Disneyowski maraton 15 – Kopciuszek 2: Spełnione Marzenia

Pora na drugi sequel w tym maratonie. Poprzednio był całkiem porządny Bambi 2, a teraz sprawdziłem nie widziany wcześniej przeze mnie film p.t.:

Jest to pierwszy z dwóch sequeli Kopciuszka, wydany w 2002 roku wprost na rynek domowy oraz zrealizowany w formie kilku krótszych historii. Zatem przekonałem się, czy to to jedna z tych w miarę kontynuacji, czy może jeden z koszmarków.

Spoiler: na pewno nie to pierwsze.

Fabuła

Film zaczyna się od wprowadzenia z Wróżką Chrzestną, która najwyraźniej również zamieszkała sobie w zamku królewskim i wraz z mysimi przyjaciółmi Kopciuszka siedzi w bibliotece. Zachęcone przez staruszkę gryzonie postanawiają zrobić książkę dla swojej przyjaciółki o ich wspólnych przygodach po wydarzeniach z pierwszego filmu. Takie wstawki z biblioteki powtarzają się pomiędzy poszczególnymi opowiastkami oraz w finale i szczerze mówiąc, są ok. Nic specjalnego.

Potem zaczynamy pierwszą opowiastkę o… pierwszych dniach Kopciuszka w zamku. Niestety, scenarzyści tego filmu poszli praktycznie po najmniejszej linii oporu przy pisaniu fabuły. Wiem, że Disney jest dla dzieci, toteż nie powinno się od ich animacji oczekiwać szczególnie skomplikowanej intrygi, ale ich bajki zwykle mają moc oczarowywania i starych i młodych, a tu kompletnie tego nie ma. Jest tylko nijakość. W każdym razie król dochodzi do wniosku, że Kopciuszek musi się nauczyć zachowywać jak członkini rodziny królewskiej, więc wraz ze starym księciem wyciągają królewicza z pałacu, a Kopciuszek zostaje sam na sam z Prudencją, jak zgaduję damą dworu. I od tego momentu zaczyna się festiwal sztampy tejże produkcji. Prudencja oczywiście próbuje wcisnąć w Kopciuszka szereg sztywnych zasad pałacowych, w tym takie głupie rzeczy (choćby wiecznie zasunięte zasłony), które zupełnie nie pasują do dość rubasznego oblicza króla z poprzedniego filmu, ale chyba nikt o tym nie pamiętał. Kopciuszek oczywiście buntuje się i zaczyna robić wszystko po swojemu oraz pokazywać jaka to z niej prosta dziewczyna (ktoś tu chyba też zapomniał, że Kopciuszek również jest szlachcianką). Generalnie to nudna opowiastka, zbudowana na podstawowych elementach tego motywu. Łącznie z tym, że w finale królowi ostatecznie zmiany się podobają i sama Prudencja się do nich przekonuje.

Druga opowiastka skupia się na postaci Jacka. Zaczyna się od Jacka i Kajtka próbujących coś zrobić dla Kopciuszka, ale okazuje się, że w pełnym służby zamku dziewczyna nie potrzebuje już pomocy zwierzątek. Przeszkadza to szczególnie Jackowi chcącemu dalej być pomocnym i jego żali wysłuchuje Wróżka. Kobieta spełnia jego życzenie stania się człowiekiem. I znowu mamy sztampę, ale mniej dotkliwą. Jacek jako człowiek próbuje powiedzieć Kopciuszkowi, że on to on, ale oczywiście w wyniku nieporozumienia biorą go za kogoś innego. On próbuje być człowiekiem, ale szybko okazuje się, że mu nie wychodzi i na koniec dochodzi do wniosku, że powinien być jednak sobą, czyli myszą. Całe szczęście, oszczędzili mi znienawidzonego przeze mnie motywu ujawnienia kłamcy. Przyznam też, że tą historyjkę oglądało mi się najlepiej ze wszystkich trzech i była najzabawniejsza. Co nie znaczy, że była dobra.

W końcu, w trzeciej opowiastce powraca trójca czarnych charakterów z oryginalnego filmu oraz ich kot. Sprawa rozbija się o to, że Anastazja również chciałaby się zakochać, jak Kopciuszek i podczas wyprawy do miasta, wpada przypadkowo na piekarza. Oczywiście dochodzi do miłości od pierwszego wejrzenia, ale hrabina kategorycznie zakazuje córce zadawać się z młodzieńcem. W sprawę wplątuje się Kopciuszek, zachęcając przybraną siostrę, by jednak dała szansę piekarzowi. A potem mamy kolejny raz motyw nieporozumienia, który oczywiście prowadzi do wyjaśnienia sprawy i happy endu. Naprawdę, wykorzystanie dwa razy tego ogranego numeru w jednym filmie. Ten scenariusz jest tak bardzo zrobiony na siłę. Wszystko prowadzi w oczywistym kierunku, a hrabiny oraz jej córki całkowicie zostały pozbawione jakiegokolwiek charakteru z poprzedniego filmu.

Generalnie rzecz ujmując każda z tych historyjek cierpi na bardzo skrótowe potraktowanie wątków oraz absolutny brak polotu.

Postaci

Powracają wszystkie ważniejsze postaci z oryginału i… Kompletnie nie zachowują się jak tamte postaci. Lećmy po kolei.

Kopciuszek oryginalnie nie była za ciekawą postacią, ot disneyowska księżniczka, ale generalnie robiła miłe wrażenie. Niestety w tym filmie to sztywna, niezbyt rozgarnięta dzieweczka wypowiadająca farmazony o miłości, gonieniu za marzeniami i tym jakie proste życie jest fajne. Stała się wielce irytująca. Nic więcej nie mogę o niej powiedzieć.

Postaci poboczne też w sumie nie mają lepiej. Królewicz ponownie prawie nie istnieje w filmie, za to Król i stary książę przestali być zabawni. Jak można było zepsuć taki świetny duet komediowy? Są tylko trochę mniej sztywni od Kopciuszka, a sztywniejsza od niej jest Prudencja. Wiem, że u niej to zabieg celowy, ale niezbyt to widoczne, gdy całe otoczenie jest takie bez życia. Myszy w sumie wypadają trochę lepiej, trochę więcej werwy w nich zawarli. Lucyfera, jako ścigającego myszy, zastąpił pałacowy kot Pom Pom o zaiste koszmarnym projekcie białego persa. Inne nowe poboczne postaci są godne zapomnienia.

Jednak i Lucyfer powraca oraz macocha, Gryzelda i Anastazja. Jak pisałem, wszystkie trzy zostały pozbawione charakteru. Macocha ze złowrogiej, dumnej damy stała się po prostu wredną babą, a złośliwość i pycha jej córek uleciały. Zresztą Anastazja nagle przestaje chcieć być tą złośliwą, chce miłości oraz przyjaźni z Kopciuszkiem. Skrótowość opowiastki zupełnie tej przemiany nie pokazuje. Jeszcze chyba dla śmiechu wrzucono Lucyfera chcącego oczarować Pom Pom z pomocą myszy i to jest… nieśmieszne.

Jednym słowem straszna, fabularna kiepścizna jak na film z logiem Disneya.

Wygląd

Oczywiście filmy robione bezpośrednio na rynek domowy miały mniejszy budżet od kinowych odpowiedników, ale mimo to tła widoczne w filmie są piękne. Szczerze mówiąc tylko nieznacznie odstają od malowideł z poprzedniego Kopciuszka, a z pewnością równie oddają XIX-wieczny, bajkowy styl architektoniczny.

Jednak w przypadku postaci jego gorzej. Na pierwszy rzut oka widać, że znacząco różnią względem oryginałów. Nie tylko inny styl, ale i rysunki nie są tak dokładne. Animacja jest gorsza, co szczególnie widać w kilku momentach. Z drugiej strony na plus przemawia fakt, że podczas tych trzech historyjek widzimy bardzo wiele różnych animacji. A to taniec, a to różni rzemieślnicy przy pracy, a to kręcące się na wysokości podłogi myszy. Generalnie widok miejsc pełnych życia jest taki dość swojski i miły dla oka. Jednak jest też odczuwalnie mniej narysowanych osób w scenach grupowych czy to w mieście, czy na balu.

Niemniej wygląd filmu na pewno lepiej prezentuje się od fabuły.

Muzyka

Dlaczego jedyne co pamiętam z muzyki to aranżacje utworów z pierwszego filmu? Być może dlatego, że cała nowa muzyka jest nijaka. Ot komediowe tony, gdy postać zrobić coś głupkowatego, ot coś bardziej nastrojowego, gdy tańczą. Standard.

To samo tyczy się piosenek. Oprócz nieco zmienionego Bibbidi-Bobbidi-Boo w otwarciu, każda historyjka ma swoją własną. W pierwszej Kopciuszek śpiewa, żeby iść naprzód za głosem serca, a nie tkwić w starych zasadach i to jest takie… nudne. W drugiej śpiewają o nowym radosnym dniu, ale dość żywe tempo sprawia, że jest zdecydowanie milsza dla ucha. A w trzeciej o tym, że nie liczą się drogie suknie i klejnoty, tylko wnętrze. Znowu nudna sztampa.

Dubbing

Jest naprawdę… nijako. Nie jest tak, że głosy zupełnie nie pasują do postaci, ale zaiste w polskiej lokalizacji szału nie ma. Dialogi są takie jakieś bez polotu i mdłe, ale najgorzej, że wielu aktorów nie wkładało w pracę wysiłku. Kopciuszek (w tej roli Katarzyna Tatarak) w każdej kwestii mówi praktycznie z tą samą intonacją i brzmi jakby ktoś czytał książkę, a nie grał postać. Wielokrotnie to się powtarza w przypadku innych postaci. Nie mam nawet kogo wskazać jako wyróżniający się głos, bo po prostu nie ma takiego przypadku. Polskiej wersji zwyczajnie brakuje życia. Macochę i jej córki to wręcz zmarnotrawiono źle dobranymi głosami. Tylko wróżka i myszki ciut lepiej wypadają.

Morał i słowo na koniec

Morały z tych historyjek? Po pierwsze: Stare zasady są złe i trzeba na siłę je porzucić (bo ktoś się nie chce przystosować) i iść naprzód z czym generalnie się nie zgadzam. Po drugie: bądź sobą, a nie tym kim nie jesteś, co jest ok morałem. Po trzecie: Liczy się wnętrze. No i też idź za głosem serca i zakochaj się w facecie, którego właśnie poznałaś w piekarni? Kurczę, w tym filmie nawet morały są koślawe i łopatologicznie wyłożone przez piosenki.

Bambi 2 był dobrym sequelem. Kopciuszek 2, jak się można domyślić po powyższym, absolutnie nie jest. Dostajemy dwie nudne i sztampowe historyjki oraz jedną ciut lepszą. Tylko strona graficznie daje radę, a film naprawdę porządnie wygląda wizualnie. Reszta jest na odwal się, łącznie z polskim dubbingiem.

Kolejny film w maratonie to będzie Kopciuszek 3.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s