Fantastyczne książki 3 – Jeźdźcy Smoków

Ajajaj, cały miesiąc nic tutaj nie wrzucałem, choć w jaskini nie siedziałem i nowe rzeczy poznawałem, ale jakoś prowadzenie bloga mi przez sierpień wyleciało z głowy. No nic, postaram się, aby do następnego postu znowu nie minął miesiąc. I żeby pojawiła się jakaś moja własna opowieść. Tak więc do dzieła. Dziś „Rzut okiem” na:

Kiedy sprawdzi się chociażby allegro okaże się, że to niemożliwe kupić nowe egzemplarze całego cyklu Anne McCaffrey. Część tomów można jeszcze dostać w stanie nieużywanym, ale pierwsze części da się tylko odkupić używki. Nie jestem fanem kupowania używanych książek przez internet, bo opisy opisami, ale nigdy nie wiadomo co zastaniesz pod okładką. Tak więc myślałem, że dalsze po „Narodzinach smoków” obcowanie z tą serią będę musiał odłożyć na znacznie później, ale okazało się, że można znaleźć coś w miejskiej bibliotece w mojej mieścinie. W zasadzie to stoi tam na półce samotny, stary egzemplarz pierwszego, opisywanego właśnie, tomu cyklu. W dodatku jest to chyba pierwsze polskie wydanie „Jeźdźców Smoków”, ale  o tym później.

Tak więc książeczka, oryginalnie wydana w 1968, zapoczątkowała ten jakże długi cykl, w którym nasze ukochane, wielkie, skrzydlate i zionące ogniem gady odgrywają olbrzymią rolę dla przeżycia planety Pern atakowanej co jakieś 200 lat przez opady żarłocznych organizmów zwanych nićmi. Wypożyczone przeze mnie z biblioteki wydanie polskie pochodziło z lat 90-tych. Okładka użyta wyżej jako ilustracja pochodzi oczywiście z późniejszego wydania, ale internet chyba nie posiada w odpowiedniej jakości skanu okładki starszych egzemplarzy. Co w środku? Okazuje się, że już pierwszy tom nie był książką długą i rozciągniętą. Trochę ponad 200 stron spisanych nie męczącym przy czytaniu językiem. McCaffrey nie bombarduje nas rozbuchanymi, kwiecistymi opisami, przydługimi ekspozycjami, czy labiryntem wątków pobocznych. Historia trzyma się cały czas głównego wątku, a chociaż pewne postacie poboczne dostają chwilę dla siebie, poza parą głównych bohaterów nikt nie posiada istotnego wpływu na bieg wydarzeń. Jak Narodziny Smoków były czystym science-fiction tak tutaj można by uznać, że obcujemy z czystym fantasy, gdyby nie… Wstęp do powieści opisujący, że mieszkańcy Pernu to ziemscy koloniści, którzy zapomnieli o swoim pochodzeniu i wyhodowali smoki do walki z nićmi. To ujawnienie na początek tak ważnych informacji mnie nie irytowało wprawdzie, ale biorąc pod uwagę, że ludzie cofnęli się do czegoś w rodzaju średniowiecza, nie pomaga to w wyobrażeniu sobie wyglądu świata i kultury jego mieszkańców. Po prostu wiesz od razu, że to nie tylko wymyślony świat, ale i odległa przyszłość naszego wszechświata.

Fabuła Jeźdźców Smoków nie jest szczególnie skomplikowana i została podzielona na trzy części. W pierwszej ot mamy Lessę, dziedziczkę jednej z Perneńskich, wykutych w skale warowni, która padła ofiarą zdradzieckiego ataku innego lorda. Pozbawiona rodziny oraz swojej pozycji dziewczyna przez lata planuje zemstę, która wrzescie dochodzi do skutku dzięki pojawieniu się jeźdźca smoka imieniem F’lar. Jeźdźcom umarła władczyni i akurat poszukują panien mogących zostać partnerką mającej się wykluć złotej smoczycy. Jak się można domyśleć, to właśnie Lessa nią zostaje. Kolejna część powieści opowiada o tym jak dziewczyna uczy się tego jak działają co raz mniej szanowni przez prosty lud i arystokrację jeźdźcy oraz ich smoki. Z czasem główni bohaterowie zyskują więcej władzy i zaczynają podnosić z nóg swoją organizację oraz rozgryzać co się stało z pozostałymi, opuszczonymi od wieków weyrami, jak nazywa się tutaj miejsca, w których żyją jeźdźcy i ich smoki. Trzecia część to dramatyczna walka z nowym opadem nici, przy bardzo niewielkiej ilości dostępnych smoków co prowadzi główną bohaterkę do desperackiego kroku. Pojawia się przy okazji i dużą rolę gra motyw podróży w czasie, ale nie jestem jego fanem. Praktycznie zawsze można odnieść wrażenie, że coś nie gra, gdy się go wykorzystuje. Rodzą się takie pytania jak: „co by było gdyby?”, „jak to się stało za pierwszym razem nim naruszyli czas?”, ale „jak oni to mogą robić?” itp. Dobrze, że w Jeźdźcach Smoków zabawy bohaterów z czasem nie są szczególnie wyszukane.

Nie powiem, bym szczególnie polubił bohaterów. Lessa to uparty, buntowniczy duch i trochę żenująco się czytało, gdy prawie przy każdym dialogu jej z kimś innym, dziewczyna przynajmniej raz się wściekała z jakiegoś powodu. F’lar to z kolei zdeterminowany człowiek z celem przed sobą, który mechanicznie realizuje. Można odnieść wrażenie, że w całym weyrze tylko on jeden widzi zepsucie organizacji i chce ją ratować nim smoki na dobre wyginą. Najwięcej dialogów jest prowadzonych między tą dwójką, a oni wprost uwielbiają się oni obrzucać cynicznymi uwagami oraz irytować wzajemnie. Jak już mówiłem, inni bohaterowie nie dostają tak wiele miejsca jak oni. Ot mamy złego lorda Faxa, który jest po prostu dupkiem, mamy poprzedniego władcę weyr, który jest tchórzem i głąbem, czy brata F’lara, który jest największym poplecznikiem brata. Są oczywiście inni, jeszcze mniej istotni ludzie, ale ta trójka odgrywa jeszcze jakąś rolę dla fabuły.

Co można powiedzieć o świecie Pernu z okresu opisywanego przez powieść, czyli jakieś dwa tysiące lat od lądowania kolonistów? W moim wyobrażeniu widzę obraz bardzo podobny do średniowiecza przez opisy wszystkich strojów, mebli, jedzenia, zabudowań, czy stosowanej techniki. Dotyczy to jednak tylko strony wizualnej. W powieści, nawet w słowniczku terminów jest zaznaczone, że na innych polach świat ten odbiega od średniowiecza. Nie ma feudalizmu, ani państw i wszyscy są Perneńczykami. Tradycja wymaga, aby jedną posiadłością władał jeden władca, a ponadto muszą płacić daninę weyrom, co łamać próbował Fax. Arystokracja to w zasadzie rodziny panujących w posiadłościach lordów, a inni ludzie są wolni, ba, lordowie mają obowiązek ich ochraniać, a zbudowane w jaskiniach, albo wykute w skałach warownie to jednocześnie schrony przed nićmi. Dla mieszkańców duże znaczenie mają starodawne prawa i tradycje spisane w pieśniach przekazywanych przez ludzi zwanych harfiarzami, stąd można wnioskować, że edukacja nie jest czymś powszechnym. Dużo miejsca jest oczywiście poświęcone na wygląd oraz działanie weyru. Opis brzmiał wiarygodnie, poza sprawą skąd oni biorą dość zwierzyny, aby wykarmić swoje wielkie smoki. O gadach i niciach też jest co nieco powiedziane, choć na tym etapie cyklu moce smoków oraz zwalczane przez nie kosmiczne zagrożenie pozostają dość enigmatyczne. Bohaterowie odnoszą się też do postaci i wydarzeń z przeszłości, które autorka potem uczyniła innymi powieściami cyklu. Ciekawa sprawa tyczy się nazw. Znając już Narodziny Smoków, wiedziałem, że większość nazw własnych odnosi się do początków ludzkiej kolonizacji planety. Nie ma informacji o tym jak wygląda język Perneńczyków, ale można się spodziewać, że to nie jest to już ziemski język, biorąc pod uwagę, że niektóre słowa, jak fax, flara, czy gamma straciły swe znaczenie i stały się imionami. O nazwach jeszcze mogę powiedzieć tyle, że polski tłumacz z lat 90-tych nie przetłumaczył wszystkich słów, albo nie odmieniał ich po polsku. Stąd na przykład warownie pozostały holdami, a słowo weyr nie było odmieniane zgodnie z polską gramatyką. Przekład nie jest idealny pod względem interpunkcji, czy gramatyki. Babole rzucają się w oczy co jakiś czas. Wracając do świata, odnoszę też wrażenie, że Pern nie jest zbyt wielką planetą i mieszka na nim mało ludzi. Brak miast jest oczywiście podyktowany opadami nici, ale nie mówi się też o zbyt wielu posiadłościach, wioskach i zagospodarowanych terenach, a południowy kontynent od jego opuszczenia po pierwszym opadzie pozostawał niezamieszkały.

Reasumując, Jeźdźcy Smoków, choć są niewątpliwie dobrą powieścią, podobali mi się mniej niż Narodziny Smoków. Już pomińmy trochę mniej przyjemny do czytania język, wynikający najpewniej z tego kiedy ta powieść powstała i kiedy została przetłumaczona. Nie wszystko co się dzieje jest wyraźnie wytłumaczone, a do tego dochodzą zabawy z czasem. Jak już wspominałem, nie jest to mój ulubiony motyw w fantastyce. Niemniej czytania nie żałuję, smoki zawsze na propsie, a ja nawet przyjemnie się bawiłem i nie miałem uczucia odbicia się od powieści będącej protoplastą serii. Cóż, to dopiero druga książka, jaką przeczytałem z tego cyklu, a jest ich jeszcze wiele.

Do zobaczenia,

Astrades

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s