Disneyowski maraton 17 – Alicja w Krainie Czarów

Znowu zrobiłem sobie trochę przerwy od tego maratonu, ale też znowu trochę do niego wracam, bo koniecznie chcę sobie odświeżyć całe portfolio Disneya. Z tej okazji dziś opiszę ten film:

Disneyowską Alicję w Krainie Czarów z 1951 roku znam co prawda nie od dziś, ale raczej nie był to często oglądany przeze mnie film wytwórni. Jako dziecko oglądałem namiętnie inny animowany film oparty o tę historię. Niestety, liczącej sobie już ponad 150 lat książki Lewisa Carolla, której omawiana pozycja jest adaptacją, nie znam, ale słynie ze swojego surrealizmu rodem z sennych fantazji, a to kierunek sztuki nie obcy rysownikom z Disneya, czego dali liczne przykłady (te różowe słonie z Dumba).

Fabuła

Alicja to rozmarzona, angielska dziewczynka, którą guwernantka próbuje uczyć historii na łonie przyrody. Dziewczęciu nauka niezbyt jednak w głowie i widząc spieszącego dokądś Białego Królika w ubraniu, podąża za nim aż do króliczej nory, która okazuje się przejściem do tytułowej Krainy Czarów, miejsca rodem ze snów, gdzie logika jest na bakier, no i mieszkają różne dziwne istoty oraz dzieją się nie mniej dziwne rzeczy. Po dostaniu się do Krainy Czarów Alicja przemierza ją, początkowo w poszukiwaniu Białego Królika, a potem drogi do domu, po drodze doświadczając prawdziwie surrealistycznych zdarzeń pokroju gadających klamek, zmniejszających napojów, czy kompletnie ześwirowanych postaci. No i nie wiem co mógłbym o fabule więcej napisać toteż kończę.

Główną atrakcją nie jest tu jakakolwiek intryga, a sama Kraina Czarów. To nie jest „konsekwentny świat”, a raczej miejsce niczym ze snu, gdzie logika naszego świata skoczyła na piwo i trochę minie nim wróci, więc może stać się tu wszystko. Mamy tu przedmioty i istoty zmieniające dowolnie formę i kształt oraz posiadające fantazyjne barwy. Stworzenia wahają się od gadających zwierząt, przez ludzi-karty po naprawdę przedziwne stwory. Abstrakcja i surrealizm. Szczerze mówiąc nie jest to moja ulubiona działka sztuki, ale w Alicji w Krainie Czarów działa dobrze.

Postaci

Główna bohaterka, Alicja, to naprawdę specyficzna dziewczynka. Jest rozmarzona i ciekawska, ale dobrze wychowana. W końcu cała fabuła zaczyna się od jej zainteresowania powodem pośpiechu królika. Praktycznie bez strachu przemierza dziwną krainę, a zdziwienie kolejnymi cudami szybko jej przechodzi. Nawet nie zatrzymuje się, by chwilę dłużej się temu przyglądać, ale idzie konsekwentnie za postawionym sobie celem. Myśląc jednak kategoriami snu, śniący niekoniecznie kwestionuje sens tego widzi, więc w sumie jej zachowanie pasuje do realiów. Nie jest to może jakaś super ciekawa postać, ale też nie irytuje przesadnie.

Co do postaci pobocznych, jest ich trochę i można o nich powiedzieć jedno, większość to dziwaki o specyficznym sposobie myślenia oraz mówienia. Z ważniejszych trzeba wymienić pysznego Kapitana Dodo, zwariowanych Kapelusznika i Zająca obchodzących „nieurodziny”, znikającego Kota z Cheshire, albo palącą fajkę gąsienicę. Wszyscy pojawiają się na chwilę, odegrać swą scenę i nie czuję potrzeby, aby ich opisywać bardziej szczegółowo.

Alicja w Krainie Czarów ma także swój czarny charakter, ale ten pojawia się dopiero pod koniec filmu. Mowa oczywiście o Królowej Kier i tym razem nie jest to postać zwariowana, co jest miłą odmianą. Choć ma na rozkazy armię karcianych żołnierzy, jest egoistyczna i okrutna, trudno brać ją na serio. Wygląda jak kawał baby, wybucha złością pod byle pretekstem oraz ma męża karzełka Króla Kier. Przez to jest całkiem zabawną postacią.

Wygląd

O jakości teł, postaci, czy animacji nie ma co się rozwodzić, bo to pełnometrażowy Disney, który wrócił do formy. Film wygląda i rusza się świetnie. W tym wypadku kierunek artystyczny jest ważniejszy. Zaczyna się całkiem niewinnie, od zwyczajnego angielskiego krajobrazu, choć nie pozbawionego uroku dzięki żywej zieleni. Jednakże w króliczej norze zaczyna się surrealizm, a rysownicy oraz animatorzy wytwórni pozwolili sobie popłynąć. Rzeczy przeczących normalnemu pojmowaniu rzeczywistości jest tu na pęczki. Na szczęście kolejne sekwencje dziwaczności nie przytłaczają, bo są poprzetykane względnie normalnymi scenami, choćby Alicji idącej przez las.

Muzyka

Muzyka też jest oczywiście odpowiednia, jest bardzo przyjemna dla ucha. Poza tym film jest bardzo musicalowy. Nie wrzucono po prostu dwóch, czy trzech piosenek dla podkreślenia jakiejś sceny, o nie. W naprawdę wielu scenach postaci wyśpiewują swoje kwestie, zamiast ich mówić, więc nie ma sensu abym mówił coś o każdym wokalnym występie bo jest tego za dużo. Poza tym nie potrafią wskazać wyróżniającej się dla mnie piosenki, choć piosence kwiatów towarzyszy ciekawa wizualnie animacja.

Dubbing

Polska wersja, chociaż zrobiona w czasach PRLu, stoi na wysokim poziomie zarówno pod względem doboru głosów jak i technicznym. W takim np. Pinokiu były problemy z czystością dźwięku, a tu takich kłopotów nie ma. Obsada potrafi zaskoczyć, gdy słyszy się głosy aktorów znanych z poważnych ról filmowych, czy teatralnych, choć są i nazwiska mi nieznane. Alicja mówi głosem Barbary Rylskiej (grała w Poszukiwana, poszukiwany) i wypada naprawdę dobrze jako spokojna, rezolutna dziewczynka. Chyba największym moim zaskoczeniem to Roman Wilhelmi, który był głosem gąsienicy. Piosenki również bardzo pozytywnie wypadają pod względem głosowym. Jak dla mnie bardzo dobry dubbing. Trudno o uczucie, że jakiś głos kompletnie nie pasuje.

Morał i słowo na koniec

Morał w Alicji? Nic co byłoby wyłożone łopatologicznie. W sumie to nawet nie wiem, czy sama Alicja czegokolwiek się nauczyła podczas swej przygody poza wierszykiem. Niemniej widzę w tym pochwałę potęgi ludzkiej, zwłaszcza dziecięcej wyobraźni oraz mimo wszystko, powściąganiem czasem swojej ciekawości, by nie zrobić sobie kuku.

Alicja w Krainie Czarów to dobra animacja z wytwórni Disneya, choć mocno specyficzna przez swój surrealizm. Na pewno nie zaliczam go w poczet moich ulubionych filmów wytwórni, ale z drugiej strony czas poświęcony na jego obejrzenie nie można uznać za czas stracony. Po prostu jest nie dla wszystkich.

Według chronologii wydarzeń po Alicji w Krainie Czarów powinien nastąpić Piotruś Pan.

Reklamy

8 uwag do wpisu “Disneyowski maraton 17 – Alicja w Krainie Czarów

  1. Pamiętam będąc dzieckiem jak oglądałem Alicję Disneya. Bardzo mi się wówczas podobał ten dziwny klimat, różne niespodziewane zwroty akcji, niezrozumiały świat i paleta dziwnych postaci :))
    Mam sentyment do dziś do takich nieograniczonych niczym fantazji.
    pozdrawiam

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s