Disneyowski maraton 18 – Piotruś Pan

Lecimy dalej. Tym razem coś co bardzo lubię:

Piotruś Pan to tytuł zarówno sztuki teatralnej jaki i powieści z początków XX w., a sztukę w 1953 roku Disney zaadaptował na ten właśnie film animowany. Ponownie nie znam oryginału w żadnej formie, co najwyżej inne filmowe adaptacje miałem okazje widzieć. Niemniej wersję disneyowską polubiłem chyba najbardziej ze wszystkich.

Fabuła

Wanda, Michaś i Janek to trójka rodzeństwa zamieszkująca w Londynie. Ich cała rodzina wierzy w Piotrusia Pana, chłopca, który nie chce dorosnąć i przeżywał w Nibylandii niezliczone przygody. Dzieci nie wiedzą, że Piotruś istnieje oraz osobiście często ich odwiedza, by posłuchać opowieści o sobie z ust Wandy. Gdy chłopiec dowiaduje się, że Wanda ma przenieść się ze wspólnego pokoju rodzeństwa i dorosnąć, co oznaczałoby koniec wieczornych opowiadań, decyduje się zabrać dziewczynkę oraz jej braci do Nibylandii, co nie podoba się jego towarzyszce, wróżce Dzwoneczek. W nowej krainie czeka na nich wróg Piotrusia, kapitan piratów Hak wraz z załogą, ale chłopak bez problemu sobie z nim radzi. Początkowo wszyscy dobrze się bawią, ale wkrótce okazuje się, że Piotruś i Nibylandia nie są takie świetne, jak Wanda sobie wyobrażała, a ponadto Hak nie spocznie, póki nie dopadnie chłopca. To dobra historia, dodatkowo podparta mnóstwem humoru, atrakcji, akcji i świetnym czarnym charakterem.

Za sprawą filmu odwiedzamy kolejną fantastyczną krainą opatrzoną stylistyką Disneya. Tym razem nie jest to miejsce rodem ze snu, a raczej coś co mogłoby powstać w dziecięcej wyobraźni płci obojga jako kraina idealna. To tajemnicza wyspa pełna różnych miejsc, czy to dżungli, czy sawanny, zamieszkana przez Indian oraz fantastyczne istoty pokroju wróżek i syren. Są też grożący jej piraci do bicia oraz zagubieni chłopcy pod przywództwem pewnego siebie i zadziornego młodzieńca, którzy nic nie muszą i robią co im się żywnie podoba, a w dodatku mieszkają w fajnym miejscu. Jak nic, każde dziecko znalazłoby w takim miejscu coś dla siebie i chciałoby tam trafić. Szczerze mówiąc mi Nibylandia podobała się bardziej od Krainy Czarów. Lubię jednak fantastykę konsekwentną, przedstawiającą alternatywny świat, a nie surrealizm wykreowany w snach.

Postaci

No cóż, chyba trzeba powiedzieć, że główne role grają dwie postaci. Po pierwsze tytułowy Piotruś, który jest tajemniczy, bo nie wiemy nic o jego przyszłości. To chłopiec zadziorny, pewny siebie, sprytny i strasznie arogancki. Jest waleczny, a do tego potrafi latać. Z drugiej strony jest spokojna oraz ułożona Wanda, która miejscami przypominała mi Alicję, czy to głosem, czy zachowaniem, czy wyglądem, choć bez wątpienia jej reakcje są bardziej adekwatne do sytuacji.

Najważniejsze postaci poboczne to bracia Wandy. Starszy Janek zgrywa trochę mądralę, a mały Michaś chodzi wszędzie ze swym misiem i chce się bawić. Poza nimi są zagubieni chłopcy, których imion nie poznajemy, ale każdy ma swój unikalny wygląd oraz charakter, choć za wiele czasu na jego okazanie nie mają. Mamy jeszcze Indian, takich stereotypowych bajkowych, figlarne syreny, czy… Dzwoneczka. Jak ja jej nie lubię. Jasne, wygląda ładnie, ale to złośliwe, zazdrosne stworzenie, które niezbyt za zło uważało próbę zabicia Wandy. Większość czasu wkurza się i focha.

No i jeszcze są piraci. Piraci jak to piraci bajkowy. Nie trudno ich sobie wyobrazić. Mimo wyglądu są raczej zabawni oraz nieporadni, a już do łez może doprowadzać niezdarny, otyły pierwszy oficer, pan Smee. Gość jest po prostu uroczy w swej nieporadności. Najbardziej z ekipy błyszczy jednak kapitan Hak. To świetny czarny charakter w skali Disneya. To wysoki, chudy, elegancki mężczyzna o złowrogiej aparycji wspieranej przez czerwony płaszcz i hak zamiast jednej z dłoni. Bezwzględny łotr szafujący obietnicami, których nie dotrzymuje, albo dotrzymuje na bakier. Jednocześnie nie został odarty z humoru. Można się pośmiać, gdy traci nad sobą panowanie, albo się mazgai na widok polującego na niego aligatora.

Wygląd

Kolejny disneyowski film pełen pięknych teł. Nibylandia, choć mniej niezwykła, wygląda świetnie, a każde miejsce oddano pieczołowicie i szczegółowo, czy to las, czy okręt piracki, czy kryjówka Piotrusia, albo wioska Indian. Wygląd ludzi to ten typowy, disneyowski styl łączący postaci bardziej realistyczne jak Wanda, Piotruś, czy Hak z bardziej kreskówkowymi jak Indianie, czy Smee wraz z innymi piratami. Dostajemy sporo świetnej animacji, bo film posiada sporo scen akcji. No, sceny szermiercze nie wypadają za dobrze, gdy postaci wymachują ostrzami jak cepami, ale to w końcu bajka, a nie film batalistyczny. Mniej tu po prostu pięknych widoczków przemawiających do artystycznej części umysłu, ale bez wątpienia w finale znajdzie się taka scena. Zażyjemy też kupę slapstickowego humoru, głównie w wykonaniu Haka, Smee i aligatora.

Muzyka

Muzyka jest dobra, bajkowa i różnorodna. Inne tony słyszymy w Londynie, inne na statku piratów, a jeszcze inne w wiosce Indian. Wszystkie są dopasowane. Tym razem mogę powiedzieć, że jest melodia, która utkwiła mi w głowie. Mianowicie ta, kiedy zbliża się do Haka krokodyl. To taka charakterystyczna nuta naśladująca tykanie zegara. Są też oczywiście piosenki. Jest mniej śpiewnie niż w poprzednim filmie, ale przynajmniej mam utwory, które lubią. Świetne jest piosenka piratów, a lepsza od niej jest piosenka Indian. Pojawiają się i inne, jak Wanda śpiewająca o tym kim jest matka i to ładne, ale mi się nie spodobało.

Dubbing

Kolejna dobra, choć starsza polska wersja. Pan Ludwik Benoit jest doskonały jako Hak. Odpowiednio złowrogi głos, pasujący także w scenach bardziej humorystycznych. Aleksander Dzwonkowski też pasuje jako niezdarny Smee. Bardzo dobrze Krystyna Chimianienko wypada jako Piotruś Pan. Zupełnie nie słyszałem, że chłopcu podkładała głos kobieta. Wanda i jej rodzeństwo też są okej. Gorzej jest z postaciami drugoplanowymi. Wyraźnie słychać, że kilku zagubionych chłopców dubbingowała jedna osoba, tak samo z piratami. No i są to głosy wyraźnie odstające na minus od głosów głównych postaci. Na szczęście nie psuje to ogólnego wrażenia.

Morał i słowo na koniec

Jak dla mnie: Śpieszmy się dorastać powoli, bo dzieciństwo ma swój urok, a jako dorośli nie zapominajmy o odrobinie niewinności w naszym życiu, by je sobie trochę osłodzić. Tak to widzę. I jeszcze nie zapominajmy o swoich rodzicach, a niegodziwości będą karane.

Jak wspominałem, bardzo lubię Piotrusia Pana. To jeden z moich bardziej ulubionych filmów z tej epoki wytwórni. Wciągająca fabuła, mnóstwo akcji i humoru oraz świetne postaci z doskonałym czarnym charakterem na czele. Może nie ma tu tyle pięknych widoków co w niektórych innych filmach Disneya, bez wątpienia warto zobaczyć. Gorąco polecam.

No to zgodnie z moją zasadą, następny do golenia jest Piotruś Pan: Wielki Powrót.

Reklamy

3 uwagi do wpisu “Disneyowski maraton 18 – Piotruś Pan

  1. jakubekpiwa

    Piotruś Pan to chyba jedna z niewielu disneyowskich bajek, jakie oglądałem kilka razy. Jej morał mam wrażenie niektórym osobom towarzyszy przez całe życie, jakby nie chcieli wrócić z takiej Nibylandii 😀
    Bardzo podoba mi się rozłożenie całego opisu filmu na części pierwsze, świetnie się to czyta

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s