Disneyowski maraton 10 – Fun and Fency Free

No proszę, skończyłem pierwsze dziesięć filmów z wytwórni Disneya, ale tym razem będzie bez zaskoczeń. To kolejny film, który widzę po raz pierwszy. On również nie trafił nigdy oficjalnie do Polski w tej formie, ale jego elementy składowe już tak. I kolejna mała ciekawostka. W tym filmie po raz ostatni głos Myszce Miki podkładał sam Walt Disney. Prowadzenie rozrastającego się biznesu oraz negatywny wpływ palenia tytoniu na jego płuca sprawiły, że przekazał pałeczkę komu innemu. Dzisiejszy film to:

Tym razem rok 1947 i film, który należy wciąż do serii filmów kompilujących krótsze animacje, ale tym razem są ich tylko dwie, tylko dłuższe oraz połączone zewnętrzną historyjką.

Fabuła

Tak więc po napisach początkowych wyskakuje… Hipolit Świerszcz. To sceny z nim są tą „zewnętrzną historyjką”. Nie jestem jego fanem i bałem się, że będzie dużo gadał, ale nie. Poza początkową piosenką nie ma za wiele do powiedzenia. Świerszcz uruchamiając płytę gramofonową ze słuchowiskiem, zaczyna pierwszą krótkometrażówkę.

Ta animacja opowiada o cyrkowym niedźwiadku Bongo, który nie jest szczęśliwy w cyrku i czując zew natury, ucieka z pociągu do lasu. Tam po krótkiej chwili radości odkrywa, że nie wie nic o życiu na wolności, ale troski pryskają gdy wpada na małą niedźwiedzicę i natychmiast się w sobie zakochują. Sielankę przerywa pojawienie się wielkiego niedźwiedzia oraz małe nieporozumienie. Bongo nie wie, że niedźwiedzie okazują miłość przez… Plaskacza w pysk. Tja, bywa. Jednak potem odkrywa swój błąd i wykorzystując swoje cyrkowe zdolności ratuje dzień. Brzmi trochę skomplikowanie, ale z racji, że krótkometrażówka trwa jakieś 20 minut, wszystko leci szybko i płynnie, jak to w kreskówce. Powiem szczerze, że opowiastka jest urocza. Nie jakaś zabawna, nie wciągająca, nie dramatyczna. Po prostu urocza i może wywołać uczucie „aww”. Podczas historyjki, słyszymy głos żeńskiego narratora. Na szczęście nie przeszkadza on i kiedy trzeba to liczy, czego nie mogłem powiedzieć o narratorze w „Piotrusiu i wilku” w poprzednim filmie.

Po tej animacji Hipolit przenosi się do innego domu, gdzie pojawiają się scenki z żywymi aktorami. Brzuchomówca wraz z dwiema lalkami zabawia pewną dziewczynkę. Po skończeniu występu przechodzi jednak do opowiedzenia jej bajki o „Szczęśliwej Dolinie” i przechodzimy do drugiej krótkometrażówki.

Okazuje się, że to disneyowska adaptacja „Jasia i Magicznej fasoli” tylko że z Mikim, Goofim i Donaldem jako bohaterami. Są oni tutaj rolnikami ze Szczęśliwej Doliny, która kwitnie dzięki magicznej złotej harfie. Gdy instrument znika, kraina zaczyna usychać. Zabiedzeni bohaterowie decydują się sprzedać swoją jedyną krowę, ale Donald nie jest szczęśliwy, gdy Miki wraca z garścią fasoli. To oczywiście magiczna fasola, która w nocy rośnie wielka i zaprowadza bohaterów do zamku zmiennokształtnego olbrzyma, który ukradł harfę. Ta historia jest mniej urocza, a bardziej pełna akcji oraz humoru. Jednakowoż w tej wersji filmowej brzuchomówca jest narratorem, a dziewczynka i lalki wtrącają się w opowieść. Jedna z nich jest dość cyniczna, a jej docinki całkiem zabawne. Poza tym animacja jest przerywana powrotem do salonu, w której siedzą aktorzy i lalka. Szczerze mówiąc to rwanie samej krótkometrażówki przeszkadza. Narrator ponownie ma dobry głos i nie mówi cały czas, ale te scenki mogli sobie darować.

Tym razem mamy też mały finał, w którym te sceny aktorskie mieszają się z animacją.

Postaci

Jak mówiłem, Hipolita Świerszcza nie mu tu zbyt wiele i nie ma co mówić o jego charakterze, poza tym, że w czyimś domu robi sobie to co mu się żywnie podoba. No i jest gorzej narysowany oraz zaanimowany niż w Pinokiu.

W pierwszej animacji widzimy sporo zwierząt i wszystkie są narysowane w sposób kreskówkowo-uproszczony. Animacja również jest uproszczona, nie tak płynna, jak w innych filmach, a raczej na poziomie telewizyjnych krótkometrażówek wytwórni. Bongo jednak mimo wszystko wygląda uroczo w tym swoim kubraczku cyrkowym i wpisuje się w uroczy klimat historyjki, podobnie jego ukochana. Podobało mi się, że niedźwiadek cały czas jest po prostu sobą, że nie próbuje się dopasować. A wielki niedźwiedź jest typowym kreskówkowym wrednym typem o kwadratowej szczęce.

Co do nieanimowanych postaci: dziewczynka jest dziewczynką. Brzuchomówca wygląda na miłego gościa i ma ładny głos. Jedna z lalek jest głupiutka i wygląda jak żart z wioskowych Amerykanów, a druga jest cyniczna i potrafi dowalić komentarzem w trakcie krótkometrażówki o magicznej fasoli.

W drugiej animacji mamy dobrze znane trio Goofiego, Donalda i Mikiego, którzy są narysowani tak jak zwykle z tą różnicą, że stroje mają bardziej średniowieczne. Zachowują się również jak zwykle, tak więc Goofy jest głupkowaty, Donald się wścieka, a Miki kombinuje. Olbrzym jest fajny. Sposób w jaki jest narysowany, jak się zachowuje, czy jak mówi, sprawia, że wychodzi na uroczo głupkowatego osiłka i nie można brać go na serio. Nie wierzy się w to, że może być groźny i jego próby załatwienia bohaterów są raczej zabawne. Jest jeszcze harfa, która ma twarz, mówi oraz śpiewa, ale w zasadzie nie da się o niej wiele powiedzieć. Jest raczej przedmiotem fabularnym niż postacią.

Wygląd

Chyba starano się, by całość filmu wyglądała jednolicie, co przejawia się podobnym stylem w poszczególnych częściach filmu. Tła są szczegółowe, ale nie ma w nich nic nadzwyczajnego. Tylko w animacji o Bongo jest parę naprawdę ładnych widoczków górskich krajobrazów. Dwa razy jest wykorzystany patent bohaterów myszkujących pośród olbrzymich przedmiotów codziennego użytków. Pojawia się on przy scenach ze Świerszczem oraz oczywiście w animacji o magicznej fasoli. Poza tym, jak już wspominałem, postaci się narysowane i zaanimowane całkowicie w manierze krótkich kreskówek Disneya, więc w tym wypadku nie ma też czym się zachwycać, choć jest z czego się pośmiać, bo kreskówkowy slap-stick idzie pełną parą. Żeby nie było, to nie jest aż tak tanio zrobiony film. Są pewne momenty wyróżniające się.

U Bonga jest to naprawdę fantazyjnie wymyślona scena miłosnych uniesień niedźwiadka, gdy przygrywa miłosna piosenka oraz fruwają misowate cherubinki. Bohaterowie poruszają się wśród fantazyjnych, zmieniających kształt chmur. Naprawdę fajnie to wygląda.

W przypadku magicznej fasoli mamy dwie dynamiczne sceny. Po pierwsze naprawdę fajna scena rośnięcia owej fasoli, gdy niszczy dom bohaterów i dostarcza sporych dawek śmiechu. Druga to ucieczka przed olbrzymem, gdy ten demoluje wszystko na swojej drodze.

Muzyka

Nie powiem, bym pamiętał samą muzykę. No jest, ale nie rzuca się na ucho. Dźwięki wpasowują się w kanon kreskówek. W filmie upchnięto zaskakująco dużo piosenek. Piosenka przy napisach, piosenka Hipolita, po dwie piosenki na każdą krótkometrażówkę. Nie są to utwory szczególnie natchnione i pamiętne, ale dobrze się ich słucha w trakcie oglądania.

Słowo na koniec

Cóż. Jeśli ocenić krótkometrażówki, są one całkiem fajne. Bongo to urocza animacja o ucieczce w nowe miejsce, miłości i walce o ukochanego. Miki i Magiczna Fasola to zabawna historyjka będąca adaptacją znanej bajki. Obie animacje warto obejrzeć.

Gorsze zdanie mam o wstawkach ze Świerszczem, które w zasadzie nie wnoszą wiele do całego filmu, podobnie jak scenki z żywymi aktorami i lalkami. Jeśli dobrze kojarzę, obie krótkometrażówki były wyświetlane także osobno, bez narratorów i wstawek co obu wychodziło to na dobre.

Film jako całość można obejrzeć i daje to sporo zabawy, ale pewniej więcej by jej można wyciągnąć oglądając gdzieś same krótkometrażówki.

Następny będzie film Melody Time, który ma także swój polski tytuł: „Kolorowe melodie”.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s