muzycznej. Plumkają nam jednak miłe dla ucha, stylizowane na średniowiecze utworki wzmagające wrażenie bajkowości. Świetnie się to komponuje z odgłosami naszej mieściny. Pracy każdego budynku towarzyszy oprócz animacji, także odpowiedni dźwięk. Cieśla piłuje, kowal wali młotem w kawał metalu, a chłop rżnie zboże kosą. Dzięki temu patrzenie na nasze sprawnie działającą osadę sprawia olbrzymią frajdę, jest wręcz hipnotyzujące. Fajna jest też polska wersja. Oprócz tekstów spolszczono mowę, choć wiele jej nie ma. Dostajemy klimatycznego narratora i jeszcze bardziej klimatyczne odzywki żołnierzy. Kto zagrał w Knights & Merchants nigdy nie zapomni charakterystycznego okrzyku „dawać żarcie!”

Gra nie jest bez wad. Po pierwsze, słabuje SI tak jednostek jak i przeciwników. Nie przeszkadza to w przypadku niekontrolowanych poddanych, ci zawsze wiedzą gdzie trafić i nie gubią się na drogach. Gorzej z żołnierzami. Wprawdzie dojdą najkrótszą drogą do miejsca przeznaczenia, ale szyk potrafią utrzymać tylko idąc kawałek po równym na wprost. Bardziej skomplikowane manewry czy dłuższa droga do przebycia sprawia, że rozłażą się jak mrówki na wszystkie strony. Jako że jedna jednostka może zajmować jedno pole, wpadnięcie na drugi sojuszniczy oddział sprawi, że żołnierze będą przez dłuższy czas próbowali się wyminąć, oczywiście niszcząc formację. Ustawienie wojska na wypatrzonych pozycjach zabiera sporo czasu. Komputerowi przeciwnicy to częstokroć głąby, co rekompensowane jest tym, że startuje on już ze zbudowanym miastem (a im dalej w grę tym upychane jest co raz więcej wrogich mieścin na mapie) oraz sporym wojskiem, więc całkiem szybko może nas zaatakować. Naciera zawsze w jedno miejsce ciżbą, nie zważając na zachowanie formacji. Łatwo go sprowokować do wysyłania z miasta pojedynczych oddziałów na rzeź, a czasami to w ogóle nie reaguje na to, że już sobie tam hulamy. W wielu misjach wrogie osady i oddziały są tak ustawione, że możemy zakraść się małą grupką żołnierzy by już na samym początku, wyrżnąć mu wszystkich pomocników i poczekać aż reszta pozdycha z głodu. Poza tym wciąż ten sam cel w kolejnych misjach może w końcu znużyć, bo poza atakami wroga, naszej gospodarce nic nie zagraża. Żadnych losowych zdarzeń w postaci szkodników, czy chorób.

Gra dostała w 2001 roku samodzielny dodatek, zatytułowany Knights & Merchants: The Peasants Rebellion. Wprowadza on nową kampanię z 14 trudniejszymi misjami, nowy budynek dający ryby, czyli czwarty obok chleba, kiełbasy i wina rodzaj pożywienia (którego często nie zdobędziemy przez brak wody na wielu mapach), nowe jednostki najemników werbowane wyłącznie za złoto oraz maszyny oblężnicze. Ogólnie, więcej tego samego, bo żadne nowe mechaniki nie dochodzą do gry.

Dla mnie Knights & Merchants to niezapomniany klasyk, gra z którą spędziłem wiele czasu w dzieciństwie. Chociaż ma sporo wad i archaizmów to dobry Boże, budowanie miast w tej grze wciąż wciąga jak diabli. To tak przyjemny element, że aż szkoda, że twórcy tak bardzo nastawili grę na szkolenie wojska oraz walkę. Niemniej jak ktoś ma trochę więcej czasu (bo gra jest czasożerna), lubi stawiać domki i patrzeć jak gospodarka pracuje, serdecznie polecam. Kupa zabawy.

Reklamy

4 uwagi do wpisu “Kącik stratega 2 – Rycerze i kupcy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s