Disneyowski maraton 6 – Bambi 2

Wrażenia z tego filmu miały się pojawić już wcześniej, ale musiałem zająć się przeprowadzką bloga, więc wrzucam ten wpis dopiero dziś. Tak więc z roku 1942, przenosimy się o całe dekady w przyszłość do 2006, kiedy ukazała się ta animacja. Jakby ktoś pytał dlaczego obejrzałem teraz Bambi 2, a po Fantazji nie oglądałem Fantazji 2000, odpowiem: „Po prostu uważam, że Fantazja nie jest filmem stricte fabularnym, więc obie „części” można traktować osobno, czego w tym przypadku nie da się zrobić.”

Źródło: filmweb

A więc oto kontynuacja Bambiego, zrobiona po ponad sześćdziesięciu latach od premiery oryginału. Należy do trwającej kilka ładnych lat praktyki Disneya polegającej na produkcji, zwykle niezbyt natchnionych, kontynuacji swoich starszych filmów bezpośrednio na rynek domowy czyli bez premier kinowych, tylko od razu nagrywano VHSy, a później także płyty kompaktowe. W zasadzie zaczęło się od Alladyna: Powrót Jaffara w 1994, ale stwierdziłem, że wolę oglądać te kontynuacji tuż po oryginałach, ażeby móc lepiej filmy porównać i nie wypaść nastrojem z ich światów.

Kontynuacje można podzielić na trzy rodzaje: Właściwe sequele kontynuujące wydarzenia poprzedniego filmu, zbiory luźno powiązanych ze sobą animacji dziejących się po oryginale oraz midquele, dziejące się w trakcie poprzednich produkcji, którymi zwykle obdarowywano filmy mające motyw dorastania bohatera. W przypadku Bambiego 2 mamy do czynienia właśnie z midquelem i szczerze mówiąc za sprawą Disney Channel najpierw widziałem ten film, a dopiero po nim sięgnąłem po oryginał, który zacząłem uwielbiać, jak zaznaczyłem w poprzedniej opinii. Przyjrzymy się więc Bambiemu 2.

Fabuła

A więc w pierwszym filmie mieliśmy fabularną lukę. Nie wiedzieliśmy co się działo z Bambim między ostatnią sceną, gdy był dzieckiem, a pierwszą, w której pojawia się jako dorosły. Twórcy postanowili to wykorzystać i zagospodarować dziurę. Tak więc startujemy w tym tragicznym momencie oraz widzimy jak jelonek trafia pod opiekę ojca. Ten jednak uważa, że Wielki Książę (zmienili mu miano w polskiej wersji) ma zbyt wiele spraw na głowie i nie może zajmować się dzieckiem, więc prosi Sowę o znalezienie zastępczej matki do Bambiego. To jednak musi poczekać ze względu na to, że jeszcze zima się nie skończyła, a pożywienia jest mało. Zatem chcąc nie chcąc Książę musi przez jakiś czas się opiekować synem. Mamy więc oklepany motyw dziecka trafiającego pod opiekę rodzica, który wcześniej niewiele zagościł w jego życiu. Tutaj jednak zrealizowany jest na tyle zgrabnie, że przyjemnie się film ogląda.

Podobało mi się, że jeleń-ojciec nie jest gburem, który jeszcze nie wie, że kocha syna, ale kocha go od początku, ale nie potrafi tego okazać. Podobało mi się, że dla ich obu to nowa sytuacja, do której muszą przywyknąć. Ojciec nie wie jak zwracać się do syna, a Bambi wstydzi się odezwać, ale widzimy jak to się z czasem zmienia i stają rodziną. Nawet  pojawiający się pod koniec „motyw nieporozumienia”, którego nie lubię (wiecie na czym to polega: bohaterowie zaczynają się dogadywać, ale nagle dzieje się coś niedobrego, przez co się obrażają na siebie, ale sytuacja zawsze kończy się pogodzeniem pod koniec filmu), tutaj zajmuje tylko chwilę i jest całkiem autentyczny, więc nie przeszkadza.

Ogólnie fabuła wypada bardzo na plus. Jest przyjemna, zawiera sporo uroczych scen, ale także takich troszkę poważnych. Mamy też wątki humorystyczne, a humor zawsze jest stonowany. Oczywiście widać różnice prowadzenia historii między filmami, to w końcu sześć dekad różnicy. Chociażby mamy tutaj dużo więcej rozmów między postaciami, ale na szczęście z tym nie przesadzili. Biorąc pod uwagę jakość niektórych disneyowskich kontynuacji, Bambi 2 wypada naprawdę dobrze.

Postaci

Wracają tu oczywiście wszystkie ważniejsze postaci z jedynki łącznie z gburowatym Sową, który… tutaj nie jest taki gburowaty i robi za wysłannika Wielkiego Księcia niczym Zazu z Króla Lwa. W sumie wydaje mi się też wyższy oraz mniej napuszony. To chyba najdrastyczniejsza zmiana. Jest też trochę nowych postaci.

Bambi dalej jest uroczym jelonkiem, wiernie odwzorowano jego wygląd z pierwszego filmu. Teraz dostaje też trochę rozwoju osobowości. Na początku jest nieśmiałym, tchórzliwym jelonkiem noszącym tęsknotę za matką, ale w toku akcji zyskuje na pewności siebie oraz odwadze. W sumie najważniejsze, że rozbudowując go, twórcy filmu nie uczynili go irytującym dzieckiem. Nie, pozostał uroczy, dalej popada w dziecięce tarapaty i nie mówi nic czego dziecko by nie powiedziało. Podoba mi się to, że z początku ojciec go onieśmiela, a potem przeradza się to w dumę z posiadania takiego rodzica.

W obsadzie pobocznej najważniejszy jest ojciec, Wielki Książę. Pomijając zmienione imię w polskiej wersji to dalej jest to ten wielki, dostojny jeleń, ale mówi dużo więcej niż w oryginale, ciągle go widzimy i wygłupia się wraz z synem. Odpada więc jego poprzednia tajemniczość, ale ogólnie postać jest w porządku. Nie jest jakiś arogancki, czy pyszny, ale po prostu niedoświadczony w byciu ojcem i można go lubić. Przyjaciele Bambiego wiele się nie zmienili. Tuptuś jest wygadany, Kwiatek nieśmiały, a Celinka znowu nie ma za wiele do roboty w filmie, ale wszyscy są uroczy. Oczywiście znowu przewija się po drodze parę innych, mniej ważnych zwierzaków. Z nowych postaci największą rolę odgrywa inny jelonek, Roni. Jest takim lubiącym przechwalać się i zastraszać innych bachorem, ale to nie czyni go czarnym charakterem filmu. Jest po prostu łobuzem jakich i my pewnie znaliśmy gdy byliśmy dziećmi. Za to nie wiem, czy potrzebne było sugerowanie, że Roni może być tym jeleniem, z którym w oryginale Bambi walczył o Celinkę. Brakuje mi tu nici powiązania.

Zatem znowu nie ma czarnego charakteru. Człowiek pojawia się, dalej niewidoczny, ale jego obecność nie jest już tak zaznaczana odpowiednim sterowaniem nastrojem. W zasadzie to więcej widzimy ucieczek przed psami niż strachu przed myśliwym. Ten aspekt wypada więc gorzej. Niemniej scena wabienia Bambiego głosem podobnym do głosu jego matki jest dość mocna.

Wygląd

Jeśli coś zapada w pamięć po oglądaniu kontynuacji filmów Disneya to to, że wyglądają gorzej, czasem nawet bardzo, ale na szczęście nie jest to regułą. Bambi 2 na przykład wygląda bardzo dobrze, może tylko ciut słabiej niż oryginał. Widać, że próbowano odtworzyć jak najwierniej tamten film. Znowu mamy zróżnicowane leśne scenerie i to pięknie namalowane. Naśladują one tamten styl z poprzedniego filmu, czyli brak ostrych konturów  i w sumie da się uwierzyć, że to ten sam las, a nawet zachwycić się od czasu do czasu widokami.

Zwierzęta narysowane są po prostu inaczej.  Oczywiście wyglądają bardzo podobnie, Disney zawsze zachowywał podobny styl w rysowaniu zwierząt, ale oczywiście to nie to samo. Powiedzmy, że mniej tu krągłości, a więcej linii prostych. Na szczęście idzie do tego szybko się przyzwyczaić i nie zwraca się na to uwagi. Animacja jest w porządku, choć wydaje mi się miejscami ciut mniej szczegółowa i płynna.

W sumie film nie prezentuje nam jakiś niesamowitych widoków, ale ogólnie wygląda naprawdę porządnie jak na dzieło przygotowane bezpośrednio na rynek domowy.

Muzyka

Wraca tu kilka utworów z oryginału, ale większość to raczej nowa muzyka, która… jakoś nie rzuca się w ucho. Nie jest tak imponująca. Mniej oddaje emocje poszczególnych scen niestety. W sumie nie bardzo mam co o niej więcej napisać.

Za to piosenki są fajne, choć są tylko dwie i niestety w zasadzie obie traktują o tym samym, że nadchodzi wiosna, a to powód do radości. Tak jak w oryginale, piosenki lecą sobie podczas animacji i nie dostajemy specyficznych sekwencji muzycznych.

Dubbing

Dubbing jest dobry. Lubię głos osoby śpiewającej piosenki. Lubię głosy postaci, choć są zupełnie inne niż w poprzednim filmie. Oczywiście w przypadku dziecięcych postaci to zrozumiałe, bo minęło parę lat między nagrywaniem głosów do obu filmów. Da się do tego prędko przyzwyczaić i w zasadzie lepiej dobrano aktorów do postaci, a ci wydobywają z siebie więcej emocji, choć może to efekt większej ilości dialogów. Niemniej, wielki plus.

Morał i słowo na koniec

Lubię Bambiego 2. To przyjemny, ładnie wyglądający film animowany ze sporą dawką łagodnego humoru sytuacyjnego. Całkiem udanie oddanie klimat oryginału, nie godzi w niego swoimi głupotkami i można uwierzyć, że to część historii jelonka. W zasadzie uważam, że jest tylko trochę gorszy od pierwszego Bambiego.

Morał jest tym razem wyraźnie widoczny i tyczy się zdrowych relacji ojciec-syn. Wiecie, wzajemne zrozumienie, rozmawianie ze sobą, spędzanie czasu.

Następny będzie Saludos Amigos.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s