Opowieść o Srogim Mrozie

Zima już wprawie dawno minęła… Chociaż można mieć pewne wątpliwości biorąc pod uwagę, że jeszcze dziś w paru miejscach spadł śnieg. W każdym razie w zimę 2016 roku napisałem taką oto krótką historyjkę mającą być bardziej baśnią opowiedzianą przez kogoś niż zwykłym opowiadaniem. To będzie pierwsze opowiadanie po odnowie bloga i mam nadzieję, że wam się choć trochę spodoba.

Opowieść o Srogim Mrozie

 

Kiedy nadeszły nieubłagane miesiące zimy, a mróz i obfity śnieg spadły na Dolinę, zwierzęta ukryły się głęboko w lesie w swych norach, by w spokoju przeczekać ten czas, a przełęcze zostały zupełnie zasypane białym puchem, odcinając to miejsce od świata. Pięknie wyglądała Dolina w swych białych, zimowych szatach. Chociaż ludzie z miasteczka zostali tutaj uwięzieni aż do wiosny, nikt się zimy nie obawiał. Tegoroczne zbiory okazały się bardzo udane, więc zapasów nie brakowało. Pełni pozytywnych myśli schronili się w swych domach, gdzie w cieple oliwnych lamp i drew płonących w kominkach korzystali z danego im przyrodę wolnego czasu. Dokonywano napraw, szyto, zajmowano sztuką i swymi zainteresowaniami oraz przygotowywano na nadchodzące święta.

Bynajmniej nie było tak, że ludzie nie wychodzili z domów przez całą zimę. Życie kulturalne wciąż kwitło, czy to w świątyni, czy to w miejscowej gospodzie, gdzie gromadzono się codziennie w znacznej liczbie ze względu na nadmiar wolnego czasu. Nie było łatwo tam się dostać. Zaspy sięgały wysoko. Całe miasteczko zmieniło się w labirynt tuneli wykopanych w śniegu, a ten ciągle sypał się z nieba. Jednak ciepłe wnętrze, doborowe towarzystwo i rozgrzewające trunki wynagradzały ten czas. Wielu przyprowadzało także swoje dzieci, bowiem wszystko dzieci uwielbiały słuchać opowieści Bajarza. Bajarz to siwy i drobny staruszek o długiej brodzie. Nie był w stanie już sam pracować, ale wszyscy okazywali mu życzliwość. Każdy miał dla niego otwarte drzwi oraz miejsce przy stole. Bajarz wiele widział w życiu, znał wiele spraw, a i opowieści miał w repertuarze bez liku, wszystkie interesujące. Dziś wieczór Bajarz także zasiadł w kącie gospody, otoczony gromadką dzieci, lecz nie tylko. Niektórzy dorośli także się przysunęli, gdy starzec zabierał się do snucia kolejnej historii. Brzmiała ona tak:

Pamiętam to, jak by to było zaledwie wczoraj, chociaż wydarzyło się tak wiele lat temu, jeszcze w czasach mojej młodości…

Zaczął Bajarz, po czym kaszel zmusił go do przerwania.

Wtedy również mieliśmy taką zimę, moi drodzy. Wielkie śniegi. Jeszcze większe mrozy. Jednak rok to nie był dla nas tak pomyślny. Zima zaatakowała znienacka jak wroga, łupieżcza armia nie dając cienia szans na przygotowania. Brakowało opału, jedzenia i ciepłej odzieży. Wielu przymierało z głodu oraz zimna, ale żywioł nie odpuszczał. Tak, duchy Doliny były złe na nas i srogo się mściły. Miały ku temu powody, zapomnieliśmy o nich. Nie wznoszono modłów, świątynia opustoszała, a ludzie poświęcili się tylko swojej codzienności. Zbyt późno staraliśmy się je przebłagać z tego co jeszcze mieliśmy. Zima zaczęła zbierać śmiertelne żniwo i baliśmy się o los miasteczka. Wyobraźcie sobie, moi mili, jak topią się śniegi na wiosnę, a przybysze z zewnątrz odnajdują pusty, wymarłe domy.

Starzec rozłożył szeroko ręce, jakby rysując owy obraz, a wszyscy w gospodzie zadrżeli z trwogi.

My baliśmy się wiele razy bardziej i z co raz mniejszą nadzieją wyczekiwaliśmy jakiejkolwiek poprawy losu, bowiem duchy nie chciały się nad nami ulitować. Nikt nie spodziewał się kto będzie starał się nam przywrócić wiraę. Znałem ją sam osobiście, moją najlepszą przyjaciółkę z dzieciństwa, Adnę. Biedna, jasnowłosa dziewczynka, taka piękna, miła i czysta. Tej zimy straciła swych rodziców. Poświęcili wszystko, aby ona przeżyła. Gdy mieszkańcy Doliny zebrali się na radę, by w desperackim kroku wysłać posłańca na samotną i niebezpieczną pielgrzymkę do Świętej Jaskini, do domu duchów Doliny, aby odprawił niemal zapomniane już gusła, Adna pierwsza się zgłosiła na ochotnika. Na nic były przekonywania całego miasteczka. Dziewczynka rzekła, że tylko tak może się odwzajemnić za ofiarę rodziców. W końcu ludzie ustąpili, a ja płakałem. Adnę zaopatrzono hojnie na podróż i wyruszyła z miasteczka, żegnana przez wszystkich, ale ja wiedziałem, że moja przyjaciółka już nie wróci.

Przez wspomnienia tamtych chwil, Bajarz zapłakał i w swym smutku zamilknął, a w gospodzie zapanowała zupełna cisza, nie licząc trzaskania płomieni na palenisku. Nikt nie śmiał wypowiedzieć jakiegokolwiek słowa. Bajarz sam opanował emocje i podjął dalej opowieść.

I tak Adna poszła na północ, brodząc przez śniegi zaścielające grubą warstwą nasze pola uprawne. Zła była pora na wyprawy, wielkie chmury się zgromadziły, przynosząc śnieżycę, która przesłoniła świat. Jakby żywioł już na samym początku chciał ją pożreć swym mrozem, zasypać śniegiem aż po czas roztopów. Cudem tylko Adna trafiła na opuszczone gospodarstwo, w którym się schroniła. Wiatr wył wściekle i dudnił o ściany, jak dzika bestia, której ofiara się wymknęła tuż sprzed nosa. My, którzy zostaliśmy w domach, sądziliśmy, że ta śnieżyca zdmuchnie tego dnia cały świata, jednak moja przyjaciółka ufała, że dusze rodziców ją chronią i że chata wytrzyma. Dom nie poddał się nawałnicy, więc wierzę, iż naprawdę Adna miała swych aniołów stróży w tamtych chwilach. Wtedy dopiero, gdy przyroda uspokoiła się, dziewczynka mogła dosłyszeć z kąta bolesne posykiwania. Okazało się, że nie jest tutaj sama. W chacie schował się też jeden z gnomów. Dziwne to stworzenia, niby malutcy, brodaci ludzie w szpiczastych czapkach, które mieszkają w głębi Doliny w zgodzie z naturą. Ich także dotknęła wściekła zima. Zabiedzony gnom szukał jedzenia w ludzkim miasteczku, ale ludzie nie ufali gnomom, szczególnie wówczas, gdy sami niewiele mieli. Przegnano go srogo kijami, uznając za złodzieja, a podczas ucieczki zranił się biedak w nogę. Gnom widząc kogoś z tych, którzy go tak potraktowali, próbował być groźny, ale Adna nie obwiała się Gnoma. Współczuła mu, gdyż jego rodzinie groziło to, co stało się jej rodzinie. Moja przyjaciółka była bardzo dobra dla wszystkich i nie chciała takiego losu nawet dla istot nie będących ludźmi. Podarowała większość swych zapasów Gnomowi, a gdy zdumiony stwór patrzył na nią, opatrzyła mu nogę i poprosiła, by nakarmił swoją rodzinę. Nie potrafiąc się odezwać, stworzenie uchyliło przed Adną kapelusza, po czym pokuśtykało do domu, obdarzyć jedzeniem swych bliskich.

Na sali ozwały się głosy, że czasy nienawiści między ludźmi, a gnomami to już przeszłość, że teraz żyją w pokoju. Znalazła się nawet ich grupka pośród mieszkańców miasteczka na potwierdzenie tych słów. Bajarz uśmiechnął się wówczas.

Adna również szła dalej, do Świętej Jaskini, szczęśliwa ze swego czynu. Stanęła na granicy lasu porastającego do dziś większość Doliny. Bezlistne, straszne drzewa wyciągały ku niej swe gałęzie niby potworne, wychudzone dłonie, a cisza wśród nich panowała nieprzejednana, złowroga. Dziewczynka zlękła się, ale powstrzymała nogi przed zawróceniem. Musiała iść dalej, dla dobra już nie tylko miasteczka, ale całej Doliny i przemogła się, by wejść do lasu. Szła przez niego aż nie zapadła noc. Spadł wówczas wielki mróz, największy jakiego doznała Dolina w znanych dziejach, a moja biedna przyjaciółka nie była w stanie rozpalić ognia, który by ją ochronił. Gnom ją jednak szukał. Odniósł jedzenie rodzinie i wrócił wraz z synami, aby się odwdzięczyć. Znaleźli Adnę nim zamarzła, po czym zabrali do swego domu, gdzie mogła się ogrzać. Rodzina Gnoma powitała dziewczynkę z wielką życzliwością, jako swoją bohaterkę i ugoszczono jak najlepiej gnomy potrafiły. Stary Gnom chciał nawet iść z wybawicielką do Świętej Jaskini błagać duchy, ale Adna poleciła mu zostać z rodziną. Wszak stara wiara głosiła, że tą podróż pielgrzym musi odbyć samotnie. Gnom jej jednak nie puścił z pustymi rękami. Podarował jej przy pożegnaniu wielki, wilczy kieł. Jego przodek otrzymał go od Wilczego Króla, władcy wilczych watah jako wyraz wdzięczności za przysługę. Wilki nie ruszą nikogo kto ma taki kieł.

Wielu ze słuchaczy zadrżało na dźwięk imienia Wilczego Króla. Jego legenda wciąż żyła. Legenda o dzikim, nieprzejednanym panie wielkiej połaci lasu, który zabije każdego, kto wejdzie bez pozwolenia na jego terytorium, ale mimo wszystko szanuje pradawne zwyczaje.

I prawdę głosiła stara legenda. Gdy Adna dotarła na tereny wilków z kłem zawieszonym na szyi, zwierzęta z szacunkiem ustępowały jej z drogi. Tutaj nie panowała taka desperacja, jak w innych częściach Doliny. Grube futra i skalne groty chroniły wilki przed mrozem, a ich wytrwałość pozwalała im znaleźć dość zdobyczy, by przetrwać. Mimo to Adna zauważyła, że panuje wśród nich smutek, ale nie zapytała się o co chodzi. Za bardzo się bała, że odzywając się, sprzeniewierzy jakieś prawo i kieł jej już nie pomoże. Jeden jednak młody wilk, szczenię jeszcze według jego braci, złamał tabu, samemu podchodząc oraz odzywają się do człowieka. Poprosił ją, by odwiedziła Wilczego Króla, który cierpiał bardzo, może nawet umierał. To było bardzo niebezpieczne nawet z jego kłem. Wszyscy wiedzieli, że Wilczy Król ma bardzo zmienny charakter. Raz może być miły jak piesek, a raz groźniejszy od zimowej zamieci.

Tego dnia jednak Wilczy Król czuł się bardzo chory. Stare wilki debatowały między sobą, zgromadzone wokół niego, co władcy może dolegać, ale nic im nie przychodziło do głów. Gdy Adna przybyła, gniewały się na szczenię, że doprowadziło człowieka do królewskiej groty. Moja przyjaciółka obawiała się, że zaatakują ją i jej towarzysza. Król jednak słabym głosem kazał im się uciszyć, po czym powiedział, że uczyni wszystko co ona zechce, jeśli Adna mu pomoże, ale zje ją, gdy dziewczynce się to nie uda. Adna nie miała wyjścia, obejrzała olbrzymiego wilka, tak jak jego bracia i nic nie znalazła. Gdy się zastanawiała, co to może być za choroba, król przypomniał jej swą groźbę. Wtedy doznała olśnienia i rzekła do króla: „połknij mnie”. Wilki się zdumiały, ale ona nalegała. Rozłoszczony król połknął dziewczynkę w całości. Chwilę później wstrząsnęły nim konwulsje i zwrócił Adnę, całą i zdrową. Dziewczynka miała w ręku gałąź trującego pędu, który władca przypadkiem połknął, odkopując ze zlodowaciałej ziemi starą zdobycz dla swego ludu. Król od razu poczuł się lepiej. Zaczął szczęśliwy skakać i hasać, aż pył posypał się ze sklepienia jaskini. Zapytał Adny, skąd o tym wiedziała. Moja przyjaciółka niewinnie odpowiedziała, że nie wiedziała. Król przypomniał ich umowę, a Adna poprosiła by poniósł ją na swym grzbiecie w pobliże Świętej Jaskini. Inne prawa obowiązywały wilczy lud względem duchów Doliny. Stare wilki oniemiały, zaczęły ujadać groźnie, zachęcając władcę, by ten się nie zgadzał. Bały się, że lodowe duchy i na nich się rozzłoszczą. Adna jednak pokazała Wilczemu Królowi jego własny kieł. Przypomniała mu, że wilki nigdy nie łamią obietnic. Ogromny zwierz ugiął się. Porwał Adnę na swój grzbiet i niczym burza pognał przez śniegi do Świętej Jaskini na końcu Doliny. Nie doszedł jednak do samej jaskini. Zostawił Adnę na końcu drogi tłumacząc, że wedle tradycji, dalej tylko pielgrzym może iść, wyłącznie samotnie.

Wówczas zaschło w gardle Bajarzowi i ponownie musiał przerwać opowieść. W międzyczasie wypito, sławiąc odwagę małej Adny oraz prawdomówność Wilczego Króla. Starcowi również podano napój, by mógł się napić. Przyjął kufel z wdzięcznością. Powoli wysączył jego zawartość, na tyle powoli, że zgromadzeni w gospodzie znowu poczuli zniecierpliwienie. Chcieli się dowiedzieć co działo się dalej. W końcu jedno z dzieci poprosiło Bajarza, by opowiedział jak zakończyła się historia Adny. On je przygarnął do siebie i zaczął mówić.

Adna pożegnała króla i weszła pomiędzy skalne ściany, gdzie czyhały lodowe upiory, które każde zło wyciągną, by zamrozić serce wędrowca, zmieniając go w podobną sobie, bezduszną istotę. To największa przeszkoda dla pielgrzymów. Jednak w niewinnym sercu Adny nie znalazły ani okruszka zła. Jej czystość obrzydziła upiory. Zawiedzone zostawiły ją w spokoju i Adna weszła wreszcie do Świętej Jaskini. Pielgrzym, który dotrze do uświęconych sal winien złożyć duchom Doliny ofiarę z tego co wiązało go z materialnym światem. Ona nie miała jednak ofiary innej niż swoje życie, ale zaoferowała je z wielką determinacją. Duchy pojawiły się w jaskini w widzialnych postaciach i podjęły debatę. Były złe na to, że ludzie tak bardzo zapomnieli o nich, że dopiero w chwili największej desperacji przypomnieli sobie o starej wierze. Były zdecydowane nękać ich aż do wiosny za to, że traktują Dolinę jako swoją własność, zapominając o innych jej mieszkańcach i jej opiekunach. Adna przypomniała im jednak, że cierpi cała Dolina, że ludzi można nauczyć żyć lepiej, że nie odejdzie stąd, jeśli nie dadzą miasteczku drugiej szansy. Odebrali jej rodziców i nie miała już po co zostawać na świecie. Duchy się zamyśliły, a jeden z nich wystąpił. Przyjął on wygląd pięknej kobiety w niebieskiej sukni, z białym, futrzanym płaszczem na grzbiecie. Adnie kobieta przypominała jej matkę i dała się ukoić w objęciach życzliwego ducha. Boginka złożyła na czole dziecka pocałunek, przyjmując ofiarę.

Następnego dnia Wilczy Król wraz z orszakiem obiegł całą Dolinę, przeganiając i chłód, i śnieg, i odsłaniając pożywienie dla zwierząt, gnomów oraz ludzi. Wszystkie żywe stworzenia spoglądały ze zdumienie na osoby, które dosiadały grzbietu władcy. Na nieziemsko piękną kobietę oraz szczęśliwą dziewczynkę w jej objęciach promieniującą dobrocią. W końcu orszak zawitał do miasteczka, gdzie przerażeni ludzie zebrali się, zdeterminowani walczyć z wilczym najazdem. Zdumiało ich, kiedy zobaczyli Adnę, która zsiada z Wilczego Króla i patrzy na pięknego ducha, jak na swą matkę. Adna weszła między ludzi, a jej spokój ukoił ich nerwy. Wówczas odrzucili broń, po czym pokłonili się duchowi, przysięgając przypomnieć sobie starą wiarę. Boginka i stąd odegnała mróz, a wilki obdarowały mieszkańców, by ci mogli dotrwać do wiosny. Potem orszak wrócił w głąb Doliny, a szczęśliwa Adna odeszła wraz z nimi. Nikt więcej nie spotkał Adny, ale nie zapomniano o niej. Odtąd czczono moją przyjaciółkę jako jednego z duchów opiekujących się Doliną. Mówi się, że wciąż czuwa nad nami, że można zimą zobaczyć małą dziewczynkę, która ukradkiem przygląda się z boku. Moja przyjaciółka z dzieciństwa…”

Ozwała się burza oklasków dla Bajarza, ale Bajarz już nie słyszał jej. Usnął staruszek, wspominając swoją przyjaciółkę, Adnę, nie świadom, że jej duch faktycznie spogląda na niego ze wzgórza wznoszącego się nad miasteczkiem. Czeka, aż przyjdzie na Bajarza czas, by wkroczył na ostatnią drogę i by znowu mogli być razem.

By Astrades

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s