Fantastyczne książki 8 – Husyci i Wieża błaznów

Muszę przyznać, że jeśli idzie o topowych polskich fantastów to nieprzesadnie wiele tego czytałem. Wstyd przyznać, że nawet osobnika mogącego uchodzić za króla fantasy w Polsce znam wyrywkowo. Mówię oczywiście o Andrzeju Sapkowskim. Jednak jestem w trakcie nadrabiania części zaległości w tej materii, a dowodem na to jest tenże wpis.

Tak więc w moje ręce trafiła wreszcie Trylogia Husycka i całkiem niedawno przebrnąłem przez pierwszą jej część, czyli Narrenturm. Może zacznę tą swoją opinię od samego początku, czyli okładki. Nie jest moim zdaniem imponująca. Na miękkiej, żółtej oprawie widzimy wzorowaną na średniowieczną ornamentykę, co jest ok, a w samym środku fragment obrazu Petera Breugla, Tryumf Śmierci. Zwykle uważam takie wykorzystywanie dzieł kultury jako taką drogę na skróty, ale tutaj na szczęście wykorzystany fragment pasuje do treści książki. Szkoda też, że nie wyróżniono bardziej tytułu i autora, choćby jakąś wypukłością, albo wklęsłością okładki. W kwestii tytułu, podobało mi się, że tytułowa Wieża Błaznów ma spore znaczenie w fabule. Nie jest tylko pojawiającym się na chwile miejscem, czy pojęciem, ale ma wielokontekstową funkcję w całej powieści i z pewnością brzmi intrygująco. Szkoda, że ja mam często problem w wymyślaniu ciekawych tytułów do własnych tekstów.

Tak więc Trylogia Husycka to powieści historyczne wzbogacające nasz świat z okresu I poł. XV w. o wątki fantastycznie. Tutaj magia i mityczne stworzenia są nie tylko ludzkim wymysłem, ale istnieją naprawdę, choć ukryte przed większością. Niezbyt często sięgam po literaturę „ufantastyczniającą” naszą rzeczywistość, ale tutaj jest to zgrabnie rozegrane oraz nienachalne. XV w. zachowuje swoją historyczność. Swoją drogą okres historyczny jest ciekawy. Husyci otworzyli swoim powstaniem przeciwko Kościołowi wiele zmian, czy to w kwestiach religijnych, czy militarnych. Jeszcze bardziej interesujące dla mnie jest miejsce akcji, bowiem pogranicze śląsko-czeskie to moje rodzime strony i zabawnie było czytać o znanych sobie z rzeczywistości miejscowościach. W dodatku widać ogrom pracy włożony przez Sapkowskiego w research o okresie. Wszystko, od wyglądu miast, poprzez zachowanie ludzi po wznioślejsze wydarzenia, których bohaterowie są świadkami wydaje się pasować do przedstawianej epoki.

A fabuła, pomijając prolog, w którym prezentuje nam się narrator w pierwszej osobie, zaczyna się nie byle jak, ale od, używając lubianego w twórczości Sapkowskiego słowa… chędożenia. Jednak miłe co nieco Reinmara z Bielawy zwanego Reynevanem z piękną Adelą, żoną członka rodu Sterczów, przerywa wpadnięcie krewnych męża rzeczonej damy, a cała sytuacją przeradza się w szaloną, konną gonitwę po Oleśnicy. Pościg wściekłych krewnych zdradzonego rycerza za młodym medykiem szybko oznacza wielkie kłopoty dla bohatera, ale szybko okazuje się, że wpadł w grubą intrygę, związaną z tajemniczymi mordami i jeszcze bardziej tajemniczym mężczyzną zwanym Pomurnikiem. Reinmar starając się ratować życie własne oraz dotrzeć do ukochanej ładuje się w co raz to inne tarapaty i poznaje po drodze naprawdę barwną gromadę mieszkańców Śląska w skład której wchodzą czarownice, dziwne stwory z odludzi, rycerze rozbójnicy, inkwizycja, czy wreszcie sami husyci.

Reinmar z Bielawy to młody szlachcic zajmujący się medycyną po studiach w Pradze, na których liznął też trochę magii. Miło, że bohater posiada wiedzę niedostępną większości ówczesnych ludzi i potrafi z niej korzystać. Jednak nieszczególnie Reynevana polubiłem. Rozumiem, że jest młody oraz można to wykorzystać jako narzędzie fabularne, ale moim zdaniem naprawdę zbyt często jego naiwność, głupota oraz nieumiejętność trzymania języka za zębami kiedy trzeba ładowały go w tarapaty, albo zaprzepaszczały szansę na coś dobrego dla niego. Jednocześnie ma szalenie wielkie szczęście wpadanie na różnych znajomych, którzy wyciągają go z kłopotów. Wprawdzie sam bohater nazywa się w pewnym momencie królem głupców, ale mądrości mu dzięki temu nie przybywa. Ciekawi są za to jego towarzysze. Cwaniaczek Szarlej o niejasnej przeszłości jest uroczo bezczelny i szczwany, przez co staje się wręcz niańką Reinmara. Podobał mi się także Samson Miodek, który przedstawia się jako astralny byt uwięziony za sprawką Reinmara i Szarleja w ciele rosłego, upośledzonego człowieka o twarzy idioty.

Poza tym jest cały ogrom postaci, które pojawiają się na chwilę, albo na dłużej. Są ciekawe, albo nie. Dzięki temu Sapkowski wykreował uczucie, że Śląsk w jego powieści żyje. Nie chodzi tu tylko o to, że opisani są ludzie w tle, ale pojawiają się licznie w jakiejś roli. Od mieszczan i duchownych po pomniejsze rycerstwo, a na lokalnych możnowładcach kończąc. Jest tu całe mnóstwo osób wymienionych z imienia, a często także z rodu oraz herbu. Ich zachowanie też jest moim zdaniem autentyczne. Choćby dostojnicy kościelni wykorzystujący stanowiska do budowania własnych wpływów, czy rycerscy rozbójnicy nie uważający swojego fachu za ujmę na honorze. Nie będę robił badań, czy faktycznie każdy rycerz jest postacią znaną z zapisów historycznych, czy nie, ale nie można zaprzeczyć, że autor doskonale przygotował się do napisania powieści w tym okresie historii.

Jednak chyba najbardziej specyficzny w całej powieści jest język. Sapkowski od początku, od Wiedźmina pokazywał upodobanie do wplatania we współczesny język różnorakich archaizmów, a dla równowagi wrzucał w świat daleki od naszych czasów, współczesne pojęcia. Nie inaczej jest tutaj. Chyba nigdy nie czytałem w taki sposób napisanych opisów, czy dialogów. Karty książki często dają powody do śmiechu, a nierzadko wiąże się to z użytym słownictwem. To naprawdę dodaje uroku, ale z drugiej strony… czasami przeszkadza w czytaniu. Jednakże to uczucie pojawiało się u mnie tylko czasami. Tak poza tym to łykałem powieść wielkimi porcjami. Akcja wciąga, koleje losów bohaterów bawią, a świat przedstawiony jest naprawdę autentyczny, mimo podlania sosem fantastyki.

Bez wątpienia szkoda, że wcześniej nie sięgnąłem po Trylogię Husycką. Naprawdę ubawiłem się przy czytaniu Narrenturm. Cóż, pozostałe części stoją u mnie na półce i wkrótce zamierzam się za nie zabrać. Swoje opinie o nich też pewnie przedstawię na łamach bloga.

Reklamy

7 uwag do wpisu “Fantastyczne książki 8 – Husyci i Wieża błaznów

  1. Próbowałam, i po mimo mojej wiernej miłości do fantastyki: nie dałam rady. W połowie książki stwierdziłam, że jest to po prostu nie dla mnie. A co do samej recenzji: jest ładnie napisana oraz wyczerpuje treść książki.

    Polubione przez 1 osoba

  2. A mnie oczarowało -cały cykl z naciskiem na pierwszą część uważam za mistrzostwo.
    Zgrabne to wszystko. Jest zdecydowanie historycznie z elementami ludowego folkloru. Są ciekawe zwroty akcji- takie iż sam mam ochotę zatłuc Reinmara z Bielawy za jego wyskoki 🙂
    i wiele bardziej od Wiedźmina mi się podobało. Być może dlatego, że uwielbiam historię a zabójca potworów już zawsze będzie mi się kojarzył z Michałem Żebrowskim 😉
    Tak czy inaczej Narrenturm jest jedną z moich ulubionych książek zawijajmy to z tłem średniowiecznym 🙂

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s