Disneyowski maraton 5 – Bambi

A teraz rok 1942 oraz chyba mój najbardziej ulubiony film animowany wytwórni stworzony jeszcze za życia Walta Disneya:

 Źródło: filmweb

Oh, nie wiem co jest takiego w Bambim, że tak lubię ten film, choć ma kilka punktów wspólnych z poprzednią produkcją. Po pierwsze, trwają niewiele ponad godzinę. Po drugie, w obu poznajemy nowonarodzone zwierzątka, które są po prostu przesłodkie, które uczą się i przeżywają przygody oraz tragedie. Bambi jednak jest moim zdaniem dużo lepszym filmem.

Fabuła

Wydaje mi się, że nie wszyscy mogą mieć świadomość, że Bambi również jest ekranizacją książki dla dzieci i to nawet nie amerykańskiej, ale napisanej przez Austriaka w latach 20-tych ubiegłego wieku. Jak to w takich sytuacjach bywa, fabuła jest prosta. Oto w lesie panuje wielka radość, bo rodzi się jelonek, syn władcy tegoż lasu, najsilniejszego jelenia w całej okolicy. Zostaje on nazwany Bambim i widzimy jak malec uczy się życia oraz poznaje pierwszych przyjaciół. Momenty te nie dłużą się, bo naprawdę dobrze je zrealizowano, są autentycznie urocze, da się w nie uwierzyć oraz sporo w nich humoru sytuacyjnego, bez uciekania się do żarcików słownych i kreskówkowego slap-sticku.

W połowie filmu dochodzi oczywiście do spotkania z człowiekiem i do chwil dramatycznych, a w końcu do tragicznego zdarzenia. Zapewne większość wie co się wtedy dzieje, ale jednak zdecyduję się nie zdradzić tego na łamach tej opinii. W każdym razie Bambi przechodzi pod opiekę ojca i następuje przeskok o pewien czas. W następnej scenie widzimy jaki to jeleń z naszego malca wyrósł oraz jak radzi sobie z wiosenną porą miłości. Sielankę przerywa jednak powrót człowieka i… najlepiej obejrzeć, by przypomnieć sobie film, bo wciąż można się przy nim świetnie bawić.

W każdym razie fabuła naprawdę trzyma się kupy, jest różnorodna oraz utrzymuje zainteresowanie widza. Jest w tym sporo powagi, mamy trochę scen brutalniejszych, trochę mrocznych i trochę poważnych. Oczywiście pełno tu też typowo disneyowskiej, uroczej bajki, ale hej, po to Disneya się ogląda.

Postaci

Bambi jest oczywiście główną postacią. Z początku jest nowonarodzonym malcem, więc trudno tu mówić o skomplikowanej, interesującej osobowości bohatera, ale jest uroczy, nawet bardzo, bardziej niż Dumbo. Bardzo lubię wygląd jelonka oraz jego reakcje na wszystko czego doświadcza, czego się uczy. Te sceny wyglądają bardzo autentycznie, dość by wierzyć że mamy do czynienia z dzieckiem. Jako dorosły, też wygląda ładnie dla oka, ale film jest za krótki, by pokazać o  nim coś więcej, że stał się odważny i zdeterminowany chronić swoich bliskich.

Postaci pobocznych jest całe mnóstwo. Jest mama Bambiego, która dostaje więcej czasu ekranowego niż mama Dumbo, więc możemy się jakoś do niej przywiązać. Widzimy jak troszczy się o syna i chroni go. Są najlepsi przyjaciele w postaci dość wygadanego królika Tuptusia i nieśmiałego skunksa Kwiatka. No oczywiście jest też Celinka, późniejsza miłość Bambiego. Podoba mi się postać ojca. Nie jest to ojciec cały czas będący z rodziną, ale władca, który czuwa nad swą domeną. Jest potężny i majestatyczny, jego projekt doskonale to oddaje oraz w zasadzie bardzo tajemniczy, bo przez cały film niewiele się o nim dowiadujemy. Nie jest jednak zupełnie ślepy na los krewnych i bierze pod opiekę syna oraz ratuje go dużo później z opałów. Poza tym mamy sporo zwierzaków, które pojawiają się na chwilę.

W filmie nie ma w zasadzie takiego typowego, spiskującego czarnego charakteru, ale jest człowiek. I myślę, że myśliwy jest doskonale sportretowany chociaż nie widać go na ekranie. Gdy jednak pojawia się w pobliżu, narastająca muzyka daje nam znać, że się zbliża. Zwierzęta czują to i uciekają, jest strach, jest desperacja, a my sprawcy nie widzimy, tylko słyszymy wystrzały z jego śmiercionośnej broni oraz widzimy jego „sługi” w postaci psów myśliwskich. Naprawdę mi się to podobało.

Wygląd

O tak, film jest piękny. Tła, chociaż to prawie cały czas las, są bardzo różnorodne. Przedstawiają wiele miejsc i to we wszystkich porach roku. Oj narysowali się ci rysownicy. W dodatku tła nie są „ostre”, to znaczy nie mają wyraźnych konturów, najczęściej są jakby lekko rozmyte co daje złudzenie, że faktycznie są namalowanymi pejzażami. Pojawia się tutaj także „nakładanie” kilku planów na siebie. Widzimy z przodu jakieś elementy, trochę dalej plan na którym poruszają się postaci i z tyłu tło. Wydaje mi się, że nie było tego wcześniej i chociaż to prosta metoda, dzięki jakości teł daje wrażenie głębi.

Zwierzęta również są fajnie narysowane. Nie oszukujmy się, nie jest to realistyczne przedstawienie zwierząt, ale disneyowskie. Tak, styl, który pojawił się już w zasadzie w Królewnie Śnieżce, a tutaj został rozwinięty potem często wracał przy okazji późniejszych filmów wytwórni, w których były zwierzęta. Zwierzaki są oczywiście bardzo urocze, aż chciałoby się je poprzytulać oraz świetnie zaanimowane. Kreskówkowy slap-stick jest bardzo stonowany i rzadko widzimy coś, co by nie mogło się zdarzyć w naszym świecie. Muszę przyznać, że bardziej tu widziałem pewne błędy animacji w postaci trochę inaczej pokolorowanych postaci w paru momentach, nieruchomych obiektów tam, gdzie mogłyby się poruszać oraz brakujących cieni. Niemniej to drobiazgi nie przeszkadzające cieszyć się animacją.

Z rzeczy wyjątkowych, mamy śliczną scenę deszczu przechodzącą w cięższą burzę oraz całkiem imponująco wyglądający, jak na ówczesne możliwości, pożar lasu.

Muzyka

Co tu dużo mówić, muzyka jest świetna, doskonale dopasowana do tego co widzimy. Gdy mamy sielankowe sceny z małymi zwierzątkami jest łagodna, gdy pojawiają się inne jelenie odpowiednio dostojna, wręcz królewsko dostojna gdy pojawia się wielki jeleń, ale dramatyczna gdy nadchodzi człowiek, ale dzieją się inne złe rzeczy.

Jest to także pierwszy film, w którym naprawdę podobały mi się piosenki, które nawiasem mówiąc są ciągle wpasowane w przebieg fabuły. W otwarciu śpiewają o miłości i jest to melodia miła dla ucha, ale niezbyt różniąca się od piosenek otwierających poprzednie filmy. Potem jest jednak dużo lepiej. Uwielbiam piosenkę o deszczu, jest naprawdę urocza i dobrze się jej słucha, a potem w głowie cały czas ci brzmi „kap, kap, kap, gdy pochmurne niebo”. Piosenka o wiośnie też jest świetna, choć trochę mniej od tej deszczowej, ale za to jest bardzo radosna, oddająca nastrój tej pory roku. W końcu jest piosenka towarzysząca romantycznym chwilom Bambiego i Celinki i kurczę, jest najlepsza w całym filmie. W połączeniu z animacją daje naprawdę wspaniałe wrażenie.

Swoją drogą jest to film z bardzo małą ilością dialogów. Nie ma tu żadnych długich rozmów i monologów. Wiele scen jest cicha. Fila pozwala po prostu na siebie patrzeć, nie rozpraszając nas mową.

Dubbing

I znowu pojawia się sytuacja, w której mamy dwa dubbingi. Pierwszy nagrany w latach 60-tych za PRLu i drugi z okolic 2001. Znam ten nowszy, więc do niego się głównie odniosę.

Tak więc… dubbing jest nierówny. Piosenki są naprawdę świetnie zaśpiewane, a teksty brzmią bardzo dobrze. Nie ma żadnych dziwnych zwrotów. Gorzej wypadają dialogi. Dopasowanie głosów nie jest złe, ale myślę, że można by znaleźć lepsze. Nie ma tu w zasadzie po co oceniać czyichś występów wokalnych, bo jak mówiłem dialogów jest mało. Wszystko brzmi jednak ok, dzieci to dzieci, a dorośli to dorośli. Czasami aktorzy mogliby dać trochę więcej emocji w swoje kwestie. Miałem też odczucie, że trochę leży dopasowanie dialogów do ruchów pyszczków zwierząt. Nie jest to mega widoczne, ale jak się trochę skupić, to się to łatwo dostrzeże.

Co do starego dubbingu, to po pobieżnym zerknięciu wydaje mi się, że głosy nie brzmią wcale lepiej, a teksty bardziej mi się podobają w nowszym dubbingu. Dostrzegałem, że tu również mieli problem z dopasowaniem głosów do ruchów pyszczków. Niestety piosenki pozostały oryginalne, angielskie, a to moim zdaniem spora wada. Generalnie jednak nie jest źle, ale generalnie lepiej sięgnąć po nowszy dubbing dla piosenek. Tą wersję lepiej traktować jako ciekawostkę.

Morał i słowo na koniec

Bambi to mój ulubiony film „starego Disneya” i chyba jeden z najbardziej ulubionych w ogóle. Choć krótki, posiada naprawdę dobrze zrealizowaną historię, urocze postaci, świetne piosenki i czujemy przejęcie tym co widzimy. Naprawdę nie wiem co mógłbym tu dodać.

Szczerze mówiąc jakiś przewodni morał nie rzucił mi się w oczy. Nie ma żadnej postaci, która by nam go prezentowała w specjalnym dialogu. Może znajdziemy coś do rodziców, by dbali o swoje pociechy, a dla dzieci, że las to piękne miejsce, w którym można się paru rzeczy o życiu nauczyć oraz że są tam pewne niebezpieczeństwa. No może też zachęcić, by jednak chronić tą kurczącą się wokół nas przyrodę.

Teraz zrobię mały skok w przyszłość i zajmę się następnie Bambim 2.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s