Pyrkon 2017: Dzień drugi

I minął dzień drugi

Dzień drugi

Witam was w mojej relacji z drugiego dnia Pyrkonu 2017. Na wstępie powiem, że w drodze na Targi towarzyszyły mi dźwięki belgijki. Ach to uczucie, kiedy jakaś piosenka tak ci się spodoba, że możesz jej ciągle słuchać  😀 . Dodam też, że to najzimniejszy Pyrkon na jakim miałem okazję być. Do tej pory nie byłem zmuszony chadzać przez cały dzień w kurtce, chociaż dziś i tak było znacznie przyjemniej niż wczoraj. Nawet słońce wyłaziło sobie.

Ale, ale, cóż takiego porabiałem? Na targi dotarłem przed 10 i tak, pojawił się kolejkon, chociaż ludzie nie wylewali się poza salę wejścia północnego, więc uważam, że nie było hardcoru. Pobyt zacząłem od chwili łażenia po placu Marka. Popatrzyłem sobie na cosplaye, hugnąłem paru ludzi, takie typowe konwentowe rzeczy. Potem ruszyłem do sleepa, odnaleźć znajome z wczoraj, co trudne nie było. Oczywiście panował tam jeszcze większy burdel niż dnia poprzedniego. Spotkałem nawet taki widok:

miś

Ktoś powiesił biednego misia na poręczy. W każdym razie, ekipa się ogarniała po poranku i wkrótce ruszyłem z nimi do wyjścia wschodniego. Raz, bo poszukiwaliśmy jeszcze jednej znajomej, która miała się zjawić tylko na sobotę, dwa, bo mieliśmy udać się kupić torcik do centrum handlowego. Ze znajomą się minęliśmy, bo rodzic ją gnał naprzód i nijak było czekać aż sama przyjdzie. Poszliśmy do centrum handlowego. Pierwszy sklep do którego weszliśmy to… Smyk. Chińcia potrzebowała bowiem rekwizytu do swojego cosplayu trolla z Homestucka. Padło na dużą, różową butelkę do robienia baniek, która miała chyba przypominać miecz lub pałkę, ale w oczach dorosłego… cóż, miała dość falliczne kształty szczerze mówiąc. Przy okazji zjedliśmy sobie w centrum bardzo dobre lody gałkowe z cukierni Sowa i wreszcie kupiliśmy torcik o uroczej nazwie „czarny las”. Torcik jeszcze później się pojawi. Przy okazji w centrum spotkaliśmy znajomą Chińci. Potem wróciliśmy na targi, ale dziewczyny poszły wraz z nowo spotkaną kupić bilet, a ja pognałem do pawilonu 15 na prelekcję, którą koniecznie chciałem odwiedzić. Spotkałem ładny kolejkon:

kolejkon

Już się obawiałem, że z prelekcji nici, ale udało mi się jakoś wepchnąć i trafić do sali nim wszystkie miejsca zostały zapełnione. A o czym prelekcja? O światotworzeniu, prowadzona przez Krzysztofa Piskorskiego, autora posiadanego przeze mnie „Cieniorytu”.

światworzenie

Sam wszakże piszę opowiadania fantasy i tworzę swój świat, więc był to temat dla mnie mega ciekawy, więc po prostu musiałem tam być. 2 godzinna prelekcja mnie nie zawiodła. Piskorski przedstawił temat w bardzo ciekawy sposób. Mówił jakie rzeczy szczególnie rozwinąć, czyli zasady fizyczne, magię (wraz z 3 zasadami w jaki powinno się ją przedstawiać), naukę i jej stosunek z magią, społeczeństwo i jego funkcjonowanie. Rysowanie map zostało przedstawione jako późniejszy punkt, gdy zostaną postawione podwaliny świata. Była też mowa o błędach jakich powinno się wystrzegać np. zaprzeczaniu zasad świata przez fabułę (jako przykład podano opowiadanie, gdzie wstępna ekspozycja przedstawiała pewne imperium jako silne i potężne, w kwiecie rozkwitu, a bohaterowie napotykali samych skorumpowanych urzędników i ogólnie wizję rozkładu), brak konsekwencji, czy zbytnie „deus ex machina” postaci będących czarodziei. Była też mowa o historii światotwórstwa. Co ciekawego, chociaż ludzie fantazjowali od zarania dziejów (mitologie wciąż stanowią niejako wzór dla wielu fantastów) to długo fantazyjne światy pozostawały w związku z naszym. Były jakimś odległym zakątkiem (kraina Liliputów), albo nieznaną epoką historyczną (Era hyboryjska z Conana), czy chociażby bohaterowie byli z naszego świata (Narnia). Piskorski wspominał, że ciężko wyśledzić początki w pełni autonomicznych od naszego fantastycznych światów, ale granicę ustawiał w latach 30 i twórczości Leiberga. To nie wszystko czego się na wykładzie dowiedziałem, ale wierzcie mi, było warto na nim być. Przy okazji, na zdjęciu wyżej możecie zobaczyć mapę sztamp fantasy  😀 .

Po wykładzie poleciałem z powrotem do sleepa. Nie spotkałem tam od razu znajomych, ale poznałem osóbkę, którą mieliśmy spotkać z rana, Hazel. Ze wszystkich internetowych znajomości okazała się być jedyną osobą drobniejszą ode mnie. Tymczasem okazało się, że reszta szykowała cosplaye. Chińcia i dziewczyna spotkana w centrum handlowym przebrały się za trolle z Homestucka, a Lugia i Flo pomalowały sobie twarze na szkielety. Wzięliśmy ciasto i poszliśmy na poszukiwanie meeta z Homestucka, po drodze zahaczając o drugiego meeta undertalowego, ale nie zatrzymywaliśmy się tam dłużej. Mocno mnie zaskoczyła ilość osób przebranych za postacie z tego webkomiksu. I w tym momencie wiatr się zerwał, słońce zaszło i zaczęło pokrapywać. Cała ekipa ruszyła czym prędzej do przejścia między pawilonami 5 i 5a. Na szczęście nie lunęło. No i tu się dowiecie po co ciasto. Otóż z naszej ekipy większość jest urodzona w maju i wśród cosplayerów Homestucka ich nie brakowało. Ja sam jestem majowym dzieckiem. Tak więc torcik był z okazji takich grupowych urodzin osób z maja.

tort

Niestety moja komórka niezbyt zrobiła ładne zdjęcie tego wydarzenia, ale widać co trzeba. Nie, nie udało się zapalić wszystkich świeczek i był problem ze zgaszeniem kurtyny, ale koniec końców zaczęło się jedzenie. Oj, śmiesznie było urywać i jeść torcik korzystając tylko z dłoni. Smaczny się okazał. Potem przez długi czas homestuckowcy robili sobie zdjęcia. Mnie ten fandom nie interesuje, więc szukałem innych obiektów zainteresowania.

furry

Zauważyłem na przykład takie urocze futrzaki. Tymczasem Homestuck tańczył belgijkę bez muzyki, bo głośniczki nie dopisały, a Lugia z Hazel poszły szukać undertalowców. Zostałem niestety obarczony rzeczami Chińci i Flo i trochę mnie niecierpliwość złapała, ale w końcu meet się skończył, a ja znowu skończyłem z ekipą w sleepie. Wiadomo, mogłem sobie szukać kolejnych prelekcji do posłuchania, ale jak jest ekipa fajnych osób, które spotykasz pierwszy i może ostatni raz w realu to tak trochę ciężko ich porzucić.

Potem poszliśmy na stoiska zrobić zakupki. Mój cel, znaleźć sobie szare uszka. Okazało się to wyzwaniem wcale niełatwym. Ekipa szybko się podzieliła w tłumie. Zostałem z Chińcią i tą drugą osóbką przebraną za trolle. Ich cosplaye na tyle ściągały uwagę, że co chwila byliśmy hamowani na hugi, czy zdjęcia, a uszków ni widu, ni słychu. Ostatecznie kupiłem tylko paczkę pocky i przypinkę chodząc z nimi. Zirytowany ruszyłem naprzód dalej sam, ale nie do końca potrzebnie. Chwilę później Chińcia mi SMSem wskazała stragan, gdzie wreszcie trafiłem na uszka. Chwilę musiałem przebierać nim znalazłem takie bez kokardek i dzwoneczków, ale po 1,5 godzinie łażenia udało się. Miałem jakiś substytut przebrania i było mi z tym bardzo miło. Wracając do sleepa, by znaleźć kogokolwiek z ekipy spotkałem jakąś dziewczynę, która stwierdziła, że mam fajne uszka. Niech żyją uszka  :mrgreen: . Zupełnie wtedy zapomniałem o swoim smokowym celu, nawet przypinka nie była ze smokiem. Na sleepie klapnąłem sobie w zakątku ekipy, bo byłem już cokolwiek zmęczony. Spotkałem tam wówczas tylko Lugię. Hazel już była w tym momencie w drodze do domu, a reszta tkwiła dalej na stoiskach. Tymczasem przeszedł człowiek z wiadrem:

wiadro

Sporo czasu tam spędziłem, przy okazji spotykając znajomego z poprzedniego Pyrkonu po chwili lokalizowania siebie za pomocą telefonów. W końcu zakupowiczki zaczęły wracać. Jeszcze odprowadziliśmy osóbkę spotkaną w centrum handlowym do wyjścia i poszedłem się przejść po placu, pooglądać cosplaye oraz pohugać ludzi. Zawiedziony nie byłem. Spotkałem całą grupę brykających żołnierzy.

żołnierze

Niedługo później ZNOWU byłem w sleepie, gdzie sprawdziłem 2DSa i pojawił się jeszcze jeden osobnik znany mi z internetów. Wkrótce ekipa była w komplecie (nie licząc osób, które były na Pyrkonie tylko przez nie całą sobotę), ale tym razem otwieraliśmy picollo. Z jakiej okazji? A z powodu ponownego otwarcia mojego forum pbf opartego o grę Undertale. Nawiasem mówiąc, zapraszam:

http://beyond-undertale.forumpolish.com/

Była już prawie ósma, więc powoli się zbliżałem. Z Lugią byłem jeszcze spotkać inną znajomą, która w tym momencie grała w butelkę. Nie powiem jakie pytania i odpowiedzi padały, gdy ktoś wybierał mówić prawdę.  W ten sposób zrobiła się 20, a ja ruszyłem do wyjścia. Po drodze zahaczyłem o pawilon handlowy, bo toaleta i nie chciałem kwitnąć na przystanku. I tak postanowiłem spojrzeć jeszcze na parę straganów. I co? Znalazłem podkładkę pod kubek ze smokiem! Oczywiście zakupiona, a chwilę później napotkałem na stragan z figurkami smoków, których zdjęcie dawałem wczoraj. Przygarnąłem jednego, a co. Niestety nie takiego droższego, ale ten też niezły. Oto moje dzisiejsze łupy:

łupy

W sumie tak zamknąłem swój skromny budżet na tegoroczny pyrkon i jestem zadowlony. Jutro ostatecznie kupię najwyżej jakiś drobiazdżek w rodzaju przypinki. Po zakupie podkładki i smoczka, ostatecznie opuściłem teren targów, by rozpocząć podróż powrotną na stancję.

Dzień drugi również uważam za bardzo udany, chociaż miałem te dwa momenty, gdy się trochę naburmuszyłem na świat. Jednak zakup uszek odnowił mi humor. Cóż, smutno mi teraz trochę, bo został już tylko ostatni dzień pyrkonu i nie będę mógł być do końca, bo cóż, studiuję w Poznaniu, ale dom nie tutaj, a majówka zaraz po pyrce.

.

.

.

.

Bonus na dziś: Znowu ja, ale tym razem we własnych uszkach. W tle rysunki znajomych:

uszka2

Reklamy

Jedna uwaga do wpisu “Pyrkon 2017: Dzień drugi

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s