Fantastyczne książki 5 – Koci wojownicy

Nie jestem do końca pewien, czy traktować omawianą pozycję jako fantastykę, bo teoretycznie akcja dzieje się gdzieś w naszym świecie, ale zdaje się, że świat jednak to robi, a więc ta opinia ląduje w „Rzucie Okiem”. Przy okazji uznałem, że numerowanie cyframi arabskimi będzie jednak wygodniejsze niż rzymskimi.

Tak więc w dzisiejszych czasach mamy ogrom niesamowicie dobrych dzieł do grania, oglądania, czy czytania. Szukając na ślepo tych dobrych rzeczy w oceanie nijakości nie jest łatwe, więc czasem trzeba skorzystać z pomocy innych, aby wskazali ci dobry kurs. Moi znajomi skierowali mnie ku serii książek Erin Hunter o nazwie „Wojownicy”, które mogły szerzej wypłynąć na polski rynek dzięki wydawnictwu Nowa Baśń. Pierwszy tom pierwszej z wielu podserii Wojowników nosi tytuł:

Piękna okładka

Szczerze mówiąc nie rzuciłem się ochoczo na książkę i z pewną dozą sceptycyzmu podszedłem do początkowych stron. Po swoich doświadczeniach z Disneyem i ich podejściu do historii ze zwierzętami w roli głównej, spodziewałem się raczej książki bardziej pod dzieci, a tu kurczę zrobiłby wielki błąd człowiek, który dałby tą książkę dziecku. W książce jest wiele scen brutalnych, w których leje się krew i giną postaci. Fabuła jest też dość zawiła, choć nie jest to poziom epicki komplikacji, czy donośności wydarzeń. Niemniej bez wątpienia co najmniej nastolatkowie powinni to poczytać, a i starszy czytelnik się wciągnie.

A więc fabuła opowiada o rudym, domowym kocie, którego nudzi wygodnickie życie w ludzkim domu i jak zdradza tytuł książki, ucieka do pobliskiego lasu. Tam okazuje się, że niezamieszkała przez ludzi okolicę jest domem dla kogoś innego, mianowicie czterech odwiecznych (przynajmniej dla kotów) klanów dzikich kotów. Za sprawą pewnej przepowiedni, bohater dostaje możliwość dołączenia do jednego z nich, klanu Pioruna i odtąd uczy się jak być dzikim kotem oraz wojownikiem, przy okazji mieszając się w całkiem rozbudowaną intrygę jak na książkę o zwierzętach.

No właśnie zwierzęta. Wszystko poza dzikimi kotami zachowuje się tak jak nam się wydaje, że powinno zachowywać. Domowe koty kręcą się po podwórkach zadowolone ze swych wygód, psy ujadają, a myszy uciekają gdzie pieprz rośnie, gdy ktoś się zbliży. Tymczasem koty z klanów są całkiem inteligentne. Mało tego, koty te mają własną kulturę, strukturę społeczną z hierarchią i profesjami oraz wierzenia religijne wraz z mitologią, a pomiędzy klanami istnieje coś na kształt polityki. Mamy tu kocich uzdrowicieli faktycznie znających się na leczeniu, niepisany kodeks honorowy kocich wojowników, czy comiesięczne zgromadzenia wszystkich klanów, aby dyskutować o sytuacji pomiędzy nimi. Z początku trudno mi było przegryźć ten koncept, ba, dalej uważam, że trochę dziwne to jednak jest. Niemniej książka w przystępny sposób objaśnia nam sposób funkcjonowania tego kociego „społeczeństwa” i przedstawia go jako taki inny, miniświat istniejący w naszym sąsiedztwie, choć go nie widzimy. Dzięki temu moje „zawieszenie niewiary” z czasem przestało się burzyć.

W powieści pojawia się cała galeria postaci i wszyscy są kotami. Tylko że imiona kotów z klanów są zawsze dwuczłonowe, a choć zawsze wiążą się z cechami wyglądu danego osobnika, pada ich w całej książce tyle, że czasem gubiłem się kto jest którym kotem. Galeria postaci nie posiada żadnych szczególnie wartych uwzględnienia osobników, ale są dobrze wykreowane, rozwijają się w toku fabuły i mają swoje zakotwiczenie w tym świecie. Polubiłem główną postać i kilka kotów z klanu, choć chyba największą sympatią obdarzyłem starą kocicę imieniem Żółty Kieł. To taka z pozoru stara, brudna zrzęda, ale w gruncie rzeczy jest honorowym, mądrym i silnym zwierzęciem. Czarne charaktery też są raczej typowymi, nadambitnymi dupkami.

Książka ma to coś, co uważam za najważniejsze w pozycjach chcących sprzedać nam jakąś fabułę. Utrzymuje zainteresowanie i pozwala wejść w przedstawiony świat. Nie powiem, jest tu sporo klisz. Od razu wiemy kto będzie gburem dla bohatera, a kto po początkowych przeszkodach zostanie jego przyjacielem. Na szczęście dla książki wszystkie wątki są poprowadzone zgrabnie, prowadzą do jakiegoś, mądrego rozwiązania i napisano je przystępnym językiem. Brawa przy okazji dla tłumaczy, bo książkę dobrze się czyta i skoro tylko raz rzuciła mi się w oczy literówka, to znaczy, że niewiele błędów pozostało po redakcji. Okładka polskiego wydania jest ładna wizualnie oraz kolorystycznie. Te czerwienie z zielenią naprawdę dobrze się komponują. No i na pierwszy rzut oka mówi nam, że książka ma związki z kotami, ale daje też wrażenie tajemniczości. Szczerze mówiąc wygląda to nawet lepiej od oryginalnej okładki.

Reasumując, pierwszy tom Wojowników mile mnie zaskoczył tym, że to faktycznie dobra książka i jestem wdzięczny znajomym, szczególnie jednej osóbce, za namówienie mnie do spróbowanie tego dziełka. Nie rzucałem wprawdzie ochami i achami, a finał powieści okazał się mniej epicki niż pod koniec się zapowiadało, ale pierwsza podseria Wojowników ma jeszcze pięć tomów i mam nawet ochotę jeszcze wrócić do tego świata.

Reklamy

Jedna uwaga do wpisu “Fantastyczne książki 5 – Koci wojownicy

  1. Jaguź

    „Szczególnie jedna osóbka” rzecze: cieszę się, że pierwszy tom przypadł ci do gustu i całkiem fajnie czytało się twoją recenzję. Właściwie pozostałe wpisy też xD
    Poza tym ja tu sobie będę zaglądać i czytać co wrzucasz. Może nie zawsze skomentuję, bom lyń, ale czytać poczytam 😉

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s