Disneyowski maraton 11 – Mickey: Bajkowe Święta

Witajcie. Wciąż mamy świąteczny czas, a ja nie chcę tak zupełnie zostawić bloga bez wpisu przez cały okres między wigilią, a sylwestrem. Tylko tak niespecjalnie pasuje wrzucać teraz opowiadanie fantasy, czy opinię na temat jakiegoś dzieła fantastyki lub kolejnego filmu Disneya, prawda? Niemniej dzisiejszemu wpisowi najbliżej do tego ostatniego. Dziś bowiem nie omówię ani żadnego kanonicznego filmu wytwórni, ani którejś kontynuacji. Omówię film w całości dotyczący świąt:

Mickey: Bajkowe Święta z roku 1999 to zbiór trzech krótkometrażowych animacji, które łączy tematyka świąteczna, czyli to film jak znalazł na ten okres.

Fabuła

Na początku wita nas widok świątecznie przystrojonego domu oraz głos narratora mówiącego o świętach, ale na szczęście wstęp jest krótki i szybko przechodzimy do pierwszej krótkometrażówki. Narrator powraca potem pomiędzy poszczególnymi częściami filmu, ale również tylko na chwilę, co mi się podobało. Zatem:

W pierwszej animacji widzimy trójkę siostrzeńców Donalda przeżywających hucznie pierwszy dzień świąt. Chłopcom jednak nie podoba się, gdy dzień się kończy i życzą sobie, by Boże Narodzenie było codziennie i… to życzenie się spełnia. 25 grudzień w kółko się powtarza, ale tylko oni są tego świadomi. Na początku chłopcy myślą, że to super, ale szybko świąteczne atrakcje powszednieją, więc siostrzeńcy zaczynają jeszcze bardziej rozrabiać, ale ostatecznie udaje im się zrozumieć znaczenie świąt. To zabawna krótkometrażówka, jednak moim zdaniem najsłabsza, bo morał zostaje w zasadzie wymuszony. Chłopcy starają się uczynić święta lepszymi niż na początku, bo nie mają innego wyjścia.

W drugiej krótkometrażówce widzimy Goofiego w wersji z serialu telewizyjnego, a więc mieszkającego wraz z synem Maxem. Jednakże Max dowiaduje się, że Mikołaj nie istnieje i Goofy stara się go przekonać, że jest inaczej. Gdy także ojciec przestaje wierzyć w Mikołaja, wpędza go to w depresję, więc syn stara się pocieszyć rodzica. To naprawdę ciepła animacja o relacji ojca z synem oraz o dzieleniu się świąteczną radością z innymi. Goofiego i Maxa naprawdę dobrze się ogląda, a perypetie tego pierwszego są naprawdę zabawne. Myślę, że nawet bajkowe zakończenie nie burzy tutaj morału.

Ostatnia krótkometrażówka to historia, w której Miki i Mini są ubogimi mieszkańcami miasta, ale i tak chcą sobie sprawić nawzajem prezenty niespodzianki, które wiążą się z ich osobistymi skarbami. Koniec końców nie mogą niczego kupić bez wyrzeczeń, ale doceniwszy to co mają, decydują się to stracić dla radości ukochanego. To również ciepła opowieść z morałem oraz odrobiną humoru.

Postaci

O postaciach nie będę mówił szczegółowo, bo to w zasadzie sama klasyka krótkometrażówek Disneya. Dodam tylko, że pojawia się ich znacznie więcej niż wymieniłem wyżej. Oprócz głównych bohaterów, mamy postacie „tła” oraz przewijające z mniejszymi rolami inne postacie wytwórni jak Pit, kot Figaro czy Chip i Dale.

Wygląd

Jak na film wydany bezpośrednio na rynek domowy, posiada czasami ładne tła, ale tylko czasami. Większość jest jednak raczej dość prosta i mało szczegółowa, no jak na standardy Disneya.  Po prostu widać, że budżet przeznaczony na film nie był szczególnie duży. Poza tym nie ma na czym zbytnio zawiesić oka, ponieważ pokazywane są nam amerykańskie podmiejskie okolice, tylko że bardziej kreskówkowe i świąteczne przystrojone.

Postaci są jakby bardziej „wyciągnięte” niż w typowych krótkometrażówkach Disneya, są raczej w manierze disneyowskich seriali z lat 90-tych. Choć nie bardzo szczegółowe, są narysowane całkiem ok oraz mają dobrą, płynną animację. Ogólnie postaci prezentują się lepiej od teł moim zdaniem. Oczywiście jest tutaj kreskówkowy slap-stick, ale również w stylu lat 90-tych. Nie bawią się tutaj tak kształtem i kolorami jak w poprzednich dekadach. Nie jest go dużo, ale biorąc pod uwagę tematykę oraz prezentowane morały, myślę że wyszło to krótkometrażówkom na dobre.

Muzyka

Ot świąteczne plumkanie. Nic wartego zapamiętania, bo chyba cała muzyka w filmie to niezbyt natchnione wariacje na temat najpopularniejszych amerykańskich, świątecznych przyśpiewek. Piosenek oryginalnych również tu nie uświadczycie. Trochę szkoda.

Dubbing

Dubbing jest ok. Piotr Fronczewski jako narrator jest oczywiście świetny, ale aktorzy udzielający głosów w krótkometrażówkach nieszczególnie się postarali, chociaż byli nimi ci, co zawsze udzielają głosów klasycznym postaciom Disneya, jak Boberek w roli Kaczora Donalda. Jakoś czasami brakowało mi w tym emocji i zaangażowania. Na szczęście szczególnie nijakie głosy są tylko w pierwszej krótkometrażówce o kaczorach. Potem już się to tak nie rzuca w oczy.

Morał i słowo na koniec

Co by tu powiedzieć? Ot świąteczny „special” made by Disney z ich klasycznymi postaciami. Trochę humoru, trochę morałów, trochę świątecznego ciepła. Nic wielkiego co by czyniło ten film czymś bardziej wyjątkowym na tle nieprzebranych ilości świątecznych „speciali”. Można zerknąć, nawet nieźle spędzić czas, ale chyba nie ma co do tego wracać już po seansie.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s