Fantastyczne animacje 1 – Kultowe Smocze Kule

Tym razem coś nowego w skali mojego bloga, opinia o anime i to nie byle jakim. Dragon Ball to obok Pokemonów prawdopodobnie najpowszechniej znane w Polsce dzieło japońskich animatorów. Kiedy we wczesnych latach dwutysięcznych „DB” było emitowane przez nieistniający już od dawna RTL7 oglądała go chyba zdecydowana większość ówczesnych dzieciaków, nie wyłączając mnie. Od obejrzenia ostatnich odcinków w telewizji, przez kolejne lata nie interesowałem się w zasadzie tą marką, ale jakiś czas po premierze zupełnie nowej serii w postaci Dragon Ball Super postanowiłem sobie zrobić tak zwano tak zwany rewatch poszczególnych seriali.

A więc to moja pierwsza opinia o japońskim anime na blogu, a i w zasadzie serialu, więc może nie wyjść najlepiej i w dodatku będzie sporo spojlerów, przed czym mimo wszystko ostrzegam, ale lecimy. Jeszcze na wstępie dodam, że trochę się zastanawiałem, czy tematyka Dragon Ball podpada pod mój profil, ale pomyślałem, że mamy tutaj takie rzeczy jak:

– Świat wprawdzie zwany Ziemią, ale będący tak naprawdę inną rzeczywistością,

– Zupełnie inne zasady działania tego świata oraz mnóstwo elementów fantastycznych,

– Potężnych osobników o niszczycielskich supermocach,

– Sporo sci-fi technologii w postaci robotów i różnych pojazdów,

– Różne fantazyjne istoty żyjące pośród ludzi.

Zatem do fantastyki DB siłą rzeczy należy, ale bez wątpienia to niepodobna fantastyka do czegokolwiek co tu kiedykolwiek opisywałem.

Tak więc Dragon Ball to ekranizacja mangi o tym samym tytule stworzonej przez posiadającego specyficzny styl rysowania Akirę Toriyamę. Pierwszy rozdział mangi pojawił się w 1984 roku i szczerze mówiąc nigdy nie widziałem jej na oczy. Z kolei anime swoją premierę w japońskiej telewizji miało w 1986. Do Polski zawitało w roku 1999 za sprawą wspomnianej stacji RTL7 i oparto się o ocenzurowaną wersję z francuskim dubbingiem, na którą nałożono polskiego lektora.

Historia oryginalnego Dragon Balla opowiada o Son Goku, niezwykle silnym chłopcu żyjącym w górach i posiadającym małpi ogon. Cała historia się zaczyna od tego, że uzdolniona technicznie dziewczyna imieniem Bulma, poszukująca za pomocą własnoręcznie skonstruowanego radaru tytułowych artefaktów, natyka się na odludziu na Goku i przekonuje go żeby jej pomógł w poszukiwaniach. Odtąd podróżują po świecie, by zdobyć wszystkie siedem kul, a po drodze czeka ich sporo poznawania tak przyjaciół, jak i wrogów oraz walki. Smocze kule są niezwykle istotnym przedmiotem fabularnym. To siedem kul z gwiazdkami w środku, których zgromadzenie razem pozwala przywołać smoka zdolnego spełnić jedno dowolne życzenie. W oryginalnym Dragon Ball poszczególne sagi serialu często opierają się o poszukiwanie tych kul. Generalnie fabuła w anime w żadnym wypadku nie poraża poziomem skomplikowania. To proste, często naiwne historie prowadzące w prostej linii poprzez przystanki, w których bohaterowie mają kogoś do pokonania, albo problem do rozwiązania, do walki z głównym czarnym charakterem danej sagi anime. Z pewnością małego mnie bardziej ona zajmowała niż współczesnego, który miejscami silnie odczuwał dłużyzny i infantylność. Swoją drogą, oglądałem teraz wersję japońską bez zachodniej cenzury, przez co zaskoczyła mnie nie tylko brutalność co ilość niewybrednych żartów.

Jako, że to długi serial pojawia się całe mnóstwo postaci ważnych i mniej ważnych. Chyba nigdy nie miałem kogoś ulubionego, co nie znaczy, że nie są sympatyczni. Son Goku jest silny, a przy tym uroczo niewinny i naiwny. Bulma szczerze mówiąc nigdy mnie specjalnie nie irytowała. A osobnicy tacy jak podstarzały, zboczony pustelnik Mistrz Roshi (Genialny Żółw w polskiej wersji), mały i łysy Krillin, pewny siebie Yamcha, czy para „zwierzęcych” kumpli w postaci prosiaka Uulonga i kotowatego Puara są niezapomniani. Podobnie niezapomniane są czarne charaktery z Tienshinhanem (który jednakowoż nawraca się), czy Piccolo (Szatan Serduszko w polskiej wersji) na czele. Oczywiście niektóre z tych postaci były na różny sposób irytujący, ale pominę w tym wypadku osobiste odczucia, by nie przedłużać i tak już długiego wpisu.

Czułem silnie podczas powtórki serialu fakt, że Dragon Ball nie słynie z bogatej warstwy fabularnej, skomplikowanych intryg, czy wielowarstwowych postaci. Tutaj w każdej serii liczy się wartka przygoda i widowiskowe pojedynki potężnych wojowników. Chyba tylko początkowa saga, w której głównym przeciwnikiem jest komediowe trio złożone z żądnego władzy nad światem, niebieskiego pokurcza Pilafa, psowatego ninja Shu i wyglądającej jak chińska komunistka kobiety Mai, nie zawiera epickich pojedynków. W kolejnej sadze odbywa się za to turniej sztuk walki Tenkaichi Budokai, kolejny element fabularny często powracający w Dragon Ball i zaczyna się pewien schemat. Wpierw odcinki przedstawiające trening/podróż bohaterów, a potem odcinki pełne akcji zakończone dłuższym pojedynkiem z głównym przeciwnikiem danej sagi. I tak z każdą sagą zarówno bohaterowie jak i przeciwnicy są co raz silniejsi, a pojedynki co raz bardziej przesadzone. Dość powiedzieć, że Piccolo jest w stanie jednym atakiem zmieść całe sporej wielkości miasto. Mimo tego wyraźnie widocznego schematu, forma zabawy w Dragon Ballu pozwala czerpać sporo nieskomplikowanej rozrywki.

Moją ulubioną sagą w oryginalnej serii jest chyba ta część anime, w którym czarnym charakterem (takim zbiorowym) jest Armia Czerwonej Wstęgi. Wrogiem jest tutaj militarna organizacja złożona ze zwykłych ludzi, wykorzystująca sporo różnej maści sprzętu wojskowego, a bohaterowie muszą mierzyć się z wieloma wrogami na raz. Do tego poszczególni dowódcy stający kolejno na drodze Goku i paczki znacznie różnią się od siebie, dzięki czemu akcja jest bardziej różnorodna. Szkoda tylko, że ostatecznie Son zupełnie bez trudu niszczy ich bazę główną.

Jeśli idzie o stronę graficzną serialu to odtwarzano w nim charakterystyczny styl Toriyamy. Przez to do dziś Dragon Ball wygląda dość wyjątkowo na tle innych anime (nie licząc anime opartych o pozostałe mangi Toriyamy). Poza tym to lata 80-te, więc nie ma tu efektów komputerowych, tylko stara, dobra, klasycznie rysowana animacja. Jako takie, anime czasami wygląda całkiem imponująco w trakcie głównych pojedynków poszczególnych sag, choć nie mają one skali z późniejszych serii DB. Zwykle podczas walk najbardziej przykładano się do animacji, choć niektóre spokojne momenty „krajobrazowe” też przykuwają oko. Z drugiej strony to długa seria oparta o walkę co oznacza, że wiele scen jest po prostu mało szczegółowe. Np. czasami podczas rozmowy nic się nie porusza poza ograniczonymi ruchami ust postaci, albo wielokrotnie powtarzające się te same animacje w trakcie walk. Niemniej styl Toriyamy daje Dragon Ballowi naprawdę sporo uroku. Sposób w jaki wyglądają pustkowia ze swoimi lasami wąskich szczytów, pełne obłości miasta, czy postaci jest bardzo miły dla oka. Poza tym anime jest bardzo kolorowe. Tak, Dragon Ball uważam za urokliwe anime.

Co do muzyki, melodie odgrywane podczas odcinka raczej nie są czymś do słuchania oddzielnie, ale podkreślają daną scenę. Co innego piosenki. Dragon Ball posiada całkiem miły dla ucha opening, choć ten nie zmienia się przez wszystkie 153 odcinki. Ending to jednak nic specjalnego. Typowa spokojna melodia na zakończenie odcinka. Są też inne piosenki i te zwykle wypadają całkiem nieźle. Moje ulubione to piosenka odgrywana przy Tenkaichi Budokai oraz piosenka o Czerwonej Wstędze.

Trochę miejsca poświęcę jeszcze światowi przedstawionemu. Ten bowiem wydawał mi się być bardzo tylko tłem akcji niż żywym uniwersum z krwi i kości. Wnioskuję to po tym, że pakowane są tu co chwila przesadzone koncepty i różne bzdurki przeczące poprzednim. Ot, co chwilę pojawia się jakaś przeszkoda, której nikt, albo prawie nikt jeszcze przed Goku nie pokonał i jemu się to udaje, raz za razem. Geografia tego świata wydaje się nieustalona. Bohaterowie latają w te i we te, natykając się na zmianę na pustkowia, lasy i ośnieżone krainy. Anime nie pochyla się także szczególnie nad reakcją ludzi w stosunku do wyczynów bohaterów, czy destrukcji całych miast oraz śmierci tysięcy bezimiennych osób. Niemniej są tutaj pewne ciekawe elementy. Fajne jest to, że to świat odmienny od naszego. Ot taka architektura. Domy często nie są kanciaste, a obłe. Pojawiają się różne ciekawie zaprojektowane, zaawansowane pojazdy. Wreszcie koncepcja małych kapsułek, w których można przechowywać przedmioty, pojazdy, a nawet całe budynki. No i poza ludźmi w tym świecie żyją antropomorficzne zwierzęta oraz inne istoty (nie liczę tu kosmitów), co jednak nigdy nie jest wyjaśnione i żadna istotniejsza postać, poza Pilafem i Shu nie jest kimś takim. Ot, kolejny przykład na to, że celem twórcy Dragon Balla nie było stworzenie konsekwentnego uniwersum, a wciąganie ludzi przygodami bohaterów.

No dobra, trochę się rozpisałem, ale jednak liczący sobie 153 odcinki serial to znacznie więcej materiału niż w przypadku pojedynczej książki, filmu, czy gry. A więc moja konkluzja po rewatchu Dragon Balla… to było całkiem zabawne doświadczenie. Sporo ładnie, animowanych, epickich walk i rozmaitych przygód dających się lubić bohaterów oraz nie gorszych łotrów. Z drugiej strony starszemu ja przeszkadzały pewne aspekty. Choćby ten niekonsekwentny świat przedstawiony, czy niekiedy dłużyzny pomiędzy istotniejszymi dla fabuły zdarzeniami. Szczerze mówiąc w czasach dzieciństwa lubiłem Dragon Balla, choć nie byłem jego wielkim fanem. Rewatch tego nie zmienił, ale nie żałuję poświęconego nań czasu.

Reklamy

5 uwag do wpisu “Fantastyczne animacje 1 – Kultowe Smocze Kule

  1. Przyznam się, że to jeden z seriali który namiętnie oglądałem te 15-17 lat temu, szybko wychodząc ze szkoły any zdążyć i zobaczyć, że Songo leci i leci przez kolejne 10 odcinków 🙂
    Bardzo miłe wspomnienia mam z tym anime i cały czas pozytywnie odbieram wszelkie formy artystyczne związanie Dragon Ball, z naciskiem na Z

    Polubione przez 1 osoba

    1. Galliusz

      Mało kto będący dzieckiem w okolicach 2000 nie leciał ze szkoły do domu na Pokemony, albo właśnie na Dragon Balla i tak przez lata aż do ostatnich odcinków serii GT 😀
      I tak, oryginalna seria jest dobra, ale Dragon Ball Z jest lepsze.

      Polubienie

  2. Nie miałam okazji tego oglądać – choć słyszałam wiele razy o tym w szkole. W ogóle chyba jedyne anime jakie oglądałam to właśnie seria Pokemonów, które oglądam do dziś. Wszystko bardzo ciekawie opisane, wiele ciekawych informacji dałeś, miło się czytało do samego końca. 🙂

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s