Wycieczka do starego zamku – Część 2

Tak więc zaczęli zwiedzać parter. Była to dla nich niezła zabawa, bo tyle tu dziwów, że czas upływał bardzo szybko. Z jadalni przeszli do zrujnowanej kuchni. Pomyszkowawszy tam, zbadali następnie od dawna pustą spiżarnię, a potem ruszyli do kolejnych pomieszczeń. W kwaterach dla żołnierzy natrafili na więcej starego drewna i zardzewiałego metalu. Na koniec dotarli do zbrojowni, ale zgoła nie pozostał tam ani jeden zdatny do użytku egzemplarz broni. Gulelu nawet nie domyślali się do czego służyło to pomieszczenie. W Pegre, myszoczłecy nie gromadzili tak dużych ilości broni, by potrzebna była zbrojownia. Ostatecznie, wszystko co zobaczyli ciekawego, zazwyczaj nie nadawało się już do niczego. Nawet jeśli coś nie było kompletnie zniszczone to drewno spróchniało, a żelazo zardzewiało. Nie widząc tu nic więcej ciekawego przyjaciele postanowili zobaczyć co jest na innych piętrach zamku.

-Pytanie. –Nimei zatrzymała Ika, gdy znów znaleźli się w wielkiej sali –Idziemy w górę, czy w dół?

-Najpierw w górę, myślę. –Odparł po chwili zastanowienia. -Jak patrzyłem z zewnątrz to wysoko nie zajdziemy, a kto wie jakie duże mogą być podziemia.

Tak więc, na znalezionych schodach poszli w górę. Trafili tam na komnaty pana zamku i pokoje gościnne dla dostojników. Ciągle było czuć tam przepych minionych dni, mimo że arrasy już dawno zetlały, a bogato rzeźbione meble spotkał ten sam los co wszystkie inne drewniane przedmioty, po za tym odnaleźli kolejne cuda wykonane z cennych metali. W jednej z komnat w stosie starych szmat na przykład Nimei znalazła biżuterię.

-Spójrz! –Pokazała znalezisko Ikowi. –To chyba jakiś wisiorek?

-Ładne. –Stwierdził, oglądając cacko.

Dziewczyna trzymała szafir osadzony w grawerowanej, srebrnej oprawie przyczepionej do łańcuszka.

–Na co czekasz? Załóż to, zobaczymy jak będzie wyglądać na twojej szyi. –Zachęcił ją.

Przyjaciółka usłuchała go i powiesiła łańcuszek na szyi. Wisiorek był dość zgrabny oraz lekki, więc nie ciążył.

-Jak wyglądam? –Spytała.

-Jak dla mnie, ślicznie. –Przyznał przyjaciel, ale po chwili krytycznie spojrzał na jej ubiór. -Tylko przydałaby się ładna sukienka, ale raczej tu niczego nie znajdziemy. Wszystko jeśli nie zgniło to i tak jest na nas za duże. Chodźmy dalej. –Odparł Iko i chciał opuścić ten pokój.

-Czekaj! –Wstrzymała go Nimei. –To szkło odbija obraz niczym tafla wody. –Rzekła ścierając rękawem grubą warstwę kurzu ze szklanej powierzchni wprawionej w drewno i leżącej pod ścianą. Popatrzyła chwilę w zwierciadło, po czym powiedziała z uśmiechem. –Masz rację, ślicznie wyglądam. Tylko to ubranie…

-Chodźmy już! –Ponaglił ją towarzysz.

Wkrótce także Iko miał okazję znaleźć coś co mu się spodoba bardziej niż inne rzeczy. W jednej z kolejnych komnat natknęli się na nienaruszony stolik z ustawionym na nim stojakiem, zaś na stojaku leżał w skórzanej pochwie długi sztylet, chociaż dla gulelu mógł służyć za miecz. Chłopak ostrożnie zdjął ostrze i spróbował wyjąc je z futerału. Wystarczył jeden lekki ruch by w pomieszczeniu zabłysnął nieskażony rdzą, biały metal, z którego wykonano klingę. Iko wpatrywał się w znalezisko jak urzeczony.

-To też jest ładne i zrobiono to z zupełnie innego metalu niż te żółte, czy szare błyszczące łyżki. –Rzekła z podziemiem NImei. -Nie jest aby za ciężki?

-Nie. –Odrzekł towarzysz robiąc zamach bronią. –Jest bardzo lekki i dobrze leży w ręce. Żeby nie rzec, idealnie.

-To weź go. –Zaproponowała towarzyszka. -Ja już znalazłam pamiątkę. –Dodała,  wskazując na wisior.

-Właśnie chciałem to zrobić. -Burknął Iko.

Chłopak nie potrzebował namowy przyjaciółki żeby zachować mieczyk razem z pochwą od niego, której także nie ruszył upływ czasu. Ostrze to zostało wykonane przez mistrzów-rzemieślników w odległym Arikanorze na specjalne zamówienie dla małoletniego syna ostatniego władcy tegoż zamku, ale tego młodzi gulelu nie mogli wszakże wiedzieć. Zaczarowanej białej stali nie imał się czas i ciężko ją złamać, przy czym jest to metal na tyle lekki, że nie ważył wiele więcej niż drewno, z którego zrobiona była broń, którą Iko zabrał z domu. Przyjaciele zbadali następnie pozostałe komnaty, przynajmniej te których nie blokowały ostałe i dziwnym trafem nieprzegnite drzwi, jednak nic naprawdę ciekawego już nie znaleźli.

-Więc teraz w dół? –Spytała Nimei, gdy skończyli przeszukiwanie ostatniego pokoju.

-Pewnie! –Odparł jej towarzysz. –Myślę. –Dodał wspinając się na parapet jednego okien i spoglądając w niebo. –Myślę, że nie jest jeszcze zbyt późno.

Tak więc schodami wrócili na parter, a potem kolejnymi zeszli do podziemi zamku. Pierwsze co ich uderzyło tam na dole to zatęchłe powietrze oraz nieprzeniknione ciemności. Było tu całkiem inaczej niż w norkach gulelu.

-Ale tu ciemno. –Rzekł Iko wypatrując sobie na próżno oczy. –Prawie nic nie widzę.

-Zaradzę temu. –Odparła Nimei lekko stukając swoim kosturem o posadzkę. Nad jego zwieńczeniem pojawiła się kula światła, która skutecznie rozproszyła panujący tu mrok. Dziewczyna była bardzo dumna ze swojej sztuki, chociaż było to jedno z najprostszych zaklęć.

-Dobra robota. –Pochwalił ją przyjaciel. –Ruszajmy.

Zaczęli badać podziemia. Lochy okazały się bardzo rozbudowane i chociaż nie miały charakteru labiryntu, dało się tu pobłądzić. Znajdowało się tu obszerne więzienie i nawet gulelu nie trzeba było wyjaśniać do czego służyły te kraty. Pozostały tam nawet kości nieszczęśników, zapomnianych podczas opuszczania zamku, pomarłych z głodu oraz pragnienia. Trzeba dodać, że przez te widoki dwójka małych odkrywców przestała czuć się tu tak swobodnie. Jednakowoż sali tortur ni w ząb nie rozumieli. Dziwnym trafem, groteskowe machiny do zadawania cierpień wydawały się wręcz nietknięte upływem czasu. Gulelu czuli jednak smród śmierci unoszący się w tym pomieszczeniu, a wygląd tych urządzeń przyprawiał ich o dreszcze i jeżył sierść na grzbiecie.

-Chodźmy stąd Iko. –Szepnęła błagalnie Nimei. –Nie chcę oglądać tych dziwnych rzeczy z bliska.

-Taa. –Odrzekł przyjaciel, wycofując się wraz z nią z pomieszczenia.

Po tych widokach zaczęli się mimowolnie poruszać ze znaczną dozą ostrożności po reszcie lochów, a eksploracja nie sprawiała im już takiej frajdy. Na szczęście nie było już tu więcej podobnych pomieszczeń. Natknęli się jeszcze na pusty skarbiec z paroma zapomnianymi monetami, które skrzętnie pozbierali oraz piwnice, w których niegdyś trzymano beczki pełne wina i piwa, albo zapasy długo trzymającej świeżość żywności na wypadek oblężenia. Chociaż gulelu potrafią żyć w pod ziemią to ich norki leżą płytko oraz są jasne i przewiewne. Tu stęchlizna, zaduch oraz ponura atmosfera sprawiły, że zarówno Ikowi, jak i Nimei szybko zachciało się wrócić na słońce i świeże powietrze. Jednak stało się coś takiego, że zmienili plany. Gdy zmierzali już w stronę wyjścia, chłopak potkną się nagle o wystającą płytę podłogi, po czym runął jak długi na ziemię. Kiedy się podnosił, oparł rękę o ścianę i ze zdziwieniem stwierdził, że pod naciskiem poruszył się jeden z kamieni. Zaciekawiony wcisnął go. Wywołało to lawinę trzasków oraz brzęknięć gdzieś za murem. Po chwili, na oczach dwójki przyjaciół fragment ściany zaczął się zapadać pod podłogę, ukazując ukryte przejście.

-Schodzimy tam? –Zapytała niepewnie Nimei, zaglądając za próg. Znajdowały się tam stopnie, prowadzące jeszcze głębiej pod ziemię.

-Czemu nie. Przyszliśmy przecież poznać to miejsce. –Odparł Iko i wszedł tam.

Schody okazały się dość krótkie, ale na ich końcu stały ciężkie, stalowe drzwi opatrzone odlaną ze złota płaskorzeźbią przedstawiającą wieloramienną gwiazdę. W rzeźbie było widoczne okrągłe wgłębienie. Gulelu spróbowali pchnąć metalowe odrzwia, ale nie drgnęły ani o milimetr, mimo że wytężali wszystkie siły.

-To by było na tyle. Nawet stu gulelu nie poruszyłoby tych drzwi. –Rzekł rozczarowany chłopak, po czym chciał odejść.

-Zaczekaj. –Zatrzymała go przyjaciółka, wpatrując się w to wgłębienie. –Podsadź mnie.

-Słucham? –Zdziwił się prośbą Iko.

-Dalej podsadź mnie, chyba wiem co trzeba zrobić.

Towarzysz dłużej nie protestował i użyczył swoich pleców. Gdy Nimei znalazła się nie wysokości płaskorzeźby, zdjęła znaleziony na piętrze wisior, po czym umieściła go w otworze. Oprawa szmaragdu idealnie się tam wpasowała.

-Świetnie, tylko co dalej? –Zapytał spoglądając w górę Iko. –Wiesz, zrobiłaś się jakby cięższa. Chyba ostatnimi czasy jesz za dużo ciastek.

Na tą uwagę urażona dziewczyna dała przyjacielowi mocnego pstryczka w noc, a potem, w odpowiedzi na postawione pytanie, przekręciła wisiorek. Razem z klejnotem poruszył się fragment złotej gwiazdy. Nimei obracała wisior do oporu. Drzwi wtedy szczęknęły i między ich skrzydłami pojawiła się szczelina. Dziewczyna wyjęła wisior, po czym z dumną miną zeskoczyła z Ika.

-I co ty na to? –Zapytała z rękoma skrzyżowanymi na piersi.

-Tyś zaprawdę najmądrzejsza ze wszystkich gulelu i nikt nie dorówna twemu szczęściu. –Odparł żartobliwie. –Że akurat znalazłaś ten jeden pasujący wisiorek.  A teraz, o mądra Nimei pomożesz mi popchnąć te drzwi?

Przyjaciele naparli na jedno ze skrzydeł wrót i po chwili siłowania, tym razem uchylili je na tyle by mogli przejść. Za drzwiami leżała okrągła komnata, skąpana w upiornym, niebieskim świetle pochodzącym od sześciu wiszących pod sufitem lamp.

-To musi być magia. –Rzekła Nimei patrząc w górę. –Nie ma mowy by cokolwiek zwykłego paliło się przez tak długi czas.

-Spójrz tam! –Zawołał Iko wskazując kierunek ręką.

Na środku rotundy stał wyższy od nich, kamienny postument, na którym spoczywał przeźroczysty, oszlifowany na kształt sporego jajka kryształ. Niebieskie światło lamp dziwnie się w nim zakrzywiało, tworząc niesamowitą aurę.

-Iko chodźmy stąd lepiej. –Radziła przyjaciółka. –Wyczuwam tu magię, silną magią. Lepiej z nią nie igrać.

-Moment, chcę się temu tylko przyjrzeć. Podejdźmy. –Odparł młodzieniec ignorując ostrzeżenie przyjaciółki.

Dziewczyna mruknęła niezadowolona, ale usłuchała. Na cokole było coś napisane. Iko nauczył się wprawdzie od Nimei trochę czytać i pisać, ale znaki na kamieniu pochodziły z innego języka.

-Możesz to odczytać? –Spytał z nadzieją, gdy towarzyszka dołączyła do niego.

-To chyba język, którego używali mieszkańcy tego miejsca. –Ozwała się Nimei, przyjrzawszy się chwilę znakom. -Mój nauczyciel trochę mnie go nauczył. Zaraz jak to będzie. Momencik. –Zastanawiała się chwilę. Szukała w głowie znaczenia spisanych tu słów. W końcu rzekła. –Już wiem! Tu pisze „Oto wspaniała Alzuria! Gwy… gmy…, a gwieździsty, chmy… gwieździstych klejnot”.

-Tylko tyle? –Zapytał z jakimś dziwnym niedowierzaniem chłopiec. –Żadnych ostrzeżeń, ani wyjaśnień?

-Tylko tyle. –Odparła kwaśno Nimei. -Skoro wiesz już co ten napis oznacza, proszę cię, wracajmy na górę.

-Po co ten pośpiech. –Wzruszył ramionami Iko. -Popatrzmy trochę na to jajko. Jest takie piękne. –Był namiętnie wpatrzony w klejnot.

-Jak chcesz. Ja stąd wychodzę. Będę czekać na końcu schodów. –Odparła Nimei, ale zaczekała jeszcze chwilę. Widząc jednak brak reakcji ze strony towarzysza odeszła w stronę drzwi.

-Iko! Ja naprawdę wychodzę! To jajko przyprawia mnie o dreszcze! –Zawołała jeszcze do przyjaciela.

-To idź! Ja tu jeszcze zostaję! –Odpowiedział ze złością chłopak.

Nimei zdziwiła ta reakcja.

-Dobrze! To siedź tu sobie! –Krzyknęła i wyszła. Liczyła na to, że Iko ją zawoła i przeprosi.

On jednak się nawet nie odwrócił. Ten klejnot go hipnotyzował, przyciągał. Chłopiec nie mógł oderwać oczu, ani się ruszyć. Czuł, że chce posiadać ten klejnot, choćby nie miał on żadnych właściwości. Iko zbliżył się do cokołu aż czubkiem czarnego nosa dotknął kamienia. Chciał sięgnąć po kryształ, gdy usłyszał krzyk Nimei. To go trochę otrzeźwiło. Zaskoczony obejrzał się za siebie. Od strony schodów dochodziły do jego czułych uszu obce, męskie głosy. Jeden niski, basowy, drugi należał do kogoś pewnego siebie. Jego nos nie znał zapachu tych obcych.

-Spryciarz! Patrzaj! Złapałem jakiegoś szczura z kijem w ręku! Chociaż po tym ogonie wydaje mi się, że to jakaś mysza. –Rzekł radośnie niski głos, chwilę po krzyku dziewczyny.

-Zaiste, ciekawe znalezisko. Zastanawia mnie co ten gulelu robił tam na dole w komnacie klejnotu. –Rzekł zimno drugi z mężczyzn. -Przekonajmy się „Mały”. –Ostatnie zdanie miało być pewnie zniewagą, ale ten drugi nic na nią nie odpowiedział.

Iko słyszał ich ciężkie kroki, kiedy schodzili po schodach, jednak pojęcia nie miał jak powinien zareagować, a klejnot ciągle nęcił jego wzrok. Nie mogąc mu się oprzeć, zdjął go z postumentu i schował szybko do swojej torby. Chwilę później do komnaty wszedł włochaty olbrzym o rogatej głowie. Trzymał on za kark swoją wielką dłonią płaczącą z bólu Nimei, a w drugim łapsku spoczywał kostur dziewczyny. Drugi z mężczyzn wyglądał jak istny łotr, na jego psiej twarzy gościł podły uśmiech, a ciało pokrywała ciemnoszara sierść. Jego żółte oczy wyrażały wyłącznie chłód i brak litości. Iko nie dowierzał własnym oczom, bo właśnie miał przed oczami istoty z opowieści. Ten wielki był taurosem, bykoczłekiem, a niski lukaninem, wilkoczłekiem.

-Spryciarz, spójrz! –Zawołał tępym głosem tauros. -Tam jest drugi szczur, to jest mysza!

-To jest gulelu kapuściany łbie. –Mruknął lukanin. –I przestań mnie nazywać spryciarzem! -Po czym zwrócił się do Ika.

-Te, futrzak! –Krzyknął pogardliwie, naśmiewając się z czupryny chłopaka. -Nie powinieneś siedzieć w norze razem ze swoją gryzoniowatą rodziną? Gadaj, co tu robisz?! Albo twoja przyjaciółka straci coś więcej niż tylko trochę sierści z głowy. –Rzekł z uśmiechem wilkoczłek, wyciągając z pochwy przy pasie zębaty sztylet i powoli zbliżając ostrze do gardła Nimei.

Po początkowym zaskoczeniu, na widok ten w sercu Ika miast strachu zagościł gniew.

-Puśćcie Nimei! Natychmiast! –Odparł bojowo, sięgając po znaleziony mieczyk.

-Bo co nam zrobisz? –Rzekł spokojnie „Spryciarz”, spoglądając bez przejęcia na ostrze. Ciągle się uśmiechał. –Zadźgasz nas na śmierć tym nożem do masła? –Nawet bawiło go, że tak marna istota próbuje się stawiać w obliczu dwóch większych i silniejszych przeciwników. -Chyba nie rozumiesz mały kto tu rozdaje teraz karty. Widzisz, twoja przyjaciółeczka to nasz argument przeciwko twojemu. Oczywiście twój jest tak marny, że nawet nie muszę sobie zdzierać gardła i mogę po prostu zabić was oboje. Mam dziś jednak dobry humor. Dlatego składam ci propozycję nie do odrzucenia. Ty, mój drogi, wyjmiesz z tej swojej torby to co zdjąłeś z postumentu, zostawisz to na ziemi i wyjdziesz stąd po schodach. Wtedy mój towarzysz, wypuści twoją dziewczynę. Potem będziecie mogli sobie stąd pójść w jednym kawałku. Co ty na to, myszko?

Iko słuchał tej przemowy z co raz większą irytacją, a kiedy jeszcze nazwano go myszką, nie mógł wytrzymać. Niby się poddając schował miecz do pochwy i zaczął coś wyciągać z torby. Na ziemi położył worek na tyle duży, by zmieścił się w nim jajowaty klejnot, ale tak naprawdę było tam jedzenie. Uśmiechnięty lukanin uznał to za wygraną i ruszył po worek. Gulelu nie miał jednak zamiaru od tak wyjść. Kiedy łotrzy nie zwracali na niego większej uwagi, uderzył.  Z niesamowitą szybkością podbiegł na czterech kończynach do taurosa i wbił swoje zęby w jego wielką nogę tak mocno, że przebił skórę, a krew wytrysnęła. Olbrzym wydarł się w niebogłosy z bólu, przy okazji wypuszczając z rąk Nimei i jej kostur. Dziewczyna, gdy tylko poczuła grunt pod stopami, zabrała swoją własność, po czym zaczęła biec za swoim przyjacielem na górę.

-To! To! To mnie użarło! –Wrzeszczał bandzior. -Zatłukę szczury! –Byk wściekł się, ale towarzysz ostudził go całkiem mocnym ciosem pięści w głowę.

-Głupi! Mamy ważniejszą robotę niż gonitwa za dwoma gulelu! Bierzemy klejnot i… –Nie dokończył, bo właśnie zajrzał do worka. –Mały, kudłaty gnojek! –Warknął, a w oczach zabłysła mu żądza mordu. -Za nimi!

Dwaj zwierzoczłecy ruszyli w pogoń za gulelu.

-Nie wierzę, że ugryzłeś tego olbrzyma żeby mnie ratować. –Pisnęła Nimei, gdy wraz z Ikiem gnali przez lochy w stronę schodów na parter.

-Musiałem coś zrobić, ale nie powiem by był smaczny na surowo. –Odparł chłopiec, ciągle czując niesmak w ustach.

-A co z jajkiem? -Towarzyszka chciała zapytać o jego zachowanie przy klejnocie.

W odpowiedzi pokazał jej kamień. Wytrzeszczyła oczy na ten widok. Wtedy usłyszeli tupot ciężkich kroków. Byli ścigani. Ale jakby z przodu?

-Uważaj! –Krzyknęła do Ika, kiedy zza kolejnego rogu wyskoczył tauros, ale był zbyt wolny i niezdarny. Nie zdołał pochwycić żadnego z gulelu i jeszcze z łoskotem gruchnął o podłogę, kiedy przebiegli mu pomiędzy nogami.

-Ty kapuściany łbie! –Warknął wilk dobiegając do kamrata. -Nie złapiesz tych zwierzaków w ten sposób! Są za zwinne dla ciebie!

-Ta, ta! Bo dla ciebie nie są za szybkie! –Odparł byk podnosząc się z mozołem z ziemi.

-Zobaczymy. –Dodał wilk, mijając go.

Gulelu, bez kolejnego spotkania z dwójką bandytów, udało się dobiec do schodów i dotrzeć na parter. Stąd było jeszcze kilka kroków do wielkiej sali i wyjścia. Jednak, gdy tylko tam weszli tuż przed nosem Ika śmignął nóż. Obok drogi na zewnątrz stał kolejny bohater legend. Tym razem rudy kotoczłek, kintash, który widząc klejnot pod pachą Ika, wyjął drugi nóż.

-Oddaj mi to chłopcze, bo ręczę, że drugi raz nie spudłuję. –Mruknął.

-Za mną Nimei! –Wrzasnął tylko Iko.

Kotoczłek nie spudłowałby rzeczywiście, ale nie spodziewał się z pewnością magii. Nimei wyczarowała szybko niewidzianą tarczę, która odbiła pocisk i pozwoliła gulelu uciec na schody na piętro. Chwilę później z podziemi wyłonili się lukanin oraz tuaros.

-Za nimi! –Wrzasnął wilk do kintasha, który właśnie wybiegł z wielkiej sali im na spotkanie.

-Iko, co robimy? –Spytała Nimei, łapiąc powietrze, kiedy zatrzymali się u szczytu schodów.

Słyszeli już odgłosy pogoni.

-Myślę! Myślę! Wiem! Tędy! –Odparł chłopak, ciągnąć ją za rękę.

Nim bandyci wpadli na piętro, dwójka przyjaciół zdążyła się schować do gnijącej szafy w jednej z sypialni. Mężczyźni, nie widząc żadnych tropów przy schodach, rozdzielili się by szybciej przeszukać komnaty. Pech chciał, że lukanin wybrał pokój, w którym schronili się uciekinierzy. Przez szczelinę w drzwiach szafy widzieli jak bandyta rozgląda się po pokoju. Ku uldze schowanych w szafie, wyglądało na to iż ma zamiar wyjść. Jednak wilk niespodziewanie zatrzymał się tuż przed szafą.

-Myśleliście, że uda się wam mnie przechytrzyć w ten sposób, co? –Zaśmiał się,  zbliżając do szafy.

Jednym silnym ciosem rozbił drzwi, ale nie schwycił żadnego uciekiniera. Iko i Nimei wyskoczyli natychmiast ze zdemaskowanej kryjówki, ale łotr zablokował im drogę na korytarz.

-Skąd wiedziałeś, że tam byliśmy? –Zapytał chłopak.

-Skąd? Jestem lukaninem, w moich żyłach płynie wilcza krew. Powiedzmy, że mam „nosa’, ale tak po prawdzie, wasza kryjówka była tak oczywista, że aż mój nierozgarnięty kolega, by ją odkrył. –Rzekł z drapieżnym uśmiechem. –A teraz,  radzę wam oddać klejnot, zanim komuś, poza Małym, stanie się jeszcze krzywda.

Na myśl o pozbyciu się jajka w Iku ponownie wezbrał gniew.

-Nigdy! –Krzyknął ruszając naprzód.

Wilk rzucił się w jego stronę, ale chybił. Gulelu chciał śmignąć obok niego ku wyjściu, ale napastnik szybkim ruchem odwrócił się i złapał wolną ręką za ogon Ika. Chłopiec patrzył przestraszony, jak „Spryciarz” uśmiechając się, wznosi drugą rękę by rozedrzeć go pazurami. Nagle jednak, wyraz twarzy mężczyzny zmienił się na zdziwiony, a pomieszczenie wypełniła woń dymu i palących się szmat oraz sierści. Lukanin powoli odwrócił głowę. Chwilę zatrzymał oczy na Nimei, która trzymała wycelowany w niego koniec kostura. Potem wzrok bandyty próbował powędrować w dół jego pleców. Zobaczył tam coś co sprawiło, że przestał się uśmiechać. Wyraz zdziwienia na jego twarzy, zmienił się wkrótce w grymas bólu. Nimei wyczarowała niewielki ognisty pocisk, który trafił prosto w zadek wilka. Wrzeszcząc wybiegł z pomieszczenia.

-Zgaście to! Zgaście! –Krzyczał.

Nagle pojawił się tuaros i powalił swojego towarzysza na ziemię, po czym zaczął gasić ogienek. Lukanin nie spłonął, ale po tym ratunku miał mieć przez jakiś czas problemy z siadaniem. Gdy Iko i Nimei korzystając z chwili zamieszania, chcieli zbiec na parter, ich drogę znienacka przeciął kolejny nóż. Z przestrachem zobaczyli kintasha w pozycji po rzucie.

-Chcecie się przekonać, czy trafię następnym razem? –Powiedział wspinając się po schodach w stronę gulelu. –Nie dacie razy wiecznie uciekać moim nożom.

-Więc musimy sprawić byś nie mógł rzucać! Nimei! Ognia! –Rzekł bojowo Iko w porywie zapominając o strachu.

Dziewczyna na polecenie przyjaciele ponownie wyczarowała ognisty pocisk,  który śmignął przed siebie. Rudzielec go jednak z łatwością uniknął. Jednak wtedy, wyskakując w górę z mieczem w dłoni, zaatakował go chłopak, całkowicie zaskakując przeciwnika. Wywiązała się ciekawa walka. Iko korzystając ze swojej szybkości i niewielkich rozmiarów biegał sprawnie dookoła tnąc zawzięcie. Niestety kintash naturalnie posiadał lepszą zwinność, a w dodatku był dobrym szermierzem. Pojedynek wkrótce źle by się skończył dla Ika. Kotoczłek zapomniał jednak o drugim gulelu i podczas próby ataku, padł nagle na ziemię, nie mogąc poruszać nogami. Rudzielec popatrzył na swoje stopy zaskoczony. Otóż Nimei przymroziła je do podłogi. To samo zrobiła z jedną z rąk bandyty, gdy już leżał. Jednak, gdy przyjaciele z tryumfem na twarzy chcieli uciekać na dół, znienacka wyskoczyli na nich lukanin wraz z taurosem, a w rękach trzymali zetlałe arrasy. Po chwili szamotaniny mężczyźni, choć pogryzieni i podrapani, byli zwycięzcami, a gulelu zostali uwięzieni w prowizorycznych workach.

-A niech mnie Spryciarz. Spójrz! –Zawołał bykoczłek. -Wielki fechmistrz Jirmeri został pokonany przez myszy! -Obaj z lukaninem zaczęli się śmiać.

-Zamknijcie się durnie! Weźcie rozbijcie lód, a potem zabieramy kamień oraz gulelu i wynosimy się stąd!

Kamraci usłuchali. Tuaros jednym ruchem oderwał Jirmeriego od podłogi, a lukanin wygrzebał z torby Ika klejnot.

-Nie powiem, widowiskowa rzecz. –Rzekł, podnosząc go do światła. –Nie dziwię się, że Mabin chciał po to przyjechać na to pustkowie.

Gdy mieli już to po co przybyli, zabrali związanych gulelu i wyszli pośpiesznie z zamku. Zszedłszy ze wzgórza udali się pieszo na południowy-wschód w stronę południowego skraju Lasu Pegre. Jednak dla dwójki myszoczłeków, zawiniętych w stare arrasy, nie było mowy o ucieczce w głąb ich rodzinnego boru. Stare tkaniny skutecznie się im opierały. Dla dwójki przerażonych przyjaciół urzeczywistniły się wszystkie opowieści o złośliwości ludów spoza lasu.

Nim zaczęło zmierzchać, bandyci dotarli do celu, czyli na polanę, gdzie znajdował się ich rozbity obóz. Nadchodzącą trójkę przywitał kolejny lukanin, ale o brązowej sierści i ubrany w płaszcz na modłę ludzi.

-Macie to? –Spytał spokojnie.

-Ależ oczywiście, że mamy panie Mabinie! –Rzekł Spryciarz, podając drugiemu wilkowi, który najwyraźniej był tu przywódcą, worek z klejnotem. Tamten zajrzał do środka i zadowolony rzekł.

-Dobra robota. –Ale potem uśmiechnął się złośliwie. -Tylko powiedzcie mi jedno. Co mogło tak urządzić trójkę poszukiwanych listami gończymi łotrów?

Oni, zmieszani, wymienili spojrzenia, po czym wypuścili z arrasów dwójkę gulelu. Myszoczłecy z ulgą łapali oddech i ze strachem patrzyli na czwórkę zwierzoczłeków. Mabin nie wybuchnął śmiechem na ten widok, jak się tego spodziewali jego słudzy.

-Co mieli przy sobie? –Zapytał lukanin.

Pokazali mu więc ich torby, jak również sztylet i naszyjnik.

-Oddajcie im to, a potem puśćcie wolno! –Rozkazał ku zaskoczeniu trójki łotrów.

-Ale szefie! –Próbował zaprotestować kintash. –Nawet nie wiesz jakich nam przysporzyli kłopotów. Mamy chyba prawo do zemsty?

Mabin był jednak nieubłagany.

-Dzięki mnie jeszcze nie wisicie, cała trójka. –Syknął. –Jestem panem waszego losu, a me słowo dla waszych uszu winno być święte. Powiedziałem: Oddajcie im to i puśćcie wolno! –Powtórzył polecenie bardziej groźnym głosem, obdarzając porażającym spojrzeniem. –Wystarczy mi sam klejnot.

Nie opierali się dłużej, bali się Mabina. Gulelu byli tym wszystkim wielce  zdziwieni, kiedy oddawano im rzeczy. Nimei ponagliła Ika, by jak najszybciej biegli do lasu, ale chłopak zatrzymał się.

-Dlaczego pozwalasz nam odejść? –Zapytał.

Mabin spojrzał na niego tak, jakby już zdążył zapomnieć o gulelu.

-Dlaczego, pytasz? –Zadumał się. -Bo nie ma sensu pozbawiać was ani życia, ani wolności. Jeśli coś nie ma sensu, to tego nie czynię.

-A czym jest to jako? –Dodał chłopak, wskazując na klejnot.

-Widzę, że uwiódł cię jego czaro, co? To taka magiczna, cenna rzecz, które nie ma innej właściwości niż podburzanie do walki o nią. Dzieło podłych magików. Myślę, że dobrze iż nie trafiła w wasze ręce, bo walczylibyście o nią nawet nie wiedząc po co.

-A ty co z nią zrobisz? –Włączyła się Nimei.

-Nie wasza sprawa, mali myszoczłecy. Znikajcie wreszcie, za nim poszczuję was tą trójką. –Rzekł zniecierpliwiony.

Nimei odciągnęła Ika, który tęsknie spoglądał na klejnot.

Maszerowali przez las. Minęło sporo czasu od puszczenia ich wolno przez Mabina i zapadła już noc. Zmęczenie wypadkami dnia, przyjaciele zadecydowali się wreszcie zatrzymać, aby odpocząć oraz porozmawiać.

-I co powiesz o swojej przygodzie? –Zapytała ironicznie Nimei, która miała wrażenie, iż przygód starczy jej do końca życia.

-Na początku było fajnie. –Zaczął Iko. –Ale potem… Chyba nie mam już ochoty na kolejne przygody. Jeśli takie złe istoty chodzą po szerokim świecie, to wolę zostać w Tiokii.

-A co z tym jajkiem? Mówiłam, że jest zaczarowane.

– Ale czy to prawda co ten Mabin powiedział? Że pożąda się tego kamienia, a on nic w zamian nie daję? –Wątpił chłopak.

-Na podstawie twojego przypadku powiem, że mówił prawdę, przynajmniej częściowo. –Stwierdziła Nimei tonem eksperta. -Sądzę, że jeszcze marzysz o tej rzeczy.

-Skłamię jak powiem, że nie narzuca się moim myślom, ale po kilku godzinach już osłabła chęć posiadania tego jajka. –Odparł Iko.

-To dobrze. Masz całą noc na wymyślenie co powiemy w Tiokii, jak już tam wrócimy.

-Całą noc? –Zdziwił się.

-Chyba nie zamierzasz wędrować po nocy, co? Musimy znaleźć jakieś miejsce na nocleg i przespać się. Dalej pójdziemy rano.

-No dobra. W każdym nie zamierzam zaprzątać sobie głowy wymyślaniem jakiś historyjek. Po prostu powiem prawdę.

-Iko! –Zdumiała się dziewczyna.

-Mamy dowody, że byliśmy w zamku. A historię jajka i łotrów możemy pominąć. Czemu denerwować starszyznę wspominaniem o obcych na granicach Pegre.

-Chyba masz rację. –Przyznała Nimei.

Nazajutrz gulelu wrócili do Tiokii i natychmiast poprowadzono ich przed starszyznę. Skruszeli młodzi opowiedzieli swoją przygodę w zamku, zgodnie z planem Ika pomijając fragment o zaczarowanym klejnocie i czterech obcych. Spodziewali się surowej kary. Jednakże, po chwili dyskusji w swoim gronie, starsi zaczęli wychwalać ich odwagę i że wreszcie zniweczyli tajemnicę otaczającą stary zamek. Wieczorem przy ognisku to oni musieli opowiadać, a dookoła zgromadziła się cała niemal wioska. Każdy chciał ją usłyszeć, była to najciekawsza historia od lat, bo mówili ci, którzy sami ją przeżyli, a w dodatku pokazywali prawdziwe pamiątki z wyprawy. Przez kilka kolejnych dni Iko i Nimei wielokrotnie jeszcze powtarzali tą opowieść. Obiegła wkrótce inne osady gulelu w Pegre, stając stałym elementem repertuary mistrzów bajarzy na długie lata. Jednakże jej bohaterowie, nie mieli ambicji tworzyć kolejnych opowieści ze swoim udziałem.

Koniec

By Galliusz

Poprzedni rozdział

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s