Fantastyczne filmy 5 – Bright

Oto mój pierwszy prawdziwy wpis w nowym roku i moje drugie spotkanie z dziełem Netflixu, internetowej konkurencji dla tradycyjnego kina i telewizji. Swego czasu niezbyt dobrze przyjąłem ich adaptację Death Note, więc podchodziłem z pewną rezerwą. Jednak ten film mnie zainteresował swoimi założeniami, gdy pojawiły się zwiastuny. Ot pomyślałem, że można sobie kiedyś zerknąć, zatem spojrzałem na:

Bright w skrócie rzecz ujmując to filmowe urban fantasy, w którym mamy nasz świat i nasze współczesne Los Angeles, ale z dorzuconymi do nich rasami, stworzeniami oraz czarami rodem z high fantasy. Rzecz nie jakaś oryginalna, ale bez wątpienia rzadko eksploatowana w filmie jako takim.

Co do fabuły: Naszym głównym bohaterem jest zmęczony życiem gliniarz z LA, Scott Ward (w tej roli Will Smith), który ma masę problemów na głowie i nieszczęście posiadać jako partnera pierwszego orka w policji Los Angeles. Ward nie lubi Nicka Jakobiego (gra go Joel Edgerton) nie tylko dlatego, że inne rasy orków nie lubią, ale ma też osobisty powód, bo już zaliczył kulkę z powodu nieuwagi orka. Wraca jednak do roboty i tego samego dnia podczas wezwania trafiają na kabałę związaną z magią, różdżką, osobami zwanymi świetlistymi oraz organizacjami o nazwach Inferni i Tarcza Światła. Do tego pojawiają się agenci federalni od spraw magii polujący na tych Inferni i ich przywódczynię. Podczas akcji Ward i Jakoby przejmują różdżkę oraz pewną elfkę, a potem starają się przeżyć, chociaż wszyscy od skorumpowanych gliniarzy po zwykłych gangsterów chcą ich zabić. Może ten opis tego nie oddaje, ale ten film jest cholernie przeładowany wątkami! Co to oznacza? Że było niemożliwe odpowiednio rozwinąć taką ilość wątków oraz postaci mimo dwóch godzin trwania filmu. To największa słabość filmu, bo nie mamy czasu wciągnąć się w fabułę, wydarzenia, czy polubić postaci. Rodzina Warda i ich finansowe problemy? Zapomnijcie o nich, bo prawie się o tym potem nie wspomina. Agenci federalni? Chyba nawet ich imiona nie padają. Czym dokładnie są różdżki, świetliści, Inferni, czy Tarcza Światła? Nikt tego dokładnie nie wyjaśnia poza takimi podstawami, że Inferni są źli, czy że różdżki są potężne. Wielka szkoda sknoconej fabuły, bo akcja utrzymywała moją uwagę widza.

Napiszę teraz co nieco o wykreowanym świecie, bo ten jest całkiem interesujący. Wprawdzie wrzucanie wątków nadnaturalnych do naszej rzeczywistości jest BARDZO popularne w rozmaitych mediach, ale jak często robi się to z całym kramem rodem z high fantasy? Ja myślę, że nieczęsto. A twórcy Bright zgrabnie to pomieszali. Tak więc elfy to w większości sfera wyższa zamieszkująca piękną, czystą okolicę, ludzie stoją po środku, a orkowie są zepchnięci do dzielnic nędzy i pogardza się nimi ze względu na historyczną przeszłość. Zmuszeni są więc parać się najmniej płatnymi pracami nie wymagającymi edukacji, a co najwyżej siły fizycznej, albo stają się zwykłymi bandziorami. Na całe szczęście nie wymieniono po prostu amerykańskiej, murzyńskiej biedoty na orków, chociaż orkowie są ewidentnie wzorowani na subkulturze czarnoskórych gangsterów. W filmie pojawiają się i ludzcy łotrzy. LA wprawdzie nie wygląda zbyt wiele inaczej od tego co znamy, ale pasuje to do konwencji „naszego świata” z rasami fantasy i podobnymi dziejami historycznymi. Fajnie zaprojektowane murale oraz graffiti na ścianach wystarczają, by powiedzieć, że tu sprawy mają się jednak trochę inaczej niż u nas. Mimo rozdrobnienia wątku udaje się poznać trochę kultury tego świata, szczególnie w przypadku orków, którzy cenią siłę oraz przynależność do klanu.

Wizualnie jest naprawdę dobrze. Charakteryzacja nieludzkich postaci jest świetna, szczególnie w przypadku orków. W sumie dobrze, że postanowiono, iż w tym świecie nieludzie nie różnią się tak bardzo od nas. Orkowie są tylko trochę bardziej zwaliście od ludzi i nie są po prostu zieloni. Efekty specjalnie również wyglądają widowisko, zarówno te komputerowe towarzyszące magii, czy bardziej tradycyjne przy strzelaninach i pościgach. Widać, że sporo dolarów zainwestowano w Bright. Dzięki temu sceny akcji dobrze się ogląda, co trochę maskuje kłopoty fabularne filmy.

Muzyka jest ok. Takie tam współczesne plumkanie pokroju hip-hopu, czy metalu, które pasuje do miejsca akcji i przedstawionych wydarzeń, ale nie koniecznie zostaje w głowie po seansie.

Aktorstwo… nie jestem od tego ekspertem, ale wydaje mi się, że Will Smith przez większość filmu był znużony, co pasuje niby do jego postaci, ale… no właśnie. Grał tak celowo, czy faktycznie podczas zdjęć wolałby robić cokolwiek innego? Ponoć spora część budżetu poszła na gażę dla tego aktora, który jest chyba jedynym naprawdę głośnym nazwiskiem w Bright. Reszta obsady jest bardziej żywa. Myślę, że Edgerton jako ork był świetny. Złe elfy też wyszły nieźle.

Na koniec powiem, że Bright jest niezłym filmem, ale cierpi na straszne przeładowanie wątków. Wydarzenia i postaci zmieniają się jak w kalejdoskopie, a my jesteśmy zalewani pojęciami z tego świata, ale dawka wyjaśnień jest niedostateczna. Niektóre postacie prawie nie mają nic do roboty, jak agenci federalni, którzy pojawiają się raz na jakiś czas, aby poględzić. Niestety oznacza to spore zaprzepaszczenie potencjału jaki dawał wykreowany świat. No i kwestia gry Willa Smitha.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s