Disneyowski maraton 19 – Piotruś Pan – Wielki Powrót

Jak zapowiedziałem, zabrałem się za wydaną bezpośrednio na rynek domowy kontynuację zaraz po obejrzeniu oryginalnego Piotrusia Pan:

Piotruś Pan – Wielki Powrót to disneyowski sequel bezpośrednio podejmujący wątki z liczącego sobie wówczas już prawie pięć dekad klasyka. Szczerze mówiąc, to była moja pierwsza z nim styczność i słyszałem o nim dość dobre opinie, więc i dość duże oczekiwania. I jak ostatecznie wyszło? Poczytajcie.

 

Fabuła

Wielki Powrót dzieje się lata po wydarzeniach z oryginału i ostrzegam, będzie troszkę spoilerów, bo miałem problem z tą fabułą oraz uważam, że zmarnowano tu spory potencjał. W początkowych scenach poprzedni film zostaje wspomniany i pokazują nam dorosłą już Wandę, która założyła własną rodzinę. O przepraszam, Wendy. Polscy tłumaczenia teraz inaczej postanowili sobie potłumaczyć imiona. Właściwy wstęp jest dość mroczny jak na film dla dzieci, czas akcji to bowiem lata II wojny światowej i widzimy zbombardowany Londyn, a nawet słychać samoloty oraz wybuchy w pewnym momencie. Oczywiście nie jest to scena batalistyczna z prawdziwego zdarzenia, ale wyjaśnia czemu córka Wendy, Jane, stara się zachowywać jak dorosła i przestała wierzyć w bajki pokroju Piotrusia Pana. Jednakowoż, w Londynie pojawiają się piraci pod wodzą kapitana Haka, których statek z jakiegoś niewyjaśnionego powodu lata. Oczywiście mylą Jane z Wendy i porywają do Nibylandii, aby jej użyć jako wabika na pewnego chłopca w zielonych getrach. Piotruś jednak ratuje dziewczynkę, po czym dostajemy parę widoczków miejscówek z pierwszego filmu i trafiamy do bazy zagubionych chłopców. Jane jednak dalej nie wierzy w baśni, chociaż ma baśniowy świat przed oczami, uważa chłopców za rozwydrzone dzieciaki i ciągle powtarza, że chce wrócić do domu. Brak wiary Jane źle wpływa na Dzwoneczka, więc ekipa chłopców stara się sprawić, aby dziewczynka uwierzyła. Prowadzi to do kilku słabych wątków. Po pierwsze uparcie nieprzystępna Jane ni z gruchy, ni z pietruchy nagle postanawia przystać do zagubionych chłopców. Po drugie, nabiera się jak ostatni głupi na słowa Haka, mimo że uważa się za taką dorosłą. Po trzecie, ratuje Dzwoneczka i całą resztę tak zupełnie od czapy. Więc tak, zupełnie nie podobała mi się fabuła filmu, ani rozwój akcji. Historia jest nudna, pełna dziur i najprostszych możliwych rozwiązań poszczególnych wątków, a uwspółcześniony humor mniej zdolny rozbawić starszego widza niż oryginale. Mało się śmiałem, sceny smutnie nie działały i brakuje dobrej, wciągającej akcji. To wyglądało nie jak przygoda dla całej rodziny, ale jak pełna uproszczeń kreskówka dla młodych widzów, tylko że w stylu graficznym Disneya.

Zabawne, ale dostajemy tu też niewiele Nibylandii. Większość akcji rozgrywka się w Londynie, na statku piratów, albo w bazie chłopców i jej okolicach, a reszta to jakieś randomowe miejsca bez nazwy oraz charakteru, czasem tylko wzięte z pierwszego filmu.

 

Postaci

Ponownie główne role gra duet. Stary dobry Piotruś wiele się nie zmienił. To dalej zadziorny, pewny siebie, sprytny oraz już nie tak arogancki chłopiec. Wypada całkiem dobrze. Ale za to Jane, to strasznie irytujące dziewczę. Rozumiem zamysł dziecka próbującego być dorosłe, bo pogrążony w wojnie świat niezbyt sprzyja wierze w bajki itp., ale stanowczo przesadzili z tym. Jane często gęsto nie zachowuje się w ogóle jak osoba w jej wieku, no i nie rozumiem czemu ubrali ją w scenach londyńskich w mundur wraz z hełmem oraz obdarzyli zdolnością obsługi wojskowej radiostacji. To nie ma sensu. Poza tym to zarozumiała sztywniara przez większość filmu, traktująca wszelką baśniowość jako coś głupiego dla małych dzieci, a jej przemiana nie bierze się z tego co działo się w filmie.

Tym razem nie ma jakiś istotniejszych postaci pobocznych, zresztą jest ich dużo mniej. Dorosła Wanda (wolę jednak Wandę od Wendy) pojawia się na początku i końcu filmu, głównie charakteryzuje ją optymizm oraz ciągła wiara w Piotrusia mimo wojny. Młodszy brat Jane to po prostu chłopczyk wierzący w bajki i jest gdzieś tam ojciec, co widać go kilka sekund przez cały film. Nie wiem czemu ich pies przypomina Nanę z poprzedniego filmu. Zapewne z lenistwa woleli wykorzystać już istniejący projekt niż tworzyć nowy, ale niestety wygląda przez to jakby pies albo żył bardzo długo jak na psa, albo znali już wtedy klonowanie. Zagubieni chłopcy, których imiona tym razem poznajemy, mają trochę więcej do roboty i zachowano ich charaktery. Jako zgraja głośnych chłopaków źle nie wypadają. A Dzwoneczek to dalej zazdrosna zołza, której nie lubię i której nie było mi szkoda.

Piraci wyglądają podobnie do poprzedniego filmu, więc nie ma co się rozpisywać. Relacje niezdarnego pana Smee (albo pana Swądka, jak chce film) i Haka są znowu najzabawniejszą częścią filmu, ale jako że ogólnie humor jest niższych lotów to i oni tak dobrze już nie śmieszą. Sam kapitan stracił sporo ze swego charakteru i elegancji. Jest mniej strasznym łotrem, a bardziej niezdarnym.

Acha i krokodyla ganiającego Haka zastąpiono stanowczo zbyt kreskówkowo wyglądającą ośmiornicą. Jest paskudna, a sceny z nią pozbawione uroku.

 

Wygląd

Wizualnie Wielki Powrót także niezbyt mi się podobał. Oh, tła są ładne i szczegółowe jak na film zrobiony na rynek domowy, ale brakuje tu naprawdę wyróżniających się widoków, czy ciekawych miejsc, nie licząc krótkich migawek lokacji z poprzedniego filmu. Postaci są narysowane w ówczesnym stylu Disneya, co niestety rzucało mi się w oczy po seansie oryginału i przeszkadzało. Wszystkie ludzkie postaci wyglądają moim zdaniem gorzej jak się je porówna. Szczególnie miny Jane były dość szpetne. Animacja także wydawała mi się gorszej próby. Zasmuciło mnie odarcie Haka z elegancji, bo został z niego tylko kreskówkowy, przerysowane bandziorek. No i jak mówiłem, sporo tu tanio narysowanych, slap-stickowych scen z udziałem rozmaitych zwierzaków. Acha, jeszcze są wątpliwej urody sceny, w których użyto animacji komputerowej. Dałoby się przeżyć chmury, czy sztywno poruszające się wrony, lecące w tle, ale nie wykonany w całości w CGI okręt piratów zajmujący środek ekranu w trakcie dość długiej sceny. Nie jest może szpetny, ale render nie jest zbyt wysokiej jakości, co bardzo widać, szczególnie na tle szczegółowo narysowanego Londynu.

 

Muzyka

Muzyka i piosenki nie mają charakteru. W filmie były chyba cztery piosenki i żadna mi się nie spodobała, a już nie ma co mówić o tym, bym miał ochotę je nucić po seansie. Nie przytoczę więc żadnej.

 

Dubbing

Jest średniawo. Spodziewałem się innej obsady, w końcu pierwszy film dubbingowano lata temu i niektórzy z tamtych aktorów nawet nie dożyli roku 2000. Jasne, głosy pasują do postaci. Nie ma tak, że ktoś mówi głosem od czapy, którym nie powinien mówić. Jednak nie zachwycałem się jakością. Piotrusia gra tym razem aktor, który faktycznie był młodzieńcem w roku premiery filmu i całkiem fajnie w tej roli wypada. Jacek Jarosz jako Smee też godnie zastąpił pana Aleksandra Dzwonkowskiego. Jednakowoż Blumenfeld nie umywa się do Haka w wykonaniu Ludwika Benoita. Głos pasuje, ale brakuje mu tej elegancji i złowrogości. O reszcie obsady trudno mi coś powiedzieć, ot brakuje trochę emocji.

 

Morał i słowo na koniec

Powtórka z rozrywki: Dzieci, nie śpieszcie się dorastać, bo dzieciństwo ma swój urok. Bądźcie sobą i uważajcie na słowa, bo możecie przypadkowo kogo skrzywdzić. Taką moim zdaniem naukę można wyjąć z Wielkiego Powrotu.

Po seansie oryginalnego Piotrusia Pana od Disneya, sporo oczekiwałem po jego sequelu i srogo się zawiodłem. To film mizerny, który nie przemówił do mnie żadnym aspektem. Słaba fabuła średnio mogąca zainteresować starszych widzów, strona graficzna pozbawiona jakiejkolwiek pozytywnej, charakterystycznej cechy, muzyka bez charakteru oraz wreszcie przeciętny dubbing. Do pięt nie dorasta oryginałowi. W tym wypadku lepiej pominąć sobie oglądanie kontynuacji.

Czas na powrót do filmów o zwierzątkach wraz z Zakochanym Kundlem.

Reklamy

5 uwag do wpisu “Disneyowski maraton 19 – Piotruś Pan – Wielki Powrót

  1. Największym mankamentem wszelakich kontynuacji, które powstały wprost na rynek domowy było zrobienie ich tak, by chociaż się sprzedały. No bo kto nie kupi dwóch kolejnych części kopciuszka, czy nowego, omawianego przez Ciebie Piotrusia Pana. Tak, zdarzały się te zrobione z postaraniem, jak Król Lew 2 czy sequele Aladyna, ale w większości… no cóż. Zabawne jest to, że od ponad roku powtarzam sobie, że wreszcie odświeżę sobie wszystkie filmy Disneya i nic z tym nie robię. Chyba mnie wreszcie do tego namówiłeś! 😉

    Polubione przez 1 osoba

    1. Galliusz

      Dziękuję za taki bogaty komentarz. Faktycznie większość tych kontynuacji została przygotowana po najmniejszej linii oporu z dużo mniejszym budżetem, co widać, ale jak oglądać wszystko to wszystko. Jeśli czas ci pozwoli, serdecznie polecam zabrać się za oglądanie. Nawet najstarsze animacje Disneya potrafią starszego widza zabawić i można sobie popatrzeć jak ich styl przez lata się zmieniał.
      Pozdrawiam 😉

      Polubione przez 1 osoba

      1. Zawsze staram się zostawić po sobie jakiś merytoryczny ślad, nawet gdy tematyka mnie nie interesuje, ponieważ wiem, jak to jest dostać komentarz z jednym zdaniem, bez przeczytania wpisu. W twoim przypadku wpis jak najbardziej mnie zaciekawił, przez co jeszcze chętniej pisało mi się moje zdanie oraz tę odpowiedź. Również pozdrawiam! 😉

        Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s