Disneyowski maraton 3 – Fantazja

Jeszcze w tym samym roku, w 1940, Disney wypuścił swój trzeci pełnometrażowy film animowany, który okazał się całkowicie czymś odmiennym od wcześniejszych, a nawet większości późniejszych produkcji. Chyba do dzisiaj pozostaje jednym z bardziej unikalnych dzieł animowanych. Chodzi o:

 Źródło: filmweb

I zaiste film ten jest fantazją, żadnego kłamstwa w tytule nie ma. To przeniesienie fantazji umysłu słuchającego muzyki klasycznej na język animacji. Dźwięk inspirował rysowników i pozwolono im na dowolność twórczą. Z racji tego, że nie jest to film fabularny z ciągłą fabułą, a zbiór niepowiązanych sekwencji, zaś nad jakością klasycznych utworów nie ma co się rozwodzić, ta opinia będzie miała nieco inną formę i postaram się po prostu opisać moje odczucia do każdej sekwencji. Pomiędzy nimi widzimy scenę, z której przemawia do widza mistrz ceremonii, Deems Taylor. Nawet dostał on polski dubbing w naszym wydaniu Fantazji, ale nie ma co tu się rozwodzić, bo po prostu mówi on nam co będziemy widzieć i słyszeć w następnej animacji.

Sekwencja 1

Film otwiera utwór „Toccata i fuga” Jana Sebastiana Bacha, który zdaje mi się, że nie jest jednym z tych utworów jakie zna się nawet bez zainteresowania muzyką klasyczną. To piękna, spokojna muzyka z wiodącą rolą instrumentów smyczkowych. Z początku widzimy dyrygenta oraz orkiestrę robiących swoje, ale już po chwili muzyce towarzyszą różne abstrakcyjne obrazy pełne chmur, światła i zjawisk ruszających się do taktu. Bez wątpienia dobrze komponuje się to z utworem. Można dać się oczarować, na moment wyłączyć skupienie. Dla mnie było tu chyba jednak zbyt dużo abstrakcji. Nie jest to mój ulubiony kierunek w sztuce.

Sekwencja 2

Słyszymy tu różne utwory z opery „Dziadek do orzechów” Czajkowskiego i zaiste znam je. Często są one wykorzystywane w różnych współczesnych dziełach kultury jak np. ekranizacje tejże opery, czy nawet w reklamach. Tak więc słyszaną muzykę kojarzyłem i jest ona urocza. Tym razem widzimy mniej abstrakcyjne obrazy, co bardziej do mnie przemawiało. Motywem przewodnim jest przyroda oraz przemijanie pór roku. Widzimy tajemniczą wiosnę, gdy wszystko budzi się do życia, radosne lato pełne kwiatów i tańców, kolorową jesień z unoszącymi się liśćmi, a w końcu srebrzysto-białą zimę z mrozem malującym powierzchnię wody. Co utwór zmienia się obraz: raz mamy wróżki, potem tańczące grzyby, a potem znów kwiaty wykonujące rosyjski balet. Oj jest na co popatrzeć, bo i animacja świetna oraz tła piękne.

Sekwencja 3

Tym razem widzimy fabularną historyjkę „Ucznia czarnoksiężnika”, bazującą na muzycznym poemacie. To prawdopodobnie jedna z najbardziej znanych krótkometrażówek z Myszką Miki. Jest tutaj oczywiście uczniem czarodzieja, ale zamiast czarować, Miki musi wykonywać „ręcznie” prace dla swoje mistrza i np. nosić wodę. Pod chwilową nieobecność nauczyciela postanawia pomóc sobie magią, więc ożywa miotłę, by nosiła wodę za niego, jednak nie potrafi zatrzymać zaklęcia i robi się z tego spora kabała. Jak na animację z Myszką Miki, naprawdę mało tu slap-sticku, a całość jest poważna. Melodia marszu miotły myślę, że jest całkiem znana. Widoczne obrazy nie są tak niezwykłe i nie jest to moja ulubiona część Fantazji, choć sposób narysowania i animacja wody robią wrażenie.

Sekwencja 4

Znowu mamy do czynienia z historią, której przygrywa muzyka Igora Strawińskiego z baletu „Święto Wiosny”. Ten utwór mniej mi przypadł do gustu. Sekwencja nie jest jednak fabularną historyjką jak „Uczeń”, a skrótową historią naszej planety od jej ognistego zarania do końca ery dinozaurów. Oczywiście bazuje na ówczesnej wiedzy o powstawaniu Ziemi, trwa raptem parę minut i w dodatku to robota Disneya, więc nie ma co oczekiwać ładnie oprawionego dokumentu, ale dobrze sobie radzi jako taka pokazówka. W tej sekwencji jest kilka momentów imponujących graficznie, szczególnie, gdy widzimy wybuchy wulkanów, występujące z brzegów morza, czy niszczycielskie trzęsienie ziemi. Zdecydowanie najwięcej czasu poświęcono jednak dinozaurom i musze przyznać, że ich design oraz animacja trochę mnie odrzucały. Z dinozaurami wiąże się kilka dość brutalnych scen.

Sekwencja 5

Muzycy zrobili sobie przerwę, a po niej widzimy krótsza sekwencję ze „ścieżką dźwiękową”.  Sekwencja obrazuje brzmienie kilku instrumentów, a widoczna w animacji linia reaguje na nie. Ot trochę edukacyjny przerywnik.

Sekwencja 6

Oto scenom inspirowanym grecką mitologią przygrywa szósta symfonia Bethovena. Widzimy mnóstwo uroczych istot: pegazów, jednorożców, satyrów itp. paru kreatywnie narysowanych bogów. Większość sekwencji skąpana jest w ciepłych, pastelowych barwach, a wszystkie kształty są łagodne i zaokrąglone. W połączeniu z muzyką animacja emanuje wręcz spokojną, kojącą energią przyprawiającą o uśmiech. Nawet chwila intensywniejszej melodii w połączeniu z nieco bardziej dramatycznymi obrazami nie zmienia tego wrażenia, że to bardzo przyjemna sekwencja.

Sekwencja 7

Sekwencja baletowa z muzyką z „Tańca Godzin”, który to jest fragmentem opery. Również muzyka znana mi skądinąd. A jak animacja? Teoretycznie odtwarza to co oryginalny balet, a więc taniec czterech różnorodnych grup tancerzy w pałacu odzwierciedlający poszczególne pory dnia. Tylko że tancerze w Fantazji są bardzo nietuzinkowi, a ich tańce pełne humoru. Muzyka poza finałem jest spokojna, taka wręcz trochę usypiająca.

Sekwencja 8

To ostatnia sekwencja złożona z dwóch różnych utworów, dwóch różnych kompozytorów: „Noc na Łysej Górze” Musorgskiego i „Ave Maria” Schuberta. Bez wątpienia najlepsza część Fantazji. Najpierw mamy mroczną, intensywną „Noc na Łysej Górze”. Widzimy potężnego demona zajmującego szczyt tytułowej góry. To naprawdę porządny design i niesamowita animacja. Demon przywołuje duchy i mniejsze demony, którym każe tańczyć ku swojej uciesze i czyni z nimi co tylko mu się podoba, a my widzimy, że mu się to podoba po jego mimice. Jest się czym zachwycić i tak, pojawiają się tu harpie z widocznymi cyckami i sutkami, cycki w filmie Disneya, wydajmy z siebie zaskoczone „wuu” i przejdźmy dalej. Zabawę demona przerywają kościelne dzwony, które przepędzają jego sługi, zwracają duchy ziemi i zmuszają go do ukrycia. Zaczyna się utwór Ave Maria zwiastując nowy dzień i nową nadzieję. Można to faktycznie poczuć, unieść się wraz z dźwiękami oraz chóralnym śpiewem.

Słowo na koniec

Morału nie ma co tu szukać, bo Fantazją jest sztuką dla sztuki. To imponujący nawet dziś graficzny spektakl, przybliżający nam różne utwory muzyki klasycznej różnorodnymi animacjami. Jednak oznacza to jednocześnie, że film jest dość specyficzny. Nie wciąga nas wartką akcją, ciekawymi postaciami i interesującą fabułą, ale czaruje wyłącznie obrazem oraz muzyką. To bardzo odmienne doświadczenie od typowego filmu, a moim zdaniem przydaje się być też w odpowiednim nastroju do podziwiania tego dzieła, przynajmniej gdy nie słucha takiej muzyki na co dzień. Ja nie słucham, choć zdarza mi się czasem puścić parę takich melodii. Myślę, że przy złym podejściu, przy złych oczekiwaniach, można od Fantazji się po prostu odbić. U mnie zmysł piękna był zachwycony tym co widziały oczy i słyszały uszy, ale zmysł rozrywki przeżywał trochę znużenie, a spokojniejsze partie muzyczne nawet mnie usypiały. Fantazja to unikat, prawdopodobnie jedno z najlepszych dzieł w historii animacji, ale nie jest dla każdego.

Następny w kolejce będzie Dumbo.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s