Fantastyczne książki 4 – Metro 2033, czyli post-apo rodem z Rosji

Czas na kolejny „Rzut Okiem”. Jakiś czas temu przeczytałem książkę należącą do mało interesującego mnie nurtu fantastyki, a mianowicie post-apokalipsy. Książka znana i to bardzo, choć ja przez dłuższy czas nie miałem okazji po nią sięgać. Chodzicie mianowicie o:

Oto książka rosyjskiego pisarza Dmitrija Głuchowskiego, która zyskała sobie wielką popularność, dobrze się sprzedała, wystartowała tak zwane Uniwersum Metra, na które obecnie składa się kilkadziesiąt książek wielu autorów z różnych krajów oraz dwie dobrze oceniane gry wideo. Wielu znajomych mi polecało tą pozycję i się nad nią zachwycało, a ja… nie podzielam ich entuzjazmu po lekturze.

Zacznijmy od początku. Książka pierwotnie została wydana w 2005 roku, a polskie tłumaczenie otrzymała 5 lat później. Oczywiście czytałem przekład, bo choć kiedyś liznąłem trochę rosyjskiego nie zdołałbym przeczytać całej książki w tym języku. Okładka dobrze mówi czego się spodziewać po ponad sześćset stronicowej zawartości. Będzie mrocznie, brudno i klaustrofobicznie. Widać też czarno na białym, że autor zna miejsce, które uczynił centrum swojej powieści. Ba, czasem można wręcz się zagubić wśród nazw stacji i linii moskiewskiego metra oraz miejsc stojących w mieście nad nimi.

Fabuła powieści prezentuje nam post-apokaliptyczny świat roku 2033, dwadzieścia lat po III wojnie światowej, która skończyła się atomową zagładą świata na powierzchni. Rosja i Moskwa przestały istnieć, a niedobitki mieszkańców ukryły się w podziemnym labiryncie tuneli tytułowego metra, wierząc, że są być może ostatnimi ludźmi na ziemi. Żyjąc w mroku pod ruinami upadłej cywilizacji na dawnych stacjach metra zakładają osiedla oraz przystosowują do życia w nowych realiach. Główny bohater powieści, dwudziestoletni młodzian imieniem Artem zamieszkuje jedno z takich osiedli powstałe na stacji WOGN. Jest to stacja uporządkowana i działająca wedle swoich praw, ale mająca problem w postaci co raz groźniejszych ataków tajemniczych istot nazywanych „czarnymi”. Artem nie planuje opuszczać swojego domu, ale to się zmienia gdy poznaje człowieka nazywającego siebie Hunterem. Ten osobnik uważa, że stworzenia szturmujące WOGN staną się zagrożeniem dla całego metra i mieszkających tam resztek ludzkości, jeśli uda im się przedrzeć na inne linie. Wyrusza on tam, skąd czarni przychodzą, ale daje wcześniej zadanie Artemowi. Jeśli Hunter nie wróci na WOGN, chłopak ma zanieść wiadomość od niego do centrum metra, gdzie znajduje się Polis, miejsce najbliższe nazwania podziemnym miastem. Hunter oczywiście nie powraca, a w spontanicznej decyzji Artem decyduje się wyruszyć w podróż do Polis. Niczym w klasycznej powieści fantasy czeka nas śledzenie podróży Artema zarówno przez całe metro, jak i poprzez zrujnowaną powierzchnię, by uratować podziemny „świat”. Różnica jest taka, że nasz bohater mimo determinacji pchającej się do przodu nie staje się bohaterem zbawiającym ludzkość, a po drodze napotka wiele sytuacji zmieniających jego światopogląd.

Świat metra jest brudny, mroczny i pełen paskudnych tajemnic, a ludzie, jak to ludzie. Dalej są dla siebie nawzajem największym wrogiem mimo zniszczenia powierzchni. Pod ziemią nie ma jedności, a rozmaite grupy i frakcje. Niektóre są swoistymi państwami, jak Linia Czerwona rządzona przez komunistów chcących wprowadzenia w życie zasad marksizmu-leninizmu w metrze. W opozycji do nich stoi kapitalistyczna Hanza wzbogacająca się na handlu i produkcji. Istnie tam nawet rasistowska Czwarta Rzesza rządzona przez fanów Hitlera i nazistów, a w końcu Polis uważane przez mieszkańców reszty metra za swoiste El Dorado. Poza nimi istnieją stacje niezależne oraz mniejsze frakcje i grupy oraz stacje opanowane przez chaos, gdzie rządzą się zwykli bandyci. Świat metra i opisy życia ludzi w tej nowej rzeczywistości stanowią moim zdaniem najmocniejszy punkt całej powieści. Bez trudności można sobie wyobrazić to ciemne, smutne miejsce i to jak się w nim mieszka, a powstały obraz jest bardzo interesujący. Wydaje się, że to miejsce dążące do samozagłady, które chwilowo jest w stanie korzystać z resztek pozostałych po dawnych czasach, ale skazane na zdziczenie i zagładę, kiedy tych zasobów zabraknie (autor zresztą nie omieszkuje ukazać zdziczałych mieszkańców metra). Powierzchnia już nie jest taka ciekawa. Ot częściowo zrujnowane, napromieniowane miasto pełne mutantów jakich pełno w uniwersach post-apo. Akurat szerokie wykorzystanie wywołanej promieniowaniem mutacji jako wyjaśnienia istnienia wszystkich potwornych bestii żerujących w Moskwie i wybujałej roślinności średnio mi się podobało na tle realistycznej (W większości przypadków) wizji ludzi zmuszonych do życia pod ziemią.  Ja wiem, że to popularny zabieg w post-apo, ale tutaj średnio mi to podeszło, a już wielkie zło kryjące się pod Kremlem (kreowanym jako legendarne i magiczne miejsce dla mieszkańców metra) wywołało u mnie uśmiech politowania swoim wyglądem. Są też różne wątki nieznanego, bezcielesnego i złowrogiego zagrożenia czającego się w ciemnych tunelach, sugerującego, że są czymś więcej niż tylko dziurami wykopanymi w ziemi, że w jakiś pokrętny sposób żyją. Nie zawsze czułem niepokój czytając te fragmenty, bardziej znużenie, że bohater znów sterczy w miejscu zastanawiając się czy metro ma dziś „dobry humor”, ale przywodziło mi na myśl klimaty lovecraftowskie, choć nie wiem czy słusznie.

Co do bohaterów cała akcja toczy się z perspektywy Artema, więc mamy bardzo dużo czasu, aby się z nim zapoznać i mam mieszane uczucia co do tej znajomości. Chłopak bynajmniej nie jest denerwujący z charakteru, ani nie jest męskim odpowiednikiem Mary Sue co wszystko potrafi, czy innego Schwarzeneggera, który wszystko rozwali,  ale nie potrafiłem go polubić. Ma swoją wyraźnie zarysowaną osobowość, ale może brakowało mi u niego ugruntowanego światopoglądu. Jego wizja świata mocno się zmienia w trakcie całej powieści, ale żadnej się nie trzyma. Autor jakby specjalnie rzuca naprzeciwko Artema kolejną ideologią, czy filozofią, by ten mógł przekreślić wcześniej poznane. Sporo tu też zdawania się bohatera na ślepy los i zbyt często szczęście ratuje go z opresji. Innymi słowy za każdy razem, gdy chłopak jest bliski śmierci pojawia się ktoś, aby go uratować. Oczywiście spotyka galerię różnych postaci w trakcie podróży, ale z racji konstrukcji fabuły w większości pojawiają się oni tylko na chwilę, aby przeprowadzić Artema przez dany fragment metra i mu o nim poopowiadać oraz o swojej ideologii. Za przykłady ważniejszych postaci można podać: ojczyma, który stracił nadzieję i czeka na śmieć; Chana, który nie wiadomo czy jest genialny, czy szalony i jest mustykiem; Staruszka, który tęskni za czasami sprzed wojny i swojego mieszkania; Jest też żołnierz z krwi i kości zwany Młynarzem. Ogólnie różnorodność jest duża oraz nie ma żadnego konkretnego antagonisty poza „czarnymi”, którzy Artem chce powstrzymać, jednak postacie mają tendencję do umierania w pobliżu chłopaka, z czego bohater zdaje sobie sprawę i buduje wizję nieuchronnego fatum wiszącego nad nim. Wizję tą podbudowują tajemnicze, niemal prorocze sny bohatera, również nie pasujące mi do klimatu tego świata. Wychodzi taki trochę bohaterocentryzm z tego.

Do polskiego przekładu nie mam żadnych zastrzeżeń. Dobrze się to czyta, nie ma błędów tekście. Miłym dodatkiem jest kolorowa mapa metra w środku książki. Styl Głuchowskiego może nie spodobał mi się szczególnie mocno, ale też nie ma co się czepiać do samej konstrukcji zdań. Fabuła nie rozbija się na milion wątków, a kolejne przeszkody stojące naprzeciwko bohatera są niczym stacja na drodze pociągu metra. Rozwija się w miarę sprawnie, ale nie zawsze podobał mi się kierunek tego rozwoju. Niektóre zdarzenia były wręcz dziwne i surrealistyczne bez powodu.

Reasumując, nie powiem, że Metro 2033 jest złą książką, bo nie jest, ani że mi się zupełnie nie podobało, bo to nie prawda. Post-apokaliptyczny, podziemny świat metra jest naprawdę ciekawie wymyślony, szczegółowo opisany i przede wszystkim wiarygodny (wyłączając mutantów i lovecraftowski „żywy” mrok). Jednakowoż nie śledziłem z zapartym tchem losów Artema. Nie przypadł mi do gustu jego charakter, ani jego wyjątkowo szczęście wyciągające go z opresji. Podobało mi się jednak zakończenie, które jest happy endem (jeśli happy endem można nazwać przedłużenie żywota pod ruinami Moskwy) dla mieszkańców metra, ale pyrrusowym zwycięstwem dla bohatera, który staje się zgorzkniałym samotnikiem wątpiącym w słuszność podjętych decyzji. Choć Uniwersum Metra zyskało sobie wielką rzeszę fanów, ja do nich nie dołączyłem po lekturze książki. Dziękuję za uwagę.

By Astrades

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s