Fantastyczne książki 6 – Sowi strażnicy trafili do Polski

Witajcie,

Zima nieśmiało próbuje zaistnieć na dworze, wigilia tuż tuż, świąteczne przygotowania trwają w pełni, a za pasem nowy rok. Miły to czas, ale oznacza również ni mniej ni więcej, że do końca 2017 blog na trochę przystopuje, ale szczerze mówiąc trudno mi powiedzieć, czy to co poniżej przeczytacie będzie ostatnim „normalnym” wpisem. Zatem…

Kilka lat temu w kinach wyświetlano przepiękny wizualnie film animowany z sowami w roli głównej, zatytułowany „Strażnicy Ga’Hoole”. Wtedy wystarczyła mi chwila szukania w google, by dowiedzieć się, że była to ekranizacja cyklu książek o takiej samej nazwie. Niestety mimo wywołanego we mnie przez film zainteresowania „strażnikami”, nie mogłem się wówczas zapoznać z książkowym oryginałem z bardzo prostego powodu. Seria nigdy nie trafiła na polski rynek. Jednak teraz za sprawą wydawnictwa Nowa Baśń nie tylko powieści o wojowniczych kotach trafiły do naszego kraju. Zajęli się również rycerskimi sowami i oto przeczytałem świeżo wydany, pierwszym tom „Strażników Ga’Hoole” pod tytułem:

Tak jak przy Wojownikach, wydawnictwo zadbało o naprawdę ładną szatą graficzną powieści.  Okładka ma nieco mroczny klimat z uroczą płomykówką w centralnym punkcie, a styl przywodzi na myśl okładki Wojowników, więc na półce książki powinny się dobrze komponować. Ponadto wewnątrz także pojawiają się małe grafiki przy okazji początków rozdziałów, czy numerze strony. Powtórzę: strona wizualna jest ładna. Do tłumaczenia też się nie mam co się przyczepić. Do jakości przekładu się jednak nie odniosę, bo oryginału nie znam. W sumie nie rzuciły mi się w oczy żadne błędy, więc zakładam, że książka przeszła porządne przeredagowanie. Z inny spraw, czcionka liter jest duża i również spora jest przestrzeń między linijkami. Przez to mimo prawie 300 stron, leci się przez nie bardzo szybko. Mogę jednak powiedzieć, że pod względem polszczyzny czytało się dobrze.

Trochę streszczę teraz opis z tyłu książki. Powieść opowiada o Sorenie, młodej płomykówce, który żyje z rodziną w dziupli w Lesie Tyto. W przeciwieństwie do Wojowników, nie jest tutaj sugerowane, że to może być nasz świat. Wprawdzie się wspomina, że takie a takie sowy żyły kiedyś na przykład w stodołach, czy kościołach, ale ani razu nie jest wskazane, że gdzieś w tym świecie mieszkają jacyś ludzie, więc zakładam fantastyczne uniwersum, zwłaszcza patrząc na mapkę umiejscowioną na początku książki. Sądziłem, że to pomoże mi „uwierzyć” w ten świat, ale pojawiły się inne problemy, ale o tym za chwilę. Pewnego dnia Soren wypada z gniazda i zostaje porwany przez złe sowy (autorka tego nie ukrywa ani przez moment) na kamieniste pustkowie pełne kanionów, gdzie mieści się miejsce zwane Akademią św. Ajgoliusza. To… dziwne miejsce, w którym młodym sowom pierze się mózgi, by oczywiście robić złe rzeczy. Soren zaprzyjaźnia się z porwaną tego samego dnia co on malutką kaktusówką Gilfie i razem zaczynają kombinować jak tu się wydostać z Akademii oraz powiadomić świat o tym co tu się wyprawia.

Jeśli idzie odczucia, książkę czyta się dobrze. Nie jest to może najwyższy poziom wciągnięcia, ale strony lecą szybka. Jednak nie mogę powiedzieć, że „Porwanie” jest świetne. Mała notka: biorąc pod uwagę, iż tak jak Wojownicy, to również jest cykl powieściowy używający zwierząt jako bohaterów, padnie trochę porównań. Tak więc, fabuła jest bardziej, że tak powiem stacjonarna. Mało tu akcji, czy zmian scenerii. Większość powieści dzieje się w kanionie, tylko na początku i na koniec pokazując inne części tego świata. Sama Akademia to dziwne miejsce, co oczywiście jest raczej zamierzone, by sami bohaterowie nie rozumieli o co w tym chodzi i próbowali to rozgryźć, ale również ja san nie bardzo rozumiałem w jaki sposób oraz po co konkretnie to miejsce funkcjonuje, ale nie będę się czepiał, bo pewnie jest to wyjaśnione w późniejszych książkach. Czy było wyjaśnione w filmie to już nie pamiętam. Książka stara się tworzyć dużą skalę. W Wojownikach mieliśmy małe klany żyjące na niewielkiej przestrzeni, a tutaj operuje się na tysiącach i całych krainach, chociaż szczerze mówiąc tego nie czuć. Trudno mi było sobie wyobrazić te liczby w konwencji powieści o sowach. Bohaterów jest trochę. Mają ustalone charaktery i się ich trzymają, a z racji „skali” w tle pojawia się mnóstwo mniej ważnych postaci. W sumie to ich nawet polubiłem, więc tu jest dobrze. Nie pojawił się nikt, kto by mnie irytował. Z drugiej strony mamy postaci, które są po prostu złe. Nie że złe, bo mają jakiś w tym cel, ale po prostu złe. Na przykład praktycznie nie ma powodu, dla którego Kludd, brat Sorena, miałby być taki wredny jak jest. No i w końcu dialogi. Jest ich cała masa, ale czasem są bardzo nieprzyjemny w czytaniu. Po pierwsze, chociaż jest kilkakrotnie podkreślane, że Soren jest kilkutygodniowym pisklakiem i często nawet pojawia się informacja, że z racji wieku nie rozumie jakiegoś pojęcia, które dla nas jest oczywiste, nie przeszkadza jemu oraz innym młodym sowom wysławiać się bardzo poprawnym, kwiecistym językiem. Takie uproszczenie oczywiście można przełknąć. W Wojownikach też z początku sprawiał mi problem w uwierzeniu w koty zachowujące się plemię ludzi. Tutaj jednak jest gorzej, bo postacie czasami wręcz mówią jak naukowcy w filmie dokumentalnym. Strasznie trudno utrzymać wiarę, że bohaterowie są młodymi sowami, gdy wymieniają się między sobą nie tylko nazwami gatunków, ale i łacińskimi nazwami rodzajowymi, albo gdy z anatomiczną precyzją jakaś postać opisuje jak coś działa w ciele sowy. Takie dialogi naprawdę burzą wczucie się w ten świat.  Książka nie stroni także od brutalności, ale wydaje mi się, że przemoc jest mniej wyeksponowana i po „Porwanie” mogłyby sięgnąć młodsze osoby niżbym zalecał w przypadku Wojowników, ale to dalej nie jest powieść dla małych dzieci. Krew się leje, mówi się o śmierci, a postaci giną.

Reasumując, „Porwanie”, świeżo wydany w Polsce, pierwszy tom „Strażników Ga’Hoole” oceniam jako książkę niezłą, z ładną stroną graficzną. Potrafi wciągnąć wydarzeniami i postaciami, choć nie są odkrywcze, ale nie światem. Zbyt naukowe opisy, czy słowa wygłaszane przez sowy to mi uniemożliwiały. Można jednak sięgnąć po omawianą pozycję, to nie będzie czas stracony. Nie wykluczam, że sam sięgnę po kolejne tomy, kiedy te będą się ukazywały.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s