Disneyowski maraton 4 – Dumbo

Mamy rok 1941 i jedną z najkrótszych pełnometrażówek wytwórni Disneya:

Źródło: www.herbmuseum.ca Oto Dumbo, słoń o wielkich uszach, na których lata. Od razu powiem, że nigdy nie byłem fanem tego filmu, ani postaci. Filmy animowane Disneya są dla dzieci oczywiście, ale nawet sam będąc dzieckiem (no tym starszym, które już świadomie wybiera co chce oglądać) niektóre z nich uważałem za zbyt dziecinne dla mnie. To jeden z nich. Zaraz powiem dlaczego tak nieprzychylnie zaczynam tą opinię.

Fabuła

W zasadzie długi czas wierzyłem, że to autorski pomysł ludzi z wytwórni, ale nie, to także jest ekranizacja książki dla dzieci pod tym samym tytułem. Mamy więc cyrk i jednej ze słonic bocian przynosi dziecko, które dość niemiło przez otoczenie zostaje przezwane imieniem Dumbo (wiecie, od słowa dumb). Z jakiegoś powodu wielkie uszy są czymś złym, więc inne słonie odrzucają słoniątko, a ludzie przychodzący do cyrku śmieją się z niego. Gdy mama Dumba narozrabiała w jego ochronie, została uwięziona i słoniątko  musi zacząć radzić sobie samo mając za przyjaciela jedynie mysz Timothiego, który bardzo chce Dumbo pomóc.

To bardzo dziecinna i nieskomplikowana historia. Nie przypadła mi do gustu, ale nie zamierzam się nad nią pastwić. Powstała w oparciu o książkę dla dzieci, dla (no oczywiście) dzieci. Film jest infantylny, prosty i w zasadzie nie ma tu niczego brutalnego, czy nieodpowiedniego dla młodych umysłów. Mniejsze dziecko pewnie będzie się nieźle przy tym bawić, ale starszy widz raczej niekoniecznie. Nie ma tu za wiele żartów, czy mrugnięć okiem dla dojrzalszych osób. Jest troszkę nudno, ale na szczęście film trwa raptem godzinę, więc nie odczuwa się tego tak bardzo.

Postaci

Główny bohater to oczywiście słonik Dumbo i jest tak słodki, że aż bolą zęby. To jego główne zadanie, bycie uroczym. Oczywiście jest młodziutki, dopiero poznaje świat i jeszcze nie może mówić, co akurat jest całkiem fajne. Spadają na niego różne niemiłe sytuacje, więc może się zrobić go żal, ale ogólnie nic ciekawego.

Obsada poboczna jest całkiem spora. Po pierwsze cyrkowa mysz Timothy. W sumie nie wiadomo co on takiego robi w tym cyrku, ale strój cyrkowy ma. Jako jedyny lituje się nad osamotnionym słonikiem i jest dla niego trochę tym, czym Hipolit dla Pinokia, stara się go wyprowadzić z „dołka”. Jego też jakoś nie mogłem polubić. Mama Dumbo, to po prostu mama. Za to inne słonice to takie stare, podłe dewotki, które mają swoją „klasę” i odrzucają wszystko co do niej nie pasuje. Chyba najokrutniejsze postacie w filmie, strasznie wredne. Przez chwilę widzimy bociana, który Dumba dostarczył jego matce. Jest też grupa wron, które są według mnie najfajniejszymi postaciami tutaj. Wyglądają całkiem nieźle, jak taka grupa czarnoskórych cwaniaczków z Luizjany i zaiste tak samo się zachowują. Pocieszna banda. Przewijają się także różni ludzie oraz przede wszystkim cyrkowcy i ich szef. Wszyscy oczywiście śmieją się z Dumba, póki ten nie pokazuje na co stać jego wielkie uszy.

Film nie ma żadnego czarnego charakteru, ani żadnego większego zagrożenia dla bohatera, więc tym bardziej pasuje jako coś dla małych dzieci.

Wygląd

Moim zdaniem wygląda gorzej od poprzednich trzech filmów Disneya. Nie ma żadnych wyjątkowo pięknych teł, czy scen i większość oczywiście prezentuje cyrk, czy to namiot, czy to wozy. Jest kolorowo oraz kiczowato jak to w cyrku, ale osobiście nie jestem fanem „kultury” cyrkowej, więc mojego wzroku nic tu nie przyciągało.

W kwestii wyglądu postaci także jest słabiej. Wydaje mi się, że są one dość mało szczegółowe oraz gorzej zaanimowane. No nie wyglądało mi to tutaj za dobrze. Wszyscy wykonani są kreskówkowym stylu, co oczywiście pasuje do tematyki cyrkowej, ale animowany slap-stick jakoś mnie w tym wypadku nie bawił.

Jest jednak pewien element, który się wybija, przynajmniej swoją dziwnością. Chodzi oczywiście o „marsz różowych słoni”. Boże, to jest takie niepokojące i surrealistyczne, że aż mnie skręcało. Wiem, że to dzieje się, gdy bohaterowie są „pod wpływem” (heh, element, który dziś by nie przeszedł w filmie dla dzieci), ale kurczę, przy dzieciom-przyjaznym wyglądowi reszty filmu, ta sekwencja naprawdę zadziwia swoją obecnością.

Muzyka

Ot muzyka kojarząca się z cyrkiem, nic porywającego, czy zapadającego w pamięć. Piosenki również. Po seansie nie potrafiłem nic z tego zanucić. Poza piosenką o różowych słoniach, wszystkie są „wbudowane” w przebieg fabuły.

Dubbing

Trochę gorzej niż w Pinokiu. To znaczy głosy są w miarę dobrze dobrane i w miarę brzmią, ale wiecie, tak bez szaleństw. Nie pomyślałem po filmie, że oto jest jedyny słuszny dubbing w jakim Polak powinien ten film oglądać. W ogóle śmieszna sprawa, że jednej piosenki nie przetłumaczono i została w wersji oryginalnej.

Morał i słowo na koniec

Więc tak, nie lubiłem wcześniej Dumba i po powtórce filmu to się nie zmieniło. Jest bardzo dla dzieci, wygląda gorzej niż poprzednie filmy. W sumie dobrze, że trwał tylko godzinę. W zasadzie, jeśli nie masz dziecka, któremu chciałbyś pokazać niegroźną bajkę i jak ja nie masz nostalgicznych uczuć wobec Dumbo, nie polecałbym oglądać. Chyba że tak jak ja masz plan „obejrzeć je wszystkie”.

Morał jakiś można z tego wyciągnąć. Ot bądź tolerancyjny dla inaczej wyglądających, nie poddawaj się, gdy się inni od ciebie odwrócę, bo zawsze znajdzie się jakaś życzliwa dusza oraz znajdź w sobie choć jedną, wyróżniającą ciebie rzecz. Tak ja to widzę.

Następny w kolejce będzie Bambi.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s