Disneyowski maraton 1 – Królewna Śnieżka i siedmiu krasnoludków

Nanowrimo już prawie się kończy, ale pewne podsumowanie napiszę tego 30 listopada. W międzyczasie naszła mnie wielka ochota na powrót do klasycznej animacji rysunkowej, więc postanowiłem zrobić sobie mały (wiem, dość ironiczne sformułowanie biorąc pod uwagę, że tych animacji jest kilkadziesiąt) maraton starych filmów z wytwórni Disneya. To często wciągające, zabawne, emocjonalne i jeszcze częściej bardzo piękne dzieła. Jako że większość z nich posiada mniejsze lub większe elementy fantastyczne pomyślałem, że to świetna okazja, aby wrócić do nich, a przy okazji utrwalić na blogu swoją opinię na temat poszczególnych dzieł. Bo czy dziś kilkudziesięcioletnie animacje warte są obejrzenia? Czy Disney robił hit za hitem? Przekonam się. Dodam, że będę starał się oglądać filmy w kolejności ich powstawania, z ewentualnymi, krótkimi skokami w przyszłość przy okazji nie-kinowych sequeli, ale nie wyprzedzajmy faktów. Dziś cofnijmy się do roku 1937 i premiery:

 Źródło: filmweb

Oto „Królewna Śnieżka i siedmiu krasnoludków”, pierwszy w historii pełnometrażowy film animowany z wytwórni Disneya i trzeba przyznać, że weszli w świat pełnego metrażu z wielkim przytupem. Opinię podzielę oczywiście na kilka sekcji. Zacznę od:

Fabuła

To ekranizacja klasycznej baśni, więc nie ma co to za wiele pisać o fabule jako tako. Prawdopodobnie większość Polaków zna tą historię na pamięć. Na wszelki wypadek zostawię mały skrót: Za górami, za lasami żyje sobie piękna królewna Śnieżka, która ma złą macochę-królową i czarownicę zarazem. Ta ma obsesję na punkcie urody, więc co chwila pyta magicznego lustra o to „kto jest najpiękniejszy w świecie”, a gdy pewnego dnia zwierciadło odpowiada, że tą osobę jest teraz Śnieżka, rozłoszczona królowa postanawia pozbyć się pasierbicy. Łowca, który dostaje zadanie zabicia królewny, nie potrafi jednak tego zrobić i puszcza ją wolno. Uciekająca Śnieżka trafia więc do domu siedmiu miłych, ale niezbyt schludnych krasnoludków. Znajduje tam przystań, ale królowa dowiaduje się, że dziewczyna ciągle żyje i postanawia wziąć sprawy w swoje ręce. Jak mówiłem, historia wałkowana wiele razy.

W przeciwieństwie do późniejszego Disneya, ten film nie reinterpretuje klasycznej baśni, ale wiernie za nią podąża. Znając baśń dokładnie wiesz co się stanie, ale nie oszukujmy się. W tym filmie historia zaangażuje głównie dzieci, ale dorosły wciąż ma tu co zobaczyć, ale o tym niżej. Akcja rozwija się spokojnie, a większość historii toczy się w lesie oraz domku krasnoludków. Mamy oczywiście wstęp na zamku, a potem powracamy do niego przy okazji ujawnienia planu królowej, ale to krótkie wizyty i jest obowiązkowy, bajkowy książę, w którym Śnieżka się od razu zakochuje. Fabuła ma zatem dość małą skalę, zamkniętą na niewielkiej przestrzeni. Nie obfituje ona w wielkie zwroty wydarzeń, skomplikowane intrygi, czy sceny akcji. To prosta, bezpieczna historia dla całej rodziny. Mnie ani nie zaangażowała, ani nie odrzuciła.

Postaci

W każdym filmie Disneya znajdziemy galerię rozmaitych postaci mniej lub bardziej interesujących i zawsze różnie wychodzi, która część obsady jest najlepsza. Bohater, czarny charakter, czy może postaci poboczne?

W tym przypadku o głównej bohaterce można powiedzieć równie wiele co o fabule. Śnieżka jest dosłownie archetypem disneyowskiej księżniczki. Miła, niewinna, uczynna i piękna. Chętnie śpiewa, nie ma jakiś poważnych przywar, towarzyszą jej zwierzątka oraz zakochuje się od pierwszego wejrzenia w księciu. Nie jest zatem w ogóle interesująca i ma niewiele do roboty. Jako że to film z lat 30-tych moim zdaniem jest także idealizacją ówczesnej kobiety jako ładnie wyglądającej pani domu zajmującej się codziennymi pracami typu sprzątanie, czy gotowanie. To niestety jeszcze nie czasy ciekawych bohaterek u Disneya. Idźmy dalej.

Oprócz krasnoludków postaci pobocznych nie ma zbyt wiele (wspomniana przeze mnie mała skala). Mamy twarz w lustrze królowej oraz jej kruka, który za wiele nie robi poza przyglądaniem się, łowcę, któremu współczucie nie pozwoliło wypełnić królewskiego rozkazu dokonania morderstwa, księcia, który pojawia się dosłownie na dwie chwilę (raz by Śnieżka mogła się w nim zakochać, dwa, by zrobił to co wymaga baśń) oraz urocze zwierzęta, które są, cóż, urocze i pomagają Śnieżce, co pewnie ma symbolizować jej niewinność. Ale nie oszukujmy się, najważniejsze są tu krasnoludki, a one są jak zgraja niesfornych dzieciaków, które trzeba nauczyć porządku oraz czystości, ale z drugiej strony są zauroczone pięknem Śnieżki i bardzo dżentelmeńskie wobec niej. Poświęcają nawet własną sypialnię dla jej wygody. To one odstawiają na ekranie cały szereg zabawnych scen pełnych kreskówkowego slap-sticku i zaiste, śmieszą nawet dziś. Wygląd mają zaiste bajkowych krasnoludków ze swoimi wielkimi nochalami, brodami i szpiczastymi czapkami, ale każdy różni się w szczegółach, a aparycją pasuje do imienia oznaczającego zarazem to czym się wyróżnia. Miło się patrzy na tą zgraję.

W końcu mamy też pierwszy czarny charakter w historii filmów Disneya, czyli złą królową. Znowu, to jeszcze nie jest czas ciekawych, disneyowskich łotrów i sama królowa za wiele przez film nie robi. Ot zła, arogancka oraz potężna kobieta chcąca być najpiękniejszą za wszelką cenę. Krasnoludki mówią, że jest znawczynią czarnej magii, ale w zasadzie jedynym na to dowodem jest jej laboratorium z uroczo zatytułowanymi książkami na półce. Przed przemianą ma naprawdę dostojny, królewski wygląd z takim pysznym, aroganckim wyrazem twarzy. Po magicznej przemianie jest, zaiste szpetna oraz bardziej kreskówkowa.

Wygląd

Od razu widać pewną cechę animacji rysunkowej – nie starzeje się. Nie ważne, że to film z 1937, jest piękny. Mamy wspaniałe, szczegółowe tła prezentujące nam zielony las, w którym żyje Śnieżka z krasnoludkami, czy ponure zamczysko królowej. Ba, mamy całkiem niezłą scenę „jak z koszmaru”, gdy księżniczka biegnie przez las i wyobraźnia płata jej figle zmieniając niegroźne gałęzie w potworne szpony. O świecie przedstawionym nie można dodać wiele ponadto. To sztampowa, quasi-średniowieczna, baśniowa kraina fantasy idealna dla bajek, ale niczego się o tym miejscu nie dowiadujemy, poza tym, że są w nim las, kopalnia krasnoludków i zamek.

Ciekawy jest kontrast między postaciami ludzkimi, które narysowano dość realistycznie, a krasnoludkami i zwierzętami, które wyglądają bardziej kreskówkowo i podlegają kreskówkowej „plastyczności” ich ciał. Oj rzuca się w to oczy, ale jakby pokazuje, że królewna i krasnoludki to różne światy. Da się na to przymknąć oko.

Sama animacja jest… cóż, to Disney. Oczywiście, że jest znakomita. Tu nic nie stoi w miejscu. Wszystko jest żywe i ruchome. Żadnych scen z woskowymi figurami, gdzie podczas rozmowy ruszają się same usta. Oddano wszelkie szczegóły ruchów postaci, zwierząt, czy przedmiotów. Naprawdę uczta dla oczu fana klasycznej animacji. Ludzie są animowani realistycznie zgodnie z ich wyglądem, zwierzaki tak pośrednio, ale już krasnoludki mają tą kreskówkową plastyczność ciał. W sumie to dość charakterystyczne dla wczesnego Disneya. W ich krótkometrażówkach zabawa plastycznością idącą czasem w surrealizm była na porządku dziennym.

Muzyka

Orkiestrowa muzyka jest wspaniała po dziś dzień. W zasadzie film mocniej działa muzyką niż dialogami postaci, których w zasadzie nie ma tutaj zbyt wiele. Taki trochę spektakl muzyczno-wizualny. Inne dźwięki są jak najbardziej poprawne, chociaż nie jest to jeszcze szczyt możliwości dźwiękowców. Wiele odgłosów jest melodyjna, wpasowująca się w muzykę.

Piosenki nie są teledyskami wrzuconymi w film, ale komponują się w przebieg fabuły, urozmaicając ją. Same piosenki… Cóż, to piosenki z lat 30-tych. Nie wpadają tak w ucho, jak te z późniejszych filmów, ale są ładne i opisują w zasadzie to co widać na ekranie. Najlepsza bez wątpienia jest charakterystyczna piosenka krasnoludków. Ta w głowie zostaje nawet po seansie i mimowolnie nucisz to „hej ho, hej ho, do domu by się szło”.

 

Dubbing

Ostatnie o czym chciałbym pomówić to polskie udźwiękowienie. Od razu pojawia się tu ciekawa rzecz. Mianowicie Królewnę Śnieżkę w naszym kraju zdubbingowano już w 1938, czyli jeszcze przed II wojną światową, a w dodatku wersja ta posiadała spolszczone napisy na łóżkach krasnoludków z ich imionami, choć później dubbing wrzucono na oryginalny obraz. Poza tym naprawdę słychać tutaj teatralną manierę polskiego kina międzywojennego, bardzo odmienną od dubbingu jaki znamy dziś. Mamy tu nieco inną konstrukcję zdań, pewne archaizmy jak nazywanie naczyń „statkami”, czy sposób wypowiadania się. Wydaje mi się, że jest w tym także pewien brak doświadczenia w dubbingowaniu, bo czasami ciężko zrozumieć co się mówi lub śpiewa, a dobór głosów jest lekko dyskusyjny. Oceniając poszczególne postaci powiem, że Śnieżka brzmi dość dziwnie, poza sekwencjami śpiewu ma chyba najgorzej podłożony głos. Królowa jest złowieszcza, choć brzmi dość staro nawet przed przemianą, a krasnoludki są ok. Nie będę tu rzucał nazwiskami aktorów, bo i ja nie znam się na polskim kinie międzywojennym, jak zapewne większość z nas. Niemniej piosenki wypadają dobrze, szczególnie ta krasnoludków. Bardzo to podobne to oryginału, gdzie jak patrzyłem też pewne sekcje ciężko zrozumieć.

Jednak poczyniono parę lat temu drugi polski dubbing, o którym za dużo się nie wypowiem, bo znam go tylko z urywków. Zniknęły więc archaizmy dawnego polskiego języka. Piosenki mają podobny tekst, ale są lepiej nagrane i łatwiej je zrozumieć. Z drugiej jednak strony… nowy, czysty dubbing czasami zdaje się wręcz nie pasować do filmu z lat 30. Naprawdę. Mimo że ciężej go zrozumieć, stary dubbing jako powstały w tamtej epoce, bardziej oddaje ówczesnego ducha oraz oryginalne głosy.

Morał i słowo na koniec

Cóż tu rzec na koniec. Śnieżka jest przestarzała, prawda, ale dotyczy to głównie sposobu przedstawienia fabuły i postaci. Film dalej wygląda ślicznie, brzmi świetnie (jeśli idzie o muzykę) i śmieszy. Może nie wciągnąłem się, ale oglądało mi się go dobrze, co jak na osiemdziesięcioletni już film jest naprawdę wielkim osiągnięciem. Leniwe tempo jest nawet relaksujące. Zaiste wspaniały początek wspaniałych (w większości) animowanych filmów wytwórni Disneya.

A jaki ze Śnieżki płynie morał, bo przecież filmy Disneya lubią morały? Cóż, dbaj o porządek, myj ręce przed posiłkiem, szanuj piękne damy. Jak ty jesteś piękną damą czekaj na swojego księcia, który cię uratuje… Zaraz, co? No cóż, Śnieżka choć ma coś edukacyjnego dla dzieci, reprezentowanych w filmie przez krasnoludki, nie posiada ponadczasowego, przewodniego morału. I tym skończę ten wywód.

Następny w kolejce będzie Pinokio.

Reklamy

5 uwag do wpisu “Disneyowski maraton 1 – Królewna Śnieżka i siedmiu krasnoludków

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s