Stara, górska droga

Przedstawiam jedno z opowiadań, które zalegało w szufladzie.

Stara, górska droga

 

Na północy kontynentu leży potężne pasmo górskie, zwane Wielką Barierą Północy, najwyższe w Anaezji. Pośród jego monumentalnych szczytów sięgających chmur, przez przełęcze i zapomniane doliny, przebiega stara droga. Nie jest to byle jaka ścieżynka, ale pozostałości szerokiego, bitego gościńca zaopatrzonego w solidne, kamienne mosty i strażnice. Zbudowali ją bardzo dawno temu ci, co niegdyś próbowali żyć w tej niegościnnej krainie. Niewiele wiadomo o tym tajemniczym ludzie, chociaż wydaje się, że przez jakiś czas dobrze im szła sztuka przetrwania w tych niegościnnych stronach. Jednak pewnego dnia z jakiegoś niewiadomego powodu zniknęli.

Może przyszła straszna zaraza lub głód zmusił ich do odejścia? Pozostały po nich tylko puste domy wykute z mozołem w twardych skałach, niszczejące od działań nieubłaganej potęgi natury.

Może zniszczył ich, albo przepędził stąd jakiś inny lud wędrowców, który przedzierał się akurat przez te okolice? Jeśli dobrze poszukać można się jeszcze natknąć na ślady stoczonych tu niegdyś bitew.

A może po prostu trud życia w tym miejscu dał im w kość i z własnej woli opuścili te nieprzyjazne góry? Chociaż to możliwe, nikt nie wie na pewno.

W każdym razie pozostawili po sobie ruiny oraz tą podniszczoną drogę, którą pewnie kontaktowali się z innymi, położonymi niżej krainami. Wydawałoby się, że ostały tu tylko rośliny, zwierzęta oraz skalne ściany, których spokoju od dawna nie naruszała stopa cywilizacji.

Jednakże, pewnego słonecznego, letniego popołudnia na horyzoncie z nagła pojawiło się coś w tych okolicach niespodziewanego. Wpierw wyłoniło się białe piórko. Nie niósł go jednak wiatr, bowiem chwilę później ukazała się szpiczasta, zielonkawa czapka, do której było przytwierdzone. Spod nakrycia głowy spoglądała pogodna, nieco zarośnięta twarz o optymistycznych, niebieskich oczach. Człowiek ten miał na sobie zielonkawy, nieco zużyty przyodziewek wędrowca. Był to Hilgo, lekkoduch i podróżnik dzielny nad schwał, który zwiedziwszy już cywilizowane kraje zachodu, postanowił zobaczyć na własne oczy dzikie krainy. Uchodził on za bardzo osobliwą osobę wszędzie tam gdzie się zjawiał. Inni często nazywali go głupcem oraz żebrakiem. Przecie łaził tam, gdzie normalny, uczciwy człowiek nie ma co szukać, chyba że guza. Byli to jednak ludzie tchórzliwi, dla których liczyły się tylko pieniądze i wszystko co ich nie przynosiło było dla nich głupie bądź podejrzane, a więc niewarte wysiłku. Jak się można domyślić, dziarski podróżnik za nic miał sobie gadki tych wszystkich paniczyków i robił co lubił, a lubił wędrować i przeżywać przygody, a oto drzwi do kolejnej właśnie się otwierają.

Jak to się jednak stało, że, mając do wyboru trzy kierunki świata, poszedł akurat na północ? Ot ruszył w stronę, w którą akurat powiem wiatru zerwał mu z głowy jego kapelusik. Co jednak widział nim wkroczył na ten górski szlak to już inna historia.

Teraz szedł dziarsko starą drogą, pogwizdując sobie wesoło. W cale nie bał się dzikich bestii, które w takich odludnych krainach niepodzielnie panowały, mimo że za jedyną broń miał tylko tęgi, dębowy kij, bardzo przydatny w górskich wędrówkach oraz mały nożyk.

Gościniec wił się pomiędzy szarymi, skalistymi ścianami o posępnie postrzępionych graniach. Ich podnóża zdobiła górska roślinność łącznie z przeróżnymi krzewami i odpornymi, skarłowaciałymi odmianami drzew. Hilgowi podobała się cisza tych gór, a świadomość, że w szerokiej okolicy nie ma nikogo kto, by mu pomógł, tylko przydawała przygodzie ekscytacji. Parł więc zadowolony naprzód.

Niewiele po przeminięciu południa wszakże, podróżnik przeżył niemałe zaskoczenie. Oto na górskiej drodze nieoczekiwanie natknął się na zaprzężony w osiołka wóz, który stracił koło na nierównościach. Właścicielka wozu – niewiasta ubrana w prostą biało-niebieską suknię, wielce się biedziła co też teraz ma zrobić. Niektórzy ludzie niewiastą tej damy by z pewnością nie nazwali, albowiem nie była ona człowiekiem tylko czymś całkiem kudłatym, jakby zwierzęciem o ludzkiej posturze, zwierzoczłekiem, a ludzie nie przepadają za tymi stworzeniami. Hilgo jednak nie przejmował się takimi uprzedzeniami i każdą rasę świata traktował jednako. W każdym razie, istota w sukience porośnięta była sierścią całkiem czarną i miała na dodatek głowę szakala. Innymi słowy to szakaloczłek, czyli vazarah. Co ciekawe nosiła ona okulary o okrągłych szkłach.

Cóż, każdy na miejscu Hilga, przypomniałby sobie ponure, mroczne opowieści o vazarahach i ich zamieszkałym przez czarnoksiężników, odległym, pustynnym kraju, po czym szybciutko pierzchnął w przeciwnym kierunku. Ale ten podróżnik się tej kobiety nie uląkł, albowiem wierzył iż większość takich historii zostało raczej wyssane z palca. Nie mógł jednak wyjść ze zdziwienia tym nieoczekiwanym spotkaniem. Raczej niecodziennie spotyka się ciepłolubnego szakaloczłeka w dzikich, mroźnych górach północy. W każdym razie postanowił nie być gburem, tylko podejść, przywitać się i w końcu zaoferować pomoc.

-Witam cię panienko. –Zawołał życzliwym głosem, idąc w kierunku vazaraha. –Cóż panienka robi tu, na dzikiej północy? Słyszałem, że panienki lud żyje na suchych równinach, daleko na południo-wschód.

Że kobieta była również zaskoczona pojawieniem się miłego, właściwie nieuzbrojonego człowieka w tych okolicach to mało powiedziane. Nie wiedząc co zrobić, zlustrowała obcego wzorkiem, czy nie jest to może wrażenie fałszywe, ale szczerość wręcz oślepiająca biła od jego postaci.

-Witam nieoczekiwanie spotkanego pana. –Odparła Hilgowi, gdy minęło jej zdziwienie. -Rację ma pan co do mojego ludu, że mieszka daleko na południu. Jednak co mnie w te odległe góry sprowadza pragnę zachować dla siebie. A może pan zdradzi co jego wywiało z ziem przyjaznych człowiekowi? –Zapytała  nie kryjąc ciekawości.

-A cóż mam mówić? –Odpowiedział pytaniem podróżnik. -Wędruję! Ku tajemniczemu, północnemu morzu. –Był z obranego przez siebie celu bardzo dumny. Niewielu mogło powiedzieć o sobie, że widziało północne morze i wróciło do cywilizacji. -Widzę, że panienka koło straciła, chętnie pomogę i odmowy nie przyjmują, to by ujma na honorze była, gdybym nie pomógł damie w potrzebie.

Cóż, panienka pomocy nie odmówiła, a nawet z ulgą ją przyjęła. I tak wraz z pomocą Hilga koło wróciło na swoje miejsce, a osiołek zarżał niezadowolony, domyślając się, że znów będzie musiał ciągnąć obładowany wóz.

-Dziękuję ci dziwny człowieku. –Rzekła vazarah, siadając na koźle wozu. -Czy mogę się jakoś odwdzięczyć? –Dodała biorąc w dłonie lejce.

-Panienka zmierza ku końcowi tejże drogi? –Spytał się wesoły człowieczek. Szakaloczłek potwierdził skinieniem głowy. -A to bym prosił o podwiezienie. Wędruję od świtu i nogi już zmęczone są od wysiłku. W innymi razie musiałbym odpocząć, by iść dalej. –Wyjaśnił z uśmiechem.

-Niech będzie podróżniku. –Odparła po chwili wahania. -Pakuj się. Masz jakieś imię?

-Hilgo możesz mi mówić. -Powiedział wędrowiec wgramoliwszy się na pakę wozu, pełną różnych worków i pakunków.  –Wypadałoby, by teraz panienka zdradziła swoje miano.

-Jestem Asze, szanowny panie. –Odpowiedziała strzelając wodzami.

Osiołek smutno zarżawszy, ruszył z miejsca.

Wóz spokojne turkotał na nierównej drodze, zaś w górze chmury leniwie przesuwały się po błękicie nieba. Nic dziwnego, że Hilgo zaczął się robić senny, ale by nie zasnąć od razu począł po cichu nucić piosnki zasłyszane w czasie swoich wędrówek. Mimo to przysypiał już, kiedy wóz podskoczył na jakimś większym kamieniu, a wędrowiec poderwał się zaskoczony i całkowicie rozbudzony. Ashe zachichotała.

-Coś pan taki wystraszony, panie Hilgo? Przysypiało się panu? Czy to aby rozsądnie zasypiać w wozie kogoś obcego i to nawet nie człowieka? –Pytała uszczypliwe.

-Wierzę, że panienka to zbyt dobra osóbka, by zrobiła coś śpiącemu podróżnemu, który pomógł jej w potrzebie. –Odparł z uśmiechem Hilgo, odwracając głowę ku woźnicy.

Vazarah pokiwała głową.

-Muszę przyznać, że dawno nie spotkałam człowieka, który by tak zupełnie życzliwie zwracał się do zwierzoczłeka. –Stwierdziła.

-Ciekawe czemu tak jest? Ja w każdym razie nic do was nie mam. Mam nawet kilku zwierzoczłeckich przyjaciół. –Wyraził swe zdanie podróżnik.

-Interesujące. W każdym razie, co pana skłoniło do wiecznego wędrowania? –Zmieniła temat Ashe. -Bo pewnie nigdzie pan nie zostaje na dłużej?

-A co panienkę skłoniło do podróży na północ? –Odpowiedział jej pytaniem.

-Powiedzmy, że nie lubię tłoków miasta. –Rzekła krótko.

-Powiedzmy, że nie lubię siedzieć na miejscu. –On się tym samym odwdzięczył.

-A cóż to za odmiana? –Zdziwiła się Ashe. -Swój obecny cel zdradził pan bez robienia tajemnic?

-Bo to nie jest tajemnica. –Z ręką na piersi zapierał się wędrowiec. Tylko że, robił to w sposób wręcz komiczny. –Ja naprawdę wolę być w drodze, czuć wiatr we twarzy niż siedzieć na krześle w dusznej chacie.

Woźnica nie mogła się powstrzymać od chichotu.

-Och tak, oczywiście. –Przytaknęła. -Jednak za moją podróżą kryją się pewne wydarzenia. –Podjęła kolejną próbę wyciagnięcia czegoś z pasażera. -Myślę, że za pańskimi wędrówkami także jest jakiś głębszy powód.

-Może. –Odparł jej najkrócej jak można było.

-Myślałam, że pan bardziej wygadany. –Prychnęła vazarah.

-Jestem wygadany, ale w innych tematach. –Rzekł tajemniczo Hilgo. -Czy ten zakątek Wielkiej Bariery oraz ta droga mają jakąś nazwę? –Zmienił nagle temat. -Widziałem stare domy, więc pewnie tamci dawni mieszkańcy mieli jakieś nazwy na te szczyty. Prawdopodobnie zostały już one zapomniane, zatarte przez płynący czas. Panienka jak myśli?

-O tym nic nie myślę, bo znam te nazwy. –Z dziwną radością odrzekła Ashe. Zupełnie jakby lubiła popisywać się swoją wiedzą. -Góry te zwą się Szarymi Grzbietami, a najwyższy szczyt to Biały Starzec. O tam. –Dodała wskazując ręką odległą górę o pobielonych śniegiem turniach.

-Ciekawe. A skąd to panienka wie? –Zainteresował się wędrowiec.

-Często bywam w tych okolicach i o paru sprawach się dowiedziałam. –Wzruszyła ramionami.  –Skoro nie chce pan zdradzić powodu swych wędrówek to może za to opowie mi pan, panie Hilgo o jakiejś ze swych pewnie licznych przygód? Nasza podróż może mniej będzie się dłużyła. –Zaproponowała, zerkając za siebie.

-Niech będzie. –Odparł wędrowiec. -Otóż kiedyś, z kilka lat temu, nająłem się jako posłaniec. Dostarczanie wiadomości, oznaczało wędrowanie, więc bardzo mi to odpowiadało. Był to dość stały okres w moim życiu, ale niezbyt długi.  Wmieszałem się bowiem w intrygę dwóch spiskujących, wysoko postawionych kupców. Dostarczałem wtedy wiadomość od jednego do drugiego zupełnie nieświadom co przenoszę. Ktoś próbował po drodze wykraść mi list. Udało mi się odeprzeć napastnika, ale pieczęć została rozdarta i niechcący się dowiedziałem o co chodzi. Kiedy oni dowiedzieli się, że ja wiem o ich planach, złożyli mi propozycję nie do odrzucenia. Jakbym spróbował się wycofać, obaj kupcy zadbali by o to bym stracił głowę. Dlatego ciągle dla nich pracowałem…

-Widzę, że w niezłe kłopoty się wpakowałeś. –Skomentowała zaintrygowana Ashe.

-Istotnie. –Kontynuował Hilgo. –Jak wspomniałem, pracowałem dla nich dalej, ale nie robiłem tego dla ocalenie życia. Gdybym chciał, mógłbym zniknąć i tyle by mnie widzieli. Wolałem jednak udaremnić ich spisek, bo uderzał on w wiele zacnych osób. Korzystając z tego, że byłem ich najbardziej zaufanym i najlepszym posłańcem w między czasie zbierałem informacje o nich, ich planach, gildii kupieckiej, w którą chcieli uderzyć.

-I co dalej? –Zapytała woźnica, kiedy nastąpiła przerwa.

-Wysłano przeze mnie ostatnie korespondencje, które miały zapoczątkować wdrażanie ich planu. Oczywiście pilnowało mnie wówczas kilku drabów, rzekomo by wiadomość nie została przechwycona, ale tak naprawdę bym to ja nie uciekł z listem. W tym czasie kupcy byli już bardzo niespokojni o sukces swoich zamierzeń i nie wierzyli w zaufanie. Ale ci najemnicy… Szczerze powiedziawszy byli to najwięksi głupcy jakich w życiu spotkałem. Wykiwałem ich tak, że nie mogli nawet zawiadomić pracodawców o tym co się stało. Gdy przyszedł dzień, na który umawiali się kupcy, wpadli z wielkim zdziwieniem prosto w ręce straży miejskiej. Ja dostałem nagrodę, a nawet propozycję zostania królewskim posłańcem. Jednak oznaczało to stokroć bardziej zawiłe dworskie intrygi, więc porzuciłem tę karierę i wywędrowałem do innego kraju.

-Więc miałeś chwilę stateczności. –Rzekła Ashe wysłuchawszy historii. –Czyżby niechcący uronił pan rąbka tajemnicy co do powodu swoich wędrówek?

-A skąd. –Rozwiał nadzieje rozmówczyni. -To był po prostu jeden z epizodów mojego życia, w którym więcej czasu spędziłem w tej samej okolicy. Niestety, pod koniec nie zbyt miły.

Rozmowa skończyła się cichym śmiechem ze strony Ashe po czym ona skupiła się na powożeniu, a Hilgo wrócił do nucenia i wpatrywania się w niebo. Jechali tak przez kilka kolejnych godzin, połączonych z krótkim postojem. Słońce dość szybko przesłonił wiecznie ośnieżony szczyt Białego Starca, zalewając cieniem biegnącą u stóp gór starą drogę. Mimo że walczyła z tym już od jakiegoś czasu, Ashe nie mogła się już dłużej powstrzymywać, to było od niej silniejsze. Tak ją zmogło ziewanie, że po prostu musiała to zrobić, a z racji posiadania pysku nie mogła po prostu zakryć ust dłonią. Chcąc nie chcą musiała pokazywać swoje imponujące uzębienie dopóki jej nie przeszło. Zawstydzona, dyskretnie zerknęła na pakę, ale z ulgą przekonała się, że Hilgo śpi i pochrapuje sobie cicho. Czując kolejną falę ziewania, zdecydowała się zatrzymać na nocny spoczynek, zwłaszcza że także osiołek dawał oznaki wielkiego zmęczenia. Zatrzymawszy wóz, zeskoczyła z niego, po czym spojrzała na smacznie śpiącego podróżnika. Właśnie miała nim potrząchnąć, żeby go obudzić. Chciała aby pomógł jej w rozpalaniu ogniska. Wędrowiec jednak sam wstał.

-Co? Co się dzieje? –Pytał rozglądając się po okolicy.

-Słucham?  -Zdziwiła się Ashe. -Wszystko jest w porządku, tylko… -I tu urwała. Dookoła wozu pojawiła się gęsta, szara mgła. Gdy dotarła do nich poczuli niezwykłe zmęczenie i przepotężną chęć ułożenia się na ziemie oraz zamknięcia powiek.

-Co to jest? –Pytał Hilgo walcząc z sennością.

-Czary… –Zdążyła jęknąć vazarah nim upadła na ziemię i zasnęła

Wędrowiec wiele dłużej się nie opierał, nim stracił przytomność.

Kiedy się zbudzili, oboje byli ciasno oplecieni długim sznurem, plecami do siebie. Znajdowali się w czymś, co można nazwać grotą, ale tak wypełnioną mnóstwem prymitywnych sprzętów, że to już chyba domostwo, ale bynajmniej nie gościnne. Tak szkaradnych przedmiotów Hilgo w życiu nie widział. Gorsze były jednak trzy paskudne mieszkanki tego miejsca, które teraz tańcowały i ochrypłymi głosami śpiewały coś niezrozumiałego. Przypominały stare, niezwykle chude i wysokie kobiet, ale miały siną, złuszczającą się skórę oraz zdecydowanie za długie oraz za ostre nosy jak na człowieka. Ich ręce były ponadto nieproporcjonalnie długie w stosunku do tułowia. Nie należało to do najprzyjemniejszy widok, kiedy jest się związany i zdanym na łaskę.

-Zdaje się, że nieźle wpadliśmy. Nie boisz się Ashe? –Szepnął Hilgo do towarzyszki.

-Nie. –Odparła krótko vazarah.

-Może pazurkami rozetniesz nasze więzy? –Rzekł podróżnik, zerkając na tańczące potwory.

-Niestety, ale to za gruby sznur. –Westchnęła kobieta. –Czyli tak, wpadliśmy rzeczywiście nieźle. Te trzy stwory są nocnymi jędzami…

-Wiem jak się nazywa takie potwory, spotkałem już nocną jędzę. –Przerwał jej podróżnik. –To takie przeklęte ludzkie kobiety.

-Dokładnie, były ludźmi i to uzdolnionymi magicznie, ale pragnienie wiecznego piękna oraz młodości sprowadziło na nie klątwę. Teraz są bestiami, które na dodatek mają teraz ochotę zjeść kolację, czyli… -Nie dokończyła bo oto zbliżyła się jedna z jędz, z paskudnym uśmiechem, na nie mniej paskudnej twarzy.

-Siostry! –Zawołała, a właściwie zaskrzeczała do swoich „sióstr”. -Ptaszki się nasze zbudziły! Jak je przygotujemy? Ja myślę o pieczeni.

-Lepiej żywych i na surowo. Będą tak słodko wrzeszczeć, chmy… -Rozmarzyła się kolejna.

-Głupiaś! Trafił nam się rzadki rarytas, trzeba ugotować zupę! –Odparła ostatnia.

-Nie, upieczmy ich! –Upierała się pierwsza. –Pomyślcie, chrupiąca skórka…

-Na surowo! –Przerwała jej druga.

-Zupa! –Nie dawała za wygraną trzecia.

-Ja mówię, że będzie pieczeń! –Wrzeszczała dalej pierwsza.

I oto trzy stwory zaczęły się w tak zażarcie kłócić o to jaki jest najlepszy sposób na zjedzenie Hilga i Ashe, że na nic więcej nie zwracały uwagi.

-Słuchaj Ashe! –Szepnął ponownie wędrowiec, korzystając z rozkojarzenia potworów. –W kieszeni spodni mam nóż, zdaje się, że go nie zauważyły. Może uda ci się go wyciągnąć i przeciąć nim linę. Ja niezbyt mogę tam sięgnąć.

-Po twoim opanowaniu widzę, że nie po raz pierwszy coś chce cię zjeść, co? –Zażartowała nerwowo vazarah. -Na całe szczęście nie zbyt potrafią krępować więźniów, więc chyba dam radę. –Rzekła cicho towarzyszka, gdy w międzyczasie starała się sięgnąć do kieszeni Hilga, by wyjąć ostrze.

Dobrze złapawszy za rękojeść noża, ostrożnie wyciągnęła go z kieszeni zielonych spodni wędrowca i zaczęła powoli przecinać nim więzy. W końcu, po niemiłosiernie długiej chwili oraz wielu ruchach ostrza, pierwszy splot sznura puścił, a dalej poszło już z górki. Przecięła drugi splot, trzeci, czwarty i w końcu cała lina leżała w kawałkach na podłożu jaskini, a uwolniona dwójka skradała się wzdłuż ściany do wylotu jaskini. Chociaż nawet gdyby teraz wybiegli, jędze by tego nie spostrzegły, bo właśnie w sporze o sposób przygotowania zdobyczy doszło do rękoczynów. Tłukąc się i szarpiąc za swoje sztywne kudły, wszystkie trzy znalazły się nagle na ziemi, tam gdzie powinien grzecznie leżeć przyszły posiłek. Niefortunnie przypomniały sobie o kolacji, a spostrzegłszy, że po jedzeniu zostały raptem rozcięte sznury, wpadły we wściekłość, po czym wybiegły z jaskini, jak burza, w pogoni za uciekinierami.

Gdyby Ashe była w tej chwili sama, prawdopodobnie zdołałaby uciec trzem stworom, ale Hilgo biegł „ludzkim” tempem, a jej jakoś niezręcznie było go zostawić w tyle, więc równając się z nim ponaglała wędrowca do większego pośpiechu. Jędze miały sporą stratę, więc szakaloczłek i człowiek dotarli z powrotem na szlak w miejscu, gdzie pojawiła się usypiająca mgła. Niestety wóz był zniszczony, a osiołek gdzieś przepadł. Planowali uciekać dalej drogą, ale dookoła z niczego wystrzeliły wysokie płomienie więżąc ich w gorejącym pierścieniu. Ogień rozstąpił się przed trzema złymi stworami.

-Jedzenia nam ucieka, siostry! –Zawołała jedna z jędz.

-Ale teraz ucieczka się kończy! –Krzyknęła druga.

-I poznają nasz gniew! Razem siostry, będzie pieczeń! –Syknęła trzecia.

Wszystkie trzy stanęły w szeregu, a następnie wzniosły szponiaste dłonie w kierunku Hilga i Ashe. Zaczęły bełkotać coś niezrozumiałego, a oni nie mieli gdzie uciec. Nagle z przestrzeni pomiędzy rękami każdej z jędz wystrzeliły płomienie. Rzeczywiście postanowiły ich upiec. Hilgo pewien końca swych wędrówek, pogodził się z losem i zamknął oczy. Pewien był rychłego uderzenia gorąca, bólu, a potem ciemności. Jednak nic takiego nie nastąpiło. Zdziwiony wędrowiec uchylił powieki. Zobaczył wtedy, jak strumień ognia rozstępuje się przed wzniesioną dłonią Ashe nie czyniąc im obojgu krzywdy. Gdy jędze skończyły wysyłać płomienie, rozdziawiły szeroko oczy i paszcze ze zdziwienia.

Ashe się zaśmiała, a był to bardzo złowrogi śmiech, niepodobny do jej wcześniejszego głosu.

-Wystarczy tego. Myślę, że czas zrzucić płaszczyk niewinności. –Rzekła i jednocześnie powietrze w okolicy stało się dziwnie ciężkie, wręcz przytłaczające.

Postać Ashe otoczyło coś co można by nazwać zielonym płomieniem. Kiedy zniknął, jej ubranie zmieniło się z prostej sukienki w białe szaty, bogato zdobione złotem, a oczy zaświeciły szmaragdowym blaskiem. Niby nieznaczna to przemiana, ale w szakaloczłeku było coś co wywoływało trwogę. Nawet trzy jędze odczuły strach i zamieniwszy szeptem kilka słów, zaczęły przygotowywać kolejne zaklęcie. Ashe, a właściwie nie, Hilgo wątpił teraz, że naprawdę się tak nazywała, wskazały trzy szkarady palcem zakończonym pazurem.

-Gińcie! –Rzekła groźnym tonem, ale nie podniosła głosu.

Gdy tylko wypowiedziała te słowo, miejsce, w którym stały jędze, pochłoną zielony blask, a gdy przeminął po trzech stworach pozostały tylko trzy kupki popiołu. Hilgo również poczuł ukłucie strachu. Przez chwilę sądził, że podzieli los tamtych potworów, a jego przygody i tak się skończą.

-Czyżbyś się bał panie Hilgo, dzielny, ludzki podróżniku? –Rzekła vazarah do wędrowca głosem zupełnie innym niż gdy była Ashe. Obecny należał do osoby dumnej i dostojnej, jednak nie okrutnej.

-Może troszeczkę, panienko. –Odparł Hilgo, kłaniając się lekko z uprzejmym uśmiechem na twarzy.

-Czujesz mą moc, prawda? –Mimo że była zaskoczona postawą podróżnika, jej pytanie było stwierdzeniem. -Wydaje ci się, że powietrze stało się nagle ciężkie? –Dodała, zbliżając się, a jej obecność z każdym krokiem stawała się dla wędrowca co raz bardziej przytłaczająca.

-Trudno tego nie czuć. –Przytaknął.

-A jednak mimo to boisz się, jak powiedziałeś, tylko „troszeczkę”. Z niewielu ust, które poznały moją prawdziwą naturę usłyszałam taką deklarację. Bardzo interesujący z ciebie człowiek.  –Rzekła z uznaniem.

-Panienko. –Zaczął człowiek, który chociaż drobny się czuł przy stojącej przed nim potędze, patrzył jej prosto w oczy. –Podczas podróży widziałem wiele potężnych rzeczy, których jednak nie bałem się, bo wiedziałem, że przy odpowiednim podejściu nie zrobią mi krzywdy.

-To tylko dowodzi, że nie jesteś zwyczajnym człowiekiem. –Odparła istota z nieskrywanym zainteresowaniem. -Wiesz może kim jestem?

Hilgo miał pewne domysły, ale przecząco pokiwał głową.

-Jestem poszukiwaczką wiedzy, a me imię to Haszabel. –Rzekła z dumą.

Wędrowiec pokiwał głową jakby spełniły się jakieś jego domysły.

-O tak. –Kontynuowała Haszabel. -Przez kilka godzin miałeś zaszczyt podróżowania w towarzystwie niezwykle potężnego, żyjącego od tysiącleci czarnoksiężnika. Jak się z tym czujesz, człowieku? Nie odebrała ci ta wieść mowy?

-Nie. –Odparł krótko Hilgo. –Mówić mogę bez problemu, tylko co ja mam powiedzieć? –Wzruszył ramionami. -Ashe nie wyróżniała się niczym poza tym, że lubiła się popisywać wiedzą, a jej lud mieszkał bardzo daleko w miejscu dużo cieplejszym. Pewny jestem jednak, że jej zachowania, to nie była wyłącznie gra aktorska. –Dodał na koniec z uśmiechem.

-Tu masz rację. To nie była gra. Ashe jest częścią mnie. –Odpowiedziała znacznie mniej władczym tonem, śmiejąc się przy na widok tego uśmiechu. -Zabawne było to spotkanie z tobą, Hilgo. Z człowiekiem, który nie odczuwa strachu przed istotą mogącą go zmiażdżyć jednym ruchem palca. Nawet dam ci mały prezent, który być może pomoże ci w podróży na północ, bo wiedz, że za tymi górami będzie tylko niebezpieczniej. –Mówiąc to klasnęła, a ze szczątków wozu wyskoczył cienki, podłużny kształt i wpadł w jej otwartą dłoń.

Był to czarny kostur, okuty srebrem u obu końców. Haszabel podała go podróżnikowi. Właśnie teraz, przyjmując ten dar, wędrowiec przypomniał sobie o stracie swego wiernego, dębowego kija. Kiedy wziął już laskę do rąk, poczuł, że drzemie w niej wielka moc.

-Dlaczego ktoś taki jak ty, przejmuje się kimś takim jak ja? –Rzekł do czarnoksiężniczki, oglądając podarunek.

-Powiedzmy, że jestem zainteresowana tym czy ci się uda dotrzeć do północnego morza. –Odparła Haszabel. -Zaklęcie, którym obdarzony jest ten kostur zwiększy twoje szanse, ale nie jest gwarantem, że przeżyjesz. Jeśli jednak dzięki odwadze i hartowi ducha ci się powiedzie, ktoś się z tobą skontaktuje. Być może spotkamy się jeszcze, a wtedy opowiesz mi o przygodach jakie na ciebie czekały. Teraz już się pożegnam. Do zobaczenia.

Gdy tylko padło ostatnie słowo zielone płomienie zakryły całą postać Hashabel i gdy po chwili zgasły po niej nie pozostał żaden ślad. Hilgo odparł coś na pożegnanie i zabrawszy z ziemi zgubiony przy porwaniu oraz cudem ocalały kapelusz z białym piórkiem, ruszył piechotą ku północy. Mimo że nastała już noc, nie czuł zmęczenia i uszedł jeszcze kilka mil.

Gdy tylko odszedł ze stoków gór spadł wiatr, który rozdmuchał popioły.

 

Krzysztof Wolf

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s