Fantastyczne gry 1 – Pierwszy growy Wiedźmin

Opowiadanie niestety nie powstaje tak gładko, jak oczekiwałem, więc nici z tego, bym publikował kolejne rozdziały w miarę ich powstawania. By zapełnić pustkę zajmę się trochę innymi wpisami. Tym razem bardziej nostalgiczny „Rzut okiem”, bowiem wspomnianą w tytule pozycję przeszedłem wielokrotnie.

  Jak to ten czas leci na złamanie karku. Minęło już przeszło 10 lat od premiery pierwszej gry opartej o prozę Sapkowskiego, a seria w tym czasie wspięła się na światowe piedestały. Przez tą dekadę w Wiedźmina grałem bardzo wiele razy, sprawdzając efekty rozmaitych, stawianych przez fabułę wyborów i ciągle świetnie się bawiąc. Nie inaczej było i tym razem. Jak na swoją pierwszą grę, CD Projekt Red uderzyło z naprawdę grubej rury, a osiągnięty dzięki temu solidny sukces pozwolił na powstanie kolejnych gier.

Jako że to moja pierwsza taka jakby recenzja gry, postanowiłem podzielić ją na kilka części odnoszących się do różnych aspektów produkcji takich jak grafika, czy fabuła. Zacznę od tego co widać na pierwszy rzut oka:

Grafika

  Trudno się oszukiwać. Wiedźmin nie był najpiękniejszy już w chwili swej premiery (wystarczy spojrzeć na młodszego o jakieś trzy tygodnie pierwszego Assasin’s Creed), bo oparty o przestarzały silnik graficzny napędzający jeszcze Neverwinter Nights, ale wyciśnięto z niego co tylko się dało. Ostateczny efekt uważam w każdym razie za niezły. Nawet dzisiaj grafika nie jest odrzucająca, choć dobrze jużwidać niską rozdzielczość tekstur. Otoczenie wygląda całkiem dobrze i postarano się o godziwą ilość szczegółów. Zrujnowany zamek Kaer Morhen wygląda po prostu ślicznie, Wyzima jest odpowiednio średniowieczna, a wioski mają swojski, słowiański charakter. Z drugiej strony takie lokacje jak jaskinie, krypty, czy wnętrza domów są bardzo podobne do siebie, robione z tych samych „klocków”. Trochę to kłuje po oczach. Gorzej niż z lokacjami jest z postaciami.

Główni bohaterowie mają unikalne modele, które są w miarę szczegółowe, ale reszta NPCów jest raczej szkaradna i przede wszystkim powtarzalna. Często różni NPC mają takie same gęby, chociażby większość karczmarzy wygląda tak samo. Widać to również podczas wycieczek po Wyzimie oraz podczas walk z ludzkimi przeciwnikami, że liczba przygotowanych modeli jest mocno ograniczona. I tak znacznie poprawiła sytuację edycja rozszerzona dodająca różnokolorowe warianty ubrań NPCów. Jeśli idzie o animacje sztywność postaci oraz ich nieporadna gestykulacja podczas dialogów rzucają się w oczy, choć czasem w zabawny sposób. Animacje w cutscenkach też nieco kuleją, mają widocznie inną szybkość niż sama rozgrywka. Dalej jednak moje oczy cieszyło to jak Geralt macha mieczem. Skomplikowane kombinacje ciosów, które wyprowadza podczas ataków wyglądają całkiem zjawiskowo.

Oprócz ludzi mamy też całą galerię potwornych przeciwników, wywodzących się oczywiście z kart książek oraz mitologii słowiańskiej. Topielce, ghule, wiwerny, wampiry, czy w końcu ikoniczna strzyga. Nie brakuje tu ciekawych przeciwników, choć system walki sprawia, że z większością walczy się tak samo.

Wiedźmin nie bawi też oczu różnymi graficznymi wodotryskami. Większość efektów wizualnych korzystania z magii wygląda biednie. Ale, ale, dla mnie nie grafika w grach jest najważniejsza, a wszędzie indziej Wiedźmin dalej błyszczy.

Przy omawianiu grafiki Wiedźmina nie można zapomnieć o świetnym intrze zrobionym przez Platige Image i Tomka Bagińskiego. Intro, nawiązujące do opowiadania „Wiedźmin”, przedstawia fajnie zrealizowaną walkę ze strzygą. Podobnie zrealizowane jest także outro gry. Poza tym ekrany wczytywania i scenki omawiające skutki naszych wyborów raczą nas statycznymi, albo świetnie namalowanymi planszami.

Dźwięk

  Muzyka jest po prostu świetna. Idealnie oddaje średniowieczno-słowiański charakter produkcji i dobrze się tego słucha podczas przemierzania gry, a co poniektórych utworów to nawet poza grą. Co fajne, nawet edycja premierowa zawierała soundtrack z gry oraz płytę z utworami inspirowanymi Wiedźminem np. piosenką zespołu Vader pt. „Sword of the Witcher”.

Jeszcze świetniejsze są głosy postaci. Gram zawsze oczywiście w jedyną słuszną w tym przypadku, polską wersję Wiedźmina. Pan Jacek Rozenek okazał się moim zdaniem idealnym głosem dla Geralta. Słyszymy też takich aktorów jak Jacek Mikołajczak, czy nasz polski tytan dubbingu Jarosław Boberek, a wszyscy radzą sobie co najmniej dobrze. No i gdy trzeba dialogi nie są deklamowane jak na konkursie recytacji poezji Mickiewicza. Można się pośmiać z niedbałego mówienia chłopów, albo potoku przekleństw z ust pasera Talara.

Fabuła

  Najbardziej solidna, ba, śmiem powiedzieć, że najświetniejsza część gry. Przyznam się tutaj, że nie znam wszystkich utworów o wiedźminie napisanych przez Andrzeja Sapkowskiego, więc nie będę się nic pisał jak fabuła gry przedstawia się na tle powieści i opowiadań, aby nie popełnić żadnej gafy. Dla mnie pomysł z amnezją Geralta to strzał w dziesiątkę, by osoby niezaznajomione z twórczością Sapka mogły poznawać ten brudny, pseudośredniowieczny świat wraz z bohaterem.A jest co poznawać.

Poznajemy całą galerię nietuzinkowych postaci, a przed nami pojawia się wiele istotnych wyborów mających duży wpływ na późniejszą grę, a ich efekty tak są rozmieszczone w czasie, że nie sposób poznać wszystkich dzięki opcji „quick load”. Wątki są różnorodne, ciekawie poprowadzone. A to szukamy sposobu na wejście do Wyzimy, a to niszczymy bazy naszych przeciwników. Raz nawet prowadzimy śledztwo w celu ustalenia, który z ważnych mieszkańców miasta współpracuje z wrogiem wiedźminów i gra wcale nie powstrzymuje nas przed rzucaniem oskarżeń na lewo oraz prawo, co jest świetne. Wiele questów pobocznych dostaje także swoje pomniejsze historie.

Na tyle znam sagę, by wiedzieć, że gra chętnie nawiązuje do wątków z literackiego pierwowzoru i nie brakuje nawiązań oraz innych niż Geralt postaci z kart książek. Jaskra przecież nie mogło zabraknąć. Podoba mi się też, że gra nie trzyma się usilnie głównego zadania bohatera. Geralt przez większość gry ściga oczywiście Salamandrę, organizację, która napadła na Kaer Morhen, by zdobyć wiedźmińskie tajemnice i rozgryza kim oni są, co robią oraz kto za nimi stoi. Ale oprócz tego pościgu dostajemy też cały rozdział we wsi Odmęty, bez Salamandry i bez wątków z nimi związanymi, co stanowi miłą odskocznię.

Przy tym wszystkim dialogi oraz postaci są znakomicie napisane. Aż chce się podążać za fabułą wciąż naprzód, a różnorodność wyborów daje powód, by grać kilka razy w Wiedźminie. Raz pomogłeś elfom w ich walce o lepsze traktowanie przez ludzi? Podczas kolejnej rozgrywki możesz stanąć po przeciwnej stronie barykady pomagając dążącemu do całkowitej, ludzkiej dominacji Zakonowi Płonącej Róży.

Gameplay

  Cóż, pierwszy Wiedźmin stoi jakby okrakiem między współcześniejszym rpgiem akcji, a bardziej klasycznym podejściem do tego gatunku. Widać to chociażby w możliwości włączenia opcji sterowania myszką z kamerą zawieszoną nad Geraltem, co jest akurat średnio wygodne. Najlepiej się gra z kamerą ustawioną przy ramieniu bohatera.

A jak się gra? Prosto i przyjemnie, kiedy zna się już wszystkie niuanse. Pierwszy Wiedźmin nie jest trudny i teraz grając na średnim poziomie trudności po prostu przeleciałem przez grę, ginąc zaledwie parę razy i to raczej w starciu z dużą grupą przeciwników, a nie bossami. Głównie ciachałem mieczem, korzystając tylko z paru rodzajów eliksirów oraz tymczasowych wzmocnień dla mieczy. Petardy i większość mikstur raczej nie przydała mi się. Choć niezbyt wysoki poziom trudności może być czasami rozczarowujący, tutaj pozwala na płynne przechodzenie kolejnych sekcji gry i cieszenie się świetną fabułą.

O walce w pierwszym Wiedźminie powiedziano przez lata wiele, więc nie będę się szczególnie rozpisywał nad tym aspektrem. Redzi użyli w grze rozwiązania mocno specyficznego. Atakujemy po prostu klikając we wrogów, ale nasza postać ani nie tłucze automatycznie jak w Baldurze, ani nie należy naparzać przycisków gryzonia jak w Diablo. Trzeba klikać w odpowiednim rytmie, by ciągnąć kombinacje ciosów. Postać zna trzy style walki: silny, szybki oraz grupowy, każdy przewidziany na inny typ przeciwników i sytuacje. Bynajmniej nigdy nie uważałem tego rozwiązania za tragiczne, chociaż ogranicza ono dynamikę starć i sprowadza się do klikania, z okazjonalnym używaniem znaków oraz alchemii. Czasem jak ogłuszymy, albo powalimy przeciwnika, Geralt może wykonać krwawy cios kończący, choć zasób stosownych animacji jest mocno ograniczony.

Rozwój postaci jest bardzo prosty. Wraz z kolejnymi poziomami dostajemy brązowe, srebrne i złote tokeny talentów, które wydajemy na poszczególne pozycje na ekranie rozwoju postaci, kiedy Geralt medytuje. Większość zdolności poprawia statystki postaci, siłę naszych ataków i znaków, albo dodaje dodatkowe serie ciosów podczas walk. Nie jest to szczególnie angażujące, bowiem gra jest tak skonstruowana, że nie da się utknąć z powodu złego buildu postaci. Będzie co najwyżej trochę ciężej.

Apropo alchemii, to ważna część obecnego w grze prostego craftingu. Podczas biegania zbieramy całe mnóstwo różnych składników alchemicznych zbieranych z pól oraz ciał potworów, które możemy przerobić na rozmaite mikstury, petardy i smarowidła na miecze. Przepisów jest całkiem sporo, ale nawet na najwyższym poziomie trudności wystarczy ważyć te podstawowe, by przetrwać. Nie bardzo jest sens eksperymentować. Poza alchemią crafting ma już malutkie zastosowanie. Możemy jeszcze tylko przerabiać znajdowane rudy meteorytowe na miecze stalowe, a runami ulepszać miecz srebrny.

O broni można jeszcze tyle powiedzieć, że nie jest jej dużo. W grze znajdziemy zaledwie kilka mieczy stalowych i tylko parę srebrnych, a zbroje to są tylko trzy. Pierwszy Wiedźmin nie jest rajem dla zbieraczy, no, przynajmniej użytecznych rzeczy. Poza składnikami na alchemię znajdujemy jeszcze różne barachło. Ważne są tylko książki, bo dodają do naszego dziennika informacje o świecie oraz o potworach, a bez tych danych nie możemy zbierać składników alchemicznych. A tak to jedzenie leczy bardzo niewiele życia, krzesiwo staje się bezużyteczne, gdy Geralt poznaje znak igni, a popijaw z użyciem alkoholu jest niewiele.

W grze umieszczono także dwie minigierki. Są bijatyki w karczmach, dość nieporadne, proste i niezabawne. Bardziej rozbudowany jest kościany poker. Tutaj można już się pobawić, choć wiadomo, że wynik będzie losowy.

Paradoksalnie to co wynikało z braku doświadczenia, czasu i budżetu gry, czyli swoistą kameralność uważam za duży plus pierwszego Wiedźmina. Gra jest podzielona na rozdziały, każdy z własnym zestawem lokacji, do których potem zwykle nie wracamy. Terenu do przemierzania nie ma nigdy wiele, ale jest sporo do robienia w różnych częściach mapy, więc dużo biegamy. Może to być trochę nudne, ale z drugiej strony pozwala to na przywiązanie się do lokacji i postaci oraz szybkie zapamiętania gdzie co jest. Po paru rundkach po Wyzimie dobrze poznamy rozkład żyjących ulic. Mieszkańców wprawdzie nie spaceruje wielu ze względu na ograniczenia silnika, ale nie stoją jak kołki na wyznaczonych pozycjach, tylko mają swoje rozkłady zajęć za dnia oraz śpią w nocy. Nocami ulice dosłownie pustoszeją i przemierzają je tylko strażnicy, a w zaułkach czają się bandyci oraz potwory. Klimacik jest. Z drugiej strony nikomu nie przeszkadza, że budzimy ich w nocy aby odebrać nagrodę ze zlecenie, albo okradamy ich dom. Niemniej ułudę żyjącego świata udało się moim zdaniem zrealizować.

Gra dostała także edytor pozwalający tworzyć do niej własne przygody. Odnoszę wrażenie, że to narzędzie nie zyskało wielkiej popularności, ale parę lepszych i gorszych przygód powstało.

Podsumowując

Po toporności i specyficzności pierwszego Wiedźmina widać, że to była pierwsza gra Redów, ale jaka pierwsza gra! Otworzyła im drzwi na światowy rynek, podbity przez trzecią część serii. Ja pokochałem Wiedźmina od pierwszego wejrzenia, ba, preorderowałem grę. Zabawne, że zwykła, premierowa edycja miała tyle dodatków co w obecnych czasach jakaś wypasiona edycja kolekcjonerska. Kupiłem też rozszerzenie podstawowego wydania do edycji rozszerzonej i dostałem nowe pudło z kolejnymi dodatkami oraz płytą z wielkim patchem. Miło.

Granie teraz w Wiedźmina było jak powrót w dobrze zapamiętane, ale nieodwiedzane od jakiegoś czasu miejsce. Wiedziałem gdzie iść, ale pewne szczegóły wyleciały już z głowy i zabawnie było sobie to wszystko przypomnieć. Nie da się czuć tej samej fascynacji co przy pierwszych rozgrywkach, gdy z rozpędu przeszedłem Wiedźmina dwa razy pod rząd, ale wciągnąłem się naprawdę mocno. Uważam, że to wciąż świetna gra, mimo dekady na karku i jej toporności. Warto pograć, bo fabuła jest wciągająca, a świat z prozy Sapkowskiego świetnie przedstawiony.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s