Pyrkon 2017: Dzień trzeci

Pyrkon, Pyrkon i po Pyrkonie

trzeci dzień

Oto trzecia część mojej relacji z Pyrkonu 2017. Tym razem będzie dużo krócej, bo też za wiele ciekawych rzeczy się już nie wydarzyło. Spakowany już tak żeby móc jechać do domu, przed 10 pojawiłem się ponownie na terenie targów. Pogoda zaczęła się poprawiać, więc było przyjemniej chodzić. Planowałem przejść się jeszcze po straganach, ale pawilon otwierano dopiero o 10, więc minąłem go nim dało się wejść. Chwilę się poszwendałem, poprzytulałem i zrobiłem sobie zdjęcie z jednym futrzakiem.

Potem poszedłem na sleepa do dziewczyn, ale dwie z ich czwórki jeszcze spały, a trzecia utknęła w kosmicznej kolejce do WC. Cóż, usiadłem sobie i ostatnia z dziewczyn powróżyła mi z run jak przebiegnie moja podróż do domu. Wyszło nam, że dobrze, ale pojawią się przeszkody stawiane przez mnie samego. Uznaliśmy, że chodzi o to, że wcale nie chcę jechać i wolałbym zostać na Pyrkonie do końca  😀 . Ogólnie miałem iść jeszcze na prelekcję o Schwarzenegerze o 11:30, ale jak już usiadłem przy legowisku dziewczyn, już nie chciało mi się oderwać tyłka, wyczerpanego po przednich dniach łażenia. I tak czekałem sobie aż dziewczyny wstaną i się ogarną, przy okazji ze smutkiem obserwując sleepa, jak całe towarzystwo powoli zwija swoje manatki i swoje osoby z terenu Targów.

zwijają się

Jak dziewczyny się ogarnęły i spakowały swoje rzeczy do walizek i toreb, postanowiliśmy skorzystać nieco ze świeżego powietrza, więc ruszyliśmy na zewnątrz, by klapnąć na ławkach na tarasie przy placu marku, opodal pawilonu 5. Tam dziewczyny wyciągnęły papier, ołówki i zaczęły sobie rysować. Sam trochę rysuję, ale artystą nie jestem, więc sobie siedziałem i patrzyłem co powstaje oraz obserwowałem kręcących się dookoła. Zamówiliśmy tam sobie dużą pizzę dla nas wszystkich. Dostawca miał się pojawić przy wejściu północnym, więc Chińcia, która miała zapłacić i odebrać zamówienie postanowiła ruszyć wcześniej, by jeszcze zerknąć na stoiska. Poszedłem wraz z nią. Budżet niestety był już wyczerpany, więc mogłem sobie co najwyżej sprawić przypinkę ze smokiem, ale na żadną nie trafiłem. W końcu zatelefonował dostawca i się rozdzieliliśmy. Pobiegłem jeszcze na jedno stoisko z książkami, by sprawdzić, czy znajdę pewną książkę, ale jej nie było. I całe szczęście, bo być może przekroczyłbym budżet dla niej. Potem jeszcze kibelek i wróciłem na ławkę. Ze zdziwieniem przyjąłem, że Chińci jeszcze nie ma. Ale pojawili się Gandalf i Saruman, z którymi walnąłem sobie fotę.

Gandalf i Saruman

Niedługo później pojawiła się Chińcia z pizzą i zaczęła się konsumpcja. Pizza była tak wielka, że starczyło dla całej naszej piątki, a potem wywaliłem ten wielki karton i cóż, nikomu się już nie chciało robić cokolwiek konkretnego, ani mi iść na jakąś prelekcje, zwłaszcza że przebywanie z tymi znajomkami wydawało mi się przyjemniejsze. Jeszcze Burger miała niedługo pociąg, więc wróciliśmy się do sleepa. Kurczę, jeszcze nigdy na Pyrkonie nie siedziałem tyle w sleeproomie chociaż tam nie śpię  :mrgreen: . Tam chwilę pobawiliśmy się w jedzenie fasolek inspirowanych pewnymi fasolkami z serii o Harrym Potterze. Nie miałem ochoty na słodkie, więc szybko się wycofałem, ale raczej nie trafiłem na nic szczególnie ohydnego, a tył opakowania nieźle straszył, czy to smakiem skarpetek, czy wymiotów. Niedługo później Burgi musiała się zbierać, więc wraz z Chińcią poszliśmy z nią do wyjścia. Przy okazji się okazało, że gdzieś zapodziałą swoje runy (spoko, znalazły się). Tylko ja byłem gotowy do łażenia po mieście, a Burgi potrzebowała pomocy by zabrać wszystko, a pociąg był już tuż, tuż, więc poszedłem z nią na sam dworzec. Po pożegnaniu jej, wróciłem no oczywiście do sleepa, do reszty. Reszta kisała sobie wśród swoich rzeczy, więc dołączyłem do nich na kocyku i tak leżeliśmy, aż nadszedł czas, by Flo ruszyła na swój pociąg. Mój też się zbliżał, więc zgarnąłem co moje i całą czwórką pomaszerowaliśmy na dworzec. Odstawiliśmy i pożegnaliśmy Flo. Została nas trójka i w trójkę przeszliśmy na mój peron, bowiem zostało 20 minut do mojego pociągu. Tam ja zostałem pożegnany. No i tak się kończył dla mnie Pyrkon i spotkanie z internetowymi znajomymi. Zresztą dla Lugii także, bo również ona musiała się zaraz zbierać do siebie. Tylko Chińcia miała zostać prawie że do zamknięcia konwentu.

Ja tymczasem czekałem w tłumie konwentowiczów na pociąg. Całe mnóstwo czekało na niego. Cóż, z wyjątkowo malutkim opóźnieniem przybył i wsiadłem. W przedziale, zmęczony trzema dniami konwentu, zdjąłem uszka z głowy oraz bilet pyrkonowy z szyi tak skończył się dla mnie Pyrkon 2017. Za wiele może nie zrobiłem w ten w ostatni dzień, ale co tam, też było fajnie, tak posiedzieć w warunkach konwentowych z innymi ludźmi. Za rok pewnie też pójdę na Pyrkę.

zmęczony

.

.

.

.

I ostatni bonusik. Zdjęcie prezentu od Chińci. Mały, uroczy, włóczkowy Eevee.

włóczkowy Eevee

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s